Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

niedziela, 29 grudnia 2013

W niedzielę na Kole

Jest taki jarmark czy pchli targ w Warszawie, na którym w niedzielę nigdy nie braknie odwiedzających. Miejsce niezwykłe od lat, magiczne przez zebrane tam eksponaty, ale i ludzi, którzy wystawiają tam swój towar.
Trzeba przyznać, że towar jest różnej klasy, ale niektóre rzeczy to prawdziwe cacuszka.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Zgodnie z tradycją życzę Wam wszystkim pięknych, radosnych i spokojnych świąt w pełnym zadowoleniu. W otoczeniu osób bliskich i najbliższych.
Również Waszym zwierzakom życzę samych pyszności pod choinkę.
Więcej rozpisywać się nie będę, wszyscy sami wiecie, co Wam do szczęścia najbardziej potrzebne :)
Jako ilustrację przesyłam zdjęcia z warszawskiej Starówki, która jest pięknie oświetlona i ozdobiona tego roku!
Taką choinkę tego roku ustawiono przed Zamkiem Królewskim.

piątek, 20 grudnia 2013

Czas na NOWE!

Krótki komunikat informacyjny - jak najbardziej właściwy dla rozwiania smutnych i melancholijnych klimatów, a jak najbardziej odpowiedni na przedświąteczny czas.
Znacie mnie już troszkę i wiecie, że za długo nie spędzam na marudzeniu i zamartwianiu się.
W sumie to jestem już całkowicie po drugiej stronie lustra i tu - powiem Wam - jest naprawdę cudnie.
Dlatego od dziś koniec ze smutnymi postami, idzie NOWE!
Wszystkim, którzy są ze mną i życzą mi dobrze, życzę samych dobrych przeżyć świąteczno-noworocznych.
Może zdobędę się jeszcze na jakieś globalne życzenia, ale choinki jeszcze nie mam, więc póki co pozostaję w stanie wewnętrznym jak najbardziej świątecznym, a zewnętrznym - radosnym, stosownie do okresu, jaki nas teraz wszystkich czeka.
Ostatnim akcentem melancholijnym niech będzie ten niedawno zaobserwowany i uchwycony klimat zza mojego okna podczas przepięknego zachodu słońca:

wtorek, 17 grudnia 2013

Balon

Nie wszystko da się ująć, uporządkować w mig, pozbierać, podmieść pod wycieraczkę.
Wszystko da się opowiedzieć, tylko nie zawsze wszystko się chce.
Są rzeczy, które trudno ująć w słowa, chociaż emocjonalnie emanują bardzo silną energią.
Jedne świecą, niczym latarnia morska we mgle, inne przerażają dominującą czernią.
Tych drugich unikamy, i słusznie.
O tych drugich nie chcemy nic wiedzieć, wolimy stosować na nie różne strategie przetrwania.
Niektóre udaje się nam skutecznie ukrywać przez lata.
Aż kiedyś wreszcie balon pęka.
Niektórzy udają sami przed sobą, że balonu nie było i stąd odgrywają wielkie zaskoczenie.
Czasem jednak mamy wgląd w siebie i widzimy, że ten balon rośnie, zbiera się i dziwnie ciąży z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej...
Kiedy więc widzimy, że ten balon już się zebrał i zaraz sam pęknie, czasem warto wziąć szpilkę, zamknąć oczy i ... przebić go samodzielnie, spodziewając się nawet, że wypłyną z niego rzeczy nie tylko przyjemnie pachnące i miłe w dotyku.
Bo mimo wszystko łatwiej będzie iść bez balonu ciągnącego się nad/za nami.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Czarna dziura

W zasadzie nie istnieją żadne zasady, dzięki którym można się ustrzec, żeby nie wpaść w wir czarnej dziury.

czwartek, 12 grudnia 2013

Cichutko, albo dzwoneczkiem

Jedną z największych kar dla takiej gaduły jak ja jest pozbawienie jej głosu.
Ani do lekarza się wykłócić, ani leków kupić bez recepty na to się nie da.
W związku z powyższym do lekarza wybierałam się wczoraj dwa razy, raz dałam radę rano o 6, bo od 4 i tak z bólu gardła spać nie mogłam. Ale przypadkowa młoda pani doktor z pomocy nocnej orzekła, że jeszcze na gardle nic nie widać.
A głos - sam się wyleczy, tylko płukać, brać witaminy itepe. Żadnego leku, samo przejdzie.
Niespecjalnie zbudowana poszłam, a raczej powlekłam się do domu.
Do swojej lekarki domowej już nie dałam rady się dowlec, bowiem padłam sromotnie i przespałam w niemocy prawie cały dzień. Jednak na wieczór zajrzałam do gardła i ze smutną satysfakcją zauważyłam znany nalot na gardle, więc znów powlekłam się do nocnej pomocy lekarskiej. Tym razem młody doktor dał się przekonać i przepisał mi antybiotyk, który biorę z obrzydzeniem, ale jak trzeba, to trzeba. Wczorajszy dzień zakończyłam więc równym padem na łóżko i totalnie bez głosu.

Dziś przyjechała do mnie Maman celem pomocy w charakterze GŁOSU.
Miało być tak, że jak coś potrzebuję, to dzwonię w ślad za melodią klasyka "dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku".
A dzwoneczek nabyłam już nie wiem, kiedy i nawet zdążył już kiedyś stać się bohaterem jednej z sesji zdjęciowych.

wtorek, 10 grudnia 2013

Zapraszamy ponownie, będzie o głosie, leczeniu zimnem i co mi jeszcze do głowy przyjdzie ...

Dwa dni temu zrobiłam duże tłumaczenie dla pewnej Klientki.
Bardzo miła, wprawdzie nie miałam weekendu, bo pracę w ilości niespodziewanie dużej musiałam zrobić z czwartku na niedzielę po południu, ale czego się nie robi dla godziwego zarobku.
Tak więc nie marudząc zbytnio przysiadłam, przepracowałam cały piątek, sobotę i większość niedzieli. Na ISTOTNE NA POCZĄTKU MIESIĄCA OPŁATY zarobione.
I wystarczyło jeszcze na zakupy.
I nawet miejsce i czas na posłuchanie muzyki się znalazł...
A słuchaliśmy .... TEGO....