Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

poniedziałek, 29 lipca 2013

Emocje - święte krowy

Nasze emocje. Wielkie święte krowy, którym często poddajemy się bezrefleksyjnie, bez zastanowienia, jakie szkody mogą poczynić w naszej głowie i w naszych sercach. Czy warto poddawać się im bez świadomości, skąd się wzięły i dokąd nas mogą zaprowadzić?
Krowa jaka jest każdy widzi :)

piątek, 26 lipca 2013

Rower - jak zacząć, czyli doświadczenia pasjonatki-amatorki

Znajoma zapytała mnie, jak zacząć przygodę z rowerem.
Chętnie odpowiem, jak ja zaczęłam.
Teraz kilka razy w tygodniu jeżdżę najczęściej po okolicznym lesie, ale można na początek po alejkach osiedlowych przy zmniejszonym ruchu.
Do lasu zresztą też muszę dojechać ok 1 km.
Może zacznę od tego, że nauczyłam się jeździć jako dzieciak, ale w dzieciństwie miałam tylko rower typu składak a na tatowym sportowym rowerze przejechałam się tylko raz i byłam na niego jeszcze za mała, więc podczas tej przejażdżki prawie że wpadłam pod samochód. Nikt się o tym nie dowiedział, ale ja wystraszyłam się bardzo. Dlatego później już się bałam nim jeździć. Tata miał dwa takie rowery, ale głównie na nie chuchał i dmuchał. Na koniec i tak nie mieliśmy ich jak zabrać do bloku, więc zostały w komórce u cioci, która się tam po nas przeprowadziła. Do dziś nie wiem, czy ktokolwiek na tych cudach jeździł.
Pamiętam tylko, że miały pełne koło, czyli lane w całości cieniuteńkie gumowe koła, a nie dmuchane dętki.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Nowy rekord - 35 km!

Wczoraj podczas niedzielnego spaceru rowerowego pobiłam, a właściwie pobiliśmy kolejny rekord trasy rowerowej. Przejechaliśmy ponad 35 km!
Na dowód dwa screeny z naszej wycieczki. Objechaliśmy większość Rembertowa, w tym malowniczy i bardzo zielony teren Akademii Obrony Narodowej oraz jej leśnych i ogródkowych okolic.

piątek, 19 lipca 2013

Leniwie, na sportowo i remontowo

Leniwie
Ostatnie dni zawodowo są leniwe, jest mało pracy.
Ale nie znaczy to, że siedzę i tylko tęsknym wzrokiem patrzę na telefon.
Cały mijający tydzień upłynął mi leniwie, dobrze, że w poprzednim miałam sporo pracy i nie przegapiłam żadnego zlecenia, bo mijający tydzień był po prostu kiepski.
Ale nie marudzę, jest sezon urlopowy, ludzie wyjeżdżają, zleceń jest nie za dużo, a klienci chwiejni. Na szczęście ci, którzy już przychodzą, zostawiają zlecenia i pieniądze.
Chociaż firmy latem w większości pracują normalnie, to jednak ilość ich pracy w widoczny sposób jest znacznie mniejsza, niż zwykle.

Tarasowo i ogrodowo
Staram się więc nie marnować tego wolnego czasu, który się teraz nadarza. Kiedy sobie przypomnę, jak mam tutaj fajnie, jadam lub przesiaduję na tarasie w takich oto okolicznościach przyrody.

wtorek, 16 lipca 2013

Za czym mi tęskno

Witajcie moi Mili,
Aż przykro mi patrzeć na tego mojego bloga. Taki zaniedbany, niepodlewany stoi.
Zaglądam sama na niego codziennie i liczę, że może samo się coś napisze, ale jakoś się samo nie chce.
Tak, przyznaję, mam chwilowego być może niechcieja do pisania.
Wyjechałam na weekend, pobawiłam się trochę, nieco się zmęczyłam i mentalnie trochę jeszcze nie jestem tutaj.
Na miejscu musiałam dać odpór mniej więcej trzy razy większej ilości różnych słodkości. Nie mówię, że nie spróbowałam, ale tylko każdego po troszeczku. :)
Na szczęście było też dużo innego dobrego jedzenia.
A po powrocie znów trzeba się było z miejsca wziąć do pracy.
Staram się poukładać wszystko powoli na miejscach, ogarnąć pracę i przygotować na kolejne wyzwania, które wiem dobrze nadejdą już na dniach.
Na razie po spędzeniu trzech dni wśród tłumów gości cieszy mnie każda minuta ciszy we własnym domu.
Cieszy mnie też oczywiście każdy Klient, bo życie toczy się dalej, a rachunki same się nie zapłacą.
Ale tak naprawdę najbardziej brakuje mi od dawna tego:

środa, 10 lipca 2013

Ogłoszenia i list do pracodawcy

Dzień rozpoczyna się dość nerwowo, kicia budzi mnie wściekłym miauczeniem i skakaniem na ogonek.
Jest godzina 5.00 rano, albo nawet trochę do piątej.
A co mam ją tu trzymać, niech leci, byle przestała tak skakać.
Ostatnio wraca równiutko przed 22, kochany zwierzątek.
Ale wtedy oczywiście rano o tej piątej czy szóstej jest niczym poranny skowronek.

Dosypiam, nie 7.30 to za wcześnie. Już czuję upał.
Udaje mi się wstać około 8 rano. Napuszczam sobie wody do wanny, ale zanim wskoczę się wykąpać, otwieram wszystkie okna w domu... Boszszsz, jak znowu pięknie na dworze. Znów zapowiada się taki upał, jak przez ostatnie dni! :)
Tej zimy przyrzekłam sobie już nigdy nie narzekać na ciepło czy gorąco!
Bo to pryszcz w porównaniu z mrozami i ogrzewaniem domu.
Okna w piwnicy też otwieram wszystkie na oścież, podobnie biuro. Lubię, kiedy pachnie tam świeżością. Ostatnio po zimie był troszkę dziwny zapaszek, może jednak wilgoć. Przez kilka dni pod rząd paliłam świece zapachowe. Ładny zapach nadal się utrzymuje. Miło jest tam teraz wejść o każdej porze. Czasem jak się zapatrzę tak tam ładnie, że i sama bym tam mogła zamieszkać.
Jeszcze tylko trzeba by wymienić te cztery okna, zrobić łazienkę, a tu kuchnię, tu ścianę postawić....
No nie! Znów zaczynam w głowie remont! Apage! Na razie wystarczy mi, że blachy zostaną pomalowane, a barierki na tarasach za jakiś czas wymienione na nowsze, ładniejsze i nie popękane.

Ciekawa jestem, co przyniesie wystawienie ogłoszenia o sprzedaży mojej działki z domkiem na wsi.
Ogłoszenie o sprzedaży domu z działką w letnisku
Ogłoszenie na Gratce

wtorek, 9 lipca 2013

Idealne siedlisko dla poszukujących spokoju

Na zdjęciu poniżej widzicie moje siedlisko i dom - związany z pięknymi wspomnieniami z lat dziecinnych. DOM moich DZIADKÓW. Kochających mnie bardzo i bardzo kochanych.
Wczoraj umieściłam w różnych miejscach ogłoszenie o sprzedaży tego domu.
Ale w ogłoszeniu nie da się wszystkiego napisać, bo kto by miał czas to czytać :).
Jednak z Wami podzielę się prywatnymi informacjami, które nie znajdą się w ogłoszeniu, a które może powiem Osobie, która ten dom wybierze.
1. To miejsce podarowała mi z całą swoją miłością jeszcze za życia moja kochana Babcia i tę miłość czuje się nadal w ścianach i na terenie działki :).
2. Przez pewien czas to było moje najważniejsze miejsce na ziemi. Nadal sercem tam jestem, ale moje serce potrafi pomieści dwóch takich miejsc, a w jednym z nich już mieszkam.
3. To właśnie tam podejmowałam moje najważniejsze życiowe decyzje i z dumą mogę powiedzieć, że chyba duch tego domu czuwał nade mną, że udało mi się doprowadzić skutecznie do finału wszystkie z nich!
4. Jak mawia pewien mój dobry znajomy dom musi mieć historię: tam musiał ktoś się cieszyć, być szczęśliwy i zakochany, kochać, ale i czasem cierpieć i płakać, czasem chorować, a czasem nawet umierać, żeby dom nasiąknął życiem. TEN DOM TAK MA. To nie jest zwykłe bezosobowe letnisko, każdy szczegół ma swoją historię i o każdym mogę opowiedzieć.
5. W tym domu dobrze się inwestuje, mnie udało się zrobić całą podłogę pod widoczną na pierwszym planie werandą, złożoną z dwóch pomieszczeń. Jedno z nich teraz służy jako kuchnia i jadalnia, drugie jako salon łazienkowy - bo na zwykłą łazienkę jest za duży :).
6. W piecu można rozpalić, dzięki temu, że ostatnio czyściliśmy komin! A wokół jest mnóstwo drewna, które posłuży do palenia co najmniej jednego sezonu. Poza tym rośnie tam jeszcze kilka drzew, które po uzyskaniu stosownych pozwoleń w gminie swobodnie można przeznaczyć do wycinki - opału wystarczy na kilka lat.
7. Wielu rzeczy nie zdążyłam tam zrobić, ale udało mi się utrzymać dom w dobrym stanie przez tyle lat. Chciałabym, żeby ktoś teraz zajął się nim i dalej dbał o ducha tego miejsca. Chciałabym, żeby ten dom żył dalej, dawał ludziom szczęście i przytulał ich swoim ciepłem, tym niezauważalnym, ale wyczuwalnym.
8. Chciałabym, żeby od teraz ktoś kontynuował teraz już swoją historię tego domu, tego miejsca.
Ten moment odwlekałam od wielu lat, właściwie zawsze miałam nadzieję, że jakoś to się wszystko ułoży i da się zachować ten dom, utrzymać i wyremontować, jeździć może nie co weekend, ale chociaż co dwa. Niestety - moja praca i inne zajęcia mi na to nie pozwoliły.
Wszystko jednak potoczyło się tak, że muszę sprzedać dom i działkę - w sumie 3000 m2.
Dom siedlisko do sprzedania

poniedziałek, 8 lipca 2013

Remont blach na tarasach

Chęci do pracy mierne, serce na blogowanie pazerne
- takie hasło sobie wymyśliłam i niestety tak właśnie się dziś od rana czuję!
To pewnie wszystko przez ten brak urlopu.

W związku z tym, co napisałam wyżej, pozwolę sobie rozpocząć ten piękny pogodny dzionek od małej relacji z cyklu: Co tam pani w remontach słychać?
Jak wiecie, w sobotę uruchomiłam samochód, sprawiając tym moim małym sukcesem wielką przykrość sąsiadowi, który już się cieszył, że będzie miał przedstawienie, jak to ja sobie nie radzę.
A tu proszę bardzo: wszystko mi się udało, samochód w niecałą godzinę został uruchomiony, a ja odjechałam jeszcze w siną dal na zakupy!
Ale to nie było moje jedyne i najważniejsze zajęcie.
Kolejne zajęcie uniemożliwiło mi wzięcie udziału w party, urządzonym przez Inwentaryzację Krotochwil, na które byłam zaproszona i z wielką przykrością tym razem niestety musiałam odmówić, bo jak wiadomo w szczycie sezonu fachowcy nie przychodzą zawsze, kiedy się ich potrzebuje, tylko wtedy, kiedy akurat mają chwilkę wolnego. A właśnie mój fachowiec czyli Wiesio (nie tylko od spraw blach, ale i od moich wszystkich innych remontów) miał czas tylko w tę niedzielę.
A przyznam, że oczekiwałam na tę naprawę co najmniej od wiosny, a pierwsze rdzewienia zauważyłam już jesienią, ale nie zdążyłam tego naprawić przed zimą.
Niestety w naszym klimacie przy takich opadach śniegu i deszczu rdza szerzy się wszędzie i dociera niezwykle skutecznie tam, gdzie byśmy nie pomyśleli.
Tak więc zepsucie i rdzewienie dociera też do blach tarasowych czy balkonowych.
Tych drugich nawet nie przejrzałam, ale coś czuję, że też trzeba będzie się balkonem zająć w tym sezonie.
Dodam tylko, że mimo wszystko wolę blachę, bo poprzednio miałam te elementy plastykowe, ale to był jeszcze większy dramat, bo one się po prostu odkształcały i wypadały spod płytek. Te przynajmniej dobrze się trzymają, a blachę przecież da się odnowić.
Ale do rzeczy.
Tak oto wyglądała blacha jeszcze wczoraj rano:

niedziela, 7 lipca 2013

Samochodowe perturbacje, papierowe zakupy i koniec z garbem

*** AUTO ***
Wczoraj w warsztacie firmowym zamówiłam wymianę przepalonej żarówki w przednim reflektorze.
Uprzedzając pytania - nie, sama nigdy nie wymieniam, bo to niełatwe i wymiana odbywa się metodą ginekologiczną. Poza tym wolę, żeby ktoś zrobił to fachowo, a w warsztacie firmowym, bo kupione tam żarówki są trwalsze i wytrzymują po kilka lat, a nie jak te kupione gdzie indziej - kilka miesięcy. Ogólnie pozorna oszczędność na żarówkach nigdy jeszcze mi się nie opłaciła, a wymiana przez niefachowca skończyła się kiedyś urwaniem całego reflektora z zaczepów.
Panowie w warsztacie grzecznie i sprawnie, jak zwykle wymienili tę żarówkę, ale przy okazji zostawili mi włączone światła postojowe. Ja zawsze korzystam z funkcji automatycznego uruchamiania świateł, więc włączają się razem z silnikiem. Bo zapominam wyłączyć, albo włączyć. A tak - automat za mnie "pamięta".

Dziwna noc, dziwne sny i kocie oczko

Tyle się ostatnio działo, że napiszę nie chronologicznie, ale od końca.
*** DZIWNE SNY ***
Męcząca noc za mną. Nie wyspałam się dobrze, goniona jakimiś przedziwnymi męczącymi marami sennymi.
Obudziłam się dziś o 5.50 przez srokę, która mi usiadła na parapecie (od strony ogrodu się to częściej zdarza, poprzednio od ulicy nie miałam balkonu, to ptaki raczej unikały moich okien), narobiła hałasu, kot oczywiście skoczył za nią, próbował się przebić przez szklaną taflę, jednak na szczęście bez rezultatu. Kicia tak się rozochociła, że nie miało sensu nadal jej trzymać w domu.
Wypuściłam więc z domu kicię o szóstej rano, otwierając jednak okno, żeby mogła wrócić.
Ale nawet po powrocie nie była szczególnie zadowolona, tylko nerwowo skakała na ogon - to u niej nadal symptom niezadowolenia, mimo że już dawno wszystko się zagoiło i teraz to raczej straszy, bo nigdy nie znajduję na ogonie śladów ugryzienia.
*** KICIA ***

czwartek, 4 lipca 2013

Zapracowanie, zakwiatkowanie, nowe uzależnienie

Moje kanny
Pięknie kwitnąca różowa pelargonia, niżej czerwona.
Gdyby nie kwiaty za oknem i leśne widoki, które migają mi podczas popołudniowej jazdy rowerem po lesie, można byłoby powiedzieć, że nie wyściubiam nosa spoza klawiatury.
Przyznaję się bez bicia: pracuję w ostatnich dniach bardzo dużo, a w dniach kolejnych będzie tej pracy jeszcze więcej.
A wszystko po to, żeby móc ukończyć pewno wielkie zlecenie na czas i wyjechać tuż potem bez wyrzutów sumienia na wielką rodzinną imprezę, tym razem znowu do Niemiec.




wtorek, 2 lipca 2013

Czy naprawdę w związku trzeba ciągle rozmawiać?

Mam za sobą kilka związków, niemal każdy czytający te słowa również.
Pierwsze doświadczenia to oczywiście zawsze rozmowa, chęć dowiedzenia się jak najwięcej o drugiej osobie, obopólna fascynacja i wzajemne zachwyty ...
A po pewnym czasie, kiedy zaczyna się poważny związek następują próby ustalenia, co dla nas ważne, czego będziemy przestrzegać i czym się kierować wobec siebie w związku.
Kiedy para decyduje się zamieszkać razem, rozpoczyna wspólne życie, narastają konflikty o podział ról, praw i obowiązków.
Zdjęcie wykonałam kilka lat temu podczas wakacji.
Dobrze, jeśli umiemy o tym wszystkim rozmawiać.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Pierwszy przetłumaczony artykuł na nowym blogu iwnowa

Obiecałam Wam (a chyba głównie sobie), że się wezmę za trochę poważniejsze tematy.
A mianowicie za obraz Polski i Polaków u naszych zachodnich sąsiadów.
W poprzednim poście o Prasówka niemiecka i cisza o nas doszłam do wniosku, że niestety ale nasza obecność w niemieckich mediach jest właściwie żadna.
Ale się ma co się załamywać! Po dłuższych poszukiwaniach dotarłam do całego szeregu niemieckich artykułów o Polakach.
Pierwszy poszedł na żer artykuł o polskich złodziejach, którzy chcieli zwinąć transporter, ale przy okazji dostał im się w komplecie ładunek szczególny, a mianowicie dwanaście trumien.
Historia ta wstrząsnęła w ubiegłym roku stosunkami polsko-niemieckimi i przetoczyła się po mediach.
Sądzę więc, że wszyscy ją pamiętamy.
Niemieckie media, jak się okazało, postanowiły ją również śledzić.
I tak 27 maja 2013 r. w dniu, kiedy zapadł wyrok wobec podejrzanych o kradzież, ukazały się na ten temat niemal jednocześnie artykuły w prasie polskiej, jak i niemieckiej.
Kiedy wpadł mi do głowy pomysł tłumaczenia niemieckiej prasy na język polski od razu wiedziałam, że nie będę tego mieszała z tematyką ogólną tego bloga.
Dlatego też stworzyłam do tego celu specjalnie blog, jednak pod niemal tym samym nickiem, czyli "iwnowa" na wordpressie.
I teraz właśnie tam zapraszam Was do przeczytania artykułu z Sueddeutsche Zeitung, którego print screen zamieściłam wraz z moim tłumaczeniem w Poście numer dwa "Polscy złodzieje zwłok skazani".
Post numer jeden na blogu iwnowa mówi o przyczynach, dla których zdecydowałam się na realizację tego pomysłu. Będzie mi miło, jeśli i tam zajrzycie na początek.

Po pierwsze cieszymy się, że jednak trumny i zmarłych znaleziono. Nie chcę nawet myśleć, co by się działo, gdyby poszukiwania, jak większość poszukiwać samochodów skradzionych w Niemczech i wysyłanych na wschód, zakończyły się porażką.
Po drugie dobrze, że sprawiedliwość zatryumfowała, a oskarżeni dostali wyroki, chociaż z doniesień kolejnych wynika, że wyszli na wolność.
Na dziś tyle o tej sprawie, a teraz polecam Waszej uwadze mojego nowego bloga IWNOWA, który w całości zamierzam przeznaczyć na tego typu publikacje.
Żeby się nam nie mieszało, utworzyłam również oddzielną stronę na Facebooku, która pozwoli polubić Wam tamtego bloga w szczególności :).
Cała strona nowego bloga jest jeszcze bardzo świeża, na pewno nad nią popracuję, ale teraz nie mogłam się już doczekać, żeby zacząć na niej pisać, więc proszę bardzo oto ona: