Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

piątek, 31 stycznia 2014

Wypatrzone w parku miejskim, czyli pieska przygoda

Kiedy ostatnio poszliśmy na długi spacer po mieście zaniosło nas między innymi do Parku Miejskiego w Bremerhaven.
Park jak to park zimą, okupowany głównie przez kaczki i inne ptactwo wodne i odwiedzany głównie przez mieszkańców z psami. Ten akurat piesek wyszedł sobie na spacer jeszcze daleko od parku, ale musiałam Wam pokazać tę parkę: taki pies, taki chłopiec i do tego TAKI PATYCZEK! :)
Ale idziemy do parku...

czwartek, 30 stycznia 2014

Nad Morzem Północnym, czyli nieco więcej o Bremerhaven, obraz subiektywny

Skoro już wiecie, gdzie przebywam, chcę się z Wami podzielić nieco większą ilością wrażeń z miasta portowego Bremerhaven.
Bremerhaven to największe z niemieckich miast, leżące nad Morzem Północnym, tuż u ujścia Wezery.
Historycznie jeden z ważniejszych portów w czasach Hanzy.
Obecnie nadal ważny port handlowy (Brema-Bremerhaven), port pasażerski i rybacki.

wtorek, 28 stycznia 2014

Kilka widoczków urlopowych i zagadka

Tak zupełnie to Was przecież zostawić nie mogę.
Przesyłam więc kilka widoczków z okolicy, w której spędzam urlop.
Najczęściej spotykani mieszkańcy miejscowej fauny:

środa, 22 stycznia 2014

Nieznajoma?

Albo to zima, albo kryzys blogowy, albo brak chęci.
Z jednej strony chciałabym dalej pisać dla Was, ale na ten moment niezbyt jestem zadowolona z formuły mojego bloga.
Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o jego wygląd, raczej o to, czym się mam z Wami dzielić.
Dopóki się to nie skrystalizuje albo spontanicznie nie wpadnie mi do głowy jakiś dobry pomysł, chyba zrobię sobie przerwę.
Taki mały urlop od blogowania.
Dobrze się składa, bo właśnie jutro wyjeżdżam na trochę dłużej niż tydzień.
Jadę bez zwierzaków, nabrać nowych wrażeń i spędzić czas w najmilszym towarzystwie, jakie mogę sobie w tej chwili wyobrazić. Mikael cieszy się tak samo, jak ja na czekające nas wspólne dni, w tym dwa weekendy. W tej sytuacji nawet blog będzie musiał poczekać!
Na gospodarstwie z domem, pieskiem, kotkiem i biurem zostawiam Mamę, może i Córcia wpadnie. Mam nadzieję, że da sobie radę. Tym bardziej, że do odśnieżania zawsze też mogę liczyć na pana Wiesława.
Przyszło mi też jeszcze coś do głowy. Zostawiam Wam kilka z moich ostatnich zdjęć, bo coś słyszę, że mnie na fejsach co poniektórzy nie rozpoznają. Wystarczy, że człowiek szminkę weźmie mocniejszą i już nierozpoznawalny... no sama nie wiem. :)
A to efekt mojej pierwszej w życiu tzw. "sesji kibelkowej" :).
No co, każda celebrytka taką ma, a u mnie nie liczył się kibelek, bo bywałam w przybytkach znacznie wyższej klasy, tylko to, co w tej instytucji załatwiłam! To był w każdym razie dla mnie the big day!
Co chyba nieco widać na zdjęciach.

sobota, 18 stycznia 2014

Pieczone ziemniaki, kiedy deszcz taki

Wczoraj nie miałam ochoty robić nic do jedzenia. To był dla mnie ciężki dzień, a właściwie trudny cały tydzień. Na podsumowanie tylko powiem, że wszystkie ważne sprawy na styczeń ZAMKNĘŁAM z powodzeniem!
Ale co robić, gdy człowiek głodny, a jeść coś trzeba.
A w lodówce tylko trochę ziemniaków....
Przypomniało mi się, jak ostatnio Mikael zrobił dla nas w święta pieczone ziemniaczki do pieczeni.
Tym razem miałam trochę mięsa z rosołu.
Mogłam oczywiście zjeść je jak zwykle z ryżem, ale tak mi po głowie chodziły te ziemniaczki, takie z chrupiącą skórką, brązowiutkie, smakowite, pyszne!
Dopytałam więc Mikaela o receptę i wzięłam się do pracy.

Podzielę się z Wami tym prostym przepisem, bo myślę, że to dobre uzupełnienie obiadu w wolny dzień, a czasem wręcz może być samodzielna potrawa.

Bardzo prosty przepis na pieczone ziemniaczki
Bierzemy ziemniaki, około kilograma - zależy na ile osób, ale muszą się zmieścić na odpowiedniej patelni, więc jeśli macie rodzinę czteroosobową, to trzeba też mieć wielką patelnię i dużo oleju.
Warto też użyć trochę przypraw, ale niekoniecznie, to moja wariacja.
No to zaczynamy.
- Ziemniaki obieramy, kroimy na mniejsze części, ale nie za małe, takie w sam raz na jeden-dwa gryzy.
- Całość po pokrojeniu dwukrotnie dokładnie spłukujemy wodą. Płukanie jest ważne, inaczej wartości smakowe mogą nas rozczarować.
- Potem osuszamy ziemniaki na ściereczce.
- W międzyczasie wstawiamy patelnię na kuchenkę, podgrzewamy dość mocno.
- Na rozgrzaną patelnię wlewamy sporo oleju, ja używam słonecznikowego, pamiętając że wszystkie ziemniaki trzeba będzie zanurzyć w tym oleju przynajmniej w połowie.
Kiedy olej też już się mocno rozgrzeje, wsypujemy na patelnię surowe, pokrojone, przepłukane i osuszone ziemniaki. O tak!
Smażymy w dość głębokim oleju, przekładając dość często, żeby wszystkie nam się porządnie opiekły...

czwartek, 16 stycznia 2014

Śniegowa aura, czyli pierwsze odśnieżanie roku 2014

Kiedy rzadziej odpowiadam na Wasze komentarze, znaczy to najczęściej, że jestem mocno zajęta.
Tym razem też tak jest! Czyli pojawiła się cała gromada zleceń, z czego się bardzo cieszę.
Widać musiałam wcześniej załatwić trudne sprawy urzędowe, które zbliżają mnie niechybnie do rozstrzygnięcia problemu, zawadzającego mi w tym domu od wielu już lat.
W tym samym czasie rozwiązują się też pewne kwestie związane z zakończeniem osobistych spraw, które były dla mnie ważne przez ostatnią niemal dekadę.
Cieszę się, że pierwszą sprawę udało mi się z mojej strony zamknąć już dziś, a druga ma szansę zostać formalnie zamknięta być może już jutro, ale tutaj nie wszystko zależy ode mnie.
Chciałabym obie sprawy mieć jutro za sobą, bardzo potrzebny mi spokój.
Cieszę się też, że wczoraj spadło niezbyt dużo śniegu, 
bo odśnieżanie koło domu zajęło mi w sumie mniej niż dwie godziny. A zabrałam się za nie od razu jak tylko wróciłam do domu, bo z marznącym deszczem na śniegu mam już pewne doświadczenia i wolałam tego nie odkładać.

wtorek, 14 stycznia 2014

Praca i jej wpływ na ...

Jakoś leniwie się ten rok zaczyna, niby zawsze jest słabiej na początku, ale w tym roku to naprawdę ledwo-ledwo. Mam jeszcze na szczęście odłożoną poważną porcję pracy dla poważnej instytucji.

niedziela, 12 stycznia 2014

O tym, że dziś stale wieje, pada, ale nadal słońce świeci

Na dworze pada. Zwierzaki spały razem ze mną prawie do dziesiątej, z małą przerwą koteczki na zakąski przed 7 rano.
Każde wyjście na dwór jedno i drugie kwituje głośnym (miauczenie) w przypadku kotki i cichym (odwracanie wzroku z obrzydzeniem, trzy próby wyjścia, aż wreszcie nadeszła decyzja) sprzeciwem ze strony moich zwierzęcych towarzyszy życia.
Nic dziwnego.
Załączam zdjęcie, a raczej kolaż, który musiałam okrasić przynajmniej jednym zdjęciem kwiatu, żeby człowiekowi się w ogóle żyć chciało. :)
Wprawdzie to jeszcze nie koniec świata, ale w połączeniu z silnymi podmuchami wiatru to naprawdę niezbyt przyjemna aura. Mimo wszystko chętnie bym teraz wyszła na spacer, bo akurat trochę przestało padać. Ale nic to, co się odwlecze, to nie uciecze.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozwiany dzień i ukryty smok, czyli spis z natury 2014

Zastanawiałam się wczoraj i robiłam kilka podejść do napisania czegoś z sensem.
Ale słowa kompletnie nie chciały oddać tego, co chciałam powiedzieć. Za oknem od kilku dni szaleje potężne wiatrzysko, rozwalając moją i tak nie za dobrą ostatnio koncentrację do pracy i działań podstawowych, umożliwiających przeżycie w jako takim ładzie. Mam na myśli pranie, sprzątanie i zakupy. Jakimś cudem udało mi się wczoraj kupić coś do garnka, ale już na zrobienie obiadu sił mi nie wystarczyło. A ta pogoda rozwaliła mnie dokumentnie i pozbawiła resztki mobilizacji do pracy.
A że nie lubię siebie w takim stanie, wolałam przemilczeć.
Dziś zaczęłam dzień mocnym akcentem - wstawiłam pranie!
Schodząc do pralni zauważyłam (nie pierwszy raz zresztą) pełno kurzu i kłaków na schodach na dół, tak więc wzięłam sobie miotełkę w dłoń i przemiotłam teren. Też od razu lżej jakoś i przyjemniej się zrobiło. Lubię woń rozwieszonego prania, a przede wszystkim nie przepadam za górami niewypranych rzeczy. Tak więc to robię zawsze z radością, podobnie jak rozwieszanie. Ze zdejmowaniem prania idzie mi trochę gorzej.
Uważniejsi z Was oczywiście pamiętają, że obiecałam Wam opis ostatnich drobnych działań remontowych, ale sił wystarczyło mi wczoraj tylko na zebranie niektórych zdjęć, ale już na sam opis zupełnie nie. A chciałam Wam koniecznie opisać, przed i po. No trudno, temat poczeka na lepszy moment do czasu, aż przygotuję jeszcze parę zdjęć.
No dobrze, na koniec, dla cierpliwych i dopytujących się ostatnio - mały outing.

środa, 8 stycznia 2014

Czego ostatnio słucham najchętniej

W ostatnich komentarzach padło pytanie, czego słucham.
Zanim opowiem, pokażę Wam jakie malownicze są teraz u mnie widoki w pobliskim parku, gdzie chodzimy na spacery.

wtorek, 7 stycznia 2014

W oparach muzyki, spleenu śródzimowego i produktywnej działalności

Odnawiam kontakt z własnym wnętrzem, doznaję olśnień, których się po sobie nie spodziewałam.
Nie oglądam telewizji, nie interesuje mnie. Chyba, że jakieś wiadomości, ale i to z włączonymi filtrami i tylko to, co muszę.
Słucham dużo muzyki - niemal na okrągło. Inaczej, niż dotychczas, chociaż w tle też sobie czasem cichutko szemrze.
Wreszcie wracam do tego, czego od lat słuchać chciałam, ale jakoś mi nie bardzo było po drodze albo KOMUŚ to ciągle przeszkadzało. Okazuje się jednak, że bariery były głównie w mojej głowie.
Po ich szybkim zdemontowaniu mam o wiele więcej energii na wszystko. Może nawet uda mi się na dniach rozebrać choinkę... a jak nie to potem zaraz znów święta, a od kwietnia zaraz lato, a potem to już jakoś zleci i nie trzeba będzie znów jej ubierać! :)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Nocne spacery po Warszawie

Końcówka roku i początki nowego były okazją do wielu spacerów, w tym po nadal świątecznie oświetlonym mieście.
Tak na przykład wyglądał Grób Nieznanego Żołnierza.
Poprzez Plac Piłsudskiego pociągnięto długą świetlistą linię, która zdaje się podkreślać wyjątkowość tego miejsca.