Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

W poszukiwaniu straconegu pulsometru

Żeby go odnaleźć, sprawdziłam już prawie wszystkie kąty we wszystkich pomieszczeniach w domu.
Szukałam go w większości szuflad, na półkach, przeglądałam regały.
I nadal nic!
Dostałam go w prezencie jakieś dwa lata temu, a może rok.



sobota, 27 kwietnia 2013

Wielka wędrówka książek

Rano na szczęście udało mi się wykorzystać piękne słońce i słoneczną pogodę na wycieczkę rowerową po lesie, jeździłam (jak niemal codziennie) nieco ponad godzinę.
Potem pogoda niestety siadła, a nawet zaczął padać deszcze, postanowiłam więc zabrać się za porządki w książkach.


czwartek, 25 kwietnia 2013

Okazje zza granicy, a rola tłumacza

*
Rynek samochodów używanych sprowadzanych do Polski z różnych krajów Europy, głównie z Niemiec, nadal się rozwija, chociaż nie są to najczęściej już takie oferty, jak kilka lat temu.
Mam paru klientów, którzy odzywają się raz - dwa razy do roku, kiedy chcą kupić jakiś samochód np. lekko uszkodzony, w Niemczech. Dzwonię w ich imieniu do osób, które zamieściły ogłoszenie i chcą sprzedać swoje samochody lub przyczepy, uzgadniam cenę, stan pojazdu, pytam o różne szczegóły techniczne.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Pieczeń z karkówki

Dziś jest ten jeden z niewielu dni w roku, kiedy udało mi się zrobić zdjęcie jednej z moich potraw popisowych przed zjedzeniem.
Kucharka ze mnie taka sobie, ale pieczeń z karkówki, naleśniki, a ostatnio i bigos zawsze mi dobrze wychodzą.
Poniżej znajdziecie mój własny PROŚCIUTEŃKI przepis na pieczeń z karkówki, która mi zawsze wychodzi, ale pod jednym warunkiem!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Wiosenny, kwiatowy i rowerowy weekend

Dość tego defetyzmu!
Czas na informacje lekkie niczym piórko albo te kwiaty, które mi właśnie wykwitły w ogrodzie.
Weekend spędziłam cudownie, przejeździłam mnóstwo kilometrów rowerkiem po lesie, a nawet odkurzyłam i pierwszy raz w tym roku przypięłam oraz przypięłam nartorolki i po raz pierwszy w tym sezonie na nich pojeździłam!
Jednym słowem plany sportowe zrealizowałam z nawiązką!

Poza tym wszem i wobec od wczoraj znowu króluje piękne słońce!
W ogródku pojawiły się te kwiaty, co zwykle, czyli:
cebulice:


czwartek, 18 kwietnia 2013

Dewaluacja zawodu tłumacza

O zawodzie tłumacza bez ogródek i z doświadczenia
Długo, szczerze i do bólu, czyli długi esej o zawodzie tłumacza, przeczytaj, kiedy znajdziesz więcej czasu.
Kiedy rwałam nogi w blokach startowych celem wykoszenia przeciwników i dostania się na upragnione studia na UW (Lingwistykę Stosowaną z pierwszym niemieckim), które miały mnie poprowadzić świetlistą prostą na Olimp tłumaczy, czyli na liczne ciekawe konferencje na całym świecie, tłumaczenie wypowiedzi znanych osób, spotkania z VIPami, rozwój nowych ciekawych technologii i do innych wielce ciekawych wrót raju.
Bywało naprawdę ciekawie, jeszcze kilka lat temu były i wyjazdy na tłumaczenia i więcej tłumaczeń na rynku w ogóle.
*

środa, 17 kwietnia 2013

Pogoda jak w kalejdoskopie, nie nadążam

Rano było chmurne niebo, pokazywałam Wam...
Za to teraz jest niebiańsko, słonecznie, cudownie wprost...
Niebo cudowne, radość pełna, wszystko wietrzę, i humor mi dopisuje!
A zwierzaki szaleją.
Piesio zaprasza mnie na dwór nieustająco.
Kocio biega, miauczy i ociera się o krzaczki



tarza się

Kwiaty rosną same z siebie



A taras już częściowo przygotowany na leżakowanie i wysiadywanie:
A jeszcze o godz. 9.43 niebo wyglądało tak:

Deszcz był przelotny, więc teraz może być już tylko lepiej!

Wieczorny spacer rowerowy

Jako że zima tego roku jeszcze szalała przez pierwszy tydzień kwietnia, w przedsionku nadal stały łopaty i miotła do śniegu razem z odśnieżarką.
A właśnie wczoraj stopiła się ostatnia kupka śniegu u mnie na chodniku za domem. Sorry za te widoki, to ostatni śnieg w tym roku na moich fotkach, ale naprawdę stopniało to dopiero wczoraj.
Przez ostatnie dni pogoda wręcz wysysała mnie z domu!
Nie ukrywam, że poczułam się zmotywowana przez resztę towarzystwa obserwowanego tu i ówdzie w internecie, żeby coś z tym zrobić.
Tak czy owak, wczoraj pokonana przez pół dnia potężną migreną nie dałam się jednak kompletnie powalić. Kiedy wreszcie po paru godzinach środki przeciwbólowe zadziałały na dobre i udało mi się skończyć pracę, zrobił się wieczór, ale po przeleżeniu większości dnia z bólem na wersalce wcale nie czułam się zmęczona.
W ruch poszły łopaty do śniegu i odśnieżarka!
Nie nie spadł śnieg - strzeż nas panie! - ruch polegał na  przeniesieniu tych sprzętów przeze mnie do budynku gospodarczego.
Na ich miejsce przytoczyłam rower a właściwie to nawet podjechałam na nim po ogródku :), bo na tyle wystarczyło powietrza w nieco zbyt miękkich oponach.
Odkurzyłam rower i napompowałam koła.
Od zeszłego roku wreszcie mam taką pompkę, którą przytrzymuje się nogą i jedzie wajchą w górę i w dół, a którą jestem w stanie to zrobić, nie dydoląc przez pół godziny na jedno kółko. :)
Poprzednio jeździłam zawsze na stację benzynową, to znaczy w tamtą stronę musiałam dotoczyć, a dopiero z powrotem mogłam się przejechać.
Niestety od zeszłego sezonu gdzieś się podziała zatyczka, czyli korek do jednego koła, trzeba będzie zorganizować lub kupić jakiś inny.
Poodpinałam też w zeszłym roku wszystkie światełka, a dynamo rozłączyłam i podłączyć wczoraj wieczorem nie potrafiłam. Zostały tylko odblaski, ale dobre i to na początek. A lampek muszę jeszcze poszukać, co po remoncie wcale nie jest takie proste.
Myślałam, że na tym zakończę wczorajszą aktywność, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wypróbować roweru.
Wiem, że nie powinno się jeździć nocą bez porządnego oświetlenia, więc przemykałam głównie po maleńkich osiedlowych uliczkach, żeby nikomu nie narobić strachu, ani sama nie narazić się na wpadanie pod koła rozpędzonych, nie widzących mnie kierowców.
Niestety GPS w komórce mi się chyba rozłączył, bo na koniec zauważyłam, że nie zapisał trasy, działał tylko stoper i w moim (kalendarzyku :) z zestawem treningów mogłam podać tylko czas i bardzo przybliżoną ilość przejechanych kilometrów. Może następnym razem uda się lepiej.
Ale za to jak pachniało wieczorne powietrze!
Pojechałam sobie kawałek wzdłuż lasu, od niego biło ciepło i niesamowite zapachy budzącej się przyrody!
Rzadko wyjeżdżam tak późno na spacery, było już dobrze po 23. Czyli późny wieczór, ale  wszędzie panował niczym nie zmącony spokój.
Musiałam wyminąć tylko jedną grupę pod wezwaniem taniego wina, czyli pana z dwiema dziewczynami, który uznał, że to świetny pomysł, żeby na chodniku kilometrowej szerokości rozwinąć wspólnie z podtrzymującymi go dziewczynami taki szyk, że albo musiałam wpaść w nich, albo zjechać na miękki trawnik.
Nie zaryłam się tylko dlatego, że od dłuższego czasu obserwowałam grupkę i spodziewałam się jakiegoś durnego numeru, a pan usłyszał, że głupio się bawi.
Na szczęście idzie prawdziwa wiosna czy lato, już straciłam orientację, więc od dziś będę mogła jeździć częściej i na dłużej i to za dnia.
To zdjęcie z 1 maja zeszłego roku.
Po powrocie zastałam moją Latorośl przy robieniu sobie jedzenia na drugi dzień.
Z jej pomocą przeniosłyśmy nareszcie na taras naszą ławeczkę i kilka krzeseł.
Resztę, czyli stół i ciężkie krzesła przeniesiemy może dziś, może jutro. Bo dziś szarzyzna na horyzoncie, chyba na deszcz się zbiera.
A jak już wszystko poustawiamy, nareszcie będzie można wypić kawusię na tarasie, na co już bardzo czekam!
A pomyśleć, że w Berlinie od trzech dni 25 stopni Celsjusza, dopiero dziś trochę pada, ale ciepło mają nadal!
Jeśli będzie padało, niestety znów pozostaną mi tylko ćwiczenia w domu, ale i tak mój osobisty sezon rowerowy uważam od wczoraj za otwarty!
A raczej będzie, bo niebo wygląda na szaro-siwe i pewnie w niektórych rejonach miasta już leje.
Chociaż część tej siwizny to po prostu siwy dym, unoszący się z ogniska palonego właśnie w sąsiedztwie.


Ale nie tracę nadziei na to, że da się dziś jednak wyjść z domu choć na chwilę, a w razie czego przecież mogę poćwiczyć i pojeździć na na rowerze stacjonarnym!
No to na razie, dodam tylko, że w tak miły sposób udało mi się nie nudząc się wysiedzieć z farbą na głowie przez ostatnie pół godzinki (robota głupiego, ale z odrostami siebie nie lubię)!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Limeryk od Pantery dostałam!

Nowa-Iwa z miasta stołecznego
Jest tłumaczką języka obcego
Kotkę Mozart nazwała
Psu piesio na chrzcie dała
a partnera ma też niemieckiego

Od Pantery dostałam!
Pod linkiem znajdziecie też limeryki o innych blogerach :)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Aktywność sportowa systematycznie i pierwsze bieganie w tym sezonie

Właśnie uzupełniłam wszystkie moje treningi z ostatnich dwóch miesięcy w aplikacji Endomodo, którą zainstalowałam sobie jakiś czas temu, ale z której do tej pory właściwie nie korzystałam.
Wchodzi się do niej z fejsbuka, a co ważne, na komórce mam też zainstalowaną wersję mobilną.
Nie wpisałam tam jak na razie tylko chodzenia, więc dane są niepełne, ale oprócz tego zanotowałam i uzupełniłam właśnie wszystkie moje dotychczasowe treningi!
Udało mi się uzupełnić wszystko dzięki prowadzonemu kalendarzowi, którym dzieliłam się z Wami w ramach posta o podsumowaniu 2 miesięcy ćwiczeń.
Po lewej stronie, gdzie widać te wykresy-kółka, znajduje się podsumowanie miesiąca aktywności.

Ja wiem, że to wszystko jest napisane drobnym maczkiem.
Bo też nie po to pokazuję moje skromne na razie rezultaty ćwiczeń, żeby to ktoś oceniał.
Chodzi mi raczej o pokazanie jednej z możliwości usystematyzowania w prosty i bezpłatny sposób swoich wysiłków (jest oczywiście też wersja rozbudowana premium, ale ja z niej póki co nie korzystam, bo jeszcze nie odczuwam takiej potrzeby) i wszystkich rodzajów swoich treningów!
Nie są to na pewno wyliczenia uwzględniające dokładnie wszystko. Ja to traktuję raczej w przybliżeniu.
Bo jeden trening Ewy Chodakowskiej drugiemu treningowi Jullian Michaels nierówny!
A te wszystkie ćwiczenia dla uproszczenia można wrzucić pod hasłem aerobic, jak ja to zrobiłam.
Ale daje to jaką taką orientację w tym, co robimy i jest mocnym bodźcem dla osób, które chcą coś zrobić, ale nie mają czasu na mozolne wyliczenia, czyli takich jak ja.
Bo na rezultaty i podsumowania jednak fajnie jest popatrzeć i dowiedzieć się, że od początku rozpoczęcia treningów spaliłam już całe 12.983 kcal!
Szczególnie podobają mi się opcje zapisywania treningów ruchomych, takich jak chodzenie czy biegów, jazdy na rowerze czy nordic walking.
Ze zrozumiałych względów nie opublikuję tutaj mojej mapy, ale proszę tak wygląda podsumowanie tego wczorajszego biegu:
Można sobie włączyć w komórce na początku treningu czy spaceru specjalny licznik z zaznaczeniem dyscypliny sportu i dalej jazda! :)
Nie trzeba wtedy w trakcie liczyć ani czasu, ani sprawdzać prędkości.
Wszystko to zostanie za nas wyliczone automatycznie!
A także wszystko łącznie z trasą zostanie zapisane (a jeśli mamy GPS, to nawet trasa będzie widoczna).
Oczywiście można efekty treningów, czyli biegania, jazdy na rowerze, czy spacerów zachować wyłącznie do własnej informacji, albo udostępnić tylko niektórym znajomym. Dla szczególnie odważnych - publikacja ogólnie dostępna.
Opcja domyślna to publikacja na osi czasu na FB, ale takie opcje to ja raczej wyłączam.

Co ciekawe, myślałam, że wczorajszy mój pierwszy trening zaginął, bo nie chciało mi się logować do systemu przed biegiem, coś mi tam nie szło, więc po prostu tylko wcisnęłam start i dokończyłam trening.
Po powrocie zostałam zapytana, czy ten trening ma być zapisany w moich treningach i okazało się, że jest zapisany razem z trasą.
Jak na pierwszy raz wynik dość skromniutki, bo biegłam zaledwie 1,49 km w czasie 22 min 49 sek., a było to w zasadzie marszobieg. Spaliłam więc skromne 99 kcal. :)
Ale powiem Wam, że satysfakcja z tego pierwszego przebiegniętego półtora kilometra jest wielka.

Zamierzam więc kontynuować moje bieganie, spacery i ćwiczenia, bo się z tym po prostu coraz lepiej czuję.
Kogoś zmotywowałam?
Jeśli tak, to się cieszę :)
Biegnę dalej!
Wasza iw

sobota, 13 kwietnia 2013

Wiosna spóźniona melduje się na rozkaz!

Wczoraj jeszcze nieśmiało, w deszczu, małe żółte kwiaty wychynęły spod ziemi, zaskoczyły nagle kolorami pośród brązów i szarzyzny.
Pod nimi schroniła się biedronka :).
Dziś kwiaty już się otworzyły i z całej siły otwarte i gotowe rzuciły się chłeptać całymi kielichami piękne słońce!
 Wyglądają po królewsku i cieszą oko, nawet jeśli są maleńkie.
 Ale ukryte w nich słońce promieniuje na wszystkie strony
Biedronki wyłapałam tym razem dwie, jedna się opalała, a druga popitalała pośród zielonych łodyżek i brązowej kory.
W niektórych miejscach dopiero coś wychyla się spod ziemi, jeszcze nie wiem, co!
 Niebo też dziś piękne
Te krokusy całkowicie przywróciły mi wiarę we wiosnę, że nic mi się nie wydaje i że ona po prostu już jest!


No to już teraz pójdzie!
Od wczoraj w ciągu dnia temperatury powyżej 10 stopni Celsjusza, a ja dziś jeszcze wybieram się na spacer do lasu!

Przy okazji zamieszczam ogłoszenie z zaprzyjaźnionego bloga, "Racjonalne Oszczędzanie":
Grajcie i wygrywajcie!!! :)

Komentarz wklejony za zgodą autorki:

Moi drodzy, zapraszam was do nowego konkursu na moich blogach. Idzie wiosna (w końcu!!!) i jest to okazja by wreszcie zadbac o siebie i się trochę poruszać.

Wraz z moją siłownią przygotowalismy dla was fajny zestaw witamin i mikroelementów, a warunki przystapięnia są banalnie proste (jeden klik).

Zapraszam: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2013/04/nowy-konkurs-na-blogu.html

czwartek, 11 kwietnia 2013

Po drugim miesiącu ćwiczeń - podsumowanie

Jutro mijają dokładnie dwa miesiące od czasu, kiedy postanowiłam zmienić coś bardzo istotnego w swoim życiu.
Lubię siebie i swoje ciało.
Lepszego mieć nie będę.
Jednak przez ostatnie około dwa lata poświęcałam mu nieco zbyt mało czasu, przez co pogorszyła się jego forma.
Wielokrotnie już podejmowałam walkę o ładniejszy wygląd, szczuplejszą sylwetkę, mniejszą ilość kilogramów.
Najczęściej byłam w tym konsekwentna, więc udawało mi się niemal zawsze po dłuższym czasie zrealizować założony cel.
Tym razem mój cel nie jest jedynie podyktowany wiosną i chęcią założenia kostiumu w wakacje oraz przewiewnych sukienek w lecie, chociaż to oczywiście ma też swój sens :).
zdjęcie - Demotywatory.pl
Tym razem cel został postawiony dwufazowo.
1. Cel - uzyskać/odzyskać sprawność i gibkość, lepiej się poczuć we własnym ciele, zrównoważyć ćwiczeniami wielogodzinne siedzenie przed komputerem i na kanapie, przy okazji zrzucić kilka kg, bo mi obciążają stawy i kręgosłup i nie pozwalają nosić wszystkich ciuchów, które mi się podobają.
Czas realizacji: prawdopodobnie pół roku do jednego roku.
2. Cel - zmienić już na stałe swoje życie w taki sposób, żeby każde spojrzenie w lustro sprawiało że się uśmiecham
Czas realizacji: do końca życia!

Nie było to tak precyzyjnie określone w momencie, kiedy rozpoczęłam ćwiczenia.
Ale okazało się, że z czasem właśnie tak zaczęłam myśleć i działać.
Pierwsze podsumowanie zrobiłam po miesiącu, o proszę bardzo.

Początki, czyli budowanie motywacji
Żeby mieć jako taki pogląd na to, co robię, prowadzę dziennik ćwiczeń.
Czyli zapisuję w kalendarzu każdy trening: kiedy i co robię i mniej więcej w jakich porach.
Tylko dzięki temu wiem co, co właściwie zrobiłam, bo nie umiałabym tego zapamiętać.
Przeciwdziała to poczuciu beznadziei, które każdego czasem dopada w trudniejszych chwilach, czyli kiedy męczymy się, wyciskamy siódme poty a tu brak efektów albo wydają się nam znikome.
Dzięki temu nie rzucam wszystkiego w kąt, tylko patrzę chociażby w ten dziennik i mówię sobie: no dobra, dziś poćwiczyłaś, wczoraj i przedwczoraj też. A potem poćwiczysz jeszcze jutro i przez kolejne trzy miesiące i będziesz się czuć coraz lepiej!
A to mój kalendarz na luty 2013:
Kalendarz na marzec 2013:
 i kalendarz na kwiecień 2013 do dziś:
Staram się oprócz tego prowadzić pomiary różnych swoich obwodów, stworzyłam do tego specjalną tabelkę, gdzie wpisałam, jakie to miałam obwody na początku, a właściwie po dwóch tygodniach ćwiczeń.
Zmierzę się pewnie znowu za miesiąc, bo póki co jakoś nie obserwuję większych zmian.
Na początku również się zważyłam.
Z ciekawości akurat ja ważę się prawie codziennie, ale to jedynie z ciekawości, czy ćwiczenia wpływają na wagę.
Ciekawostka: moja waga nie zmieniła się przez całe dwa miesiące, ale też nie ograniczyłam sobie kategorycznie diety, przynajmniej póki jem ogólnie zdrowo.
Wydaje mi się, że mam zrównoważoną dietę, czyli nie jem żadnych słodyczy, czasem łyżka soku malinowego i miodu do herbaty, zmniejszone ilości węglowodanów, czyli pieczywa, jeśli już, to chleb z ziarna z pełnego przemiału, najwięcej na śniadanie, trochę mniej na drugie śniadanie, mniej na lunch czy obiad, a najmniej na kolację.

Mimo to jak na razie brak spadku na wadze
Zdecydowałam się o tym napisać, bo może to być bardzo demotywujące i pewnie dla Was też by było lub już jest.
Brak różnicy na wadze, a czasem nawet wahnięcia w górę czy w dół o 1 kg sprawiły, że w pewnym momencie poczułam się wkurzona i rozczarowana.
No bo jak to tak, ja tu się tak męczę, a tu waga ani drgnie!
A czasem nawet idzie w górę!
Na szczęście moi bliscy i przyjaciele pocieszają mnie, że tłuszcz waży mniej od mięśni.
A teraz z pewnością mam o wiele lepiej wykształcone mięśnie, a tłuszczu mniej.
Wniosek: waga stoi w miejscu lub niewiele spada, bo teraz w sumie mam tkankę cięższą, jaką są mięśnie.
A mniej tkanki tłuszczowej, lżejszej w stosunku do mięśniowej.

I że czasem to dość długo trwa, są przerwy w chudnięciu itd.
No tak, ale jakie tu przerwy? U mnie od początku waga ani drgnęła!
Więc ja się pytam, gdzie tu ta wymarzona utrata wagi?!
Obserwując swoje odżywianie i cykl dokładnie wiem, kiedy idzie w górę.
Powody bywają dwa - więcej pieczywa lub zatrzymywanie wody w okolicach okresu.
Ale kiedy przez jeden cały tydzień zdecydowałam się w ogóle zrezygnować z pieczywa i węglowodanów, a waga ani drgnęła, zaklęłam szpetnie, po czym w weekend zjadłam normalne śniadanie z 3 kromkami chleba, a do obiadu ryż.
No trudno, najwyżej za wagę wezmę się później.
Pewnym pocieszeniem okazała się korespondencja z Blondynką, Autorką bloga Włosy koloru blond, która trenuje lekkoatletykę. Jej zdaniem takie ćwiczenia pomagają tylko formować sylwetkę, ale nie pomagają dostatecznie spalać tłuszczu.
Na spalanie najlepsze bieganie!
No dobrze, dziś po raz pierwszy temperatura ok. 10 stopni Celsjusza, więc pewnie wreszcie się zmobilizuję i pobiegam. Tym bardziej, że Blondynka bardzo szczegółowo napisała, jak się przygotowywać do rozpoczęcia biegania. W sam raz dla mnie, zupełnie w tym momencie początkującej! Nie liczą się te biegania sprzed lat :)!

Zdjęcia - czyli najsilniejsza motywacja w moim przypadku
Ustawiam statyw, na nim aparat, migawka z opóźnieniem, u mnie akurat wynoszącym 12 sek. i jazda.
Wrzuciłam na siebie strój sportowy, w którym dokładnie widać najgorsze strefy cienia na mojej figurze, czyli brzuszek, boczki, biodra i góra ud, oprócz tego ramiona i plecy w środkowej części.
Zdjęcia z przodu, z tyłu, z boku.
Jak na zdjęciu do aresztu, z tym że cała sylwetka.
Zdjęcia tułowia bez głowy, bo nie o głowę tu chodzi.
I pstryk, pstryk, pstryk!
Potem obróbka, żeby wyciąć kawałek pokoju, zostawić samą sylwetkę, a potem zdjęcie ciuszków, fotki w samej bieliźnie.
No cóż, póki co nadal daleko mi do figury Ewy Chodakowskiej czy Jillian Michaels, więc nie odważę się pokazać Wam, jak wyglądałam na początku :) ani nawet tego, jak wyglądam dziś.
Póki co musicie mi uwierzyć na słowo, ale jeśli dojdę do formy, która mi odpowiada, może odważę się... :)
Najtrudniej ruszyć te środkowe partie ciała, bo nogi w sumie jakoś tam ruszam, chodzę na spacery.
I to, czego nie widziałam, bo mało kto przegląda się na co dzień w lustrze, oglądając swoje plecy...
Boszszsz! Jakie fałdki!!! Fałdy i opony zimowe!!!
zdjęcie - Demotywatory.pl
Efekty zaczęłam najpierw dostrzegać na zdjęciach.
Bo po dwóch tygodniach widok jednak się zmienił.
Po kolejnych dwóch znowu okazało się, że jednak pojawiają się zmiany sylwetki!
Fałdki się nieco wygładziły, a i brzuch zrobił się bardziej płaski.
Ogólnie efekty bardziej czuję, niż widzę, ale na zdjęciach są widoczne.

1. Najbardziej mnie cieszą zmiany z przodu mojej klatki z piersiami :) pojawiły się mocniejsze mięśnie, a więc wszystko lepiej się trzyma.
2. Poza tym coraz wyraźniej widać wyrobione mięśnie pośladków!
A dla fajnego tyłka nie tylko mężczyźni są w stanie zrobić bardzo wiele :)
3. Cała skóra jest gładsza, mam wrażenie, że fragmenty zaatakowane (o zgrozo) skórką pomarańczową wygładziły się i coraz bardziej przypomina to skórkę iwonkową.

Co czuję
Przez cały pierwszy miesiąc albo i dłużej bolały mnie całe plecy, bo po raz pierwszy w życiu, a na pewno od dawna poruszyłam wszystkie mięśnie odpowiedzialne za plecy, głównie podczas ćwiczeń skręcających tułowia.
Teraz od około dwóch tygodni czuję wyraźnie mięśnie dolnej części pleców.

Co zrobiłam
Ćwiczę w domu z użyciem gotowych programów przygotowanych przez sprawdzonych trenerów.
Rael Isaacowitz, trener pilates
Ewa Chodakowska, trenerka fitness
Jillian Michaels, trenerka fitness, ale ale widziałam też trening jogi w jej wykonaniu
Tiffany Rothe, trenerka fitness
i kiedy czasem znajdę coś innego ciekawego, to też włączam to do moich ćwiczeń.
Tym bardziej, że te ćwiczenia są powtarzalne i bywa, że się nudzą, szczególnie kiedy dochodzimy do etapu, kiedy większość jesteśmy w stanie zrobić i to czasem już nawet pamiętamy kolejność bez patrzenia na ekran :).

Moje własne zasady
Mimo korzystania z ćwiczeń na płytach, zachowuję swoje własne zasady ćwiczeń.
1. Robię całe programy, choć czasem niektóre ćwiczenia jestem w stanie wykonać tylko w ograniczony sposób lub wolniej.
2. Wykonuję tylko te ćwiczenia, której jestem w stanie w danym momencie zrobić, ale solidnie starając się pokonywać moje bariery.
3. Znam swoje ciało i wiem, że mam nieco osłabione kolana, więc podczas wszystkich ćwiczeń dbam o to, żeby ich nie nadwerężać (nie umiem i jeszcze nigdy nie umiałam zrobić pełnych pompek, więc robię częściowe, podobnie z przysiadami).
4. Szukam drogi do pięknego, wysportowanego ciała, w którym dobrze się będę czuła, a nie szukam kontuzji i urazów, więc ćwiczę ostrożnie.
5. Ćwiczę w domu, bo mam tu dużo miejsca, wygodę, blisko pod prysznic i do pracy! Nie wykluczam, że kiedyś pójdę poćwiczyć na siłownię, czy na jakieś inne ćwiczenia pod okiem trenera, ale gdybym czekała, aż znajdę na to czas i aż uzbieram na to dość kasy, jeszcze teraz nadal hodowałabym moją oponkę, zamiast wziąć się za jej eliminację! A tak jestem już od dwóch miesięcy na dobrej drodze do jej eliminacji!
6. Przeważnie ćwiczę przynajmniej co drugi dzień, w sumie średnia wypada mi 5 razy w tygodniu.
7. Kiedy jestem bardziej zmęczona, na przykład po wprowadzeniu cięższych ćwiczeń, czasem robię sobie dzień, najwyżej dwa dni przerwy. W takie dni robię tylko powolne ćwiczenia rozciągające i odprężające albo samą rozgrzewkę, żeby mięśnie nie skapcaniały.
8. W wolnych chwilach szukam motywacji, oglądam sobie zdjęcia wysportowanych osób oraz zdjęcia poszczególnych osób, które już wiele dokonały (jest o tym mnóstwo filmików i zdjęć na YT, ludzie lubią się poszczycić sukcesami :).

Podsumowanie w liczbach:
1. od 12 lutego minęło 58 dni.
2. w tym czasie wykonałam w sumie 45 sesji ćwiczeń, w tym:
29 sesji pilates
 6 x shred
 i 1 x cardio for phase 1 - Jillian Michaels
  4 x skalpel i
  1 x szok trening Ewy Chodakowskiej
  2 x Sexy Tiffany Rothe
 i kilkakrotnie treningi rozciągające.

Moje ciało odwdzięcza mi się lepszym samopoczuciem, zdecydowanym zmniejszeniem oponki podczas siedzenia :), gładką skórą, lepszym ukrwieniem (rzadziej marznę), przyjemnym samopoczuciem i świadomością istnienia mięśni, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia.
Zobaczymy, co będzie jak wprowadzę surowszą dietę, kiedy się zrobi cieplej, albo jeszcze zacznę biegać. Mam nadzieję, że może być tylko lepiej.

Chcę się czuć tak i coraz lepiej, a więc zamierzam przez resztę życia ćwiczyć. dopóki mi zdrowia wystarczy :).