Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

niedziela, 29 kwietnia 2012

Wiśniowe cuda i cudowny wieczór

Niektórzy z Was mają ogrody i drzewa.
Ja nie jestem specjalnie udanym ogrodnikiem, a raczej żadnym. Mark u nas zajmuje się utrzymaniem ogrodu, mnie przypada jedynie honor i zaszczyt regularnego podlewania.
Ale chyba na starość, a może nawet trochę wcześniej, zajmę się wreszcie nie tylko domem, ale i ogrodem.
Jednym z najpiękniejszych dla mnie widoków jest widok rozkwitających kwiatów na drzewach wiśni, a jedną z najpiękniejszych rodzajów muzyki bzyczenie zapylających te wszystkie maleńkie kwiateńki pszczółek i bączków :)
Właśnie w ubiegły piątek, kiedy zrobiłam te zdjęcia, stałam sobie, pykałam zdjęcia i słuchałam mojej ulubionej muzy.
A to niektóre z efektów tej cudnej harmonijnej uczty dla zmysłów (muzyki niestety nie nagrałam):







Więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ.

Krótki przegląd zajęć wczoraj:
1. Zakupy, zakupy, zakupy. Market budowlany, IKEA. Mamy już płytki i kafelki, umywalkę i szafki oraz wentylator dla mojej Córki, bo u niej wyleciała całkowicie jedna ściana (to nie był przypadek!) i jej łazienka jest najpilniejsza po tej toalecie gościnnej do zrobienia. Mamy więc większość wyposażenia, oprócz prysznica.
2. Nasza łazienka została prowizorycznie podłączona, wreszcie wczoraj przeleżałam godzinę w wannie i odmoczyłam z siebie i włosów wszechobecny pył.

Kicia dziś nie nocowała w domu, ale noc była taka ciepła, że w ogóle się o nią nie martwiłam.
Przyszła rozmiauczana kiedy wpuściłam ją o 6.30 rano podczas pierwszej porannej pobudki. Potem zasnęła jak zabita u nas na łóżku i spała do 10, po czym zaczęła się bawić jakąś wspaniałą gąbeczką, aż miauczała z zadowolenia, że taki ma piękny przedmiot radości i może się z nim turlać, przenosić i podskakiwać.

A co tam, pochwalę się. Spędziliśmy wczoraj wieczorem jeden z najprzyjemniejszych i najpiękniejszych wieczorów w ogóle: po kąpieli, gorący wieczór na tarasie, bo cały czas powietrze cudnie ciepłe, pod gwiazdami, z kubkiem herbaty i czymś dobrym do picia, muzyką dobiegającą dyskretnie z domu siedzieliśmy i gadaliśmy sobie, aż prawie zasnęłam na mojej huśtawce.
Potem przemieściliśmy się do sypialni i dalej gadaliśmy, a co robiliśmy jeszcze nie napiszę, bo nie.
Mogę tylko napisać, że cały wieczór był po prostu cudowny i doskonały! :)
Dla takich właśnie wieczorów i dni się żyje!

piątek, 27 kwietnia 2012

Do popatrzenia w długi majowy weekend

Takiego odpoczynku Wam właśnie życzę:








Udanych grillów, majowych wycieczek rowerowych, udanych zabaw z dziećmi, zwierzakami, partnerami, odpoczynku, relaksu i jak najprzyjemniejszych chwil w ten weekend Wam życzę!
A jeśli komuś mało tych zdjęć, więcej zamieszczam TUTAJ.
Ale żebyście nie myśleli, że KOT to się tylko tak bawi, to Wam udowodnię, że kot pilnuje interesu:

A że potem zmęczony musi znowu odpocząć ...


W końcu po takich sztuczkach, to nic dziwnego:







A na koniec i pies, i kot tylko czekają na to, żeby ich wypuścić na dwór:

Jeszcze raz miłego weekendu Wam życzę! :)))

p.s. Bardzo Was przepraszam za brak odpowiedzi na komentarze pod tym postem, ale za gorąco .... :)))

A u mnie jest jak na koloniach

Żeby okrasić temat kolonii jakimiś zdjęciami, pozwolę sobie pokazać Wam na wstępie krokusiki, bratki i sukulenty z początku kwietnia, teraz już niestety krokusiki przekwitłe, ale piękne były:






*

*TUTAJ znajdziecie więcej zdjęć!

Wczorajszy dzień był bardzo pracowity i obfity w pracę i różne zajęcia i wydarzenia.
Tylko pracować nie mogłam w ogóle w tym hałasie w domu, kończyłam wszystko po nocy oraz dziś rano. Najważniejsze, że się wyrobiłam, ale musiałam się przestawić na zupełnie inny rytm pracy, niż zwykle. Na szczęście kucie i wywalanie starych rur prawie zakończone. Poleci jeszcze jedna ściana, pewnie w poniedziałek, bo trzeba powiększyć łazienkę Latorośli, żeby wreszcie miała umywalkę i porządny duży prysznic.
A jak już jesteśmy przy Latorośli, to stwierdziła ona wczoraj, że czuje się teraz jak na koloniach czy obozach :)
No bo wieczorem trzeba zebrać wszystkie przybory do mycia i zarówno do toalety, jak i do mycia trzeba zejść do piwnicy, o czym zresztą już pisałam wczoraj :)
We dwie jakoś się wymijamy, jak dziś wieczorem przyjedzie Mark, to już się zrobi nieco trudniej, bo spłuczka w tym jedynym dostępnym kibelku zaczęła przeciekać i nie wiem, czy uda się ją dziś wymienić, więc po spuszczeniu zakręcam wodę, a potem każdy kto wchodzi, powinien powtórzyć procedurę. Nie muszę chyba mówić, że i tak pewnie skończy się lataniem i sprawdzaniem każdego z domowników, bo tylko ja potrafię myśleć w "świątyni dumania", wszyscy inni zapominają o takich domowych regułach, a wielokrotne przypominanie przyjmują jak brzęczenie muchy i naprzykrzanie się.
Nic to, może do poniedziałku uda się podłączyć moją łazienkę na górze, ale w tym celu będę potrzebować jeszcze nowej miski sedesowej (na starą już nie mogę patrzeć) i nowej umywalki (stara zapisana po stronie strat okołoremontowych, zaliczyła jakiś spadający gruz i ma teraz malowniczą wyrwę w połowie, na szczęście nie będę za nią tęsknić, bo i tak już była popękana).
Tak więc dziś za jakąś godzinę wybieram się w podróż za jeden uśmiech i jadę kupić jeszcze mnóstwo brakujących sprzętów, materiałów i rzeczy.
Kot wpadł jak po ogień, zjadł pełną michę i znów hasa po ogródku, a piesek zostanie z Mamą, która już tu jedzie, bo ma poczekać na pana hydraulika, który dziś będzie kontynuował robotę.
Większość nowych rur już położona, ale trzeba to popodłączać, a to sporo pracy.
Ciekawe, czy będę miała łazienkę już w poniedziałek, czy poczekam jeszcze z tydzień :)
Ale w sumie dobrze, że można wymieniać takie rzeczy, jak instalacje. Stare metalowe rury toczyła już od dawna rdza. Po każdym wyłączeniu wody miałam w każdym kranie i w każdej toalecie na sitku zaraz mnóstwo rdzy i piachu, mam nadzieję, że teraz tego nie będzie albo będzie zdecydowanie mniej.
Wczoraj zmogła mnie migrena i padłam.
Dobrze, że mój pan Wiesław zaoferował się pójść do apteki i kupił mi leki przeciwbólowe, bo ja bym chyba nie doszła. Dziś jest lepiej, to chyba wiosenne przesilenie połączone ze zmęczeniem. No w końcu łatwo nie jest - to wiem mimo całego optymizmu. :)
Aha, i jeszcze rzutem na taśmę muszę osobiście albo przez moją szanowną Mamę (jaka ona kochana, że tyle spraw mi załatwia!) złożyć mojego PITa, bo to ostatnie dni.
Z radością dowiedziałam się jednak, że US czynny jest dziś do 18, a nawet jutro od 9 do 13, a jakbym i w tym terminie nie dała rady, mogę jeszcze złożyć go w poniedziałek do 18, a w ostateczności ustawić się gdzieś na poczcie i wysłać poleconym, ale ja wolę zawsze zostawiać osobiście, wtedy mam tę pieczęć wstemplowaną i pewność, że na pewno wszystko zostało właściwie złożone.
A co tam u Was?
Jakieś plany na długi weekend? Bo niektórzy jak słyszę biorą sobie nawet cały tydzień wolny.
Ja tam mam pracę, ale wszystkim wyjeżdżającym życzę udanego urlopu :)!!!

I oczywiście pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających do mnie mimo stałego póki co tematu, który zapewne potowarzyszy mi jeszcze przez kilka tygodni, jakim jest remont! Ale w końcu to mnie teraz najbardziej zajmuje, to nie będę udawać, że tylko latam z aparatem za motylkami i muszkami :)
Wasza iw


p.s. W trakcie pisania tego posta stwierdziłam, że w tym całym rozgardiaszu nie mam siły latać za wszystkimi i przypominać o zakręcaniu wody w toalecie, bo to bez sensu. Poprosiłam pana Wiesława, żeby wymienił mi tę spłuczkę starego typu na nową i tak oto właśnie zaoszczędziłam sobie co najmniej jednego powodu mniej do wku... to jest do wnerwienia się :)!
Jestem z siebie dumna!


*TUTAJ znajdziecie więcej zdjęć!

czwartek, 26 kwietnia 2012

Post z dawką grozy, czyli Pamiętniki z remontu ciąg dalszy

Chociaż jestem niemal pewna, że każde z Was jest sobie w stanie wyobrazić tę operację, postanowiłam Was trochę postraszyć! :)
Będzie to dawka grozy dla wszystkich, którzy ewentualnie szykują się do wymiany instalacji wod-kan.
W takim stanie w tej chwili są moje łazienki.
Bo toaleta z wizytacją kota była już bohaterką jednego z poprzednich postów.





Z tej błękitnej łazienki, która jest na samej górze u mojej córki można patrząc w dół zajrzeć aż do garażu!
To był jedyny dzień, kiedy taka wizja była możliwa, a więc czym prędzej dokonałam uwiecznienia odpowiednich miejsc.
Ja wiem, że to brzydkie i niezbyt sympatyczne, ale tym bardziej, a może właśnie dlatego cieszę się jak norka, że tego już nie będzie.
Optymistycznie rzecz ujmując żegnam się dosłownie i w przenośni z całym bagażem nieczystości (żeby nie powiedzieć mniej elegancko), które dotychczas kursowały po moim domu.
Panowie hydraulicy są jak środek przeczyszczający dla mojego domu: czyszczą szybko, skutecznie i do końca.
Dziś nakupowaliśmy rur, złączek i różnych takich ciekawych elementów w celu ich zamontowania zamiast tego, co widać na zdjęciach. Poszło sporo kasy, ale jakby za naciśnięciem czarodziejskiej różdżki zlecenia pojawiają się nie wiadomo skąd, chodzą stadami i przybywają niesione z uśmiechem rękami bardzo miłych i wypłacalnych Klientów! Jestem pod wrażeniem.
Póki co jeszcze wszystko udaje mi się przerobić, ale chwilami mam wrażenie, że tego jest aż zbyt dużo.
W każdym razie praca wchodzi drzwiami i oknami, oby tylko zdrowie do tej roboty było.

Ostatnie trzy dni spędziłam tłumacząc na szkoleniu dla psychologów. Ciekawie było, nawet bardzo.
Poza tym świetna grupa, dogadywaliśmy się doskonale.
Najważniejsze, że wszyscy byli zadowoleni z mojej pracy, a nawet dawali temu głośno wyraz, a to bardzo miłe, bo nie zawsze pamięta się o tłumaczach :)
Gdybym miała tylko takie zlecenia, byłabym bardzo szczęśliwa.
Ale nie narzekam, popisać też czasem trzeba.
Póki co przeniosłam się z kompletem materiałów do mojego gabinetu w piwnicy.
Wygodnie tu, choć troszkę jeszcze za chłodno.
Po całym dniu wiercenia wczoraj obleciałyśmy z Latoroślą na dwa mopy i na dwa wiaderka cały dom, dzięki czemu zawartość pyłu w powietrzu nieco spadła.
Mycie i toaleta też teraz jeszcze funkcjonują tylko w piwnicy. A że mam tutaj wannę, służącą głównie do namaczania i prania, którą poprzedni właściciele zamontowali nie wiedzieć czemu na wysokich wspornikach, wchodzi się do niej po stołeczku, a potem mam z niej królewski widok na pralnię i pompę.
Żeby nie było aż tak drastycznie, wstawiłam sobie tutaj radio, które towarzyszyło mi dziś rano podczas kąpieli. W sumie nie jest tak źle.
Wstawić do muzy świece, otworzyć szampana (albo wino białe wytrawne, bo takie wolę) i można balować :)!!!

wtorek, 24 kwietnia 2012

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czyli jak popsuć, żeby potem było jeszcze lepiej


Mieszkanie w domu wiąże się z dopilnowaniem różnego rodzaju szczegółów technicznych.
Na przykład taka telewizja.
Mam zamontowaną starą antenę, która odbiera bezpłatne programy puszczane w eter.
Oprócz tego raz na jakiś czas porywam się na jakąś telewizję satelitarną, ale to kosztowna sprawa, jak większość abonamentów. Pod koniec zeszłego roku zdecydowaliśmy zamontować pakiet internet z telewizją, bo był naprawdę opłacalny.
Okazało się, że trzeba było w tym celu wymienić starą antenę tv sat.
Przyjechał pan monter, zdjął starą, zamontował nową i wydawało się, że koniec.
Po paru dniach Latorośl spojrzała na ścianę, którą zwykle doprowadzana była stara telewizja, czyli ta ze zwykłej anteny, i co widzi? Ano widzi, że kabel jakiś dynda swobodnie, oplątany w dodatku malowniczo wokół rynny i zawinięty dodatkowo jeszcze wokół barierki na tarasie.
Nie chciałam tego tak zostawiać i wezwałam pana montera, żeby przy okazji chowania kabli w ścianie zdjął też ten kabel, bo to ani estetyczne, ani potrzebne.
Pan wpadł dziś rano, kiedy ja zajmowałam się kończeniem jednej pracy i przygotowywaniem się do drugiej.
Zrobił swoje, poprawił montaż kabli, które pochował i wyszedł na dach ściągnąć ten nieszczęsny kabel.
Przy okazji jednak, nie pytając mnie o zdanie, uciachał też ten kabel od starej ale jak napisałam powyżej jarej jeszcze i zupełnie zdatnej anteny.
Kiedy wyraziłam moje niepomierne zdziwienie faktem aż takiej gorliwości pan spąsowiał ze słusznego wstydu i rzucił się naprawiać swój błąd. Montował i podłączał raz, potem drugi, za każdym razem próbując wgrywać wszystkie programy. Wreszcie rzucił coś po męsku pod nosem i powiedział, że on to jednak zrobi wszystko porządnie. Pochodził po piętrach, raz nawet zatrzaskując się na dachu (klapa się zablokowała i musiałam go uwalniać), poprzeciągał kable i teraz wreszcie już oba kable idą wprawdzie po rynnie, ale specjalnie mocno zamocowane, ucięty jest ten kabel, który poprzednio ktoś wprowadził tuż obok okna i parapetu. Wyglądało to fatalnie i w dodatku dyndało nieładnie na tarasie, kiedyś nawet Iva zapytała, co to za kable. No więc teraz już ich nie ma! Jest tylko kabel elegancko przeprowadzony po prostej ścianie, kiedy będziemy przenosić kable do mojego nowego gabinetu, zainstalujemy jeszcze ładne nowe gniazdo tv sat.
A pan od kabli sprawdził się na tyle, że teraz już zawsze będę go prosić o takie usługi, bo najważniejszy dla mnie jest efekt końcowy i lubię współpracować z ludźmi, którzy umieją zrobić to, co powinni, a nawet jeśli coś się zepsuje w trakcie, a to się przecież zdarza, umieją i chcą to od razu naprawić.

Tak więc zupełnie przy okazji tych robót okołokablowych pan monter usunął mi jeszcze jedną denerwującą wątpliwą "ozdobę" z mojego tarasu :)
I tak oto przez przypadek poprawił mi humor.

* zdjęcie wzięłam stąd

niedziela, 22 kwietnia 2012

Stan remontowy

Remont rozpoczęty!
Za mną już pierwsze prace wykonane w sumie dość szybko, mnóstwo przygotowań do kolejnych i lekka panika, czy wszystko zdążymy przygotować.
W weekend zjechał Mark, i pomagał przenosić szafki, szafeczki i różne drobiazgi z miejsca na miejsce.
A ja nadal przenoszę, przestawiam, ale mam już właściwie urządzone miejsce na większość rzeczy, więc nie jest źle.
Ustawianie tego z powrotem zabierze wprawdzie pół roku, ale co tam, jakoś będzie!
Jednocześnie nieustanne planowanie w głowie, co i gdzie ma być.

Póki co mam kasę (hehe, nieźle brzmi, coś tam mam) tylko na remont tej toalety widocznej na zdjęciu.
Ale wymiana rur wod-kan jest w całym domu.
Pozostałe łazienki zostaną więc wybebeszone, bo wszędzie idą do wymiany piony, a poza tym trzeba zrobić od razu wyprowadzenie rur do urządzeń w tych miejscach, gdzie one po remontach mają być.

Trzeba więc przemyśleć i podać hydraulikom już teraz całe plany remontów nawet tych przewidywanych, gdzie będą jakie urządzenia w łazience 1 i 2 - czyli u mnie i u córki, a także w skromniutkiej łazience i toalecie w piwnicy, która w przyszłości też będzie miała jakąś funkcję.
Sporo więc tego i co chwila się mylimy, wybierając meble i umywalki do tych łazienek.
W zasadzie co drugie zdanie to:
- o której właściwie Kochanie łazience teraz mowa?
Wczoraj po południu wybieraliśmy najpierw przez pół godziny umywalkę, potem komplet mebli do toalety. Wreszcie po tym wszystkim okazało się, że On wybierał do łazienki na górze, a ja do tej, która już nie ma kafelków i według mnie jest logiczne, że tylko ona teraz w pierwszej kolejności ma być zrobiona.
Po pół godzinie dogadaliśmy się i okazało się, że wreszcie wybieramy meble do tej właściwej, czyli do toalety tzw. gościnnej :)
Spokój zachowuje przede wszystkim zwierzyna domowa, a nawet odbywa codzienne inspekcje stanu faktycznego.
Piesia nic nie rusza, umie się dostosować do każdej sytuacji a i tak najbardziej interesuje go mimo wszystko ogródek i nie może się już doczekać otwarcia drzwi na taras na stałe.
Dlatego nie ma go na tych zdjęciach.
To nawet ozdobnie wygląda na zdjęciu, ludzie w jaskiniach kiedyś nie mieli lepiej.
A i teraz zdarzają się takie nowatorskie koncepcje architektoniczne!
 Inspekcja trwa nadal:
Ale co to ma być!?
 Tam jeszcze wszystko na swoich miejscach...
Ale tego tu wcześniej nie było - i gdzie te szafeczki, po których się tak fajnie skakało?!
Eeee tam, idę stąd. Nic tu po mnie!


Rury widoczne na zdjęciu są rurami c.o. Do nich będzie trzeba wspawać nowy grzejnik, bo tej instalacji póki co nie wymieniam, a wymiana grzejnika ze spawaniem już po założeniu płytek to by było czyste marnotrawstwo, potem właściwie można by było tę łazienkę odnawiać ponownie.

Dodam tylko, że oprócz toalety trzeba też odświeżyć przedpokój.
 
Rozdzielnię elektryczną umieszczoną również w przedpokoju oraz kable też trzeba schować, drzwiczki już są kupione, a stare drewniane zdemontowane.
Wszystkie kable wchodzące razem z telefonicznym, filtrem na wejściu i gniazdami, do których podłączona jest linia telefoniczna, zostały już zgrabnie uporządkowane i schowane w estetycznym i przede wszystkim niewidocznym pudełku w ścianie w pawlaczu nad głową wchodzących.
Wystaje (na zbyt krótkim kablu, ale to będzie naprawione w tym tygodniu) tylko modem, bo nim czasem trzeba poruszyć albo go zresetować. Ale i tego nie będzie widać, bo pawlacz (nie użytkowany) zostanie zamaskowany ładnymi drzwiczkami i schowają się w nim też kable lamp, które doświetlą to dotąd dość ponure i ciemnawe, niewielkie pomieszczenie.
Trzeba też schować rurę, którą doprowadzony jest do domu gaz, bo też nie upiększa przedpokoju.
Domyślam się, że te zdjęcia nie są zbyt atrakcyjne, ale za to autentyczne!
Zamieściłam je po to, żeby Ci, którzy uważają, że mają bałagan, mogli przyjść do mnie i sobie poprawić humor na drodze kontrastu :)
Poza tym co ja poradzę, tak teraz wygląda moje domiszcze :)


A w tej zgrabnej dziurze w suficie będzie zamontowana lampa, już kupiona i dziura została wykuta specjalnie na nią.

Ogólnie padam na pyszczek, zaczyna mi się jakaś paskudna infekcja zatok, głowa mi pęka.
Od wczoraj biorę ketonal, a to już rzadkość u mnie, ostatnio pomagał ibuprom max jedna tabletka.
Chyba znów przesadziłam trochę z obowiązkami, ale jak teraz tego nie zrobię, to kiedy?
Bez wymiany instalacji wod-kan w zasadzie każdy remont łazienki w domu nie ma sensu.
Nie pokażę, jak teraz wygląda salon, bo wstawione tam zostały wszystkie meble, które nie mieściły się nigdzie indziej.
Zresztą to już mój teren prywatny i nie chcę pokazywać go na blogu, bo i za bardzo nie ma się czym chwalić :).

Cóż, mam nadzieję, że ja też zdążę przed EURO 2012!!!
I tym optymistycznym akcentem żegnam Państwa życząc miłego tygodnia, bo w najbliższych dniach nie ręczę, że w ogóle znajdę czas, żeby zajrzeć na własnego bloga. Ale się postaram :)
Z góry dziękuję za wszystkie życzenia powodzenia i trzymanie kciuków!

Pozdrowienia z placu budowy!
Wasza iw