Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

niedziela, 29 grudnia 2013

W niedzielę na Kole

Jest taki jarmark czy pchli targ w Warszawie, na którym w niedzielę nigdy nie braknie odwiedzających. Miejsce niezwykłe od lat, magiczne przez zebrane tam eksponaty, ale i ludzi, którzy wystawiają tam swój towar.
Trzeba przyznać, że towar jest różnej klasy, ale niektóre rzeczy to prawdziwe cacuszka.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Zgodnie z tradycją życzę Wam wszystkim pięknych, radosnych i spokojnych świąt w pełnym zadowoleniu. W otoczeniu osób bliskich i najbliższych.
Również Waszym zwierzakom życzę samych pyszności pod choinkę.
Więcej rozpisywać się nie będę, wszyscy sami wiecie, co Wam do szczęścia najbardziej potrzebne :)
Jako ilustrację przesyłam zdjęcia z warszawskiej Starówki, która jest pięknie oświetlona i ozdobiona tego roku!
Taką choinkę tego roku ustawiono przed Zamkiem Królewskim.

piątek, 20 grudnia 2013

Czas na NOWE!

Krótki komunikat informacyjny - jak najbardziej właściwy dla rozwiania smutnych i melancholijnych klimatów, a jak najbardziej odpowiedni na przedświąteczny czas.
Znacie mnie już troszkę i wiecie, że za długo nie spędzam na marudzeniu i zamartwianiu się.
W sumie to jestem już całkowicie po drugiej stronie lustra i tu - powiem Wam - jest naprawdę cudnie.
Dlatego od dziś koniec ze smutnymi postami, idzie NOWE!
Wszystkim, którzy są ze mną i życzą mi dobrze, życzę samych dobrych przeżyć świąteczno-noworocznych.
Może zdobędę się jeszcze na jakieś globalne życzenia, ale choinki jeszcze nie mam, więc póki co pozostaję w stanie wewnętrznym jak najbardziej świątecznym, a zewnętrznym - radosnym, stosownie do okresu, jaki nas teraz wszystkich czeka.
Ostatnim akcentem melancholijnym niech będzie ten niedawno zaobserwowany i uchwycony klimat zza mojego okna podczas przepięknego zachodu słońca:

wtorek, 17 grudnia 2013

Balon

Nie wszystko da się ująć, uporządkować w mig, pozbierać, podmieść pod wycieraczkę.
Wszystko da się opowiedzieć, tylko nie zawsze wszystko się chce.
Są rzeczy, które trudno ująć w słowa, chociaż emocjonalnie emanują bardzo silną energią.
Jedne świecą, niczym latarnia morska we mgle, inne przerażają dominującą czernią.
Tych drugich unikamy, i słusznie.
O tych drugich nie chcemy nic wiedzieć, wolimy stosować na nie różne strategie przetrwania.
Niektóre udaje się nam skutecznie ukrywać przez lata.
Aż kiedyś wreszcie balon pęka.
Niektórzy udają sami przed sobą, że balonu nie było i stąd odgrywają wielkie zaskoczenie.
Czasem jednak mamy wgląd w siebie i widzimy, że ten balon rośnie, zbiera się i dziwnie ciąży z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej...
Kiedy więc widzimy, że ten balon już się zebrał i zaraz sam pęknie, czasem warto wziąć szpilkę, zamknąć oczy i ... przebić go samodzielnie, spodziewając się nawet, że wypłyną z niego rzeczy nie tylko przyjemnie pachnące i miłe w dotyku.
Bo mimo wszystko łatwiej będzie iść bez balonu ciągnącego się nad/za nami.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Czarna dziura

W zasadzie nie istnieją żadne zasady, dzięki którym można się ustrzec, żeby nie wpaść w wir czarnej dziury.

czwartek, 12 grudnia 2013

Cichutko, albo dzwoneczkiem

Jedną z największych kar dla takiej gaduły jak ja jest pozbawienie jej głosu.
Ani do lekarza się wykłócić, ani leków kupić bez recepty na to się nie da.
W związku z powyższym do lekarza wybierałam się wczoraj dwa razy, raz dałam radę rano o 6, bo od 4 i tak z bólu gardła spać nie mogłam. Ale przypadkowa młoda pani doktor z pomocy nocnej orzekła, że jeszcze na gardle nic nie widać.
A głos - sam się wyleczy, tylko płukać, brać witaminy itepe. Żadnego leku, samo przejdzie.
Niespecjalnie zbudowana poszłam, a raczej powlekłam się do domu.
Do swojej lekarki domowej już nie dałam rady się dowlec, bowiem padłam sromotnie i przespałam w niemocy prawie cały dzień. Jednak na wieczór zajrzałam do gardła i ze smutną satysfakcją zauważyłam znany nalot na gardle, więc znów powlekłam się do nocnej pomocy lekarskiej. Tym razem młody doktor dał się przekonać i przepisał mi antybiotyk, który biorę z obrzydzeniem, ale jak trzeba, to trzeba. Wczorajszy dzień zakończyłam więc równym padem na łóżko i totalnie bez głosu.

Dziś przyjechała do mnie Maman celem pomocy w charakterze GŁOSU.
Miało być tak, że jak coś potrzebuję, to dzwonię w ślad za melodią klasyka "dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku".
A dzwoneczek nabyłam już nie wiem, kiedy i nawet zdążył już kiedyś stać się bohaterem jednej z sesji zdjęciowych.

wtorek, 10 grudnia 2013

Zapraszamy ponownie, będzie o głosie, leczeniu zimnem i co mi jeszcze do głowy przyjdzie ...

Dwa dni temu zrobiłam duże tłumaczenie dla pewnej Klientki.
Bardzo miła, wprawdzie nie miałam weekendu, bo pracę w ilości niespodziewanie dużej musiałam zrobić z czwartku na niedzielę po południu, ale czego się nie robi dla godziwego zarobku.
Tak więc nie marudząc zbytnio przysiadłam, przepracowałam cały piątek, sobotę i większość niedzieli. Na ISTOTNE NA POCZĄTKU MIESIĄCA OPŁATY zarobione.
I wystarczyło jeszcze na zakupy.
I nawet miejsce i czas na posłuchanie muzyki się znalazł...
A słuchaliśmy .... TEGO....

wtorek, 26 listopada 2013

Dla ciała i dla duszy buduję siebie od nowa

Światło zamieszkało dziś ze mną w domu.
Chodzę sobie więc tu i tam i przyglądam się, jak pięknie w słońcu rozświetlone są okna.
Ciepła, jakie daje odpowiednie światło, nie da się niczym zastąpić ani z niczym porównać.

środa, 20 listopada 2013

Na drodze do zdrowia

Nareszcie znalazłam czas dla siebie i wczoraj wybrałam się z tą moją nieszczęsną lewą kończyną do fizjoterapeuty.
I powiem Wam, że wybrałam najlepszego z możliwych.
Przychodnia przyzwoita, aż miło się tam przebierać, bo czysto i nowocześnie.
A najlepszy jest fizjoterapeuta, którego poleciła mi moja przyjaciółka.
Właśnie człowiek o takich umiejętnościach był mi potrzebny.
Pamiętam jeszcze te masaże sprzed lat w czasach moich intensywnych treningów sportowych. Wtedy fizjoterapeuta masował człowieka tak, że w trakcie na stole zostawały odciski wątroby, nerek i migdałków, a limfa nie mogła nie zacząć krążyć, bo człowiek był tak wyciskany, jak pomidor na sitku. Niestety bardzo bolało. Przeważnie, szczególnie kiedy ktoś był spięty albo coś miał naciągnięte.
Dziś to już przeszłość. Obecnie stosuje się metody naciągania i ucisku, ale przestaje się dokładnie w momencie, kiedy mocniej zaczyna boleć.
Jednym słowem człowiek nie obawia się, że po masażu nie będzie się mógł ruszać, ani że w trakcie będzie odczuwał straszny ból. Zabiegi prowadzone są, że tak powiem "do pierwszego bólu".
Wygląda to mniej więcej tak. I nawet mocne naciąganie, które wczoraj miałam, a które w sumie razem z całym (bardzo szczegółowym) wywiadem lekarskim, było summa summarum przyjemne.
*

wtorek, 19 listopada 2013

Out of service ale niezupełnie

Jestem tutaj, a jakby w ogóle mnie nie było.
Wybaczcie mi nieobecność, tak czasem jest.
Wszystko jest tak, jak być powinno, więc nie musicie się o mnie martwić.
Ale taki mam teraz okres, że pisać o niczym nie umiem i nie potrafię.
Może podzielę się z Wami tylko pewną drobną, ale miłą rzeczą, którą dostałam od ostatniego zleceniodawcy w ramach podziękowania za współpracę.
Zrobił mi tym wielką przyjemność.

wtorek, 12 listopada 2013

Marsz niepodległości w Warszawie 11.11.2013 zagadka popularności

W Marszu Niepodległości brali udział w zasadzie prawie sami młodzi ludzie. Zastanawiałam się nad tym, skąd organizatorzy marszu znajdują aż tak wielu gotowych na wszystko uczestników. Nikt ich przecież nie zmusza, sami przychodzą. Będąc w samym oku cyklonu tuż przed marszem patrzyłam na ludzi, robiłam zdjęcia, słuchałam muzyki i czułam wzrastające silne emocje tego tłumu młodych.
Popatrzmy na kilka zdjęć z placu między Pałacem Kultury a ulicą Marszałkowską.

Zbierali się na placu przed Pałacem Kultury, flagi, głośna muzyka, mnóstwo młodych ludzi... .

niedziela, 10 listopada 2013

IN GOD WE TRUST, czyli sztuka przez duże S. w Zachęcie

Czasami trzeba się oderwać od codzienności, poszybować w zupełnie innym kierunku, spróbować czegoś nowego. Czasami? Właściwie im częściej, tym lepiej.
Bo to nie pozwala nam skostnieć. Zamiast tego udaje się dzięki temu czasem popatrzeć na rzeczy, które są ponad codzienne sprawy.
Dlatego dobrze jest od czasu do czasu wybrać się na przykład do galerii sztuki. Szczególnie takiej, która zainteresuje i przyciągnie uwagę.
Tym razem wybrałam się do Zachęty, na wystawę IN GOD WE TRUST.

Wystaw obejrzana wczoraj w Zachęcie "IN GOD WE TRUST" prezentuje twórczość młodych autorów głównie mieszkających w Nowym Jorku, ale pochodzących z całego świata.
Zdjęcia, rzeźby, prezentacje multimedialne, animacje rozmieszczone są w kilku salach, a doświadczyć (bo nie tylko zobaczyć, ale i posłuchać) można tam spotkań z wiarą i jej pojmowaniem we współczesnym świecie.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Do pracy naprzód marsz

Tak jak przypuszczałam moim przeznaczeniem jednak nie jest gnicie na kanapie, chyba że z przyczyn zdrowotnych, a i to nie za długo.
Jak był remont, to był remont.
A kiedy już przyszły zlecenia, to od razu całą gromadą.
I dobrze, cieszę się bardzo, bo tak właśnie wolę żyć, robiąc coś pożytecznego dla ludzi, co umiem robić dobrze i bardzo lubię.
W tym tygodniu nawet by mi się zlecenia ponakładały, a gdybym miała sobowtóra wysłałabym go z chęcią na takie jedno tłumaczenie, żeby zaliczyć oba. Szkoda, że się tak nie da.

piątek, 1 listopada 2013

Wszystko do wymiany

Kiedy tak sobie dziś rano, po sprzątnięciu po śniadaniu usiedliśmy z moim Markiem przy naszym stole, rozglądając się z przyjemnością, jaki teraz mamy ładny salon, zaczęłam opowiadać mu o wszystkim, co ostatnio się działo. Nie wszystko da się opowiedzieć przez telefon, są takie sprawy, do których trzeba usiąść i patrzeć temu drugiemu w oczy, żeby się lepiej gadało.
A działo się tyle, że nie wiem, czy zmieszczę to wszystko w tym jednym poście, ale spróbuję to zrobić, żebyście mieli pełny ogląd sytuacji, dlaczego mnie tak długo tutaj nie było.
Wszystko zaczęło się właściwie jeszcze we wrześniu.

poniedziałek, 28 października 2013

Jesienne pozdrowienia z jaskini

Są takie momenty w życiu blogerki i nie tylko, że człowiek potrzebuje skryć się ze swoimi sprawami głęboko przed wzrokiem innych.
Nie to, że aż tak mi było źle czy miałam doła.Ale jest czas na bloga, a jest też czas na załatwienie ważnych spraw w realu.
Czasem bywa tak, że ich ilość i stopień komplikacji sprawiają, że całą energię trzeba skupić na tym, żeby te węzły gordyjskie rozwiązać. A na pisanie postów o tym, co i jak się udało przychodzi czas potem. Ta chwila jest jeszcze odległa od zakończenia, ale poczułam potrzebę kontaktu z Wami.
To tyle tytułem wstępu.
A teraz przejdźmy do aury.
Ciepłe temperatury ostatnich dni sprawiły, że w ogrodzie trawa nadal rośnie na zielono, a przykrywające ją i jeszcze nie wygrabione liście tylko dodają jej uroku.

środa, 23 października 2013

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

Od dłuższego czasu jestem zajęta załatwianiem bardzo trudnej, złożonej sprawy, właściwie kilku spraw na raz.
Nie sprzyja to pisaniu, a marudzić na blogu, jak wiecie, nie lubię.
Chciałabym jednak chociaż krótko napisać, że fajnie jest mieć Przyjaciół, którzy mi teraz pomagają, wspierają mnie i razem ze mną szukają rozwiązań.
Tak się składa, że to głównie kobieca pomoc.
Dzięki temu, że czuję wsparcie, jestem spokojna, że cokolwiek się nie wydarzy, to nie jestem z tym sama.
Dzięki Dziewczyny Kochane!

poniedziałek, 21 października 2013

Przegląd - jesień 2013

Ostatnio do szczęścia wystarcza mi praca, radość z przyjemnego spędzania czasu w domku, grzania się przy piecu i zwierzaki obok mnie. 

środa, 16 października 2013

Spokój i równowaga

Wczoraj był pierwszy wieczór, kiedy mogłam wygodnie usiąść w nowym, a właściwie odnowionym nareszcie po 10 latach salonie i rozkoszować się harmonijnym wnętrzem, ciepłem i dobrą energią płynącą do mnie ze wszystkich kątów tego domu. A kiedy czasem chcę się jeszcze dokładniej doładować, szukam energii w naturze. 
*
To dobra energia i dobrze mi jest myśleć, że tak już teraz będzie.
Dom, przystań, opoka, skała.
To najważniejsze, ale i otoczenie domu się liczy.
Kiedy szukałam kiedyś dla siebie miejsca na ziemi, wybrałam ten dom między innymi ze względu na okolicę.
Jak się okazało, miałam rację.
Niedaleko mnie znajduje się park krajobrazowy, do którego od lat jeżdżę rowerem, gdzie zatrzymuję się czasem nad leśnym małym jeziorkiem.

poniedziałek, 14 października 2013

Po nowemu

Obiecałam Wam zdjęcia mojego nowego piecyka i efektów remontu.
Piecyk pokażę, bo obiecywałam, ale już zdjęcia całego salonu to zbyt prywatna sprawa, więc rozumiecie sami, że zachowam go dla siebie. W końcu kiedyś trzeba będzie czymś zaskoczyć kupującego albo przyszłych teściów mojej Córki! :)
A oto mój ulubiony, grzejący ciepłem co wieczór piecyk. Z tyłu mój obecny pokój do pracy.

sobota, 12 października 2013

Niedzielne rodzinne spotkanie

Oddzielne mieszkanie z Córcią przerabiam dopiero od jakichś dwóch miesięcy.
I już bardzo obie to doceniłyśmy.
Bo kiedy nie ma przesytu, to jest i tęsknota za sobą wzajemnie, i wielka ciekawość jednej, co u drugiej, i szacunek wzajemny wobec swojego czasu, i wiele, wiele innych pozytywnych stron.
Większość rodziców dorosłych dzieci, przeważnie kobiet, dzieli się poczuciem pustego gniazda.
A ja w zasadzie, jak na razie widzę w tym nowym układzie większość pozytywów.
I tym chętniej się teraz z nią ostatnio spotykam.
Tutaj też rodzinne spotkanie
Może dlatego, że jestem osobą zapracowaną i nigdy nie miałam specjalnie czasu na dogadzanie mojej córci. Owszem dbać trzeba, ale nie należy zagłaskać kota na śmierć.

piątek, 11 października 2013

Na dobranoc

Kicia i piesio umieją mnie zawsze podnieść na duchu, chociaż doprowadzić do szału też potrafią.
Kiedy na koniec trudnego dnia ta mała wdpapuje mi się mrucząc i udeptując na klatkę z piersiami, glaszczę ją,  słysząc w tle mocne chrapanie psa.
I wtedy wiem, że  wszystko gra. Dosłownie!  :)

czwartek, 10 października 2013

Na przekór

Na przekór tym, którzy chcą, żebym się dziś smuciła, mimo że mam tak wiele powodów do radości!
Na przekór tym, którzy nieczuli na prośby, groźby i zaklęcia bezdusznie realizują aparat urzędowej przemocy, w którym człowiek czuje się dokładnie jak Józef K. w Procesie Kafki...
Na przekór wszystkim tym, którzy chowają się w swoich wilgotnych, brudnych i zaniedbanych norach, podglądając z chorobliwą ciekawością, co się dzieje u tego sąsiada zza ściany i jak to możliwe, że znów sobie coś kupił, a co nie daje im spokoju, zgłaszają do urzędów...

środa, 9 października 2013

Grzyb w salonie

Przed ostatnim weekendem opowiadałam Markowi wiele o pracach remontowych, które właśnie dzieją się w domu, wysyłałam też zdjęcia, bo chciałam, żeby chociaż w taki sposób brał udział w tym, co tu się dzieje.
Ale często wymiana informacji może prowadzić do drobnych nieporozumień.

Wejście do obecnego gabinetu (jak dożyję i zarobię, kiedyś będzie to kuchnia) było w kształcie łuku, o takim mniej więcej kształcie (sama rysowałam, wybaczcie):


niedziela, 6 października 2013

Grzybobranie z aparatem

Wszyscy teraz chodzą na grzyby. Pozazdrościliśmy i wybraliśmy się wczoraj z Markiem do okolicznego lasu. Ale tak naprawdę nie mam potrzeby zbierać grzybów, bo moja Mama jest zapaloną grzybiarką. Zaopatrzyła już moją lodówkę w grzyby świeżo mrożone, a sama zbiera i suszy od paru tygodni niemal codziennie. Jednym słowem w grzyby jestem zaopatrzona!
I całe szczęście, bo moja znajomość grzybów jest niezmiernie uboga, żeby nie powiedzieć żadna.

W atlasie grzybów rozpoznam jeszcze jakimś cudem borowika (borowik szlachetny, czyli prawdziwy) czy prawdziwka (tak też nazywa się borowiki szlachetne), ale niekoniecznie odróżnię go od sromotnika (moja Babcia mówiła na toto szatan, a miała na myśli chyba bardzo podobnego do niego goryczaka żółciowego). Najlepiej odróżniam kurki, więc jak już czasem wybieram się na grzyby, to właśnie kurki (pieprznik jadalny) zdarza mi się zbierać. Jadam też pieczarki, ale sami przyznacie, że łatwiej o nie ostatnio w markecie, niż w lesie. Kiedy jeszcze grzyby zbierała moja Babcia, często udawało jej się zebrać maślaki (maślak zwyczajny lub maślak żółty), gołąbki (gołąbek cukrówka) i koźlaki (koźlarz babka).
Zdarzało mi się jadać boczniaka (boczniak ostrygowaty), robi się z niego bardzo smaczne kotlety zasmażane.
Tyle jest jeszcze ciekawych grzybów. Mnie najbardziej podobają się nazwy: rydz (chyba od mleczaj rydz), gąska (gąska zielona), kania (czubajka kania), opieńki (opieńka europejska i miodowa), podgrzybek (podgrzybek brunatny) i wiele innych, że nie wspomnę już o pochwiaku wielkopochowym!
Te ciekawe nazwy zaczerpnęłam z bogactwa internetu, głównie ze strony http://grzybyjadalne.wordpress.com. Wszędzie w sieci pełno jest poradników, jak odróżnić
Kilka z ciekawych grzybów udało mi się wczoraj jednak złapać w obiektyw.
Nie podejmuję się ich jednak podpisać, ale jeśli koleżeństwo blogowe jest skore do rozpoznania i nazwania, to ponumeruję zdjęcia i proszę podajcie nazwy.
To taki nieoficjalny konkurs, ale w nagrodę mogę przesłać wygranej osobie cały mój zestaw zdjęć grzybów. :)
Zaczynamy od numeru 1:
1

piątek, 4 października 2013

Kobieca ręka i głowa

Czy kobiety mają szansę pokonać panujący od tysięcy lat patriarchat? Czy taka zmiana doprowadziłaby do poprawy stanu państw i społeczeństw? To trudne pytania, więc większość z nas na co dzień się nad nimi nie zastanawia. Ja postanowiłam przyjrzeć się tej tematyce na przykładach z mojego najbliższego otoczenia. W tekście mowa o moich bliskich Przyjaciółkach, ich znanych im dobrze koleżankach, o sąsiadkach i kobietach, które ostatnio spotkałam.

Naprzeciwko mnie jakieś dwa lata temu kupiła dom Młoda Kobieta. Odkupiła dom od starszej pani, która mieszkała tam z dorosłym synem i nie radziła sobie z kosztami, ale głównie z sąsiadami z bliźniaka przez ścianę. Starsi państwo, a szczególnie starsza pani, wszelką działalność swojej starszej sąsiadki zaskarżali do urzędów. Wreszcie kobieta nie wytrzymała tej nagonki, nocnego stukania w kaloryfery i w ściany, nerwy i serce jej zaczęły za bardzo doskwierać i wyprowadziła się. Na szczęście miała dokąd. Swój dom sprzedała Młodej Pani.
Od tego czasu Młoda, nieco ponad 30-letnia kobieta nie tylko kupiła, ale kompletnie odnowiła ten dom. Załatwiała wszystkie potrzebne zezwolenia, bo wiedziała, że z takimi sąsiadami musi mieć papiery tip-top w porządku. Udało się. Pozmieniała wszystko, podłączyła kanalizację, w starym domu według nowego projektu poprzestawiała ściany i ze starego bliźniaka stworzyła przepiękny trzypoziomowy dom. Odnowiła też piwnicę, w której jej Tata, obeznany ze sztuką budowlaną, który wiele pomagał przy budowie, urządził sobie mieszkanko, bo jak powiedział na stare lata będzie tam miał przytulne gniazdko. Byłam, widziałam, sama bym chciała stworzyć mamie takie mieszkanie.
Zdjęć nie zamieszczam, bo nie mam takiego pozwolenia.
Pokazane kwiaty pochodzą z mojego ogródka, ale u Niej na rabacie rosną bardzo podobne, co widać na trzecim zdjęciu.

wtorek, 1 października 2013

Ciepło, cieplej ...

Ludzie z firmy sprzedającej piece kompletnie mnie zaskoczyli i dlatego nie było mnie na blogu wczoraj i dziś prawie wcale. O ósmej rano wczoraj zadzwonił telefon:
- Pani iw?
- Tak, w czym mogę pomóc - szybko przestawiłam się na ton zawodowy, bo kto wie, może to Klient.
- Mamy już dla Pani piec i moglibyśmy go wstawić dziś, chociaż montaż był przewidziany na wtorek. Czy już możemy?
- Jestem zupełnie zaskoczona, bo miało to być we wtorek, podłoga wprawdzie już jest ułożona, ale brakuje jeszcze fugi, poza tym ściana za piecykiem jeszcze nie jest wykończona... No dobrze, zadzwonię do mojego majstra.
Pan Wiesław nie był uszczęśliwiony, że będzie musiał wstrzymać prace, ale jednak wspólnie podjęliśmy decyzję.
- Dobrze, proszę wstawiajcie Panowie.
I tak oto piecyk stanął na swoim miejscu.
Zajęło to kilka godzin, było trochę kucia, ale udało się i piecyk stanął na miejscu przeznaczenia...
Ale nie myślcie, że już dziś Wam go pokażę w całości, o nie!
Póki co trwają jeszcze prace, a piecyk został tak otulony, żeby nie został ochlapany masą szpachlową i farbami.

sobota, 28 września 2013

Prace w toku

Powoli prace przygotowawcze do wstawienia pieca posuwają się do przodu. Widać, jak powstaje podłoga pod nowy piecyk. Oczywiście to wszystko jeszcze pozmiatane ale zapylone. Płytki mi zostały po remoncie łazienki, więc na to nie wydałam nic. Musiałam wydać na materiały, czyli klej i inne masy potrzebne do wygładzania ścian, farbę, pędzle itp.

czwartek, 26 września 2013

Po pierwsze nie obciążaj

Po pierwsze wszystkim Wam bardzo serdecznie dziękuję za to, jak mi kibicujecie we wszystkich przedsięwzięciach. To miło, kiedy czytają mnie tacy życzliwi ludzie.
Oczywiście najchętniej człowiek dzieli się swoimi marzeniami i planami, które realizuje dla własnej potrzeby i przyjemności. Chciałabym, żeby chodziło tylko o to. Jeśli jednak zagłębić się trochę w temat, chodzi też o rozsądne podejście w perspektywie przyszłości. Wydaje mi się, że nadal jestem bardzo otwarta na życie i wszystko, co ono niesie. Krótko mówiąc: nie jestem betonem i swoje wiem.

Właściwie pewnie niejeden i niejedna z Was zadają sobie pytanie, po co tej babie tyle tych pomieszczeń, a do tego jeszcze nowy piec i bóg wie co jeszcze.
Sama niejeden raz to analizowałam w te i wewte, rozważałam sprzedaż domu, jak tylko wyprowadzi się ode mnie córka. Córka wyprowadzona i póki co nie nosi się z zamiarem powrotu.
W sumie wystarczyłaby mi sypialnia salon i pracownia, do tego kuchnia i łazienka. Czyli spokojnie mogłabym zamieszkać już dziś w trzech pokojach z kuchnią.

wtorek, 24 września 2013

Gorące marzenie

Od zawsze marzył mi się otwarty ogień, czyli kominek albo piecyk do dogrzewania domu.
W domu mam stary piec na gaz i centralne, które przez ostatnie dziesięć lat dokładnie przenicowało mi portfel.

poniedziałek, 23 września 2013

Akcja piec rozpoczęta

Hej Kochani. Stop.
Akcja "piec" rozpoczęta. Stop. W domu dużo się dzieje. Stop.
Piec zamówiony, zaliczka wpłacona, nie ma odwrotu. Stop.
Salon w proszku. Stop. Piesio był dziś u weta, bierze antybiotyk. Stop. Czeka go operacja wycięcia kaszaka. Stop.
Kicia na najbliższe dni pojechała do córci. Stop. A ja próbuję pracować tutaj. Stop.
Ze sztabu tymczasowego w gościnnej sypialni. Stop.
Wasza iw!

piątek, 20 września 2013

Ustawianie miejsca do życia

Ustawienie mebli w domu, podobnie jak kolorystyka wnętrza, mają olbrzymi wpływ na nas, na całe nasze życie, na to, jak się w nim potem latami będziemy czuli.
Lubię mój dom, ale od lat czuję, że miejsce, w którym przebywam najczęściej, czyli mój salon, nie jest ustawione odpowiednio.
Lampiony są prezentem na urodziny od mojej przyjaciółki, dają bardzo ciepłe światło.

czwartek, 19 września 2013

Wrzos i inne kwiaty i zarośla

Podczas jednej z ostatnich wizyt mama podarowała mi wrzos.
Piękny jest, ale jeszcze nie mam dla niego dobrego miejsca, a i pod tę jego doniczkę muszę zastąpić jakąś z porządną podstawką.

wtorek, 17 września 2013

Czas na pozytywne myślenie dobrą energię

Dziś od rana postanowiłam nie poddawać się. Już się staram zdobyć leki na te moje dolegliwości.
Poza tym dalej smaruję, naklejam ogrzewające plastry i trzymam się wersji, że musi być dobrze!
Nie zgadzam się na to, że ma mnie boleć, żebym czuła że żyję :).
Mam czuć się rześko i zdrowo!
I mieć w domu ciepło, jak u mojej Przyjaciółki!
I zrobię wszystko, żeby właśnie tak było.
Zabrałam się znów za czytanie książek o naturalnym zdrowiu. Niektóre lektury są trudne, bo człowiek czytając sobie uświadamia, ile złego sobie narobił. I ile teraz trzeba zrobić, żeby te uszkodzenia i zaniedbania ponaprawiać. A pamiętam jeszcze, kiedy trzymałam się wielu zdrowych zasad i naprawdę czułam znacznie lepiej i zdrowiej. Czyli można.
Nie będę Was raczej zanudzać tymi książkami, bo każdy ma prawo dbać o zdrowie tak, jak lubi i jak uważa za stosowne. Skoro moje dotychczasowe wysiłki doprowadziły do tego stanu, w którym jestem, to tylko ja mogę coś zmienić, żeby się z tego stanu teraz doprowadzić z powrotem do zdrowia.
To tyle na ten temat.
Dziś czeka mnie rozmowa z panem od piecyka do podgrzewania wody.

poniedziałek, 16 września 2013

Sezonowe dolegliwości

Statystycznie nie jest najgorzej.
Mam robotę, spływają mi nawet dawno zaległe honoraria, ogólnie większość spraw się układa.
Jednak ostatnie przepracowanie odbiło się troszkę na moim zdrowiu.
Najpierw przemówiły do mnie mięśnie. Jednoczesny ból wszystkich mięśni i części ciała powiedział mi: przesadziłaś dziewczyno, szanuj się trochę, czas odpocząć!
Na tym się nie skończyło. Potem przeszło mi na gardło - próbowałam oszukać organizm, łyknęłam kilka tabletek i na trochę przeszło.
Ale on się nie dał tak szybko wprowadzić w błąd.
Najwyraźniej zmęczenie wlazło głębiej i postanowiło ze mną zostać na dłużej, przy okazji sprawiając mi trochę bólu. Od trzech dni przelazło mi na zapalenie nerwów na wysokości biodra lewej nodze.
Gdybym czuła się lepiej, mogłabym podśpiewywać klasyka: "boli mnie noga w biedrze".
Dziś jest lepiej, mogłam wreszcie iść do apteki i kupić sobie plastry rozgrzewające.

piątek, 13 września 2013

Gdy pada deszcz

Kicia zerwała się dziś przed 6 rano. Chciała koniecznie wyjść. Nie ustąpiłam, dałam jeść, pogłaskałam ze dwadzieścia razy. Przypomniałam, gdzie stoi kuweta. Wreszcie po długich próbach nacisku ustąpiła i skorzystała z kuwety. Potrzebowała.
A ja potrzebowałam więcej snu i nie chciałam jej wystawiać na taką deszczową pogodę, jaką ostatnio mamy.
Bo kiedy wraca, trzeba ją osuszyć i otulić ręczniczkiem.
Dać jeść i od czasu do czasu tarmosząc wycierać, aż do sucha.

środa, 11 września 2013

Jak być kobietą, czyli wizja współczesnej kobiety według Caitlin Moran

"Jak być kobietą" Caitlin Moran to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w ostatnim roku.
Wbrew podstępnemu tytułowi nie jest to jednak poradnik, chociaż uważam, że przydałoby się, żeby przeczytała go każda feministka.
Autorka przedstawia się nam w początkach książki jako jedna z kilkorga dzieci w rodzinie. Moran wita się z nami w wieku około trzynastu lat, kiedy zaczyna dojrzewać, czyli kiedy z dziecka przeistacza się w kobietę. Pozwala nam usiąść razem ze swoim rodzeństwem na kanapie, gdzie ledwo mieści się cała duża rodzina. A następnie przy wtórze komentarzy rodzinnych pokazuje nam swoje pierwsze włosy łonowe... po czym napięcie stopniowo rośnie. Tak, nie pomyliłam się. Moran pisze o wszystkim, co kobiece z taką lekkością i polotem, jakby urodziła się właśnie po to, żeby  wytłumaczyć współczesnym kobietom, że bycie kobietą to nic zdrożnego, że mamy prawo do nazywania naszych narządów intymnych tak, jak tylko żywnie nam się podoba oraz do zażywania w życiu tych wszystkich przyjemności, które zwykle bywają domeną mężczyzn, jak choćby przygodny seks, z równie beztroską, jak oni, nonszalancją.
Jest tam sporo o współczesnym przymusie pełnej depilacji krocza i odnóży, dużo i uczciwie o seksie, Moran nie stroni od używania pełnej palety językowej i nie uważa, że wyrazy wulgarne nie nadają się do publikacji. Ale przede wszystkim wyraźnie daje się odczuć, że Autorka lubi się śmiać i ma cudowne poczucie humoru, którym dzieli się z czytelnikiem, nie żałując mu tej radosnej strawy.

wtorek, 10 września 2013

Wpis trochę wymęczony

Od wczoraj siadam przed komputerem (a raczej siedzę cały czas, bo ciągle mam jakąś pracę) i nie jestem w stanie napisać żadnego posta.
A to dlatego, że jestem bardzo zmęczona, czyli po prostu przepracowana i ledwo co mam siłę stukać paluszkami po klawiaturze.
Wzięłam sobie ostatnio trochę za dużo pracy i teraz mam efekt taki, jaki mam.
Ale dziś już prawie dobiegam do końca maratonu, który sobie przez ostatnie dni zafundowałam.
Na dokończenie czekają dwa zlecenia, jedno dłuższe i trudniejsze, do zrobienia na piątek, a drugie krótkie, ale na dziś wieczór.
Dziś przez moje biuro przewinęło się już dwóch, a będzie jeszcze trochę klientów. Jak już wszyscy odbiorą pracę, będę mogła wpłacić honoraria na konto i popłacić conieco, a tego conieco jest sporo, przydałoby się jeszcze więcej honorariów, ale trzeba być cierpliwym i się najpierw zregenerować.
Sprawiłam też sobie wczoraj małą radość, czyli duży dodatkowy dysk.
Ostatnio już moje dyski pękają w szwach od ilości zdjęć, które na nich przechowuję.
Dlatego informatyk wczoraj wstawił mi nowy dysk do komputera stacjonarnego i od teraz mam nadzieję, że wszystko na nim pomieszczę. I takie jedne z setek tysięcy kwiatów.
Te bratki przetrwały cały sezon

niedziela, 8 września 2013

Ognisko na koniec sezonu 2013

Według mnie jest niewiele piękniejszych rzeczy od ogniska późnoletnią porą.
Podobnie, jak rok temu, tyle że tym razem na zakończenie sezonu, a nie na jego rozpoczęcie, nastała konieczność spalenia po sezonie resztek drewna i papierów. Tym razem mieliśmy na to czas dopiero wieczorem. Mark od dawna miał chęć spalić wreszcie pościnane tego roku gałęzie, puste tekturowe opakowania, resztki wyschniętej trawy itp. Żeby lepiej się paliło dolewał też trochę płynnej podpałki. 

piątek, 6 września 2013

Spokojny weekend we dwoje

Lubię doprowadzać sprawy do końca.
Jakiś czas temu opowiadałam Wam o remoncie barierek. Po raz pierwszy od lat ktoś tak się do tego przyłożył i dlatego to tyle trwało. Poza tym prace były prowadzone z przerwami.
Ale właśnie dziś udało się skończyć wszystko, łącznie z zeszlifowaniem dolnej, rdzewiejącej części słupków i ich pomalowaniem na nowo.
Dopiero teraz zapanował barierkowy zen.

środa, 4 września 2013

Tak szybko odchodzą

To będzie bardzo prywatny wpis. Zachęciły mnie do tego Wasze komentarze i ostatnie wydarzenia.
Aż się wierzyć nie chce, kiedy pomyślę, że moja Córka ma dziś już 22 lata.
Dopiero co miała urodziny. Często myślę o różnych momentach, które mijają tak szybko. W głowie pozostają potem tylko jak jakieś urywane migawki z trailera filmu o niej, o nas.
Ale najważniejsze przecież jest wychowanie. Z niego bierze się całe późniejsze nastawienie rodziców do dziecka. I dziecka do rodziców.
Tjaaa, to jedziemy z tymi migawkami.

niedziela, 1 września 2013

Sprzątanie blogowe i nie tylko

Właśnie opublikowałam ostatni post na blogu onetowym.
Żegnam się z nim lekko, łatwo i przyjemnie. Gdyby nie było mi szkoda wpisów, już by został skasowany.
Dlatego najpierw chcę skopiować wszystkie moje wpisy, a jest ich 324, a to pokaźna liczba.

O pogodzie, rowerze i wielkomiejskiej sztuce

Wczoraj po odbębnieniu koniecznej pracy wybrałam się na wycieczkę rowerową.
Cieszę się, że skorzystałam z pięknej sobotniej pogody i pojechałam znów w kierunku Wisły.

piątek, 30 sierpnia 2013

Prezent od mojej Córki

Dopiero wczoraj przechwalałam się (troszeczkę) między innymi moimi łazienkami.
Dziś chcę Wam pokazać prezent, który ostatnio kupiła mi moja Córcia, na urodziny zresztą.
Jest to komplet artykułów wyposażenia łazienki, składa się z pojemniczka na mydło i szczoteczki do zębów oraz z kosza i szczotki do WC.
A całość prezentuje się moim zdaniem naprawdę elegancko, nareszcie mogłam wystawić ten stary niebieski kubek i kosz na śmieci :).

czwartek, 29 sierpnia 2013

Dom na 365 dni w roku, czyli zebrało mi się na podsumowania

Czy ktoś z Was może powiedzieć, że żyje w ukończonym domu czy mieszkaniu?
Myślę, że może panowie stwierdzą, że wszystko już jest i nic tylko mieszkać.
Prawie każda z pań natomiast powie, że w swoim domu, ogrodzie czy mieszkaniu jeszcze by coś zmieniła, poprawiła, ustawiła inaczej, albo w ogóle zrobiła całkowitą rewolucję, bo dotychczasowy układ pomieszczeń już nie odpowiada jej wymaganiom czy potrzebom, choćby potrzebie nasycenia oczu pięknymi kolorami, potrzebie oglądania kwiatów i innym potrzebom estetycznym.
Ostatnimi czasy zajmowałam się oprócz pracy głównie remontem i urządzaniem domu, a nadal jeszcze w tej dziedzinie jest sporo do zrobienia.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Niezwykła cisza

Mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych. Do najbliższej trasy szybkiego ruchu mam dalej niż kilometr. Do linii kolejki podmiejskiej ze dwa kilometry. Jednak zwykle mimo wszystko docierają do mnie jakieś odgłosy, szumy, klaksony, czasem nawet dość głośne.
A dziś rano nic. Zupełnie, jakbym mieszkała w kompletnej głuszy :).
Na posesji obok pewna firma wynajęła dom na swoją działalność.
Zwykle wjeżdżają lub wyjeżdżają stamtąd w godzinach pracy samochody, kurierzy, ludzie spacerują po terenie, okna bywają otwarte, docierają do mnie dzwonki telefonów, rozmowy i inne odgłosy. Dziś jest kolejnym dniem, kiedy się na dworze ochłodziło i wszystkie okna są pozamykane. Nikogo też nie ciągnie na podwórko, a wszyscy chyba dojechali punktualnie między 7 a 8, bo między 8 a 9 nie usłyszałam z tej firmy ani jednego odgłosu.
Mojemu sąsiadowi zdarza się głośno rozmawiać z żoną, czasem gwiżdże, na szczęście ostatnio zdarza się to zdecydowanie w mniejszym zakresie. Ale dziś z ich strony kompletna cisza, nic, niente!
Wokół mnie znajdują się oczywiście też inne domy, wszystkie zamieszkane.
Ale w nich wszystkich dziś rano jakby życie zamarło, nikt nie wychodzi, nie wchodzi, nie kosi ogródka, żaden pies nawet nie zaszczeka, nawet ptaki podśpiewują tylko leciutko unisono, nieśmiało, jakby wszyscy nagle zastygli w niemym zachwycie nad kolejnym jeszcze pogodnym, ale już chłodnym dniem.
I wszędzie ta charakterystyczna cisza, jak makiem zasiał.
Aż wyszłam sobie na taras posłuchać dziś tej niezwykłej ciszy i popatrzeć, czy wszystko w porządku i czy przypadkiem nie zostałam razem z piesiem jedynymi żyjącymi istotami na planecie Ziemia.