Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

niedziela, 7 maja 2017

Zapraszam do nowego miejsca

Ten blog długi czas był w uśpieniu. Przepraszam wszystkich, którzy chcieli do mnie przyjść, a napotkali zamknięte drzwi.
Nadal Was lubię. 
Toteż jeśli Wy nadal lubicie mnie, to:
Zapraszam na nowe śmieci, czyli na mój obecny blog iw-motywacja.

środa, 27 lipca 2016

Czas kończyć, czyli ostatni wpis

Moi Drodzy,
czas pisania tego bloga i przebywania z Wami był dla mnie bardzo ważny.
Nadszedł jednak czas, że są w moim życiu rzeczy ważniejsze i takie, którymi już nie mam ochoty się dzielić publicznie.
Tym bardziej, że różni ludzie czytają i nie zawsze rozumieją. Wyciągają niewłaściwe wnioski na mój temat. Generalnie pisanie ot tak bez celu znużyło mnie i zmęczyło. A pozostawianie czegoś, co nie ma sensu, jest wbrew mojej logice i mojemu odczuciu.
Dlatego zamykam niniejszym mojego bloga.
Dziękuję Wam za te setki komentarzy, za to, że bywaliście ze mną, gdy było dobrze i było źle i za to, że w ten sposób staliście się na zawsze cząstką mnie.
Do zobaczenia gdzieś kiedyś.
Nie mówię, że nie zajrzę do Was, ale póki co zamykam bloga jutro.
Życzę Wam wszystkim powodzenia.

Postanowiłam odblokować jeszcze raz tego bloga, w końcu jest na nim kawał mojej historii, którą czasem warto się podzielić.
Obecnie piszę w nowym miejscu i tam Was zapraszam:
iw-motywacja.blogspot.com
Wasza IW

wtorek, 26 lipca 2016

Opowieść o ściereczce

Hanna była w swoim żywiole, akurat miała siłę i wenę i sprzątała cały dom z taką radością, że nawet jej nie przeszkadzało zmęczenie, ani pot lejący się po plecach. Potem odpocznie. 
To nic, że musiała przelecieć na szmacie i odkurzaczu cały dom. Najważniejsze, że pojawiali się chętni na kupno, i to sporo, po kilka rodzin na tydzień. Ta świadomość ją uskrzydlała i dodawała siły, której jednak zaczynało brakować z każdym kolejnym wysprzątanym pomieszczeniem i piętrem.
W którymś momencie dotarła do swojej łazienki.
I tu w szafce leżała taka ściereczka zielona z mikrofibry, którą wycierała po umyciu wannę, kafelki, prysznic i przecierała okno.
To znaczy zawsze wcześniej leżała w szafce, na stałym miejscu. Hanna szukała jej na próżno. W szafce, w całej łazience, na parapecie, w sypialni... Nigdzie nie było!
Ta akurat ściereczka była świetna do zbierania wody i doprowadzania chromowanego kranu do stanu na błysk. Tak więc Hanna sięgnęła pewnie do szafki po tę zieloną ściereczkę, ale ściereczki na znajomym miejscu nie znalazła. 

czwartek, 14 lipca 2016

Co się stało?

Kazik wyjechał do Anglii trochę popracować, zarobić i pospłacać długi, które nie on pozaciągał, ale był na tyle nierozsądny, że kiedyś za kogoś poręczył.
Nie ma już teraz nawet żalu, chociaż kiedyś ścigał, szukał, sprawdzał, wściekał się. Bywa trudno, kiedy nie zarabia i musi płacić czynsz, a do tego jeszcze te raty.
Ta która go na podpis na poręczeniu naciągnęła, kiedyś dała mu sporo u siebie zarobić, a teraz sama z rodziną tynk ze ścian obgryza, tak cienko przędzie. Wzięło się na siebie czyjś telewizor na pół ściany, którego dawno nie ma, to teraz trzeba tę żabę jakoś połknąć.
Raz na wozie, raz pod wozem. Teraz Kazik to już wie.
Od lat był samotnym rozwodnikiem. W tamtej chwili poczuł się komuś potrzebny, w sumie nie miał nikogo innego, komu by choć trochę na nim zależało. A ona wyciągnęła go nie raz, nie dwa z ciągu. Toteż miał wobec niej dług.
Latami popijał za dużo, wtedy to nawet miał sporo kumpli. Ale kiedy pewnego dnia postanowił odstawić wszystko i trzyma się tego już co najmniej od dwóch i pół roku, kumple od kieliszka gdzieś się oczywiście rozpłynęli. Przestał być ciekawym towarzystwem.
Kaśka pisała do niego przez cały pobyt w Anglii. Codziennie dowcipkowali sobie wymieniając SMSki. Może nie wykraczały one poza zwykłą kumpelską więź, może czasem były zbyt radosne. W każdym razie zapełniały jej nudę, a dla Kazika stanowiły najjaśniejszy punkt każdego dnia, kiedy padał na łóżko wyczerpany po całodziennej ciężkiej harówie.
I trzymały go przy życiu, kiedy myślał o rychłym powrocie, jak już tu trochę kasy zarobi. Wrócił przed tygodniem i pierwsze kroki chciał skierować do Kaśki. W końcu miał nadzieję, że te SMSy jakoś się rozwiną, że coś między nimi zaiskrzyło, a może wreszcie po latach będzie mógł wziąć w ramiona kobietę.
Zadzwonił, żeby wpaść do niej w niedzielę. Kaśka się ucieszyła, ale spytała też z miejsca, czy może jej od razu tę półkę w łazience przykręcić, o której rozmawiali przed jego wyjazdem kilka miesięcy temu. Kazik uspokoił ją, że to zrobi, ale chciałby najpierw wpaść, na spokojnie pogadać, a miejsce obejrzeć, zanim się zabierze za jakieś naprawy i żeby wiedzieć, jakie narzędzia ma przywieźć.
Długo myślał na wyjeździe, zanim kupił dla Kaśki jakieś tamtejsze smakołyki, nie znał jeszcze aż tak dobrze jej upodobań, a poznali się, kiedy robił jej remont mieszkania. Miał chęć ją lepiej poznać, podobała mu się, a SMSy wysyłane z taką częstotliwością pozwoliły mu sądzić, że i ona dopuszcza możliwość, żeby to było coś więcej. Kazik już swoje lata miał i bawić się w podchody w tym wieku ani nie umiał, ani za bardzo nie miał chęci. Niby na co dzień śmiały i dowcipny w obejściu, kiedy chodziło o te sprawy, o jego sprawy, większość uczuć i przemyśleń znikała gdzieś głęboko w czeluściach jego serca, nigdy nie wychodząc na światło dzienne.
Mieszkając przez lata sam, czasem z kumplem, któremu podnajmował jeden pokój, zaczął już powoli sądzić, że nie ma kobiecie nic do zaoferowania. Żona odeszła dawno temu, zabierając dzieci, do innego, który akurat był na miejscu, podczas gdy Kazik znów zarabiał dla rodziny kasę za granicą. Ale go nie było. A kiedy był, popijał już wtedy za dużo.
Odzwyczaił się od bycia z kimkolwiek na co dzień. Miał już swoje przyzwyczajenia, swoje starokawalerskie. Lubił wesołą muzykę, lubił wypić rano kawę, lubił popatrzeć na zieleń, zadbać o swój mały ogródek, który był głównym powodem, dla którego mieszkał w tym sypiącym się domu nawet bez porządnego ogrzewania. Jedno, czego nie udało mu się rzucić to papierosy. Tak sobie myślał, że jak będzie miał dla kogo, to rzuci. Dla samego siebie nie czuł potrzeby. Nie było warto.
W sobotę przed wizytą u Kaśki zadzwonił raz jeszcze, żeby potwierdzić godzinę. Miało to być ich pierwsze spotkanie po długich miesiącach niewidzenia się, po codziennych SMSach via Anglia-Polska, po narastającym czekaniu i niepewności z jego strony. Po stukaniu się wielokrotnie w ten stary łeb, że przecież taka kobieta pewnie go nie będzie chciała. I za chwilę po kolejnym SMSie z nadzieją, że może jednak. Skoro umie ją codziennie zabawić i doprowadzić do uśmiechu telefonicznie, to może będzie chciała to mieć na co dzień.
W myślach nie pozwalał sobie iść nigdzie dalej, niż do powiedzmy nieco bardziej bliskiej rozmowy. W końcu nie miał pojęcia, czy jej się podoba, czy w ogóle ma u tej kobiety szansę. Ona w każdym razie mu się od dawna podobała.
Zadzwonił, zapytał, czy godzina aktualna.
A Kaśka znowu się pyta o tę półkę w łazience. Kazikowi oczy się zamgliły, czego nigdy nikomu by nie pokazał. Zakończył rozmowę przez telefon dość szybko, potwierdzając swój niedzielny przyjazd.
Rano w niedzielę ubrał się w ciuchy kupione świeżo w Anglii, w końcu nie będzie do niej chodził jak parobek w roboczym ubraniu, na które się napatrzyła podczas remontu. Wiedział, że dobrze w tych ciuchach wygląda, bo mu ostatnia zleceniodawczyni mówiła, a ona na dobrych rzeczach się zna.
W przedpokoju westchnął głęboko, wziął swoją torbę z narzędziami i poszedł na przystanek. Dojechał szybko, w wolne dni latem ulice w mieście były prawie puste.
Kiedy wszedł do mieszkania Kaśki, nie skorzystał z zaproszenia, żeby się czegoś napił. Od razu poprosił, żeby mu pokazała, co ma zrobić. Poszedł do łazienki, w 10 minut przykręcił półkę, po czym spakował narzędzia, podziękował jeszcze raz za zaproszenie na kawę i szybko wyszedł.
Dopiero na dworze odetchnął głęboko.
Po wyjściu ścigały go w myślach ostatnie słowa, które od niej usłyszał, wychodząc: No ale co się stało?
Założył okulary przeciwsłoneczne, żeby nie patrzeć ludziom w oczy i wolnym krokiem poszedł na przystanek.
Do swojego wynajmowanego starego małego domku na skraju miasta znów jechał prawie godzinę, to w końcu duże miasto.
Kaśka zadzwoniła jeszcze po południu, zadając to samo pytanie. I pewnie nadal nie ma pojęcia.

wtorek, 12 lipca 2016

Dla odreagowania

Jako, że dziś spędziłam dzień na bardzo poważnych sprawach, cały czas skupiona i skoncentrowana, muszę się pod wieczór odprężyć. A co może odprężyć lepiej, niż zwierzaki. Ostatnio między innymi też gotowanie (sama nie wierzę, że to piszę!)
W ramach relaksu opowiem Wam też, co się u mnie dzieje od paru dni. W niedzielę po tygodniu spędzonym razem musiał niestety wyjechać z powrotem do siebie Mikael. Jadąc do Polski M. przywiózł ze sobą naszego majstra. Po miesiącu czekania nareszcie mieliśmy kilka dni dla siebie. Staraliśmy się umilać sobie czas, choćby popijając kawusię z ciastem bananowym mojej roboty na tarasie.
p.s. Łyżeczka widoczna na tym zdjęciu trzy razy pod rząd wpadła mi w całości i utopiła się w słoiku miodu. Za trzecim razem już jej nie opierałam o słoik.

piątek, 8 lipca 2016

Lecę w kulki

Wczorajszy dzień upłynął mi na oczekiwaniu na różne rzeczy, na które nie miałam wpływu, toteż chętnie zajęłam ręce i myśli czymś innym.
Zaczęłam od zrobienia chleba, przepis na chleb znajdziecie tutaj, czyli na moim blogu kulinarnym Migawki. Ale ciasto z mąki żytniej wyszło tak ciężkie, że wolałam nie piec chleba, bo byłam pewna, że opadnie i będzie zakalec. Żeby nie wyrzucać ciasta, postanowiłam zrobić bułki. Tak więc upiekłam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
I wyszły tak:
Nie żeby zwalały z nóg, ale pierwszą od razu zjadł M., jeszcze na ciepło, bo nie ma to jak na świeżo i z masełkiem.

wtorek, 5 lipca 2016

Uzależnienie

Zaczęło się w piątek, kiedy zamknęłam drzwi za ostatnim klientem, nawet dość wcześnie. Zamiast się wyluzować i iść do ogrodu, dołączyć do bawiących się zwierzaczków, ja zabrałam się do roboty.


sobota, 25 czerwca 2016

Jak dobrze wstać ... skoro świt

Myślałam, że zamorduję sąsiada, kiedy dziś świtem o 6.30 obudził mnie głośny niczym silnik jumbo-jeta warkot pompy na wodę, która raz za razem włączała się i wyłączała. Po chwili dotarło do mnie, że przyjechał bladym świtem, czyli jeszcze przed upałem podlać ogród, w końcu nikt inny tu teraz za ścianą nie mieszka i nie ma szans podlewać wieczorem, jak by było najlepiej. Ja rozumiem, że w ten upał to konieczne, ale na litość, w sobotę o 6.30!?
 
Później mimo kilku rozpaczliwych prób zasnąć się nie dało.

piątek, 24 czerwca 2016

Europa przetrwa, choć się zmieni

Za nami referendum w Wielkiej Brytanii, które uświadomiło chyba wszystkim krajom europejskim, należącym do Unii Europejskiej, że przez nasz świat przetaczają się wielkie zmiany i nabierają one konkretnych kształtów.
Już niektóre nadchodzące lub zachodzące zmiany przywódców stojących na czele państw powinny nam dać do myślenia.

niedziela, 19 czerwca 2016

Byłam na Marszu Godności - Protest Kobiet i jestem z tego dumna

Niegdyś męska siła była tym, co zmuszało kobietę do posłuszeństwa i poddania się męskiej dominacji. Stąd w uproszczeniu wzięła się męska dominacja w grupach ludzkich. Biorąc pod uwagę, że niemal każda kobieta jest w stanie urodzić dziecko, czyli w sposób naturalny znieść ból większy od jakiegokolwiek bólu znoszonego przez każdego mężczyzny w ciągu jego życia, jesteśmy cholernie silne. A jednak na przestrzeni wieków na bazie większej siły męskich mięśni ukształtowały się społeczeństwa patriarchalne. Z racji kobiecej słabości fizycznej kobietom odmawiano wszystkiego: mądrości, inteligencji, daru przywództwa, siły woli i konsekwencji.
Gorsze prawa dla kobiet i znacznie słabsze ich egzekwowanie nawet w przypadku istnienia litery prawa teoretycznie broniącej nas to dla większości społeczeństw akceptowana codzienność, rzecz z którą trzeba się pogodzić, zaakceptować i uznać za panujący porządek rzeczy. 
Gdyby kiedyś tak myślały feministki nadal nasze prawa ograniczałyby się do bycia przy mężu, a kobieta bez męskiego ramienia uznawana byłaby za niepełną i niegodną uczestnictwa w życiu publicznym.
Jednak ta walka nie odniosła jeszcze zwycięstwa, gdyż prawa kobiet i dzisiaj w nowoczesnych wydawałoby się społeczeństwach nadal są deptane a same kobiety poniewierane, lekceważone, traktowane gorzej od mężczyzn.
Skrzywdzone i zgwałcone nadal muszą znosić nieludzkie traktowanie, żeby dochodzić swoich należnych praw. Kobiety będące ofiarami przemocy, zamiast być pod ochroną, są nękane przez swoich dręczycieli w majestacie prawa.
Samotne matki wychowujące dzieci są zmuszone walczyć przed sądami o alimenty, często bezskutecznie.
Na takich samych stanowiskach nadal jeszcze kobietom trudno uzyskać wynagrodzenie na równi z męskimi pensjami.
Do tego ostatnimi czasy straszą nas jeszcze zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, które ma prowadzić do tego, żeby kobiety z osób o wolnej woli zostały przekształcone w bezwolne chodzące inkubatory, nie mające żadnych praw w zakresie ochrony swojego życia i zdrowia.
Na to lekceważenie naszych praw ciągle jeszcze istnieje zbyt duża tolerancja w społeczeństwie.
I właśnie dlatego wczoraj, 18 czerwca 2016 r. po ulicach Warszawy wczoraj "za pięć dwunasta" jako symbol tego, że to ostatni moment, żeby zacząć walkę o nasze prawa, przeszedł pochód pod nazwą Marsz Godności Kobiet
Marsz przeszedł trasą od Placu Zbawiciela do Ogrodu Saskiego. Było nas zgodnie z doniesieniami mediów 15 tysięcy!
W marszu wzięły udział kobiety w różnym wieku, o różnych zawodach, widziałam wiele kobiet z rodzinami, od babć, poprzez młode kobiety, kobiety w wieku jak najbardziej produkcyjnym, kobiet w ciąży, kobiety w średnim i późnym wieku. Było też wielu męskich uczestników, dało się zauważyć też tęczowe flagi stowarzyszeń LGBT.
Tym razem nie było żadnych podziałów politycznych. Bo tym razem chodzi o prawa 52% społeczeństwa, czyli nas, kobiet.

środa, 15 czerwca 2016

Spotkania z Ważnymi Ludźmi

Moje życie znów ostatnio nabrało rozpędu. Na pierwszym planie jest intensywna praca na przemian ze spotkaniami z Ważnymi dla mnie Ludźmi.
A poza tym odgruzowywanie domu, zwierzaki i ich leczenie. I milion pomysłów na minutę na temat zorganizowania mojej przyszłości. I żeby jeszcze ta głowa tak mnie nie bolała. A na..... to znaczy boli mnie od dwóch tygodni codziennie. Ból bierze się najprawdopodobniej z napięcia mięśni karku i pleców. Dlatego jutro idę wreszcie na masaż do dobrego fizjoterapeuty. Liczę na jego pomoc.

niedziela, 5 czerwca 2016

Między dwoma domami

Od paru dni siadam przed otwartym oknem ekranu mojego komputera i mam zamiar nadążyć opisać ten pęd i ilość spraw, które się wokół dzieją.
Jest tego jednak zbyt dużo, a moje osłabienie przez kilka dni po podróży sprawiło, że je po prostu poświęciłam na przymusowy odpoczynek.

Po około trzech dniach zaczęłam się czuć jako tako i od razu przyszły zlecenia. Trzeba się więc było brać do pracy. Jedną z większych przyjemności po przebywaniu na terenach objętych remontem jest powrót do rzeczywistości w miarę uporządkowanej.
Ale druga strona tego medalu to wielka tęsknota, obecna każdego dnia. Pokonujemy ją telefonami, ale to i tak nie jest łatwe. Tym bardziej, że tym razem muszę tu znów zostać około miesiąca, jeśli nie dłużej. To zależy od wielu czynników i spraw do załatwienia.
Ta jazda jednak zaczyna być męcząca. Taki wyjazd do jak wysiadanie z jadącego dość szybko pociągu i wsiadanie do drugiego, też w biegu.

Bardzo potrzeba mi spokoju, ale jakoś tak ciągle się nie składa, żebym mogła go zaznać...
Z pozytywów: wstawione do końca okna i żaluzje w BH. Założone kaloryfery. Ukończone już prawie płytki naścienne i podłogowe w tamtejszej kuchni i części przedpokoju itd. Śledzę wszystko podczas codziennych rozmów z Mikaelem, dostaję zdjęcia... 
I u mnie dzieje się bardzo dużo. Przybyło zleceń, więc mam co robić. A wczoraj musiałam skosić trawnik, bo dziś trzeba było wystawić odpady zielone, żeby służby miejskie je zabrały. a nie robiłam tego jeszcze w tym sezonie. Część ścięła w ramach dobrych a niechcianych uczynków moja mama sierpem i musiałam najpierw te spleśniałe sterty trawy spakować do worków. Operacja trwała dwie godziny.
Potem dokonałam reszty kosiarką. Chcąc nie chcąc zaliczyłam w sumie 5 godzin siłowni mimo woli.
Tak się składa, że ubiegłej jesieni pod jedno z drzewek wysypaliśmy ziemię z ziarnami rukoli.
Efekt - małe poletko tejże rukoli tam wyrosło i ma się nieźle.
Drugą część wysypaliśmy do kompostownika i tam też wyrosła.

niedziela, 29 maja 2016

Wymiana okien

Dzis nadszedl ten dzien, kiedy mozna bylo wreszcie wymienic okna, ktore dojechaly z Polski w piatek rano. Ekipa, tez polska, do ich wymiany byla u nas dzis przed w pol do osmej.
Prace rozpoczeli natychmiast.
Wyjmowanie starych okiem poszlo dosc szybko, ale nie udalo sie zachowac zadnej ramy.

czwartek, 26 maja 2016

Chaos w toku, czyli dziennik budowy BH odcinek kolejny

Po ostatnich wydrzeniach dopiero dzis dojrzalam do tego, ze moge Wam juz na luzie i na spokojnie opowiedziec, co sie ostatnio u nas dzialo.
Pewnie sie nie zdziwicie, ze jeszcze nadal mamy remont. Latwo nie jest. 
W dzien po moim przyjezdzie w ostatni poniedzialek przyszli hydraulicy i dokonali ostatecznej demolki naszego pomieszczenia gospodarczego. Bylo ciezko, bylo brudno, wszedzie syf i gruz, ktory trzeba bylo posprzatac, ale jakos przezylismy. 

środa, 25 maja 2016

Troche ruchu

Jak dobrze, ze nie musimy spedzac teraz w domu ciagle czasu. Dla majstra tez bylo lepiej, ze w sobote i niedziele wybralismy sie na troche na rowery. Wprawdzie pogoda tu bardzo zmienna, a wiatr jeszcze bardziej i ciagle wial mi w oczy, niezaleznie od kierunku jazdy, ale mimo to nasze rowerowe wycieczki po miescie i bliskiej okolicy uwazam za bardzo udane.
Tu akurat odwiedzilismy miejsce, ktore mojemu M. w latach mlodzienczych sluzylo za kapielisko.

Ulga niesamowita

Zaczne z koniecznosci od ogloszen parafialnych. Wlasnie popsul mi sie komputer i moge pisac tylko z kompa mojego M. czyli niestety bez polskich znakow i z mac´a, czyli mam problemy z najprostszymi rzeczami, bo dawno nie robilam niczego na macu, a wiele rzeczy jest tu inaczej nic na pececie. 
Dzis jest wspanialy dzien, bo dostalam najlepsza wiadomosc od miesiecy zwiazana z moja corcia. Tuz przed planowana operacja w szpitalu przeprowadzono u niej badanie, ktore wykazalo, ze nastapilo samowyleczenie!
Moja corcia jest zdrowa, a to, co mialo byc do wyciecia, (do niedawna wielkosci kilku cm) zaniklo samoistnie!
Teoretycznie nic groznego, ale wiadomo, nikt nie lubi, jak mu grzebia w ciele. 
Przy tej wiadomosci glupia awaria laptopa (totalny pad, nic nie widac, nic nie slychac) to glupota i pestka!
Takiej ulgi i radosci nie odczuwalam juz dawno.
Po otrzymaniu tej wiadomosci siadlam a nawet sie polozylam, bo mi nogi zmiekly. A corcia ostrzegala, zanim mi to powiedziala: siedzisz, nie, to usiadz!
Te kozki podczas spaceru w sobote sfotografowalam specjalnie dla niej, tego samego dnia i ona fotografowala kozki dla mnie, wiec musza byc ilustracja do tego posta.
Im blizej byl ten dzien, tym bardziej mi zatykalo oddech i trudniej mi bylo myslec o czyms innym. Mimo, ze to teoretycznie nie mialo byc nic takiego, rutynowy zabieg, wszystko w normie... 
Kto ma dzieci, niezaleznie od ich wieku, ten wie, co czulam.
Zasznurowane gardlo, slaba koncentracja na wszystkim inym im blizej tego dnia. I odciecie sie od wszystkich i od wszystkiego, co moglo mi w tych dniach zaszkodzic czy mnie dodatkowo przygnebic. Jesli ktos stawal mi na drodze, nie bylo to dla niego najczesciej zbyt mile spotkanie. 
Od tygodnia miejsca sobie znalezc nie moglam. Najchetniej chcialam byc przy niej. Ale tym razem balam sie jechac, bo musialabym jechac juz wczoraj. Zbyt wielkie obciazcenia doprowadzily ostatnio do takiego przemeczenia, ze sie nie odwazylam jechac w takim stanie. 
Moja corcia juz jest dorosla i madra mloda kobieta i zrozumiala mnie. I sama nawet nie chciala, zebym wracala specjalnie po to tylko, zeby robic przy niej tlum. Ale ja sie z tym i tak czulam zle. Wolalabym byc przy niej.
Na szczescie moja dzielna Mama byla przy niej. I tu szczerze musze stwierdzic, ze ona po prostu jest lepsza w te klocki. Te szpitale, lekarze, umawianie sie na wizyty, ta cieleca pokora, no naprawde cierpliwosc trzeba miec do tego anielska. Ktorej mnie czesto brakuje. A Babcia dysponuje wszystkimi niezbednymi atrybutami.
Wiec znow dzieki Ci Mamo. Jestes nieoceniona. 
Dalej radosc mnie wypelnia, kocham Cie corcia i to cudownie, ze jestes zdrowa. A ze jeszcze musisz isc na kontrole, to przy tym wszystkim pikus! Dasz rade!

niedziela, 15 maja 2016

Gorący okres i znów podróż

Kiedy byłam młodą dziewczyną, podobnie jak większość młodych ludzi marzyłam o życiu, które będę wiodła, gdy będę dorosła. Czasem miewałam przebłyski, że w związku z moim zawodem tłumacza, o którym już wtedy marzyłam, będę często wyjeżdżać i pracować dla wielu szacownych gremiów i instytucji.
Ważnym elementem tego życia miały być podróże. Myślałam, że będzie ich wiele. Taki zawód sobie też wybrałam, bo tłumacz właściwie zawsze musi być gotowy do podróży, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie takie zlecenie, że trzeba się będzie spakować w godzinę i jechać na zlecenie.

niedziela, 8 maja 2016

Dzień lenia

Dziś rano ogłosiłam sobie dzień lenia. Nie była to data kalendarzowa, nikt inny nie umieścił jej w każdym razie w żadnym kalendarzu. Ale ja sama potrzebowałam takiego dnia już od dawna.
I wcale nie oznaczało to dnia, w którym wyłącznie leżę plackiem, tylko dzień, w którym absolutnie do niczego się nie zmuszam i mogę robić wszystko to, na co mam ochotę, o ile sprawi mi to radość. Na przykład poleżę z pieskiem na tarasie i potarmoszę go, pomiziam kicię w ogrodzie.

piątek, 6 maja 2016

Kobieta i samochód oraz wymiana tłumika

Wczoraj w rozmowie z koleżanką doszłyśmy do wniosku, że większość kobiet bardzo dba o swoje samochody. Najczęściej są nie tylko umyte i wywoskowane, ale i wypolerowane. A nawet jeśli niekoniecznie to, to zawsze są punktualnie w serwisie, wszystko wymieniane regularnie i zgodnie z książką serwisową. No dobra, ja się czasem spóźniam o miesiąc, ale ciiiii...
Nie słyszałam jeszcze, żeby kobieta zapomniała na czas opłacić swoje ubezpieczenie, czy nie zrobiła badań technicznych. A o facetach i owszem. Jednemu nawet za brak badań technicznych kiedyś dali mandat 5 tys. złotych i to kilka lat temu. Czy to w ogóle możliwe, żeby były takie mandaty? Ogólnie z moich obserwacji wynika, że dbamy o swoje samochody, my kobiety. 
Mężczyźni niektórzy dbają bardziej o samochody czy motocykle, niż o swoje kobiety, ale o tych nie będziemy mówić, jako o niezdatnych do związku.
Ale wielu z nich nie przywiązuje zbyt wiele wagi do wyglądu swoich aut. Optymalnie jest, gdy dwie osoby dbają i o swoje pojazdy i o siebie. :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Plecak coraz lżejszy

Kiedy mam dużo spraw do załatwienia, to niezależnie od ich wagi jest tak, jakbym przez cały czas niosła na plecach bardzo ciężki plecak, w którym nosiłam cały ciężki ładunek kamieni. 
Z każdą załatwioną sprawą wyrzucam z plecaka kolejny kamień. Teraz zostało ich już bardzo niewiele, a plecak jest o wiele lżejszy. Przed wyjazdem ma być pusty - taki jest przynajmniej plan.
Dzięki temu, że mam coraz więcej załatwionych spraw, znajduje się w moim życiu miejsce sprawy ważne, w tym treningi z trenerem i realizację innych ważnych dla mnie celów.