Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

czwartek, 26 lutego 2009

Kobiety-cyborgi


Ich znakiem rozpoznawczym najczęściej jest ten szczególny błysk w oku.
Jeżdżą własnym dobrym samochodem, który kupują sobie za własne pieniądze i nie wybierają go ze względu na kolor, tylko na dane techniczne, moc silnika i bezpieczeństwo.
To ostatnie liczy się szczególnie, bo często samodzielnie wychowują dzieci.
Ogólnie bezpieczeństwo zapewniają sobie osobiście, nie czekając na Tego Jedynego, który kupi im stare, używane auto,prezent od męża, które raz na miesiąc będzie lądować u mechanika.
Często we wczesnej młodości miewają kompleksy, niekoniecznie dlatego, że mają do nich powody, raczej dlatego, że większość z nich nie czuła się „córeczkami tatusia”.
Wyrastają z nich i rozwijają się w fascynujące, pociągające, ciekawe kobiety, inteligencja jest ich dodatkowym atutem. Bywa, że zachłystują się dopiero co odkrytą kobiecością, wpadają w ramiona nieodpowiednich facetów. Bardzo pragną być kochane, ale nie przyjmują do wiadomości, że nie każdy jest zdolny do obdarowania ich uczuciem, na które zasługują.
Zapewniają niezapomniane przeżycia w każdej dziedzinie mężczyznom, którzy 1. powinni w tym czasie dbać o swoje żony lub dziewczyny (jakoś im to nie przeszkadza dbać o siebie, zajmując się kolejnymi podbojami), 2. są zainteresowani poważnym związkiem,ale tylko na czas określony (przez nich) 3. są uroczymi „dorosłymi bobasami”, którym trzeba zmieniać pieluszki i otaczać nieustanną opieką,bo nad życie pragną zamienić jedną mamusię na drugą itp.Zupełnie przy okazji Kobieta-cyborg kończy studia i zaczyna karierę, bo po prostu jest dobra w tym, co robi.Jeśli ma szczęście, dość wcześnie wpakowuje się w jakiś związek,wychodzi za mąż albo i nie, i ma dziecko lub dwoje. Jeśli nie ma szczęścia, w pewnym momencie gnana wewnętrznym przymusem macierzyństwa, poznaje pana i robi sobie z nim dziecko. Mniej lub bardziej świadomie.
Pan najczęściej jest nieodpowiedni, więc związek kończy się z dniem porodu albo w pierwszych miesiącach po.
Wszyscy wokoło zaczynają gadać o niej. Że jest zbyt pewna siebie. Gdzieniegdzie jeszcze o tym, że nie umie utrzymać przy sobie faceta. Większość rodziców ciągle się dopytuje, kiedy wreszcie ułożysz sobie życie? Takie i inne banały. Głos ludu ma do niej pretensję – głównie oto, że „to ona pozbawiła dziecko ojca” (nieważne, że musiała sama utrzymywać padalca, a czasem finansować jego nałogi).

Głos ludu zresztą ma nieograniczoną wyobraźnię w wymyślaniu zarzutów wobec Niej, głównie dlatego, że mimo wszystkich trudności jakoś sobie radzi i podnosi się ze wszystkich porażek oraz radzi sobie z kolejnymi problemami.Kiedy dziecko jest trochę odchowane, albo Ona jest już po rozwodzie, kobieta-cyborg postanawia po raz kolejny „uwierzyć w człowieka”.
Przecież nie każdy jest taki zły, muszą być jakieś wyjątki. Poszukam, na pewno znajdę. On gdzieś tam na mnie czeka, w końcu w każdej komedii romantycznej Ona znajduje Jego.Nadzieja niejedno ma imię.Jednej ma milion pewnie się udaje. Większość nie znajduje tego czego szuka, nawet jeśli szuka bardzo intensywnie.
Właściwie najgorzej jest, kiedy szuka.
Bo wtedy podchodzi do tego z taką samą pasją,jak do pracy.
Jest świetnie przygotowana teoretycznie. Odrobiła lekcje. Przeczytała wszystkie dostępne poradniki na rynku. Wie, jak się odzywać do tych z Marsa i jak im pomagać zrozumieć problemy z Wenus. Inwestuje w siebie, rozwija i udoskonala różne wabiki, w tym seksualne.Rozumie. Wysłuchuje.Podnosi na duchu. Zmienia fryzurę. Kupuje sobie coraz to nowe seksowne ciuchy,w końcu ma normalne potrzeby zdrowej kobiety i chce je wszystkie zaspokoić. Wie,czego chce. I potrafi o to walczyć. Przynajmniej na początku to czasem działa.
Mężczyzna czuje się wysłuchany, zrozumiany, kochany, dopieszczony, bo ona punkt po punkcie zaspokoiła wszystkie jego potrzeby,jak mówił poradnik….Tylko że po jakimś czasie Ona zauważa, że gdzieś tam po drodze pozostały jej potrzeby. On nawet nie zdołał ich poznać, bo była tak bardzo skupiona na Nim, że Mu o nich nawet nie powiedziała.
Jeśli nadal szuka ojca dziecka, to często w tej fazie mimo wszystko decyduje się z nim zostać. Rodzi dziecko lub dzieci. Potem może się jakoś ułoży. W końcu wszyscy mają problemy i jakoś sobie z nimi radzą…
Potem już dłużej nie ma siły Go oszukiwać, że jest jej dobrze. Jeśli jest lojalna, chce dla dziecka ojca, daje Mu szanse,poradniki DLA NIEGO.
Próbuje ciągnąć do psychologa, bo trzeba ratować tę miłość…
To znowu Ona próbuje coś zmienić, wpłynąć na swoje życie, w końcu Poradniki twierdzą, że wszystko można zmienić. A instrukcje są dziecinnie proste!Często kończy się i tak wielkim BUM! Za zakrętem i tak czeka już nowa ona, świeżo po lekturze poradników.

Kobieta-cyborg ma dość.
Dochodzi do wniosku, że i bez poradników osiągnęła już bardzo wiele.
Na tym etapie najczęściej ma już 1. co najmniej własne mieszkanie, albo i dom, 2. jeździ własnym samochodem, który wybrała jeszcze za Jego poradą (żeby się czuł dowartościowany), 3. świetnie sobie radzi w pracy albo ma własną firmę, z którą też daje sobie radę lepiej od wielu otaczających ją mężczyzn.
Nawet najbardziej wytrwałej Poszukiwaczce zaczyna z czasem świtać, że w kierunku „ułożenia sobie życia” niewiele może już zrobić. Latka lecą, Ona akceptuje siebie coraz bardziej, a wszelkie kompromisy wydają się nie do przyjęcia (wymagania rosną, a gburów może sobie pooglądać na DVD).
Czasem jeszcze próbują interweniować najbliżsi,organizują jakieś randki w ciemno albo „przypadkowe”spotkania towarzyskie. Uczy się czujnie unikać tego typu atrakcji.

Jeśli ma szczęście, poznaje inteligentnego geja. On wreszcie trochę objaśnia jej, jak naprawdę funkcjonują mężczyźni, co lubią(wbrew pozorom pod tym względem homoseksualiści niewiele się różnią od heteryków).
Ona wreszcie ma z kim iść do klubu, na imprezę,potańczyć, ponarzekać albo pogapić się razem na facetów, oplotkować ich,otrzymać wsparcie i poczuć jak to jest naprawdę mieć wsparcie, kiedy coś nie wychodzi w życiu uczuciowym.

Jeśli nie ma szczęścia poznać geja, ma szansę docenić przyjaciółki, podrośnięte dziecko, rodzinę. W tym też można się zrealizować, wtedy praca nie jest jedynym źródłem zadowolenia i satysfakcji.W międzyczasie głos ludu przestaje Ją interesować. Najbliższym wybacza, że chcą ją swatać. Przestaje szukać i przejmować się dietami. Chce już nie tyle dobrze wyglądać, co czuć się dobrze, więc znowu znajduje przyjemność w spełnianiu swoich potrzeb, bez czekania aż ktoś inny to zrobi. Jest coraz bardziej zadowolona z siebie, promienieje, bo zauważa własne osiągnięcia i cieszy się życiem.
I kiedy już zupełnie nie szuka, nie czeka,nie tęskni, często właśnie wtedy na jej drodze staje KTOŚ, kto 1. docenia, 2.rozumie, 3. nie wykorzystuje, 4. cieszy oko, 5. jest na odpowiednim poziomie,6. ma poczucie humoru, 7. pozytywnie zaskakuje, 8. jest normalny, chociaż Ona straciła już dawno wiarę i wystawia go na ciągle nowe próby, zanim MU zaufa.
Albo daje sobie spokój z szukaniem, bo stwierdza,że nie ma w jej życiu miejsca na kogoś, dla kogo będzie musiała zmienić w swoim życiu wszystko, albo już jej się po prostu nie chce.Nic w tym złego. Jej życie, jej wybór.
Kobieta-cyborg najczęściej ma pasje, najbliższych i przyjaciół, dziecko, jej życie jest i tak wypełnione.Niektóre modele zamykają się w sobie albo są złe z definicji na każdego Samca na horyzoncie. Wolno im,bo mają powody. Ale nie nimi się tutaj chcę zajmować.
Powiem tylko, że Kobiet-cyborgów jest coraz więcej.

Te tzw. kobiety samodzielne, czy wyzwolone, czy dzielne i silne są doceniane albo im się zazdrości.Ale nawet w dzisiejszych czasach nadal pozostają KOBIETAMI. Nadal chcą być kochane, nawet jeśli się do tego nie przyznają nawet przed samą sobą.
Nadal są wrażliwe i potrzebują poczucia bliskości z drugim człowiekiem.
Panowie, kiedy już dojrzejecie, przejdziecie kryzys wieku średniego albo zanim się to stanie, macie szansę na wspaniałe życie u boku kobiety, która: 1. nie będzie chciała Was oskubać, bo sama ma dość kasy, 2. będzie umiała sama poprowadzić remont, kiedy będziecie mieli ważny wyjazd służbowy, 3. będzie dzielić Wasze pasje, o ile są to i jej zainteresowania i 4. nie będzie niczego udawać, bo już się nauczyła, że to do niczego nie prowadzi i nie ma sensu!
Warto znaleźć w sobie odwagę i poszukać swojej kobiety-cyborga.
Tylko, że przy takiej oaj ona wytrzymują tylko PRAWDZIWI MĘŻCZYŹNI.

Facet musi mieć za przeproszeniem jaja, żeby nie dać się jej zbyć, żeby wiedzieć, kiedy trzeba z nią współzawodniczyć, a kiedy przyznać rację (najlepiej dla porządku zawsze, prędzej czy później zmięknie i sama się przyzna do błędu, a to dopiero będzie satysfakcja). Trzeba samemu wiedzieć, czego się chce i być uczciwym, bo tych pozostałych rozpozna na odległość. Warto mieć dobrą pracę, pasje ale pozostawiające jeszcze czas na zwykłe codzienne życie,przyzwoity dochód, żeby mieć szansę jej coś zaproponować i dzielić z nią Jej pasje, może okażą się ciekawsze od Waszych.
Dla niektórych trzeba w życiu codziennym zapomnieć o pozycji samca dominującego, ale przecież jest co najmniej jedna dziedzina, w której ona chętnie da się poprowadzić i nie myślę tu tylko o tańcu…
Warto być przygotowanym na dość burzliwe początki. Trzeba jej dać szansę na pozbycie się złych wspomnień. Ale spokojnie, to mija,szczególnie, kiedy Ona poczuje, że komuś naprawdę zależy tylko na NIEJ.
Panowie! Zdradziłam Wam wielką tajemnicę kobiet-cyborgów, mam nadzieję, że ONE mi wybaczą. Czytajcie, uczcie się, mądryczłowiek uczy się przez całe życie.
I pamiętajcie! Na szczęście nigdy nie jest za późno!
Nie bójcie się silnych kobiet, nie zwalczajcie ich tylko nauczcie się być z nimi, a Wasze życie na pewno nie będzie nudne i jałowe.

Oryginał opublikowany został TUTAJ.

Metody na stresa

Takie dni jak dziś chce się najszybciej zapomnieć.
Skasowanie wszystkich moich zapisków tutaj było najmniejszym z problemów. Reszta z gatunku ciężkich, wymagających wiele pracy, zachodu i wydatków. Moje dziecię przeziębione, w pracy dziś też nie działo się dobrze.Mur w garażu przecieka, czeka mnie poważny remont, a jeszcze nie mam człowieka do tej pracy. Jutro będę próbowała kogoś znaleźć. Póki co woda sobie tuż obok nowo zamontowanej bramy garażowej: KAP, KAP, KAP…
Na podłodze kałuża. Gdybym mogła pozwolić sobie na to, żeby siąść i płakać, pewnie bym to zrobiła. Ale jestem już tak przećwiczona przez takie sytuacje,że ten etap od razu pomijam.Przechodzę bez zająknięcia do załatwienia MISTRZA, który zajmie się problemem i go rozwiąże.Na razie z wielką nadzieją wzięłam telefon od koleżanki i jutro będę szukać ratunku.Najbardziej rozbroiła mnie swoją chęcią pomocy Mamina. Stwierdziła, że może powinnam porozmawiać w tej sprawie z elektrykiem, bo to znajomy. A kiedy się obruszyłam, że w takich razie z hydraulikiem, bo przecież jak leci woda, to …Nie miałam siły tłumaczyć, że ci panowie nie leczą dziurek w murkach. Ech, jak dobrze być prawdziwą kobietą.Skołatane nerwy koi muzyka. Wczoraj słuchałam Amy Winehouse, dostałam na ostatnie urodziny od Marka jej płytę „Back to Black”.Dziś moja ulubiona płyta Brodki.Nie wiem kiedy,ale już dość dawno wpadłam na taki pomysł radzenia sobie z przeciwnościami, że w wyobraźni oddalam się od miejsca, w którym jestem w górę. Płynę myślami ponad dom, ulicę, dzielnicę, potem widzę ludzi już tylko wielkości mrówek. Wreszcie szybuję gdzieś między chmurami. I z tamtej perspektywy w zasadzie nie widzę już żadnego z moich problemów. Unoszę się niczym ptak i zaczynam patrzeć na to z takim właśnie dystansem, jaki daje oddalenie od ziemi.Bywa, że skutkuje. Nie działa tylko na ból głowy.Drugi sposób polega na szybkim, bez zastanowienia, spisaniu jak największej liczby pozytywów, rzeczy dobrych, które nas dziś już w ostatnim czasie spotkały. Często już w połowie listy chcemy uściskać cały świat.Działa też zabawa z piesiem. To oddala wszystkie czarne myśli na daleki plan. Zwierzak jest tak żywiołowy i taki zachłanny na zabawę, radosny, nieporadny (bo nie chce mnie mocno ugryźć), tryska takim oddaniem i iskierkami radości z oczek, że po prostu nie da się dalej smucić.Dziś już kończę, oczka mi się zamykają.Dobranoc

Oryginał tego posta znajduje się TUTAJ.

środa, 25 lutego 2009

Debiut 2 … zgubna edycja bloga

Moi drodzy, przykro mi, ale w przypływie chęci uporządkowania mojego bloga wykasowałam większość opublikowanych tekstów.Chciałam tylko poprawić edycję, niestety uporządkowałam bezpowrotnie, kasując zapisane szkice.
Dlatego teraz są tylko dwa uratowane teksty – znalazłam je zapisane w komputerze. 
Potem straciłam czujność i przestałam zapisywać teksty.
Zniknął mi też tekst Debiut.
No cóż.
Zamiast płakać nad rozlanym mlekiem spróbuję teraz przeczytać instrukcje i będę pisać dalej. Dzisiejszy dzień wydaje się dość pechowy, co chwila coś się sypie, jestem zmuszona poprawiać różne rzeczy.
Ale czasem musi tak już być.
Zaczynam więc od nowa.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Zimowe rozterki samodzielnej bloggerki


No i nie myliłam się, jak przewidywałam, te ciężkie chmury przyniosły ze sobą wielkie kopiaste zwały śniegu.
I rozpadało się na dobre.
Wyglądam przez okna i widzę zadymkę szalejącą na dworze. Gdzieś tam kołaczą romantyczne opisy zimowej przyrody.
Te białe czapy, bezkresne białe pola na obrazach artystów młodopolskich, sanie z Panem Wołodyjowskim  zakochanym na zabój w pięknej Krzysi. I ta jej mufka!
W zasadzie lubię ten biały puch,otulający nieładne do niedawna rozchlapane ulice.
I leśne zdjęcia czap śnieżnych.Jeszcze lepiej jednak wygląda to na zdjęciach albo na filmie.
No bo dlaczego nie mogło się rozpadać za tydzień, kiedy przyjeżdża Mark?
Moje dziecię pierworodne i jedyne było na tyle kochane, że przemiotło dziś wieczorem ścieżynkę przez taras i do furtki, ale rano przed pójściem do szkoły nie zapędzę jej przecież do odśnieżania.
A rano jakoś musi się do mnie przebić człowiek po tłumaczenie.
Nie pozostanie mi więc nic innego, jak złapać za łopatę, miotłę i zacząć dzień od mojego prywatnego fitnessu na świeżym powietrzu. Zwykle nawet to lubię, ale z tym przeziębieniem to już będzie wyzwanie nie lada.
Ale wyjrzę jeszcze raz na zewnątrz, zobaczyć ile napadało…
Chwilka…
Dalej pada. Pod latarnią widać podświetlone drobne płatki, jak wirują zanim dopełnią biało-czarnego krajobrazu.
i Mój piesio, cały czarny błyszczący jak smoła, z wyjątkiem białego krawatu, też wraca z wybiegu na ogród ośnieżony od góry i na brzuszku. I wycieramy na wejściu nie tylko łapki, ale i całego piesia.
Nawet jemu ciężko się dziś wzdycha, nie może zasnąć, kręci się i wzdycha. Jeszcze ani razu niezachrapał. A potrafi! Prawdziwy facet :) Prawie zawsze zasypia na swoim materacu w sypialni wcześniej ode mnie, a potem albo ma sny i cichutko pojękuje, czasem gdzieś biegnie, wtedy łapki miarowo stukają o ścianę.Najczęściej układa się na boku, jak jakiś łoś. A czasem zwija się w kłębek, tak jak dziś. I nawet on nie może zasnąć.
Z każdą minutą przybywa centymetrów śniegu a ja się zastanawiam, czy dam radę jutro przerzucić te zwały białego puchu. I czy dam radę wyjechać z głęboko położonego garażu – zapadanego, a jakże, po same drzwi.
Gdybym była Krzysią, siedziałabym ciepłej izbie, ciesząc oczy powabną bielą lic swoich, a uszy zaśpiewem pieśni kresowych. Gdybym za bardzo przeżywała te pieśni, mogłabym nawet paść ze słabości i nadmiernego uczucia. Śnieg służyłby mi wyłącznie za tło moich przemyśleń, za kogo mam iść za mąż, a przepraszam w moim wieku i w tamtych czasach to już załogo mam wydać za mąż moje płoche dziewczę. Budziłabym się,patrząc jak parobcy kończą sprzątać obejście z nagromadzonego nocą śniegu.Szykowała się do przejażdżki saniami do bogatej ciotki na bal… Eh,rozmarzyłam się tylko.
Ale nie jestem Krzysią, więc jutro łopata i miotła w dłoń!
Oho. Mój zwierzak zaczął lekko pochrapywać, pewnie ma spokojne sny.
Wam też tego życzę. Dobranoc.
 
p.s. Napiszę jutro, jak mi się odśnieżało, pod warunkiem, że się jutro jakoś odkopię.
 
Śnieżynka lutowa

----
Tego posta opublikowałam wcześniej TUTAJ.

niedziela, 22 lutego 2009

Kryzys z perspektywy supermarketu


Od wczoraj dzielnie walczę o swoje zdrowie, sposobami domowymi i jednym z reklamowanych specyfików. Z moim przeziębieniem jest trochę lepiej. Nawet usiadłam do pracy i zdołałam skończyć i wydrukować jedno z tłumaczeń na jutro. Tak, tłumaczę. Mam na to glejt od kilku lat, więc chyba robię to nieźle. I bardzo lubię tę swoją pracę. I jak wszyscy zastanawiam się,co będzie się działo na rynku.
Czytanie informacji nie poprawia nastroju. Wszędzie kryzys, nawet blogerzy piszą o zwolnieniach z pracy. W necie co drug artykuł to informacje o programach ratowania gospodarki, recesja wyje na całego ze wszystkich portali, straszy z ekranu tv po włączeniu wiadomości i zaczyna wpływać na stawki za moje usługi. 

Nie jest łatwo. Nawet najbardziej operatywni ludzie tracą nadzieję, wycofują się z prowadzonej działalności. Biorą na przeczekanie,jeżeli to tylko możliwe.
Co dziwne, nie widać tej recesji, kiedy zdarzy mi się zrobić zakupy w godzinach popołudniowych w supermarkecie, nie mówiąc już o weekendach. Tłok, ścisk, ludzie popychający łokciami, wjeżdżający na siebie wózkami – współczesny krajobraz jak z obrazu Breughela Młodszego albo Hirka Boscha. Gdyby żyli, inspirowałyby ich teraz centra handlowe. Postacie wyrywające sobie z rąk okrawki krwawego mięsa, taranujące się wózkami z zakupami, prowadzące wzajemną wymianę ognia przy pomocy butelek z olejami,octem, główek kapusty i promocyjnych pomidorów oraz jaj. Widok byłby zapewne równie niezapomniany, co historyczne widoczki Piekieł u obu panów.
Już widzę te sprzedawczynie z rozwianym włosem i kitlem broniące ostatkiem sił szynek i kiełbas (w istocie czasem czuję się z powrotem jak za czasów komuny – pani patrzy wzrokiem niewidzącym na wskroś mnie i kroi kolejną porcję sera … czekam cierpliwie, aż mnie zauważy – w końcu nie zazdroszczę jej pracy, gorzej kiedy czasem mi się troszkę spieszy). I kierowników zmiany, salwujących się ucieczką przed natarciem rozszalałych tłumów w magazynach i na zapleczach.
Przy wyścigu do kasy wysiadają najlepsze kadry z filmu Szybcy i wściekli! Kategoria wiekowa: dowolna. Najczęściej im jednostka starsza, tym skuteczniejsza, bo bardziej wprawiona w bojach. A kiedy już jakoś się przebijam z tym swoim pojedynczym koszykiem, bo zapomniałam brokułów, pestek dyni i masła i trzeba odstać pół godziny, zanim przez taśmę przewinie się ta kryzysowa góra zakupów…
No i gdzie ten kryzys?
Ale Polacy zawsze byli obrotni, twórczy i potrafili sobie radzić niezależnie od sytuacji. To trzyma mnie tak naprawdę przy życiu. No bo wszyscy inni siądą i będą narzekać, ale przecież nie Polacy. To znaczy ponarzekać to nasza specjalność, ale jakoś tak obok tego narzekania niezauważalnie wszędzie kształtują się drogi wyjścia z kryzysu tego i wszystkich kolejnych. Wierzę w naszą naturę, która nie dała nam zginąć ani pod zaborami, ani pod okupacją i liczę, że i tym razem wyjdziemy z tego cało. Może to naiwność, bo bywa, że Polak mądry po szkodzie, ale wiara jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła!
Optymistka 2009
---------------------------------------
To był mój pierwszy opublikowany post na blogu :), oryginał znajdziecie TUTAJ.