Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

wtorek, 18 czerwca 2013

Motywacja do uprawiania sportu

Skulona za krzaczkiem i niewidoczna dla pachnącej świeżą sawanną gazeli siedziała bez ruchu niemal nie oddychając. Kiedy powiew wiatru przeniósł się na chwilę w przeciwną stronę, czyli powiał od gazeli do niej, ruszyła i jej włócznia poszybowała w kierunku zwierzęcia, trafiając. Upolowanie gazeli to był wyczyn, bo czujne zwierzę prawie nigdy nie dało do siebie podejść ludziom. Nawet najlepsi myśliwi czasami przez całe życie nie mieli szansy upolować tego wspaniałego zwierzęcia!
Już dziś wieczorem ich wioska będzie miała ucztę, a dla niej i jej dziecka przypadną najlepsze kąski. Będzie miała siły do obrony swoich przed obcymi. A w walce też jak do tej pory jest niezwyciężona...

Tak kiedyś wyglądała motywacja, żeby się ruszać i być w dobrej formie.
Zasady przetrwania były niezmiernie proste:
Nie uciekniesz - zostaniesz zjedzony.
Nie upolujesz - nie zjesz.
Ludzie nie umiejący się szybciej ruszać, mało sprawni, a więc i ważący zbyt dużo zostawali w tyle zjedzeni przez dzikie zwierzęta przy najbliższym przemarszu plemienia wędrownego z miejsca na miejsce. Albo najwyżej mogli zostać wioskowymi pajacami, którzy byli chronieni i hołubieni przez resztę społeczności za rozśmieszanie przy ognisku.
Przy czym wiadomo, że los aktorów nigdy nie był łatwy, a ich oszałamiające kariery i gigantyczne gaże  nielicznych rozpoczęły się dopiero kilkadziesiąt lat temu.
Przy takiej motywacji, jak głód i zaspokajanie podstawowych potrzeb człowieka, naturalne było dążenie przy okazji do szczupłej i wysportowanej sylwetki.
Oczywiście nie mówię tu o pewnych plemionach z wysp indonezyjskich, gdzie ideałem piękna jest kobieta tłusta i gdzie gromady chudych męskich feedersów zamykają swoje kobiety przed ślubem w klatkach i karmią bananami, aż te z bezruchu i nadmiaru kalorii osiągną wagę nawet do 200 kg, ale to już jest wybryk natury, a nie wynik naturalnej ewolucji.
A co ma zrobić normalna kobieta, pracująca, prowadząca dom i wychowująca dzieci, żeby wyglądać tak, jak każe współczesny ideał piękna i nie oszukujmy się, jak większość z nas by chciała, czyli m.in. tak:
Mel B                                       Ewa Chodakowska
Jillian Michaels
Starałam się znaleźć jak najbardziej naturalne i niewyretuszowane zdjęcia tych pań, znanych większości z nas.
Czy mamy się poddać i stwierdzić, że nie ma co się wysilać, aż tak rewelacyjnie nie będziemy wyglądać nigdy?
Czy może katować się i wydawać ostatnie tchnienie na macie, oraz przestawić się na niejedzenie?
A może po prostu zaserwować sobie ćwiczenia jak wyżej i poczekać na rezultaty, ile będzie trzeba?

Większość z nas tłumaczy swoje lenistwo na najprzeróżniejsze sposoby: załamanie nerwowe, siedząca praca, leżąca praca, żadna praca albo za dużo pracy i brak czasu na porządne posiłki, a tylko na słone lub słodkie przekąski itp.
A do tego jesteśmy strasznie niecierpliwe!
Jak schudnąć, to od razu 20 kilo w miesiąc! Albo chociaż 5 kilo w tydzień.

Niejedna kobieta-matka czasem zasłania się dzieckiem: no bo jak ja mam po ciąży i karmieniu, bez skalpela i tysięcy na fitness-trenera wyglądać jak one?!
Dla nich polecam stronkę The Shape of a Mother, którą znalazłam, pisząc ten tekst i która pokazuje, jak naprawdę wyglądają kobiety, które wydały na świat dzieci lub są w ciąży. Naprawdę świetna lekcja realizmu dla wszystkich pań, czytających głównie kolorowe pisma.
Tak naprawdę wygląda większość przeciętnych kobiet, a według mnie zdjęcie powyżej przedstawia bardzo zgrabną i piękną mamę.
Oczywiście możesz mieć szczęście i figurę nastolatki przez większość życia. Znam dwie, może trzy takie kobiety, przy czym jedna z nich nad swoją figurą pracuje przez całe swoje dorosłe życie.
Fajnie, że Ci się trafiły takie geny czy też taka przemiana materii. Ale nawet bardzo szczupłe osoby często dostają parę kilogramów, kiedy przestają się ruszać albo za bardzo sobie przez pewien czas dogadzają. Poza tym ciało nie trenowane zaczyna flaczeć, a stawy dziadzieją.
I już samo to dla mnie wystarczy jako motywacja.
Oczywiście doskonałą podstawę do ćwiczeń mają osoby, które kiedyś przez lata trenowały intensywnie jakiś sport, może niekoniecznie szachy.
Ja też trenowałam trochę różnych sportów, albo biegałam i ćwiczyłam dodatkowo, bo lubiłam.
I na tyle dobrze pamiętam ten idealny stan, kiedy czułam każdy mięsień mojego ciała napięty a potem zmęczony od intensywnych ćwiczeń. Wracałam z treningów unosząc się kilka stóp nad ziemią, ciesząc się szczęściem, jakie dają tylko świeżo uwolnione endorfiny!
Nawet jeśli potem przez jakiś czas nie trenujemy, to chęć powrotu do takiego stanu i powrotu do takich emocji i takiego poczucia ciała, jakie się miało wtedy, jest tyle warte, że nie jest potrzebna żadna albo prawie żadna inna motywacja. Prawda Monti?
Dla osób, które tego nie czują dostępna jest głównie motywacja zewnętrzna.
Czyli spojrzenie na inne szczupłe kobiety i na to, jakim cielęcym wzrokiem wodzą za nim faceci, w tym własny... To podobno zdrowe u faceta, chociaż ja preferuję typy, które tego nie robią przy mnie :).
Kochane, jeśli Wasz facet nadal jednak z Wami jest, chociaż nie wyglądacie jak dziewczyny zajmujące się głównie ćwiczeniami jak te powyżej, to zapewne jesteście normalnymi kobietami o normalnych kształtach, chociaż nie wyćwiczonych i nie osiągniętych drakońską dietą i poza tym macie masę innych zalet, a może on wcale nie lubi za chudych i zbyt wysportowanych, bo przy nich miałby nieustannie kompleksy? :)
Jeśli dobrze się czujecie ze sobą i nie macie znaczącej nadwagi, motywacją może być tylko chęć osiągnięcia lepszego samopoczucia.
Albo zwykła chęć zmiany.
Albo ciekawość.
Ja się ostatnio zastanawiam, jak by to było, gdybym znów mogła wbić się w rozmiar 36, który kiedyś przez niedługi czas pod koniec liceum nosiłam. Większość życia przechodziłam w rozmiarach między 38 a 42. Ale dopiero od paru lat noszę rzeczy, w których wyglądam nieźle i podkreślam swoje walory oraz odpowiednio ale bez przesady tuszuję coś tam. :)
Bo wcześniej, jak przystało na lata 80-te nosiłam jakieś takie obszerne swetry-wory i marynary z za dużymi ramionami. No cóż, taka była wtedy moda. I spodnie ciasno opinające talię, a potem rozluźniające się już w okolicy tyłka, że nawet jak był szczupły, wyglądał na płaski i nijaki...
Jak teraz oglądam te zdjęcia, to mi się słabo robi :).
Nawet myślałam, żeby pokazać Wam kilka tych moich starych zdjęć, z których pośmiejemy się razem.
Nie piszę o dramatach osób, które nie mogą schudnąć z uwagi na zaburzenia hormonalne i inne choroby, bo to są już sprawy wymagające konsultacji z lekarzem, ale jestem pewna, że i takim osobom nie zaszkodziłaby lżejsza dieta i trochę ruchu. Ot tak, żeby potem miały siłę się cieszyć życiem.
* 
*

 
Wracamy do sedna, czyli skąd brać motywację do ruchu, ćwiczeń i zmiany diety.
Nie każdy musi mieć jednakową.
Mogę napisać, jaka jest moja motywacja:
1. Lubię spacery, jazdę na rowerze, a jak już się przełamię, to naprawdę lubię ćwiczenia, a nawet bieganie :).
2. Przeszkadza mi każdy kilogram nadwagi, bo mi autentycznie za bardzo obciąża stawy i kręgosłup i nie czuję się tak lekko, jak jakiś czas temu. Za to każdy zrzucony sprawia, że od razu mniej mnie boli i strzyka tu i tam.
3. Jeśli pozbędę się metodą ćwiczeń i dietą paru kilo, mam szansę mieć zgrabniejszą talię, pupę, nogi, piersi i całą resztę, a jestem estetką i mam świadomość własnego ciała.
4.  Dzięki ćwiczeniom i diecie będę miała mniejsze szanse na cellulit, a większe na to, że jak mi się coś spodoba w sklepie, będę mogła to z miejsca założyć i wyglądać świetnie.
5. Lubię ładnie wyglądać na zdjęciach.
6. Chciałabym resztę życia spędzić zadowolona każdym spojrzeniem w lustro i moim stanem zdrowia.
7. Mam ochotę już niedługo kupić sobie suknię (może nawet z głębokim dekoltem - jeszcze nie wiem, czy na plecach czy z przodu) i wyglądać w niej szałowo :).
8. Kiedy ćwiczę i stosuję zdrowszą dietę, mniej choruję, ogólnie czuję się zdrowsza.
9. Chcę się dobrze czuć sama ze sobą i podobać się też mojemu Mężczyźnie.

Jak widzicie, motywacja związana z Facetem nie jest moim głównym motorem do działania i uważam, że tak powinno być. Odchudzanie się czy ćwiczenie dla kogokolwiek innego niż dla siebie jest skazane na porażkę, bo jeśli tej osoby zabraknie to co? Nagle zaczniesz się objadać czy przestaniesz ćwiczyć?

No to napiszcie mi (te które mają motywację), jaka jest Wasza. Już się cieszę na odpowiedzi.

Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was? :))


* dopiero te ostatnie cztery zdjęcia są moje, pozostałe z braku osobistego kontaktu z obiektami, pożyczyłam z internetu.

62 komentarze:

  1. Kocham Cię za ten post a wypowiem się wieczorem, bo póki co w pracy jestem :) Napiszę coś z perspektywy osoby, która nie biega, nie jeździ na rowerze, nie uprawia (bo nie może) większości sportów - jestem po wypadku motocyklowym, czego efektem jest usztywnienie stawu kolanowego i chore biodro.
    Ale się wypowiem, jako mama i kobieta :)
    Buźka :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sunshine - czyli jesteś kobietą, mamą i w dodatku przypadkiem indywidualnym, bo po przejściach motocyklowych, a sama byłaś za kierownicą? Czekam na wieczorną odpowiedź! :)

      Usuń
    2. Miałam 14 lat, byłam pasażerem, jechaliśmy po deszczu, wpadliśmy w poślizg... 1,5 roku w gipsie biodrowym plackiem w łóżku szpitalnym, bezsilność lekarzy (lata 80te), zakażenie organizmu, gentamecyna w ogromnych ilościach, kilkanaście operacji, groźba amputacji nogi... długo mogłabym pisać.
      A mimo to jestem szczęśliwa, mimo iż mam wiele ograniczeń. Jestem mamą i fajną kobietą... chyba ;)
      Napiszę wieczorem :)))

      Usuń
    3. No to faktycznie miałaś pecha i sporo nieszczęść, jak na taką młodą główkę na samym starcie. Dobrze, że z tego wyszłaś ze wszystkimi kończynami!
      I z pewnością jesteś bardzo fajną kobietą :)!

      Usuń
    4. Z tą moją motywacją to bywa różnie, właśnie ze względu na fakt, iż więcej nie mogę niż mogę :)
      Dlatego właśnie znalazłam sposób na ruch dla siebie, taki z korzyścią dla mojego zdrowia, samopoczucia a przede wszystkim bez jakiejkolwiek szkody dla mojej nogi.
      Sporo spaceruję. Kręcę hula-hop ;) Macham ciężarkami wraz z Mel B (masakra jakaś, tak męczy ;)). Smaruję się mazidłami dla poprawy kondycji skóry no i staram się jeść prawidłowo, aczkolwiek grzeszę w tej materii również.
      Najlepiej odchudza mnie stres ;) Od stycznia do marca poszło 6 kg. Po urodzeniu dzieci (ciąża bliźniacza) zostały mi na brzuchu rozstępy i fałdka, której pozbyć się nie potrafię niestety.
      Faktem jest, że wraz z wiekiem trudniej jest schudnąć. Dlatego dobrze jest zapewnić sobie odpowiednia dawkę ruchu, stosowne jedzenie i obowiązkowo - moc poczucia humoru :) I bez względu na wszystko pokochać siebie :) Toż pierwszy warunek do osiągnięcia upragnionego celu - lubię siebie, więc robię dla siebie wszystko co najlepsze :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuje za ten post :)

      Usuń
    5. To machanie ciężarkami jest faktycznie bardzo męczące, ale i ja zamierzam wrócić niedługo do ćwiczeń z Jillian i innych, które właśnie zawierają elementy siłowe. Spacery też uwielbiam, poza tym na nich można sobie świetnie pogadać! :)
      Niestety jeszcze nie doszłam do smarowania skóry mazidłami, ale jestem na dobrej drodze.
      Od lutego do teraz wprawdzie nie poszło za dużo kg, za to sporo centymetrów :). A teraz rzuciłam się też na ograniczenia w diecie, żeby wreszcie i kilogramy umniejszyć. I piję bardzo dużo.
      Chudnięcie od stresu jest niezdrowe, więc tego nie polecam. :)
      Rozstępy to oznaka dojrzałej kobiecości, prawie każda mama je ma. A brzuszek zawsze miałam lekko wystający (dolna część), kiedyś bardzo się go wstydziłam, a dziś po prostu ćwiczę.
      Akceptuję siebie od bardzo dawna, bo tylko tę fregatę otrzymałam na podróż po tym pięknym świecie, więc ją doceniam i o nią dbam! :)
      A co najbardziej Ci się spodobało w tym poście, powiedz mi proszę :)?

      Usuń
    6. Najbardziej podoba mi się w tym poście to, że zachęcasz do zdrowego trybu życia wszystkie kobiety, bez względu na wiek, figurę itp. Dzięki Tobie poczułam, że nie jestem inna, że takich kobiet jak ja (z rozstępami na brzuchu) jest wiele :) A to co widzimy na reklamach i w gazetach to często zasługa photoshopa ;) Tak ostatnio powiedział mój syn :)))
      Jest w tych Twoich literkach taka magia kochana :) Powoduje, ze chce się po prostu i już :)
      No i masz wiedzę. Wiesz o czym piszesz :) Ale o tym to Ty najlepiej wiesz :)
      Ps. Przypomniałaś mi o piciu wody!!!! Biegnę do sklepu czym prędzej :)

      Usuń
    7. Sunshine - tak, nie można zapominać o wodzie! Mam nadzieję, że już kupiłaś i pijesz duże ilości codziennie :)
      Zachęcam do tego, co sprawdza się u mnie samej, poza tym uważam, że zdrowo mogą żyć wszystkie kobiety, w różnych rozmiarach i niekoniecznie moim ideałem jest rozmiar zero!
      W kolorowych czasopismach chodzi o ideał, dlatego więcej tam photoshopa niż prawdy!
      To dlatego pokazałam prawdziwe kobiety, żeby przejść ze świata ułudy do świata realnego, czyli zejść na ziemię.
      Wyglądać pięknie chce każda z nas, ale powinnyśmy to dostosować do swojej budowy ciała.
      Jednak jestem święcie przekonana, że każdy z nas ma pełną kontrolę nad swoim ciałem, myślami i emocjami, tylko nie każdy chce to przyznać, niektórym wygodniej jest żyć w świecie, gdzie udaje się, że to emocje, uczucia i inne czynniki zewnętrzne panują nade mną, a tak przecież nie jest.
      Cieszę się, że Ci się podobało i dziękuję za wyjaśnienie, to dla mnie potwierdzenie, że idę właściwą drogą!
      pozdrowienia!

      Usuń
    8. Cała przyjemność po mojej stronie :)
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  2. Przezylam 50 lat i trzy ciaze w rozmiarze 38. Po tym szczesliwym polwieczu zaczely sie klopoty, menopauza, tarczyca i jeszcze pare drobiazgow. Przytylam, mimo regularnego chodzenia na silownie, i nie moge spasc z wagi. To niezmiernie mnie demotywuje, bo nie pochlaniam czekolady na kilogramy, placzas przy tym, ze tyje. Robie cos dla zdrowia i urody, a nic mi z tego nie wychodzi.
    Gdybym miala dosc srodkow, kazalabym sie odessac, bo zaden inny sposob nie skutkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam, że zaburzenia hormonalne (te przy tarczycy szczególnie) są bardzo zdradliwe, bo nie pozwalają na utrzymanie prawidłowej masy ciała.
      Współczuję Ci, a co na to lekarz? Bierzesz jakieś medykamenty, które przyczyniają się do równowagi hormonalnej, czy nie? Albo czy nie pomagają?
      Na pewno już byłaś na wielu konsultacjach... Powiem tylko, że jeszcze nie byłam w takiej sytuacji i bardzo, bardzo bym była na to wszystko rozżalona.
      Jeśli uda Ci się coś zdziałać, czy znaleźć jakąś metodę, czy innego lekarza, to się tym koniecznie ze mną podziel. Bo cóż, wiek nieuchronnie się posuwa i wolę być przygotowana na różne ewentualności.
      Wiesz, ale w tym wszystkich chyba też trzeba ćwiczyć, żeby przynajmniej nie tyć, więc dobrze, że to robisz i się nie poddajesz!
      Ściskam Cię mocno!

      Usuń
    2. Bylam juz wszedzie, a najsmieszniejsze jest, ze kazdy z lekarzy zgania wine na te nie "jego" przypadlosc. Biore hormony tarczycowe, oklejam sie plastrami, ale musze sie pogodzic rowniez z tym, ze i przemiana materii spowalnia sie z wiekiem.
      Kiedys myslalam, ze baby tyja, bo chleja za duzo, teraz musze ze wstydem przyznac, ze sie bardzo mylilam. Chyba za kare tak przytylam :))) za te mylne teorie.

      Usuń
    3. Pantera - każda kobieta, która próbowała zrzucić wagę już nawet po 40-tce wie, że jest o wiele trudniej, niż po 30-tce. Niestety metabolizm zwalnia, chyba że ktoś ma wszczepiony motorek, jak moja Mama, która waży mniej niż ja w wieku 67 lat :), ale to grozi wypadkami i złamaniami, bo wszędzie nie chodzi, tylko biega :)
      Obserwuję nieliczną grupę kobiet, które mimo wieku zachowują figurę, ale chyba nie ma reguł, najlepszą obroną są dobre geny. Może więc ja na starość schudnę!

      Usuń
  3. Jeżeli jest się z kobietą dla fajnych piersi lub pośladków to rzeczywiście z każdym rokiem strach przed porzuceniem jest większy. Jeżeli zaś jest to związek z pięknym wnętrzem, to mam dobrą wiadomość - Piękne wnętrze człowieka się nie starzeje. Wszystko jest zatem kwestią priorytetów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ANtoni - moje wnętrze bardzo się cieszy, kiedy moje zewnętrze odpowiada mu pod względem formy. Poza tym oczywiście masz rację! :)
      A i te priorytety obowiązują również w drugą stronę, czyli my kochamy naszych mężczyzn też za ich wnętrze!

      Usuń
  4. Hmm... a takie skórzane wdzianko jak na pierwszym zdjątku - założysz..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym zalozyla, ale wiesz, ile zwierzat musialabym poswiecic, zeby takie wdzianko uszyc? Lepiej nie zaloze. :)))

      Usuń
    2. Jacku - założyłabym i nawet ślicznie bym wyglądała, bo mam co włożyć w górną część kostiumika (oczywiście nie mógłby być uszyty ze skór, bo nie toleruję futer)!
      pozdrawiam!

      Usuń
  5. Do 26/27 roku zycia nosiłam rozmiar 36/38 nie robiąc kompletnie nic, później przyszły problemy z tarczycą, wraz z wiekiem zmieniła się też przemiana materii - to były moje wymówki, bo teraz wiem, że to były właśnie wymówki. Efekt, przez 6/7 lat prawie 20 kg do przodu. Teraz, w ciąży, staram się jak mogę, nie ćwiczę, ale dużo spaceruję, staram się jeść zdrowo, bo wiem, że to wpływa na Dziedzica. Wiem też, że z motywacją u mnie kiepsko, więc nie mogę się utuczyć "jedząc za dwoje", bo później tego z pewnością nie zgubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martek - grunt to spokojna i zdrowa motywacja, życzę Ci, żebyś po urodzeniu Dziedzica miała i wielką radość z bycia mamą i była zadowolona z siebie :)!
      Powodzenia!

      Usuń
  6. Czytam teraz taką książkę medyczną, w której autor, chirurg, ze smutkiem konstatuje, że nie mamy jako gatunek ŻADNYCH mechanizmów obronnych przed dobrobytem czyli np problemem przejadania się.
    Oprócz oczywiście silnej woli, ale to dupa, a nie mechanizm ;)
    Przed niedoborem jak najbardziej, ale nie przed dobrobytem.
    So sad.

    Myślę, że najlepszą motywacją byłyby ograniczenia w dostawach prądu z uwzględnieniem domowego prądotwórstwa - jak np nie popedałujesz pół godzinny dziennie, żeby ci telewizor świecił, to będziesz siedział po ciemku. To by była motywacja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krotochwilo kochana - faktycznie taki rower, którym trzeba byłoby zasilić domowy budżet energetyczny, byłby doskonałą motywacją i to dla całej rodziny! :)

      A o tych mechanizmach ochrony przed dobrobytem nie myślałam, ale faktycznie ich nie mamy. Z jednej strony cywilizacja dała nam bardzo wiele: dla większości dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa i jedzenia, z drugiej - odebrała podstawową motywację do utrzymywania ciała w zdrowiu, czyli konieczność polowania i ucieczki.
      To pewnie dlatego łatwiej nam wymyślać wymówki, niż coś z tym zrobić, to jest po prostu bardziej naturalne.

      Usuń
  7. fajna ta motywacja )))))))))) żadnego zwierza nie jadam więc tylko bananami bym ... albo śmierć głodowa))

    teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teatralna - tak jak pisałam, każdy ma swoją, ważne żeby nie produkować tylko bezsensownych usprawiedliwień dla własnego lenistwa :)
      uściski!

      Usuń
  8. Iwuś, a ja nie mam chyba żadnej motywacji ;-( Jeżdżę na rowerze, pływam, łażę z "kijmi" bo to lubię nad wyraz. Lubię chyba każdą formę ruchu, oprócz biegania i gdy tylko mam możliwość, ruszam się. Podejrzewam, że ruch stał się mym nałogiem, ale nie jest mi z tym źle. A jeżeli zdarzy się dzień, kiedy z powodu braku czasu ruszałam się tylko za pomocą auta, robię się zgryźliwa, zła na cały świat i siebie, ogólnie zirytowana i nie do życia. A ponieważ takiej siebie nie lubię ....i tu kółko się zamyka. A może właśnie to jest moja motywacja? Oceń sama, ja się nie podejmuję, bo motywacja zawsze kojarzy mi się z czymś co mus osiągnąć, a ja, ani kilogramów nie chcę zrzucać, ani wyglądać szczuplej, ani ...nic takiego.
    Z dietą też u mnie krucho ponieważ nie jem nic, co miało oczy, więc...tu też nie mam motywacji. Ot taki wybryk natury jestem, że nawet ze słodyczy lubię najbardziej jabłka i gruszki ;-)
    Poza tym od wieków uważam, że przede wszystkim trzeba czuć się we własnym ciele dobrze. A jeżeli jest to ciało odrobinę puszyste, a mimo to ktoś czuje się w nim dobrze, to chyba wszystko jest w porządku. Nie rozumiem tych, którzy katują się a to dietami, a to sportem i są z tego powodu źli na cały świat. Uważam, że nic na siłę i jeżeli ktoś naprawdę chce, powienien znaleźć sobie taką formę ruchu, która będzie mu po prostu sprawiała przyjemność. Wtedy osiągnie to co chce i będzie szczęśliwy.
    No to się nagadałam....
    Uściski Iwuś ;-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akularku - przy Twoim nastawieniu i potrzebie ruchu nigdy nie będziesz miała potrzeby nic "gubić" :).
      Myślę sobie, że motywacja jest u Ciebie po prostu naturalną cechą charakteru, której albo ma się więcej, albo mniej.
      Jeśli ktoś ma nadwagę, która prowadzi do problemów zdrowotnych (a ja u siebie czuję naprawdę każdy dodatkowy kilogram, jak mi obciąża stawy), to może sobie opowiadać, że się akceptuje, ale to raczej rezygnacja z walki, bo to niełatwa walka, jeśli ktoś nie przepada za sportem, nie lubi się ruszać i uwielbia słodycze.
      Osoby, które tego nie doświadczyły i nigdy nie były zbyt obfite, nawet nie wiedzą, jak ciężko się tych fałdek i kilogramów pozbyć. Ja przez całe życie w sumie muszę uważać, bo gdybym jadła wszystko to, na co mam ochotę, nie wyglądałabym najlepiej :).
      Więc owszem katuję się, ale raczej nikogo naokoło i powiem Ci, że lubię to moje zmęczenie, pot i łzy. A jeśli są efekty, to wiem, po co to wszystko.
      Poza tym aż tak się nie katuję. Uważam, że katują się ludzie chorzy, którzy muszą przechodzić np. bolesną rehabilitację, a ja robię coś dla ciała, a że to trochę czasem boli, czy wymaga wysiłku - to nic w porównaniu z tymi chorymi.
      Mimo wszystko doceniam to, że jestem zdrowa i choćby dla zdrowia zamierzam się czasem pomęczyć :).
      Uściski! Miło Cię znowu widzieć!

      Usuń
  9. Dla mnie motywacją jest pełna szafa fajnych ciuchów, niestety o wiele za małych. Od stycznia zrzuciłam 30 kg i już co nieco na mnie pasuje, ale jeszcze 2 rozmiary, i będzie super :)
    Przy mnie Twoja figura jest szczytem marzeń, ale aktywność na pewno pozwoli Ci na osiągnięcie sprężystości i gibkości :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaplątana - matko droga, Dziewczyno! Toś mi zaimponowała.
      30 kg to jest strasznie dużo pracy! Czy pod kontrolą lekarza, czy tak sama? Dieta plus ćwiczenia czy tylko jedno?
      Napisz o tym może troszkę, zmobilizujesz przy okazji inne kobiety, nawet mnie samą, która ma może max. 6-8 kg do zrzucenia do idealnej wg mnie wagi, ale i tak nieźle się na to muszę napracować!
      Podziwiam i gratuluję!

      Usuń
  10. swojego czasu miałam problem z przytyciem 48 kg przy 168cm wzrostu. Wyglądam dużo lepiej, ale sport uprawiam dla własnego ducha. Ja po prostu czuję że żyję, gdy pokonuję się w tym bieganiu, no i 30 km na rowerze, wiatr we włosach i zapominam ile mam lat... no bo niby ile??
    Kurcze nie pamiętam:(
    Pozdrawiam
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzrostu masz troszkę więcej ode mnie - a przytyłaś faktycznie sporo. Dobrze, że masz w środku ten napęd do ćwiczeń i czujesz się z tym dobrze, to najważniejsze, a nie liczba lat!
      pozdrowienia

      Usuń
  11. Teraz już motywacją dla mnie jest brak bólu w kolanach, czy kręgosłupie, jednak nie jestem typem lubiącym sport i ciężko mi zacząć się ruszać. bez dwóch zdań jednak widzę jak dobrze ruch wpływa na moje ciało i umysł. Trochę zaczęłam, a o tej porze roku zaczynam chodzić na basen. Dużo mniej ludzi i przez wakacje można sobie fajnie popływać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - brak bólu w kolanach jest i dla mnie silną motywacją, na przykład dzięki rowerowi mi się te bóle w tym roku niemal skończyły!
      Basen to świetna sprawa, może i ja kiedyś do niego wrócę, bo pływać uwielbiam. Ale wolę pływać po jeziorach...
      Uściski! :)

      Usuń
  12. pewie ze mozna i to dosc szybko 1. nie przejadac sie 2. trzy posilki reguralnie i zadnego dojadania pomiedzy posilkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. L_O - Twoja instrukcja sprawdza się zapewne u Ciebie, ale ludzie są różni, u osób z lekkimi nawet zaburzeniami hormonalnymi to po prostu tak łatwo nie działa, trzeba więcej wysiłku. Widać na zdjęciu, że jesteś z natury osobą szczupłą, więc tego nie doświadczasz. Warto jednak nie upraszczać. Jedząc 2-3 posiłki dziennie i nie dojadając, a poza tym nie robiąc nic jeszcze tyję. U mnie trzeba naprawdę sporo się wysilić, zjeść 5 mniejszych posiłków dziennie, dodać do tego ruch, a na czas chudnięcia muszę na początku zupełnie wyeliminować węglowodany z diety.
      Nic innego nie działa i już :)

      Usuń
  13. Ciało flaczeje, a stawy dziadzieją:))) I to jest wystarczająca motywacja!:)
    Buźka Iw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alcydło - zdecydowanie to wystarcza, a poza tym z każdym dniem pojawiają się nowe motywacje :)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  14. Siemka IW, Co można napisać w komentarzu ? Czy jest lepsza motywacja niż - zdrowie. Ogólnie "powiedziane", ale kto chce ten zrozumie. Ludzie skarżą się na brak efektów. Brak efektów wśród rozpoczynających przygodę ze sportem jest naturalny (że się wyrażę). Otóż nikt nie zna swojej genetyki na tyle, aby mógł na początku określić jaki zestaw ćwiczeń i z jaką intensywnością może sobie zaaplikować...Do odpowiedniej kompilacji należy dojść metodą prób i błędów. A to cholernie ciężka praca, tak fizycznie jak i psychicznie. Nie wszystkim Bóg dał cierpliwość - Brak efektów w ciągu tygodnia, to "głupi jest ten sport", "po co mi to", "sport jest przereklamowany"...itp. Natomiast wszystko ukryte jest tylko i wyłącznie w głowie człowieka. Tak jak pisałem u siebie - "szanuje" przede wszystkim tych ludzi, którzy o siebie dbają...Innych po prostu akceptuje. Z tymi innymi tworzę społeczność, ale nigdy nie dopuszczam zbyt blisko. Każdy może ćwiczyć, absolutnie każdy. Sport jest "pod ręką", wystarczy się jedynie po niego schylić. Ale po co ? Myślałem. aby powołać "bloga sportowego". Radzić i podpowiadać z punktu widzenia obecnego amatora, który przez lata był profesjonalistą. Ale zadałem sobie pytanie - Po co ? Dla kogo ? Prawie nikt by u mnie nie bywał. A jak napiszę o cyckach, zdradach, miłości i rozstawaniu...to "walą tłumy". Dokładniej kiedyś waliły...Ty pokazujesz fajne motywatory. Ja takie pokazałem...I jak znam życie, to oboje osiągnęliśmy efekt równy zeru. Ja już o sporcie nie chcę pisać, to jak walić głową mur...A ten mur to bezmyślni i leniwi ludzie, którzy nie rozumieją jak ważna jest "tężyzna fizyczna...". Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monti - widzę u Ciebie chwilowe zwątpienie, ale mam nadzieję, że to minie. Człowiek się zmienia, rozwija.
      Faktycznie ćwicząc teraz poznaję na nowo swój organizm, teraz mogę z jednej strony mniej, ale z drugiej w sposób bardziej ukierunkowany. Czytam i ćwiczę, potem znów ćwiczę, znów trochę poczytam. Sprawdzam. Testuję na sobie, ale żeby sobie krzywdy nie zrobić. I powoli zaczynam być zadowolona z efektów. Dziś znalazłam fajny artykuł o tym, jak zapobiegać osłabieniu motywacji podczas odchudzania.
      Poleciłam go na FB, jeśli masz ochotę zerknąć.
      Najważniejszą informacją, która została tam przekazana jest to, że na taką radykalną zmianę trzeba poświęcić około roku, a potem jeszcze długo na utrwalenie efektu i praktycznie zawsze dbać o siebie, co słusznie stwierdziłeś.
      A dbanie o siebie bywa różnie rozumiane.
      Dużo bym CI jeszcze mogła napisać, ale myślę, że akurat pod tym względem rozumiemy się lepiej, niż można to opisać w tym tekście czy wymianie krótkich w sumie komentarzy :).
      Ja się tym dzielę, bo na nowo dzięki temu odżyłam i cieszę się życiem, a nie wpadam w spiralę zmęczenia i beznadziei typu "o ja biedna, starzeję się!" :)
      Pozdrowienia Monti!

      Usuń
    2. IW, to nie jest chwilowe zwątpienie. Ja po prostu widzę co się dzieje. Jakaś "komórka" Unii Europejskiej opublikowała dane z których wynika, że to własnie my posiadamy najwięcej dzieci i młodzieży z nadwagą...i właśnie tych w naszym kraju przybywa najwięcej. Oczywiście te dane dotyczą tylko Europy. Ty wiesz czemu powróciła do sportu. Kiedyś przeżywałaś sportowy kajf i po prostu wiesz więcej...Wiem jedno, bez wsparcia osób najbliższych lub bez uczestniczenia w jakieś "sportowej grupie" nikt za sport się nie weźmie. W grupie raźniej. Zawsze jeden drugiego "podciągnie", zmotywuje. Samemu jest ciężko rozpocząć przygodę ze sportem. Po trzech dniach ludzie rzucają w cholerę to pożyteczne zajęcie bo im się - nie chce. Wystarczy dowiedzieć się czemu Azjaci żyją najdłużej na świecie i wszystko staje się jasne - sport i odpowiednie odżywianie się, to jest własnie droga do sukcesu. A ten sukces nosi imię - życie. Zdrowe życie. Pozdrowionka.

      Usuń
    3. Wiesz Monti, te dane rzeczywiście są zatrważające, szczerze mówiąc nie zdawałam sobie z tego sprawy, chociaż już kiedy byłam na studiach zwracano uwagę na spadek formy u młodzieży, która uczęszczała na zajęciach sportowe na studiach.
      Czyli problem nie jest nowy, a trwa już wiele lat.
      Przyczynek do tego to niestety brak dobrej formuły sportowej dla młodych ludzi zainteresowanych sportem, czyli tzw. małych klubów lokalnych, osiedlowych, gdzie może pójść każdy młody człowiek pokopać przysłowiową piłkę, albo coś podobnego. Jeśli oczekuje się od każdego od razu zdobywania medali i osiągnięć olimpijskich, to młodzież chętna, ale bez takich aspiracji rezygnuje w przedbiegach.
      Poza tym rodzice często nie rozwijają potencjału swoich dzieci, a przecież wystarczy posłać dzieciaka na niedrogie zajęcia sportowe po szkole dwa razy w tygodniu, żeby się trochę rozruszał.
      Większość moich znajomych o przeszłości sportowej to robi, ci którzy nigdy nic nie trenowali nie widzą takiej potrzeby. I stąd wyrasta kolejne pokolenie, dla którego sport to jakaś egzotyczna niedostępna dla nich dziedzina.
      Kiedyś moim idolem był Bruce Lee, dzięki niemu poszłam na moje pierwsze zajęcia z samoobrony, teraz młodzież ma idoli w grach wideo, tylko czy z tego cokolwiek wynika?

      Usuń
  15. Bardzo lubię tę bohaterkę :)) Patrzę i dalej widzę moje dwie ulubione trenerki :) Ewę i Mell, ta druga potrafi mi czasem dopalić... To jej ciało właśnie, uważam za idealne. Ale moją motywacją tak naprawdę jest moje własne lustro, a także aparat, bo lubię wyczyniać sobie sesje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scarlet - na początku też robiłam sobie regularne sesje zdjęciowe, waga też oczywiście, ale i centymetry, które mierzyłam przed całą akcją, potem w trakcie.
      Aparat pokazuje wszystko jak na dłoni, jeśli zrobić zdjęcia w podobnym stroju, widać wyraźną różnicę w wyglądzie :).
      Z Mel B jeszcze nie ćwiczyłam, a ciało ma rzeczywiście fantastyczne! :)

      Usuń
  16. Kobiece ciało stało się fetyszem. Nikt nie chce przyjąc upływu czasu i kochac sie we włąściwym wiekowi pęknie. Owszem, trzeb adbac o sprawność i zdrowie, ale nie może i nie powinno to być obsesją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztof - cywilizacja, rozwój techniki i internetu doprowadziły do rozpowszechnienia się wizerunku kobiety bez wieku, kobiety idealnej, mającej te same wymiary w wieku 19 i 65 lat!
      A rozwój sztuki filmowej sprawił, że te piękności możemy oglądać ze szczegółami na wielkim ekranie, zachwycając się ich pięknem.
      Ufetyszowienie ciała kobiecego niestety obraca się przeciwko nam, dojrzałym kobietom, bo ciało w pewnym wieku i po pewnych doświadczeniach zmienia się nieuchronnie, chyba że poświęci mu się całą swoją uwagę i czas, aby je utrzymać w idealnej formie. Ale gdzie wtedy jeszcze czas na życie..., lekturę i inne pasje?!
      Pozdrowienia

      Usuń
  17. Ja zaczęłam marszobiegi. Mam nadzieję, że utrzymam motywację do ćwiczenia 3 razy w tygodniu. Mnie demotywowało to, że ten czas mogłabym spędzić z dzieciakami, ale wybrałam porę, kiedy oglądają bajkę, więc chyba dobrze to wykombinowałam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. K-o - wiadomo, że każdą aktywność jakoś trzeba wpisać w swoje domowe życie i obowiązki, dobrze wybrany moment to coś dla siebie bez poczucia, że inni na tym cierpią. Dobra robota Mamusiu! :)

      Usuń
  18. Jako nastolatek w latach 1966 - 1970 uprawiałem wyczynowo lekkoatletyke (biegi krótkie) PO cięzkim zapaleniu płóc juz nie powrociłem do normalnej formy (jako siedemnastolatek biłem nawet rekordy np. w biegu na 400 m). Pozostała mi zatem piesza turystyka górska jako niegłupi i przyjemny ekwiwalent. Obecnie, gdy dopada mnie alergiczna astma, pozostaja juz tylko spacerki z moją psińcia. Sylwetka, mimo przekroczonej rok temu sześdziesiątki, chyba nadal młodieńcza - 92/78/82 oraz 160cm/50kg
    serdecznosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzej - tylko pogratulować takiej formy utrzymywanej przez lata! Jak napisałam ludzie, którzy uprawiali jakieś sporty jako młodzi, najczęściej mają naturalne parcie do utrzymania ciała w dobrej formie potem przez resztę życia. Jak widać, jesteś potwierdzeniem tych słów :)!
      pozdrowienia!

      Usuń
  19. Motywacją była moja chudość. Ćwiczyłam (siłownia, rzeźba, piłka taka jak na jednym ze zdjęć w tym poście) by nabrać nieco ciała i nie wyglądać tak patykowato. Niestety, efekt ćwiczeń był odwrotny od zamierzonego - zamiast robić się mnie więcej, robiło się mnie jeszcze mniej mimo dostosowanej do wysiłku diety. Dlaczego tak się dzieje dowiedziałam się całkiem niedawno (trzy lata temu) ze specjalnego wydania "Superlinii", po które sięgnęłam kiedyś w Empiku, a konkretnie z tego artykułu -

    http://superlinia.pl/artykuly,i,19073,odszukaj_w_naturze_swoj_ksztalt

    Okazało się, że jestem drobną ektomorficzną marchewką, której łatwiej schudnąć niż przytyć. Tę właściwość mojego organizmu wykorzystałam gdy... przytyłam. Trzyletnia "dieta" składająca się z białego pieczywa, parówek i polewanych tłuszczem kluchów spowodowała, że się zaokrągliłam o 12 kg i choć wcześniej chciałam przytyć, to z dodatkowymi kilogramami umiejscowionymi głównie na brzuchu podobałam się sobie jeszcze mniej. No to się za siebie wzięłam - zmieniłam dietę na lżejszą i poszłam na aerobik -wystarczyła godzina tygodniowo przez pół roku i znowu jestem chudzielcem i nie zamierzam tego zmieniać.

    Teraz nie ćwiczę, choć przydałoby się dla kondycji i lepszego nastroju, ale jak mam znowu przelatywać przez nogawki moich rurek, to dziękuję. Pospaceruję sobie. A chodzę dużo, nawet przy -20 zimą.

    Zresztą, co ja tu się rozpisuję. Przecież Ty to wiesz i fotki "przed i po" widziałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Dodam tylko, że na artykuł z "Superlinii" natknęłam się już po tym, jak zgubiłam brzuszek.

      Usuń
    2. Annette - w takim razie należysz do mniejszości, bo ta większość, do której ja należę, raczej walczy z zagrożeniem przeciwnym, czyli otyłością. U Ciebie zgubienie nadprogramowych paru kilo było łatwiejsze z uwagi na odpowiednią sylwetkę i naturalne skłonności organizmu.
      Aerobik i spacery oczywiście w tym pomogły.
      Fakt, pamiętam zdjęcia, chociaż dość dawno mi je pokazywałaś :)

      Usuń
  20. te fotki motywują mnie najbardziej :))) a tak poważnie, to nie mogę sobie pozwolić na dodatkowe kilogramy, bo mam za słabe mięśnie żeby mnie utrzymały. dlatego dla mnie jest ważny każdy dodatkowy-zbędny kilogram i ciągle z tym walczę. dla mnie utyć to chodzić albo nie. dzięki za motywację :DDDDDDD bardzo :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poly Anno - mnie też motywują fotki - takie wysportowanych pań mówią mi wprost, że się da!
      A moje przed i po ćwiczeniach, czyli po wykonaniu pewnej pracy oraz podporządkowaniu się diecie, też mnie motywują :)
      W Twoim przypadku to faktycznie sprawa niezwykłej wagi.
      Powodzenia!

      Usuń
  21. Ja tam do głównie kobiecej dyskusji się nie wtrącałem, ale podpatrywałem. W pewnym momencie lekko mnie, iw, przytkało, gdy przeczytałem twoje "A teraz rzuciłam się też na ograniczenia w diecie, żeby wreszcie i kilogramy umniejszyć. I piję bardzo dużo." Dopiero kolejny tekst, twojej koleżanicy Sunshine, mi wyjaśnił, że chodzi o ... wodę, co prawda nie wiem, jak na odległość zgadła :-) . Moje skojarzenia na początku były, hmm, nieco inne i połączone z pewnym zaskoczeniem, także twoją szczerościa w necie. Nie, no przy pogodzie jak dziś, przy powrocie do domu szklanka chłodnej wody z lodówki to marzenie. Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtku - dla kobiet jest jasne, że chodziło o picie wody :)
      Widać, że nie czytasz pism i artykułów kobiecych (albo czytasz, ale nie zwróciłeś na to akurat uwagi).
      Dostarczanie organizmowi dużej ilości płynów, głównie wody, to jedna z podstawowych zasad skutecznego odchudzania i dziewczyny oczywiście wiedziały, co mam na myśli. :)
      Procenty nie dla mnie, w każdym razie nie za bardzo.
      pozdrowienia!

      Usuń
    2. Wiesz, dla mnie picie dużo, to wiadomo czego. Czegoś z procentami. Jeśli jedynie wody (albo soku), to trzeba zaznaczyć :-) Co oczywiście nie oznacza, że u mnie spożycie średnie, nie; umiarkowanie ostatnimi czasy. Parę lat temu były mistrzostwa świata, po 2 mecze dziennie, na każdy kupowałem min. 2 piwa. Po 5-6 dniach z 4-5 piwami dziennie mecze zacząłem oglądać przy ... truskawkach ze śmietaną i soku np. jabłkowym, bo już piwa miałem wyżej uszu. Ktoś mnie, jacyś znajomi, na piwo zapraszał, to powiedziałem, że mogę pójść ale do kawiarni, jeśli gdzieś mają schładzany sernik z wiśniami :-) Też był czerwiec i upały.
      Co do odchudzania, to myślę, że lepsza jest znana dewiza "Mniej Żryj" niż "Więcej pij". Myślę, że ideał to doprowadzić do takiej sytuacji, że organizm niedokarmiony - nadmiar tłuszczyku po prostu zjada.
      Obiad? mocniejsza zupa i wszystko. No ale niektórzy/które przy tym po ścianach chodzą, ssie ich itp. No i czy to dałoby się z pracą pogodzić? pewnie trzeba by sobie 2 tygodnie urlopu na to zafundować, no to tobie byłoby trudno. Też pozdrawiam. Wojtek

      Usuń
  22. Dla mnie problemem jest zacząć ćwiczyć-jak zacznę i chodzę regularnie na zajęcia to jest ok. Gorzej jak wybije się z tego rytmu... obserwuję i zapraszam też do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arienai - opisałam dość dokładnie, na czym polega moja motywacja. Dobrze jest odnaleźć swoją, wtedy można zawsze odnaleźć siły w sobie.
      pozdrawiam!

      Usuń
  23. Klik dobry:)
    Aktywność jest konieczna do życia. Ważne, by czynić to dla zdrowia i nie zatracić się w pogoni za urodą oraz nie stracić obiektywizmu przyrównując się nieustannie do okładek kolorowych pisemek, bo potem starość będzie nie do zniesienia przy każdym spojrzeniu w lustro.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AlElla - ostatnie kilka dni nie narzekam na aktywność, raczej trudno mi jest przysiąść do komputera :)
      Właśnie o tym napisałam, że lepiej mieć realne oczekiwania, bo na okładkach nie ma prawdy, jest photoshop! :)
      pozdrowienia

      Usuń

Podziel się swoim zdaniem, dzięki Twojej opinii wiem, że warto pisać. :)