Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

środa, 31 października 2012

O stratach i zmiennych nastrojach

Ostrzegam, nie będzie to post tak pozytywny, jak większość, które tu zamieszczam.
Będzie trochę o przemijaniu, a trochę o nastrojach mocno jesiennych.

Największą materialną stratą tego roku było dla mnie zniszczenie z powodu zawilgocenia, które siedziało w ścianach jeszcze z zeszłego roku - tego obrazu autorstwa mojej córki.
Obraz wisiał w moim biurze przed remontem, ale potem niestety dykta, na której był umocowany spleśniała i trzeba było wszystko wyrzucić...
Szkoda mi go bardzo.
Jakiś taki ten rok właśnie, że z niektórymi rzeczami musiałam się pożegnać.
Czasem zaś trzeba było się pożegnać z Osobami.
Dla mnie takie właśnie moje sprawy są istotne, chociaż zdaję sobie sprawę, jak małą mają wagę w porównaniu na przykład z tragediami takimi jakie spowodował w Stanach huragan Sandy.
Kto wie, może i to wszystko, co się dzieje wokół mnie, ma wpływ na mój spaprany nastrój.
Cóż, zebrałam kilka aktualności i napiszę o nich w skrócie telegraficznym.
*********
Braki energetyczne
Potrzebna energia, dużo energii.
Tylko czy w obecnym stanie będę umiała coś sensownego z nią zrobić?
Oto jest pytanie!
Ogólnie żyję sobie po troszeczku, nieco zawiedziona moralnością płatniczą niektórych moich klientów. Szkoda, że akurat tych, którzy byli / są mi winni większe kwoty.

Remont
A remont trwa.
W oczekiwaniu na te sumy zamówiłam materiał na kolejne wykończenia i docieplenia, ale trochę mi przeszkadzają przeciągi na koncie.
Dobrałam po długich dyskusjach z samą sobą kolor na ściany do mojej łazienki.
Efekt okazał się ... do dupy.
Trzeba było zamalować: udało się na szczęście zmienić kolor na zbliżony do kości słoniowej, sama nie wiem, czy pasuje do płytek.
Najbardziej podoba mi się oświetlenie.
Coś takiego:
"Nowa" sypialnia
Zmieniam miejsce spania, moja sypialnia stanie się sypialnią gościnną, a ja przenoszę się z łóżkiem do pokoju, który w sumie ostatnio nie był wykorzystany, chociaż kiedyś służył mi za biuro.
Stąd mnóstwo regałów, które teraz przeniosę do pokoju gościnnego.
Zwolniony pokoik na poddaszu, czyli koło córki, zostanie przeznaczony na pokój do ćwiczeń.
Co z tego, że na razie mam tylko sprezentowany kiedyś rowerek! Za jakiś czas na pewno coś dokupię i będę sobie tam ćwiczyć! Ale nie dziś, dziś mogę się najwyżej porozciągać.
Sypialnię postanowiłam pomalować na ładny kolor, trzeba wreszcie zrobić coś tylko dla siebie.
Na nowy gabinet w tym roku nie zarobiłam, więc póki co trwam w biurze w piwnicy, ładnie tam i świeżo, chociaż rześko. Ocieplam po kolei wszystkie ściany, przedsionek i sąsiednią ścianę od strony garażu, może temperatura się tam podniesie chociaż do 18 stopni.

Praca
Najogólniej udało mi się dokończyć przed świętami całą pracę, czyli póki co mam biurko czyste, do odbioru są jeszcze tylko dwa dokumenty. Płatnicy pewni, czyli spać mogę spokojnie.
Ale na wszelki wypadek powiesiłam portret Żyda, mam nadzieję, że nie zaszkodzi, a może pomóc.
Roztrzepanie
Wczoraj po raz pierwszy w życiu wylałam sobie na klawiaturę laptopa kawę.

Chyba tylko szybka akcja wytrząsania, wycierania, a potem suszenia suszarką i wyjęcia baterii mnie uratowała!
Po godzinie, kiedy komputer spakowany już do informatyka, wyjęłam z torby, żeby coś jeszcze skopiować, okazało się, że jednak działa!

Plany
Jutrzejszy dzień spędzę raczej w domu, na grób Ojca pojadę być może pod wieczór albo odłożę to na pojutrze i pojadę razem z Markiem, który przyjeżdża w piątek po południu.
W najbliższym czasie będę też musiała wymienić opony na zimowe.
Podobno czeka nas jeszcze kilka ciepłych dni, postaram się je wykorzystać na dokończenie sprzątania szkód po nagłym wymrożeniu wszystkiego, co zielone na ogrodzie i na tarasach i może uda mi się zmienić te opony.
Oby dane mi było jeszcze porobić takie nastrojowe zdjęcia...

Chęci
Jednak chęci na to wszystko mi brakuje.
Najchętniej zaległabym na sofie z gorącą herbatą owocową i książką, albo posłuchała w tejże pozycji muzyki lub obejrzała parę filmów.
A może tego właśnie mi brakuje, nie pamiętam już, kiedy sobie urządziłam urlop.
Miałam tylko krótki wyjazd latem.

Zmartwienia
Poza tym martwię się stanem zdrowia Pewnej Ważnej dla mnie Osoby. Nie mogę kompletnie nic zrobić, nawet odwiedzić. Z całego serca życzę Jej zdrowia!

wtorek, 30 października 2012

smutno

odeszła chustka, joanna.
mimo że dowiedziałam się o niej dość niedawno, na tyle, żeby na chwilę starać się napisać jej kilka słów, to czuję stratę.
wszystko ostatnio jakieś takie ...
nie umiem się pogodzić z tym, że zło dopada ludzi, którzy powinni bić niczym wielkie serca, które posiadają i za które wielu ludzi dałoby się pokroić
a tymczasem wampiry w ludzkiej skórze, traktując wszystkich poniżej pewnej sumy w portfelu niczym mięso armatnie, mają się świetnie i piją szampana za kolejne zwycięstwa
bardzo smutno
słucham dziś tego.
szukam nadziei tam gdzieś daleko ...
podobno joanna nie chciała, żebyśmy się smucili
trudno będzie

niedziela, 28 października 2012

Biała masakra

Wszyscy wiedzą, co wczoraj spadło na Polskę, więc nie odkryję Ameryki ani nawet nie zaskoczę Was pisząc, że zasypał nas śnieg.
Tegoroczna zima zaskoczyła mnie!
Tak wczoraj w nocy po całym dniu opadów wyglądał mój taras:


Nie zmieniłam jeszcze opon.
Słoneczniki nadal jeszcze rosły sobie radośnie, podobnie jak reszta kwiatów przed domem - teraz dokumentnie wymarznięte.



Aura za oknem nie nastraja mnie radośnie, bo to wszystko trzeba odśnieżać.
Ktokolwiek wie, co to za mordęga nawet dla silnego faceta, wie również, że kobieta przy takiej pracy coś jakby przestaje być kobietą. Jak dla mnie to sport zbyt siłowy i nie bawi mnie już nawet stwierdzenie, że mam własną przydomową siłownię.




Na szczęście po południu dziś zaczęło trochę tajać, co skwapliwie wykorzystują zwierzaczki:




Chociaż nie zawsze na takim śliskim podłożu udaje się zahamować...

Mam nadzieję, że ten biały badziew jeszcze stopnieje i będę miała szansę zrobić wszystko to, co przed sezonem zimowym należy zrobić. :)
Czego życzę również tym wszystkim z Was, którzy mają podobne problemy!

Pozdrowienia i udanego tygodnia Wam życzę!
Wasza iw

sobota, 27 października 2012

Pierwszy Gość w biurze

Rzadko się rozpisuję o moich Klientach, bo to i tajemnicy zawodowej należy dochować i ogólnie nie mieszam prywaty z pracą.
Ale nie pisząc nazwy firmy z numerem nipu i adresem, ani nawet funkcji człowieka można czasem ogólnie opisać KOGOŚ, kto zrobił wyjątkowe wrażenie.
Na początku minionego tygodnia zapowiedział się do mnie do biura pewien Klient, dla którego pracuję regularnie, tłumacząc korespondencję i umowy firmy od jakiegoś czasu, chyba od wakacji.
Tenże Klient, zajmujący w strukturze firmy niebagatelne stanowisko, charakteryzuje się po pierwsze olbrzymią klasą, a oprócz tego jeszcze oczywistą oczywistością, że tak pojadę banałem, są dla niego punktualne płatności. Czego niestety nie da się powiedzieć o wszystkich Klientach.
Jest to więc CZŁOWIEK przez duże CZ.
Dlaczego na centralnym miejscu widać tutaj wieszak, dowiecie się z dalszej części posta, ale ma to dla mnie niemałe, a wręcz symboliczne znaczenie.
Możecie sobie zatem wyobrazić, jak się ucieszyłam, kiedy okazało się, że z własnej nieprzymuszonej woli ktoś z racji samego stanowiska z pewnością zajęty postanowił poświęcić czas swojemu usługodawcy, czyli mnie i na własną prośbę wybrał się po odbiór pewnego zlecenia osobiście.
Przyznam się Wam, że na tę okoliczność dodatkowo przetarłam w biurze kurze oraz wstawiłam do pokoju obok, czyli pomieszczenia technicznego, mój najlepszy ekspres do kawy ... zachlapując przy okazji całe schody i podłogę, bo nie wpadłam na to, żeby wyjąć z niego przed przenoszeniem pojemnik na wodę, ale to w tym kontekście mało istotny szczegół.

Tylko przy okazji zaznaczam, jakby ktoś kiedyś miał przenosić ekspres, to warto wyjąć ten pojemnik, nie chcąc znaczyć mokrych śladów przejścia, chyba że zależy nam na odnalezieniu, bo właśnie zostaliśmy porwani przez złośliwego trolla, a jedyną rzeczą, jaką pozwolił nam wziąć ze sobą, był ekspres do kawy....

Wracając do sprawy, przyszedł do mnie ów CZŁOWIEK i od razu z miejsca zjednał sobie moją sympatię.
I to nie tym, że pierwsze kroki skierował omyłkowo na prawo, chociaż w instrukcji na stronie podaję, żeby iść w lewo (widać mój wąski chodniczek nie wygląda dość zapraszająco), ale dlatego, że w ogóle zadał sobie trud, żeby tę instrukcję przeczytać!
Pomyłka późniejsza w ogóle nie miała żadnego znaczenia.
Drugą przyjemność sprawił mi, kiedy tak miło się rozgościł w moim biurze, odłożył na krzesłach swoją wielką skórzaną torbę, o tu właśnie:
a na wieszaku powiesił płaszcz.

To są takie momenty, kiedy serce puchnie z dumy, a w duchu taki mały wesoły ludzik podskakuje chichocząc i krzyczy do mnie samej: yes, yes, yes!!!
Pewnie niektórzy w tym momencie znacząco popukają się w czoło, ale dla osób, które kiedykolwiek samodzielnie urządzały sobie biuro czy inne miejsce, i wreszcie nastała ta chwila, że przyszedł pierwszy gość, usiadł na nowych krzesłach i powiesił płaszcz na nowym wieszaku, wiedzą jakie to uczucie.
Dla mnie swoiste spełnienie, że ktoś na zawieszonym przez mnie (no dobra, zaprojektowanym i wymyślonym właśnie w tym miejscu i na tej tapecie) wieszaku powiesił po raz pierwszy po remoncie płaszcz i że widać było, że poczuł się tutaj dobrze i w dodatku zaczął oglądać MOJE ZDJĘCIA i rozmawiać ze mną o nich, co zdarzyło się dotychczas tylko raz.
No więc ja poczułam takie spełnienie i nie pytajcie, czy to jakieś zboczenie, być może tak, w takim razie chętnie się przyznam, tylko nie przychodzi mi do głowy żadna jednostka chorobowa.
Jeśli komuś przyjdzie, to śmiało, podzielcie się.

Już prawie miesiąc od odnowienia to biuro już działa, kilka osób się przez nie przewinęło.
Dla nikogo wcześniej nie wysprzątałam aż tak i nie zniosłam ekspresu do kawy, żeby nie biegać po schodach góra-dół (najlepszy ekspres ciśnieniowy mam na górze w kuchni).
Rozmowa z tym Człowiekiem była jedną z najmilszych rozmów, jakie ostatnio odbyłam, chociaż znowu stwierdziłam, że czasem mogłabym więcej posłuchać, niż gadać, ale cóż, będę nad sobą pracować.
W każdym razie dla nikogo wcześniej nie zadałam sobie aż tyle trudu, i to nie ze względu na cokolwiek innego, jak stanowisko, a ze względu na sympatię i szacunek, który wzbudził ze mnie ten szczególny Gość.
Pierwszy Prawdziwy Gość w moim nowym biurze.

piątek, 26 października 2012

Jesienne kolory

Dziś pokażę Wam kilka zdjęć wykonanych w dzisiejszym słonecznym dniu :)
Jesienne czerwienie:


Jesienne żółcie i złocistości:











Jesienny las brzozowy:







I takich właśnie albo równie pięknych widoków życzę Wam na ten weekend.
Nadal nie mam napędu do pisania, tym bardziej, że real nadal ma wiele do zaoferowania i jeszcze więcej wymaga pracy :).
Odpoczywajcie, cieszcie się jesiennymi kolorami, do zobaczenia ponownie za jakiś czas!

Serdecznie Wam dziękuję za Wasze wszystkie komentarze, jeśli w ogóle wchodzę na bloga, to żeby je przeczytać i się do Was uśmiechnąć!
Uściski na czerwono, na złoto i na brzozowo!
Wasza iw

p.s. Więcej zdjęć w albumach:
- Jesienne czerwienie
- Jesienne złoto
- Jesienne brzozy