Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

niedziela, 30 czerwca 2013

Prasówka niemiecka i cisza o nas

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie zdanie usłyszane czy przeczytane na jednym z portali pomagających nam budować wiarę w siebie i zwiększać zadowolenie z życia.
Nie zacytuję dokładnie, ale sens jest taki:
"Zmiana zaczyna się tam, gdzie kończy się Twoja strefa komfortu."
Mechanizmy obronne przed zmianami mamy bardzo silnie wykształcone.
Za to zadowolenie, że udało się nam dokonać czegoś zupełnie nowego, nie do opisania!
Ostatnio wykonałam (jak dla mnie) salto z przytupem, bo wzięłam się za zupełnie nowe wyzwanie zawodowe. To było pierwsze z dwóch trudnych zadań, które sobie ostatnio wzięłam.
Z radością oświadczam, że zadanie to zostało wykonane na czas i w sposób, którego nie mogę się powstydzić!
Może nie będzie to zajęcie tak regularne, jak tłumaczenia, ale mam nadzieję, że nie był to ostatni raz, tylko pierwszy. A ponieważ wykonałam jak najlepiej moje zadanie ku zadowoleniu zleceniodawcy, liczę na to, że przy kolejnym zleceniu będzie pamiętał o mnie.
Był też zysk dodatkowy, tylko dla mnie.
Zadanie wymagało przeczytania kilkudziesięciu artykułów prasowych w prasie niemieckiej, co też z chęcią uczyniłam, bo zadanie mnie zmobilizowało.
Przyznam, że ostatnio się trochę w czytaniu bieżącej prasy niemieckiej zaniedbywałam. Bo zawsze miałam dużo innej pracy, bo miałam inne zajęcia, bo, bo, bo.
Sami wiecie, wymówki wyprodukować najłatwiej.
O wiele trudniej jest wprowadzić jakieś sensowne nowe zadanie do codziennego kalendarium własnych zadań.
A tak się stało dzięki temu, że niemiecką prasę zaczęłam czytać regularnie.

wtorek, 25 czerwca 2013

W sieci zobowiązań

Moi Drodzy,
Następne dni będą dla mnie bardzo trudne, intensywne i w ogóle nie wiem, czy je przeżyję, a jeśli, to w jakim stanie z tego wyjdę.
Powód jest prosty: mam taką ilość pracy, że nie wiem, w co ręce włożyć.
To i dobrze, bo oczywiście nie pracuję charytatywnie, ale i źle, bo co za dużo, to można nie ogarnąć.
A że w moim słowniku nie ma słowa "niemożliwe", dołożę wszelkich starań, żeby jednak ze wszystkim zdążyć na czas!
Siłą rzeczy będę się pojawiać mniej na własnym blogu i u Was. 
A tak w ogóle nie mogę sobie pozwolić na dłuższe przerwy w pracy.
Więc jeśli coś tu napiszę, to sama przed sobą będę udawać, że to nie ja, bo będę miała z tego powodu straszne wyrzuty sumienia!
Oczywiście przez cały czas siedzę w sieci:

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Czas jechać w las, czyli rowerowy wypad

Wczoraj, kiedy przeszły już nad nami dwie ulewy i powietrze było tak przyjemne i świeże, że aż odurzające, wybraliśmy się koło osiemnastej na rowery.
Wcześniej rowery zostały poddane dokładnemu myciu pod szlauchem (tego się trochę obawiałam, ale zostały też dokładnie wytarte), a następnie wysuszone i naoliwione. Mój muszę jeszcze dziś dokładniej naoliwić, bo trochę skrzypiał po drodze.
Gotowi do drogi?

niedziela, 23 czerwca 2013

Grillowanie, świętowanie na polanie i tarasowe sprzątanie

W czwartek koło południa przyjechał Mark, tak więc w ostatnich dniach znów jestem tymczasową kobietą zamężną (tak to sobie nazywam na własne potrzeby) :).
I od tej pory przez cały czas albo gościmy, albo jesteśmy w gościach, albo gdzieś nas nosi.
Urządziliśmy najpierw u siebie grilla w piątek i spędziliśmy czas w przesympatycznym towarzystwie. Siedzieliśmy niestety pod dachem, bo pod deszczem wprawdzie dało się ustawić grilla i przyrządzić rzeczy, ale komary, który uderzyły potem, były na tyle upierdliwe, że daliśmy sobie spokój z siedzeniem na tarasie i grzecznie udaliśmy się na spożycie do domu.
Rozmowom i śmichom-chichom nie było końca.
Zdjęć z grilla tym razem nie mam, bo jakoś tym razem nie zrobiłam żadnego.
W zasadzie dzięki temu, że na przyjście gości na grilla w piątek postanowiliśmy udekorować taras, zakwitł on nowymi kwiatami.
Niestety grill odbywał się pod dachem, więc goście nie mieli szansy podziwiać naszych kwiatów.
Dlatego chociaż tutaj się nimi pochwalę, a i gościom polecę pooglądanie ich na obrazkach.
 

wtorek, 18 czerwca 2013

Motywacja do uprawiania sportu

Skulona za krzaczkiem i niewidoczna dla pachnącej świeżą sawanną gazeli siedziała bez ruchu niemal nie oddychając. Kiedy powiew wiatru przeniósł się na chwilę w przeciwną stronę, czyli powiał od gazeli do niej, ruszyła i jej włócznia poszybowała w kierunku zwierzęcia, trafiając. Upolowanie gazeli to był wyczyn, bo czujne zwierzę prawie nigdy nie dało do siebie podejść ludziom. Nawet najlepsi myśliwi czasami przez całe życie nie mieli szansy upolować tego wspaniałego zwierzęcia!
Już dziś wieczorem ich wioska będzie miała ucztę, a dla niej i jej dziecka przypadną najlepsze kąski. Będzie miała siły do obrony swoich przed obcymi. A w walce też jak do tej pory jest niezwyciężona...

Tak kiedyś wyglądała motywacja, żeby się ruszać i być w dobrej formie.
Zasady przetrwania były niezmiernie proste:
Nie uciekniesz - zostaniesz zjedzony.
Nie upolujesz - nie zjesz.

sobota, 15 czerwca 2013

Wirówka myśli, odprężenie i akcja ratownicza

Tak się jakoś porobiło, że nie umiem się zdecydować, o czym pisać, a co już podejmę decyzję to a to wydarza się coś innego, ciekawszego czy bardziej aktualnego, a to mi ochota przechodzi.
Dziś z rana napisałam o nowej inicjatywie pomocy w połączeniu z ruchem. Propozycja akcji skierowana była do usportowionych i skomputeryzowanych jednocześnie, ale okazało się, że odzew był prawie żaden. Z tego wynika, że wśród moich czytelników przeważają osoby, które nie są delikatnie mówiąc grupą docelową tej akcji.
Jednego się sama z tej akcji dowiedziałam. A mianowicie, że od wielu tygodni nieprawidłowo mówię i piszę nazwę aplikacji, której używam przynajmniej raz na dzień! :) Zamiast Endomondo mówiłam Endomodo.
Nawet dziś w telewizji, kiedy usłyszałam, jak dziś rano w telewizji śniadaniowej Ola Kwaśniewska reklamuje tę akcję, chciałam nawet interweniować i poprawiać... aż sprawdziłam to jeszcze raz, przetarłam oczy ze zdumienia i stwierdziłam, że najwyraźniej bywam omylna :).

Poza tym minioną sobotę zaliczam do niezwykle udanych.
Spędziłam ją na relaksie, troszkę w kuchni, przygotowując sobie i piesiowi pyszny obiad.
Byłam poza tym na długim rowerowym wypadzie do lasu, przy okazji pobiłam swój dotychczasowy rekord, bo ponad 18 km to zrobiłam pierwszy raz!
Miałam też jadąc sobie po tym lesie, i słuchając a to muzyki, a to odgłosów lasu, mnóstwo czasu na przemyślenia. I tak dobrze mi było, że sobie mogę pojeździć i pomyśleć.
W domu jadłam same pyszności, w tym pierwszy raz w tym roku taką ilość truskawek!
Oj pyszne były.
A na koniec połaziłam po ogrodzie, który już strasznie zarósł już nie trawą, a trawami!

Można pomóc przy okazji aktywności sportowej

Pomoc mierzona kilometrami - tak nazywa się akcja, w której od dziś biorę udział.
Bo nie tylko można sobie dalej spokojnie uprawiać swoje sporty: bieganie, spacery, jazdę na rowerze, czy chodzenie z kijami, a nawet jazdę na wózku, ale jeszcze w ten sposób, zbierając wirtualnie kilometry za pomocą aplikacji Endomondo, zasilić konto akcji, która ma pomóc upośledzonym dzieciom!
A tak akcja reklamuje się w necie:
Więcej szczegółów znajdziecie na stronce akcji http://kilometrami.pl/, skąd ściągnięty jest powyższy print-screen.
Nikt nie płaci mi za promowanie sponsorów czy takie tam, piszę z własnej nieprzymuszonej woli, bo pomyślałam, że warto.

piątek, 14 czerwca 2013

Marzy mi się nowy gabinet i kuchnia, czyli błądzenie w chmurach

Wbrew temu, co niektórzy z Was o mnie myślą, wcale nie jestem tak świetnie zorganizowaną osobą.
A raczej: inaczej myślę o sobie.
Sama o sobie myślę tak: ileż jeszcze lat, kurna (różnie bywa z tymi przecinkami ... when you know what I mean) nie będę miała tego swojego wymarzonego gabinetu, gdzie zmieszczą się wszystkie moje słowniki, i komputer, i drukarki, i sprzęt grający, gdzie będę i pracować, i przyjmować klientów i będę miała wszystko pod ręką!
Tyle lat już pracuję na dom, utrzymuję go i nadal moje miejsce pracy nie jest dość wygodne, czyli dzieli się obecnie na co najmniej ... 4 pomieszczenia, pomiędzy którymi krążę, chcąc wykonać każdą bardziej skomplikowaną operację strategiczna :). W dodatku są one rozmieszczone  między 4 kondygnacjami...
No dobra, cieszy mnie oczywiście fakt, że jestem ich szczęśliwą posiadaczką i sobie mogłam to wszystko stworzyć (mniej mnie cieszy, kiedy to muszę ogrzać i wysprzątać), ale powoli mnie to przestaje zadowalać, bo nalatam się jak głupia między piętrami, kiedy czegoś szukam!
Na przykład teraz szukam od miesiąca płyty z programem księgowym, żeby go wreszcie przeinstalować z lapka na stacjonarny. Widziałam go raz w tym czasie i pewnie odłożyłam w jakieś super-dostępne miejsce! Znalazłam wszystkie poprzednie wersje, ale tej najbardziej aktualnej - za Chiny znaleźć nie umiem!
Pokój do pracy, to stąd do Was piszę.
Zacznę od pokoju do pracy. Ładny jest owszem i lubię w nim pracować, pisać moje tłumaczenia i inne teksty, tutaj też piszę dla Was.

środa, 12 czerwca 2013

Funkcja dla zagubionych i roztrzepanych :)

Zdarza się nam czasem zapodziać gdzieś na amen telefon.
I kiedy już w myślach powoli się z nim żegnamy, a nawet przypominamy sobie, gdzie to odłożyliśmy go w autobusie i ten chłopak w dziwnej kurtce go na pewno wziął ... czasem warto jednak poszukać go jeszcze raz! Bo może po prostu jesteśmy roztargnieni i nie pamiętamy, gdzie nasza komórka.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Gdybym była bogata

Nie spałam dziś w nocy przez te burze do 3 albo i dłużej nad ranem.
Z braku lepszego zajęcia wymyślałam sobie, co by było gdybym stała się teraz nagle bardzo bogata... i mogła sobie z łatwością kupić wiele z tych na przykład cudów...

sobota, 8 czerwca 2013

Dwa dni na Warszawę - Stadion Narodowy, czyli część trzecia

Wprawdzie wydaje się to kompletnie niemożliwe, ale w ciągu tych dwóch dni spędzonych u nas udało nam się zobaczyć jeszcze więcej, niż pisałam ostatnio.
W oprowadzaniu po Warszawie moich gości w dniu otwarcia Stadionu Narodowego (odbywały się tam w tym czasie Targi Książki) nie mogło zabraknąć zabrania ich na Stadion.

STADION NARODOWY
Ostatnio udało nam się zobaczyć Stadion tylko od zewnątrz, spacerowaliśmy po koronie, zachwycając się konstrukcją i widoczkami wokół.
Jeśli ktoś ma ochotę zajrzeć do tamtego posta z 25 lipca 2013, czyli sprzed prawie roku, to proszę bardzo KLIK.
Tym razem Stadion uchylił podwoje o wiele szerzej. Otwarta też jest możliwość zwiedzania całego obiektu z przewodnikiem. Jeśli ktoś jest zainteresowany takim zwiedzaniem, istnieje wiele możliwości, a opisane są one na stronie stadionu, czyli TUTAJ.
My tego dnia wybraliśmy się tylko na Punkt Widokowy.
A to kilka zdjęć i kilka słów komentarza.
Zaczynamy od zdjęcia z tarasu widokowego Pałacu Kultury.
Tutaj z kolei widzimy, jak prezentuje się Stadion zza Wisły, czyli z tarasu widokowego z widokiem na Wisłę na Starym Mieście.

piątek, 7 czerwca 2013

Pogoda zmienną jest

Nie ma się co czarować.
Pogoda jaka jest, każdy widzi.
Czyli czasem deszczowa, a czasem całkiem zmienna z przejaśnieniami.

czwartek, 6 czerwca 2013

Security

Zadzwonił dziś do mnie do furtki Pan z firmy XYY Security.
Na to oczywiście wyleciał na niego z głośnym ujadaniem mój piesio.
Furtka zamknięta, ale balkon otwarty, w końcu wreszcie zaświeciło słoneczko.
Poza tym pan był niezapowiedziany, bo przy zapowiedzianych psa zamykam.
Głośno wyjaśniając, przebił się jednak jakoś przez szczekanie psa i na moje pytanie:
Słucham?

środa, 5 czerwca 2013

Kuracja antydepresyjna

Poranek to dobry moment, żeby zacząć od nowa.
Rozpocząć od kąpieli, zmyć z siebie resztki nocnego marazmu i znużenia spowodowanego pobudką o czwartej nad ranem ukochanego kociaka, którego musiałam wypuścić na dwór.
Radosny powrót i przywitanie koteczki o 8.30 czyli jej bieg z przeszkodami, aby szybciej do domciu i do miseczki i do mnie - bezcenne!
Potem oddanie Klientowi dobrze wykonanego zlecenia.
Zawsze wcześniej przygotowuję gabinet do przyjęcia klientów, sprawdzam czy jest ogólnie czysto i ewentualnie przewietrzam, jeśli po nocy powietrze zastygło i zatrzymało się bez ruchu.
Z samego rana zaczynam od włączenia muzyki, czasem jakaś z ulubionych płyt, przeważnie jednak radio. Kąpię się w łazience też z włączonym radiem. Często słucham Radia PIN, dzięki czemu dzień rozpoczynam po porannej prasówce i wiadomościach ekonomicznych.
Po oddaniu pracy jest czas dla mnie - na pierwszą kawę i śniadanie.
A potem można zaczynać. Mam do zrobienia mnóstwo ciekawych rzeczy, z powrotem wraca moja ciekawość świata i tego, co mnie czeka. Mam pracę, wszystko idzie dobrze, a wczorajsze nastroje powoli przemijają. I Wam też miłego dnia życzę!
A żeby jeszcze sobie poprawić humor, przypominam sobie mój miło spędzony weekend.
Zacznę od końca i od przemiłej niedzieli i wizyty mojej chrześnicy,
która niestety uznała, że nie czuje się odpowiednio ubrana i "zrobiona" do zdjęcia. A szkoda, bo to śliczna dziewczyna!

wtorek, 4 czerwca 2013

Słabsze dni

Mam ostatnio słabsze energetycznie dni.
Nie chce mi się pracować, mimo że tak na nią czekałami i wreszcie pracy mam sporo. Ale przychodzi mi niełatwo, więc to na niej głównie koncentruję teraz moje wysiłki.
Chyba dopadło mnie przemęczenie.
Trochę za dużo ważnych spraw ostatnio było do załatwienia.

Dlatego chwilowo najbardziej potrzebna mi jest cisza, spokój, lektura przed snem.
I dobrze mi z tym.
A to krótki rzut oka na parę kwiatów, które rosną na moim balkonie, j.w.
Albo na takie, które spotkałam w podróży...