Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

sobota, 11 sierpnia 2012

Nowe narzędzia czyli czarna magia dla bardzo zaawansowanych

Dzień upłynął mi głównie na wypoczynku, ale nie tylko.
Próbuję się uczyć czegoś nowego, konkretnie programu, który ma mi pomóc w mojej pracy.
Póki co mam do tego nastawienie odmowne.
Przez tyle lat tłumaczyłam nie używając żadnych dodatkowych narzędzi oprócz własnej głowy i palców, słowników oraz programu edytora.
Ale czasy się zmieniają, narzędzia do pomocy są coraz bardziej zaawansowane, a kto się nie rozwija, ten zostaje w tyle.
Dlatego się zawzięłam i kupiłam aktualizację programu.
Pierwszą wersję kupiłam już ... 4 lata temu.
Była nawet zainstalowana na moim ówczesnym laptopie.
Nie powiem, używałam jej nawet czasem, to znaczy uruchamiałam i próbowałam coś zrobić.
Niestety nigdy dotychczas nie udało mi się osiągnąć pułapu, przy którym mogłabym pracować.
Do tego zestaw pierwszej pomocy, czyli polecenia edycji, są w całości po angielsku.
Mogę go przestawić na niemiecki, ale dopiero po przeanalizowaniu podręcznika, który teoretycznie ma wprowadzać do korzystania z programu.
Oj, nie jest łatwo się uczyć czegoś dla mnie tak zupełnie nowego! Ale to dla mnie wyzwanie, poza tym może się okazać olbrzymią pomocą przy dłuższych tłumaczeniach.
Póki co przeraża mnie.
Czuję się, jakbym ciągnęła za uzdę upartego osła, a on ani rusz! W żadną stronę!
I nie bardzo tylko wiem, kto jest w tym układzie osłem :)

Dziś przebrnęłam przez instalację podstawowych komponentów, ale nie udało mi się przetłumaczyć niczego ani nawet stworzyć jednego słownika.
Są oczywiście do tego kursy, ale jeśli są tej samej jakości, co podręcznik, to ja dziękuję. Połowa z niego to rzeczy dla mnie oczywiste dotyczące ściągnięcia programu z serwera strony, jego instalacji lub aktualizacji oraz rejestracji użytkownika.
Potem jest ciekawy fragment o korzystaniu z istniejących ogólnodostępnych słowników albo z poprzednich wersji ... których ja akurat nie używałam, więc nie ma o czym mówić.
Brakuje mi jasnej i czytelnej instrukcji korzystania.
Na szczęście jedna znajoma tłumaczka korzysta już od dość dawna z tego narzędzia, ale teraz jest na urlopie. Coś czuję, że po jej i moim powrocie z urlopu kupię dobre wino i wybiorę się na uproszczony kurs użytkownika właśnie do niej.
Póki co się poddałam, sama tego nie rozgryzę.
A na to natknęłam się po drodze na bazarek ...
Nie znam się, ale wygląda mi podobnie do pewnych krzaczków zakazanych upraw :)
Czy ktoś zna, czy ktoś widział? :))

Miłej niedzieli!
Wasza iw

54 komentarze:

  1. Nie znam się , ale faktycznie dziwne te krzaczki jakieś.
    Z pomocy programów trzeba korzystać, ale dla mnie to jest podejrzane,jeżeli nie mogłabym sama rozgryźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasna - dotychczas we wszystkim, co dotyczy obsługi wszelkich programów, byłam samowystarczalna. Ale przy tym poległam w przedbiegach. Dodam tylko, że poprzednia wersja siedziała sobie w komputerze od ... 4 lat. I nic!

      Usuń
    2. Ja to nie lubię programów ,
      które od razu nie są intuicyjne i łatwe w obsłudze.
      Uważam ,że stworzył go człowiek dla siebie a nie dla innych ludzi, a ja nie jestem akurat z tym człowiekiem kompatybilna.
      Szukam wtedy takie , które mi odpowiadają.
      Ale każdy robi po swojemu, znasz siebie i wiesz jak reagujesz na nowe :-)))

      Usuń
    3. Jasna - póki co nie mówię, że nie lubię, na razie sprawdzam, czy to w ogóle do czegoś się nadaje.
      Jeśli mnie nie przekona, będę zagorzałą przeciwniczką.
      Póki co jednak być może nie powinnam się uprzedzać :)

      Usuń
  2. Matko, maryche hodujesz?? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stardust - czyli to jednak marycha? :) Nie hoduję, urosła sobie na ścieżce niedaleko mojego bazarku :) A ja tylko sfotografowałam komórką!

      Usuń
  3. A ja sie ten program nazywa? Manuale zwykle sa malo pzydatne, bo pisane coz w celu sprzedazy i tak, zeby jak najmniej dalo sie publice udostepnic w sensie jak cos dziala.
    Zaloze sie, ze jesli podasz mi nazwe to znajde w ciagu 10 min jakis sensowny tutorial.

    ja tlumaczac (kiedys dawno robilam to nawet zawodowo) nigdy nie korzystalam ze slownikow papierowych - za duzo czasu sie schodzilo. Zawsze korzystalam z komputerow, a w wypadku gdy nie mogam znalezc jakiegos idiomu najlepsza pomoca wbrew pozorom byl google. Tak jest i dzis gdy ucze sie hiszpanskiego. Nic nie zastapi wypowiedzi zywych ludzi i kontekstu w jakim uzywaja czegos.

    A roslinki to nie marycha :) Widzialam takie w Polsce nie raz, niestety nie wiem jak to sie nazywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Futrzak - Trados, a książeczka to tylko takie małe wprowadzenie, nic mi nie mówi.
      Jeśli znajdziesz mi jakiś sensowny podręcznik (ale wolałabym po niemiecku, bo z angielskim nie dość dobrze sobie radzę), będziesz miała moją dozgonną wdzięczność! :)

      Mój mały podręcznik wyjaśnia, jak otworzyć nowy projekt, czy nowy dokument, ale nie daje jasnych wskazówek, jak z nich korzystać.
      Podobno jest tam funkcja pozwalająca wczytać posiadane już wykonane tłumaczenia, czyli ładowanie własnych tekstów do pamięci, ale po wczytaniu jednego pliku trochę się załamałam, bo podzielił mi on tekst na bezsensowne fragmenty (rozbija mi np. ul. / Powstańców Śl.), których w takich fragmentach na niemiecki absolutnie się nie tłumaczy! Gdyby chociaż podzielił na zdania ... ale te zdania w polskim języku prawniczym są często na pół strony.
      No ale skoro program sobie nie radzi, a ja sobie radzę, to coś z programem nie tak, albo nie umiem rozgryźć, jak na nim działać!

      Niestety nie jest aż tak intuicyjny, jak większość znanych mi programów, dlatego mnie kiedyś tam odrzucił, mimo pokładanych w nim wielu nadziei.
      Od czasu istnienia słowników w internecie praktycznie nie otwieram papierowych, ale są wyjątki. Np. słownik terminów prawniczych - tego w googlach nie dają :)
      Ani terminów ściśle technicznych - to znaczy, jak masz szczęście, to je znajdziesz, ale niekoniecznie.

      Czyli jednak nie marycha :/.
      Ale ładniutkie, prawda? :)

      Usuń
    2. Roslinka sliczna :)

      ok, najpierw przeczytaj sobie to:
      http://de.wikipedia.org/wiki/SDL_Trados

      i zastanow sie, czy napewno ten program cokolwiek ci da. Z tego co ja rozumiem, to jest on bardziej wyspecjalizowany do robienia tlumaczen interfejsow roznych aplikacji, tlumaczenia automatycznego i sprawnego zarzadzania contentem w momencie robienia tzw. localization. Z tego co widze ty chyba nie robisz podobnych tlumaczen?

      Jakosci tutoriala po niemiecku niestety nie moge ocenic, bo nie znam tego jezyka.
      anglojezycznych jest calkiem sporo i wygladaja na sensowne. Sa nawet na youtube:
      http://www.youtube.com/watch?v=CVrb380GRj8

      Najwiecej informacji i tutoriali jest na stronie tejze firmy, niestety maja interfejs tylko po angielsku, francusku, chinsku i jeszcze jakims ptaszkowym jezyku.

      Jesli kiepsko idzie ci z angielskim to jednak radze youtube i wpisz trados tutorial - bedziesz miala cala mase, nawet jak nie zrozumiesz mowionego jezyka to bediesz miala na ekranie w co nalezy kliknac i jaki efekt wychodzi :)

      Usuń
    3. Dzięki za wskazówki, znów mnie przywaliła robota, więc nauka zostanie odsunięta w czasie.
      Postaram się skorzystać, a przynajmniej przejrzeć to, co mi wysłałaś.
      Może też uda mi się doczytać niemieckie instrukcje na ich stronie. Nigdy dotąd nie szukałam instukcji na Youtubie, ale może to ma sens :)
      dzięki Ci bardzo za zaangażowanie i tyle wskazówek.
      Spróbuję się za to zabrać jak się obrobię!
      Pozdrowienia!

      Usuń
  4. Jeżeli to nie jest Marycha, to do złudzenia ją przypomina O_O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wilczyco - właśnie tak myślę, a już widzę po komentarzu Klarki, że nawet ma nazwę :)

      Usuń
  5. to jest taka roślinka do oczka wodnego nazywa się chyba
    siedmiopalecznik błotny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko - roślinka rośnie przy dość suchym chodniczku, ale może ma dość wody z okolicy, nie wiem. :)
      Ale dziękuję za nazwę, może sprawdzę i spróbuję porównać :)
      Widzę, że z Ciebie to teraz już wprawna zielarka!

      Usuń
    2. byk za bykiem, czas coś zjeść, bo za dużo tych słów zjadam...
      jeszcze raz...
      na moje oko, to jest konopie... wysiało się i tyle... ale na walory rozrywkowe /czyli zawartość cukru w cukrze/ za bardzo bym nie liczył...
      poszperałem jednak w necie i też na tego klarkowego siedmiopalecznika trafiłem, słyszałem też coś kiedyś o bardzo podobnej odmianie sumaku...
      ale po mojemu to jednak osobnik ze szlachetnego rodu Pani Marysi, choć zapewne mniej wydarzona odmiana...
      pozdrawiać :))...

      Usuń
    3. Po bykach już nie ma śladu! :)
      Mnie też się to ziele wydaje konkretnie tym Marysinym, chociaż być może jakaś słabiutka odmiana. Próbować w każdym razie nie będę.
      Ale skoro ostatnio u Ivy się wysiało, to i ja chciałam pokazać, co to u nas przy płotach w okolicy rośnie :)!

      Usuń
  6. Iw, jak ja dobrze wiem, co czujesz! Swoja komputerowa "kariere" rozpoczelam niespelna trzy lata temu, bedac juz po 50-tce. Zero umiejetnosci wstepnych, wylacznie dosc szybkie maszynopisanie, ale przy uzyciu dwoch palcow. Tylko co mi to dawalo?
    Dzieci wprawdzie cos tam pokazywaly, ale szybko, bo dla nich bylo to oczywiste. Do wszystkiego dochodzilam sama, bardzo zmudnie i powoli. Pomagali znajomi z Polski, ale ja mam tu wszystko po niemiecku, nawet uklad liter na tastaturze, wiec "wcisnij costam" musialam sobie tlumaczyc, a nie zawsze mozna bylo doslownie. Nie wiedzialam, co to spacja i enter. Nic nie wiedzialam. Nawet taka bzdura, jak ctrl, byla dla mnie nie do odcyfrowania, bo ja mam strg. Smieszne? Nie dla mnie. Uczylam sie powoli, ale sama. Bylam uparta. Metoda prob i bledow dochodzilam do coraz to nowych umiejetnosci. Dzieci kupily mi drukarke, a ja ja sobie SAMA zainstalowalam. I dziala! Z dumy o malo nie peklam! Im wiecej jednak umiem, tym bardziej "wiem, ze nic nie wiem". Na razie to, co poznalam, wystarcza mi na moje potrzeby. Wklejam zdjecia (zmniejszone) na blog, bawie sie w efekty fotograficzne. Kazdego dnia poznaje i ucze sie nowych tajemnic komputerowych. Mam satysfakcje, ze do wszystkiego doszlam sama. A kiedy juz nic nie idzie, wzywam syna sasiadki i on mi zawsze pomoze i wytlumaczy (po niemiecku).
    Mysle wiec, ze do powrotu Twojej znajomej, sama dojdziesz, wo liegt der Hund begraben. ;)))
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pantero - mnie samą zadziwiło, że nie byłam w stanie rozgryźć tego dziadostwa. U mnie sytuacja z komputerem jest nieco inna, niż u Ciebie. Z racji zawodu (tłumaczę od ponad 20 lat) pracuję na komputerze przez te wszystkie lata i z większością programów naprawdę nie miałam i nigdy nie mam żadnych problemów, jak tylko ktoś mi wytłumaczy lub pokaże coś trudnego, łapię od razu, ale w zasadzie pracowałam i pracuję, radząc sobie sama.
      Informatyk jest mi tylko czasem potrzebny do skonfigurowania tych moich paru urządzeń w sieci, bo w domu każdy ma swój komputer.

      Podziwiam natomiast Twoją zaciętość, bo wiem, jak trudno uczyć się (właśnie tego teraz doświadczam) w wieku powiedzmy nieco ponad wiek szkolny :)
      Moja Mama poszła w wieku późniejszym od Twojego, bo już po 60-tce na Uniwersytet Trzeciego Wieku i tam sporo się nauczyła, ale obsługę nowoczesnego Worda i innych programów, których używa (np. poczty w gmaila) uczyła się tylko trochę w oparciu o wskazówki tam uzyskane, ale dużo po prostu podczas pomocy mnie (robi mi korekty i jest w tym świetna, ale najwygodniej jest, jak je zrobi i odeśle mailem).
      W każdym razie do tego programu nie bardzo mogę kogoś ot tak wezwać, bo oprócz tej jednej koleżanki inne z niego nie korzystają.
      Popularne programy są właśnie dlatego łatwiejsze do opanowania, bo pisane dla każdego użytkownika, więc zakłada się ich intuicyjną obsługę i w razie czego każdy coś może pomóc.
      Akurat mnie udało się te nazwy klawiszy opanować dość wcześnie. Kiedy na polski rynek wchodził Komputer Świat (Computer BILD), to ja robiłam tłumaczenia pierwszych numerów z niemieckiego i musiałam się tego nauczyć w tempie przyspieszonym. Przydało się, bo i po niemiecku rozmawiam o tym bez problemu.

      Podziwiam, że sama jesteś tak uparta i się wszystkiego sama uczysz, instalujesz drukarki itd. :) Wielkie gratulacje, nie każdemu się chce i nie każdy umiałby w tym wieku sam zacząć pisać bloga.
      A Tobie wychodzi i to bez większej pomocy! :)
      pozdrowienia i powodzenia!

      Usuń
    2. Dzieki! Milo uslyszec pochwale od fachowca.
      Przyjemnej niedzieli.

      Usuń
    3. Aż takim fachowcem nie jestem, jestem po prostu świadomym i dość przećwiczonym użytkownikiem :)

      Usuń
    4. A do tego skromnym ;)))

      Usuń
  7. znam ten ból:)znajoma wytłumaczy a potem dasz juz rade!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że znajoma pomoże, bo ona korzysta z tego narzędzia już dość długo i też miała niezbyt dobre zdanie o kursach, stwierdziła, że tam niewiele się nauczyła :)

      Usuń
  8. Vulpian jegomość, co się podobnem do WMPani zajęciem ubocznie trudni, jeno nie mową Goethego, a narzeczami Szekspira i Moliera władając i Konfucjusza co nieco, zawżdy na wszelkich mechanicznych translatorów reaguje uciechą najczystszą i od lat się przerzucamy wyszperanemi gdzie kwiatkami w tej mierze... Wróżę WMPani, że po zainstalowaniu onegoż bydlęcia i Pani do grona rozradowanych dołączych, ani się spodziewając terapeutycznego działania tego cudeńka... Terapetutycznego naturaliter, w tem jeno sensie, że śmiech to ponoć zdrowie, bo na to jedynie bym liczyć zalecał...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A toś mnie Pan Imć Panie Wachmistrzu pocieszyliście! :)))

      Usuń
  9. Iw ) no nigdy bym Cię nie podejrzewała o marychę hehehe...
    kochana kiedy zbiory? daj znać))))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teatralna - no widzisz, chyba sobie zrobię plakat! :)))
      "Dobre zioło w kuchni podstawą gotowania!"

      Usuń
  10. Miałam kiedyś podkoszulek z takim listkiem.
    Nosiłam go nieświadoma co to. Nawet napis: "po co jeździć skoro można latać" nic mi nie podpowiedział. :(.

    Mina Pierworodnego bezcenna - gdy zobaczył tak odzianą mamuśkę:).
    No i wtedy wyjaśnił mi co i jak.

    Boż, gdzież ja się uchowałam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ida - czasem dzieci uświadamiają nam różne ciekawe rzeczy :)
      Mnie akurat zdarzyło się pracować w temacie, więc byłam nieco bardziej uświadomiona i nawet sobie kiedyś kupiłam biżuterię w takie listki :)
      A uchowałaś się pewnie w miejscu, gdzie nikt takiego ziela nie używał! :)))

      Usuń
  11. Oj tam oj tam, to na pewno zdziczała pokrzywa.
    A jak są jakieś jeszcze wątpliwości to wyrwij i wrzuć do kominka/na grila jak przyjdą goście i zobacz czy będą się śmiali z twoich żartów ponad przeciętną ;)

    Też muszę zainwestować w klawaiturę i podkładkę bo inaczej dostanę cieśni nadgarstka, która się już kiedyś przedstawiła. Póki co bóle mnie nawiedzały przez piewsze dwa dni urlopu, kiedy lap był odstawiony całkowicie. Dziwne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inwentaryzacjo - no właśnie za parę dni chyba zaproszę gości, to będzie jak znalazł! :)
      Niestety ta klawiatura jest dość beznadziejna, już kiedyś raz z niej zrezygnowałam, bo się nie sprawdziła. Widzę, że czas kupić nową i porządnie zacząć też uważać na nadgarstki.
      Mnie też wczoraj bolały, kiedy nic prawie na kompie nie robiłam. Może to objawy odstawienia?

      Usuń
  12. Opłaca się znać i używać tradosa, oj opłaca :) powodzenia w szkoleniu się! Nowe na początku zawsze wydaje się strasznie i nieprzyjazne, ale jak załapiesz o co chodzi - zobaczysz, będziesz zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tygrysie - mam nadzieję, że się nauczę, bo też dużo dobrego o nim słyszałam, ale póki co błądzę i muszę sobie go dawkować na spokojnie i powoli :)

      Usuń
    2. Dasz radę. Niesie ze sobą na prawdę sporo korzyści. Jeden z namówionych i przeszkolonych tłumaczy, jak załapał i się wdrożył, to wyrzucał, że czemu tak późno się nauczył :)

      Usuń
    3. A może powinnam pójść na przeszkolenie do Ciebie!? :)

      Usuń
    4. Osobiście tradosa nie używam, bo nie jestem tłumaczem :) Ha! i tu Cię pewnie zaskoczyłam. Pracuję w jednej z firm, którą Wy tłumacze nie zawsze darzycie miłością ;) w biurze tłumaczeń. Wiem do czego służy trados i jakie niesie ze sobą korzyści :)

      Usuń
    5. Tygrysie - wcale mnie nie zaskoczyłaś, od razu wiedziałam po Twoim pierwszym komentarzu :)
      Po wielu latach pracy dla biur robię przeważnie tylko ustne, więc nie mam specjalnie żadnych negatywnych konotacji, chyba że za przydługie terminy płatności (niektóre biura).
      Ale dziewczyny pracujące w tych biurach zawsze są przemiłe, chociaż nie zawsze dobrze poinformowane. U Ciebie natomiast od razu czuć powiew profesjonalizmu, widzę, że wiesz o czym mówisz i w czym leżą główne bolączki tłumaczy, jakie nierealne oczekiwania mają firmy itp. :)

      Usuń
  13. Nie wiem, czy używasz Chrome'a. Przeglądarki od Google'a. Ona ma opcję tłumaczenia stron. Jeśli masz tę przeglądarkę i będziesz mieć kwadrans, to każ mu przetłumaczyć coś na polski z norweskiego. Na przykład z portalu VG. Czasem tam jest coś, co mnie zainteresuje, np. po dziwnej katastrofie ich samolotu wojskowego Hercules, lecącego niedaleko do Szwecji. Otóż Chrome tłumaczy z norweskiego na polski tak, że naprawdę trzeba mocno ruszać głowę, aby cokolwiek skumać, a co mogło chodzić w tekście wyjściowym. Oczywiście jest wyjście (dla mnie), na które wpadłem, ale po dłuższym czasie - kazać mu tłumaczyć z norweskiego na angielski. Na ten drugi tłumaczy tak, że wszystko jest jasne. Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Wojtku,
      Używam Chrome'a, czasami zdarza mi się wrzucać niektóre pojęcia techniczne do jego słownika, ale całe frazy czy zdania nie są póki co przetłumaczalne takim systemem :)
      Inaczej mogłabym od razu iść na emeryturę :))

      Usuń
    2. wszelkie siły wyższe - uchowajcie nas przed tłumaczeniami z googla i tym podobnymi!!! Translator google zaczął być marką samą w sobie :D co raz się słyszy - "ale tego nie robicie google translatorem?" albo "no widać, że tego nie robił translator google" hehehehe

      Usuń
    3. Litości, Tygrysku, toż ja nie pisałem o tłumaczeniu zawodowym, tylko artykułów prasowych dla siebie, z języków mniej popularnych typu norweski, włoski. Artykuł np. o takim Herculesie (po katastrofie w marcu dopiero znaleźli czarne skrzynki) mogłybyscie przetłumaczyć na polski, pośmiać się, potem dać na niemiecki - i Iw by błędy wyłapała. Ale okazało się, że te podstawy niemieckiego przy tłumaczeniu z norweskiego dobrze znać. Żołnierze szwedzcy, którzy na wys. 2 km na lodowcu szukali elementów z Herculesa, po polsku byli tłumaczeni jako "szwedzkie myśliwi skalne, którzy kupili najbardziej stromych odcinków". No fajnie. Po niemiecku (czy angielsku) - Rock-Jaeger, czy ang. Rock-hunters. Też nieźle. Rzut oka na norweski oryginał i wszystko jasne, jeśli zna się trochę niemiecki. bergjegerne. Czyli strzelcy górscy. Akurat to j. norweski pożyczył od Niemców ... a w tłumaczeniu profesjonalnym takie rzeczy musisz dokładnie. Wojtek

      Usuń
    4. Wojtku - podziwiam ludzi, którzy próbują tłumaczyć sobie artykuły za pomocą tych tłumaczy, mnie się po takim "tłumaczeniu" po prostu zwykle tak śmiać chce (zacytowane fragmenty też mnie ubawiły po pachi!), że nie wyobrażam sobie czytać w ten sposób artykuły - ale oczywiście w razie poszukiwania wiadomości i znalezienia ich tylko po norwesku próbowałabym jak i Ty tego tłumacza :)
      ale i tak by się skończyło na ataku śmiechu! :)
      pozdrowienia!

      Usuń
    5. Iw, ale nie ma co się śmiać. Bo oczywiście, tłumaczenie Chromem z norweskiego na polski daje efekty mocno niezrozumiałe (coś tam jednak się pojmie). Kiedyś, ponad rok temu, z racji polskiego bramkarza w Fiorentinie przetłumaczyłem coś z włoskiego portalu piłkarskiego - efekty były tak czasem dwuznaczne, że kobiecie bym się wstydził zacytować :-) Natomiast z angielskim, z niemieckim, Chrome radzi sobie znacznie lepiej niż z polskim. Tak więc ja od pewnego czasu tłumaczę np. z portalu VG j. norweski->polski, zmieniam język docelowy na angielski - i w zasadzie wszystko zrozumiałe.
      Mało tego, mam propozycję dla ciebie - jeśli do czytania tekstu angielskiego miałabyś posiłkować się słownikiem, zrób tak: artykuł np. z Daily Mail przetłumacz Chrome'm na polski, a potem zmień "na język" i wybierz niemiecki. I najprawdopodobniej sobie płynnie przeczytasz, przy niewielkich błędach, co tam Angole napisali. I tak samo Chromem z norweskiego, włoskiego - tłumacz na polski, a zaraz potem sobie zmienisz język na ten Goethego i chyba 98% zrozumiesz. Spróbuj w wolnej chwili mojego pomysłu ... Wojtek

      Usuń
    6. Jeśli będę miała taką potrzebę, na pewno przypomnę sobie Twoją radę :)
      pozdrowienia Wojtku!

      Usuń
  14. Nowe tylko na początku jest straszne ... :)
    Ciekawe czy to to czy nie to ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katalino - zobaczymy, jak mi pójdzie dalej. Ale pochwalę się, jeśli będą jakieś postępy :)

      Usuń
  15. wszystko, co nowe przeraża i wydaje się gorsze od tego, co już znamy. Ale ćwiczenie czyni "miszcza", więc do pracy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo - staram się uczyć, bo bez nauki niczego nowego się nie dowiem. Ale na dziś mi tej nauki już wystarczyło.
      Tym bardziej, że dopiero przed paroma minutami dostałam materiały od klienta na jutrzejsze tłumaczenie...

      Usuń
  16. Nienawidzę niejasnych instrukcji, doprowadza mnie do szału wręcz sytuacja, gdy chcę zgłębić jakiś program, obsługę sprzętu itd a raczej bystra jestem i okazuje się, że nie rozumiem o co kaman, bo ktoś kto pisał przewodnik, nie umiał sensownie wyjaśnić w czym rzecz grrr... A roślinka wygląda mega podobnie heheh, ale to nie to... ;DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady - mnie też takie sytuacje wnerwiają, często więc odkładam na później i uczę się, kiedy znów złapię wenę. Szkoda jednak, kiedy takie wygodne ponoć narzędzie leży odłogiem...

      Usuń
  17. A mi się podoba ta myśl,żeby zabrać wino i iść do koleżanki po pomoc;)Dzięki trudnościom więzi między ludzkie kwitną;))
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podoba Misiu, więc pewnie i tak się nie obędzie bez tego wina i spotkania, na które nota bene bardzo się cieszę! :)

      Usuń
  18. Witaj Iw, a z tymi programami to może masz na myśli Tranzita lub Tradosa? Ja też o nich nic nie wiem, ale znam nazwy z przysłuchiwania się mądrym rozmowom znanych mi tłumaczy. I ponoć one bardzo ułatwiają pracę, gdy się tłumaczy np. szereg podobnych tekstów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario - mam na myśli Tradosa, ale póki co nie mam znów kiedy się go nauczyć.
      Miała być nauka w zeszłym tygodniu i w weekend, ale nie dałam rady póki co. Mam jednak zamiar znów się przyłożyć do pracy i opanować program, bo tłumaczę sporo podobnych tekstów.
      pozdrawiam!

      Usuń

Podziel się swoim zdaniem, dzięki Twojej opinii wiem, że warto pisać. :)