Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

środa, 26 lutego 2014

Mięśnie nadal cierpią, ale wołają o jeszcze

Kiedy trzy dni temu po długiej przerwie zaczęłam znów ćwiczyć, odczucia pierwszego dnia były wyłącznie przyjemne i pozytywne. Endorfiny i inne przyjemne żyjątka wypełniły mój mózg i dodały ciału elastyczności. Wczoraj rano było już nieco inaczej. Poczułam każdy mięsień, który został użyty poprzedniego dnia. No jasne, jak typowy neofita zaczęłam od przesady i trochę przeorałam mięśnie i teraz mam zakwasy. Ale niczego nie żałuję.
Wczoraj i dziś rano zrobiłam sobie nieco łatwiejszą sesję ćwiczeń pilates.
Rozruszałam się, ale też dałam trochę wytchnienia wymęczonemu ciału.
*
Mimo zbolałych mięśni jednak poczułam w ciele to, czego od dawna pragnęłam: moc i chęć pokonywania kolejnych własnych słabości. Na szczęście moja wola walki nie podlega zakwasom. :)
Przy takiej pogodzie, jaka od paru dni przez większość czasu panuje za oknem, człowiek zdrowy i zadowolony ze swojego ciała czuje się jak młody bóg.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Endorfiny i dobre samopoczucie wystąp

No i nareszcie nadejszła wiekopomna chwila, w której mogę powiedzieć, że opuściły mnie (w 99%) bóle mojej nieszczęsnej kończyny lewej dolnej! Trwało to okrągłe pół roku i niestety nie odpuszczało bardzo długo.
Dopiero od paru dni tak naprawdę mogę powiedzieć, że nie boli już nic.
Oczywiście nie przeszło ot tak sobie. Chodziłam na rehabilitację, do wspaniałego pana Wojtka, ćwiczyłam też trochę w domu, łaziłam na długie spacery, aż wreszcie pewnego dnia poczułam, że znów lubię jeździć moim autkiem. Tak, moje niedomaganie odebrało mi nawet frajdę z jazdy samochodem. Kiedy już znów poczułam radość z jazdy, od razu oddałam też autko do naprawy, jakieś drobiazgi trzeba mu poprawić, wpiąć klips, co się rozpiął itepe. I dodatkowo zamówiłam mycie - syn mojego znajomego mechanika doczyści mi więc autko na wiosnę :).

wtorek, 18 lutego 2014

Wielkie porządki, czyli czuję wiosnę

Są takie chwile, że wszystkie decyzje przychodzą nam łatwo, niczym wciągnięcie świeżego haustu powietrza. Innym razem nie potrafimy podjąć decyzji nawet o starciu kurzu z monitora, "bo tak ładnie rozprasza światło w słońcu".
Wielkie porządki zaczęłam od rewolucji w telefonie. Wyrzuciłam bezpowrotnie z mojego telefonu komórkowego ponad 300 numerów. Było ponad 700, zbieranych przez lata i zapisywanych konsekwentnie na każdej kolejnej karcie SIM. Zostało tam teraz niewiele ponad 300 i wszystkie potrafię przyporządkować do osób lub firm. Reszta została usunięta bez żalu i przemyśleń. W większości przypadków w ogóle nie pamiętałam, do kogo należał skasowany numer.
W innych - osoby te nie kontaktowały się ze mną co najmniej przez ostatnie 4-5 a nawet więcej lat. Zadałam sobie pytanie: po co trzymać numer kogoś, kto dawno o mnie zapomniał?
Nie widzę sensu. Po przeprowadzeniu tej dość pracochłonnej operacji doznałam wyzwalającego poczucia wolności.
Jak dobrze! Nareszcie! :)))
Porządki obejmują powoli także rzeczywistość niewirtualną. 

sobota, 8 lutego 2014

Chyba wystarczy, przynajmniej na ten moment

Pisanie na blogu przez ostatnie ponad pięć lat (bo tyle chyba będzie od lutego 2009?) od początku miało być tylko takim krótkim przerywnikiem w codziennych obowiązkach.
Czasem blog był miejsce na wyżalenie się, na zebranie myśli, podzielenie się swoim oburzeniem i przemyśleniami. Z czasem coraz więcej spraw poukładałam, dom w zasadzie wyremontowany (chociaż wiadomo, że w tej kwestii zawsze każdy dom można jeszcze w jakiś sposób poprawić).
Bezpośrednio było tak, że zaczęłam pisać, bo padał śnieg, a ja byłam skazana na samodzielne odśnieżanie całego tego białego badziewia sprzed domu i sprzed garażu, żeby w ogóle wyjechać z domu.
Było piekielnie trudno, często walka ze śniegiem była pracą ponad moje siły, a wtedy jeszcze naprawdę nie bardzo mogłam sobie pozwolić na wynajęcie kogoś do pomocy w takich ciężkich pracach fizycznych.
Ostatnio już tak nie walczę już tak.
Co miałam zrobić w związku z tym domem, w większości już zrobiłam.
A co chciałam zrobić na blogu, tego też już raczej w większości dokonałam.
Kilku osobom udało mi się przekazać moją radość życia, z kilkoma korespondencyjnie zawiązała się bliższa znajomość.
Jednak im dalej w las, tym więcej drzew.
Ostatnio nie ma we mnie potrzeby dyskusji na drażniące tematy, nie czuję presji, żeby kogoś ganić, ani specjalnie nie czuję potrzeby, żeby się czymś chwalić, nawet jeśli mam czym.
Często też nie mam na tyle siły lub czasu, żeby dostatecznie często zaglądać na zaprzyjaźnione blogi.
Chciałam sobie ostatnio przemyśleć, co dalej robić z tym blogiem.
Miałam nadzieję, że sprawa wykrystalizuje mi się podczas wyjazdu.
Ale tak się złożyło, że wykrystalizowało się w międzyczasie o wiele więcej ważniejszych dla mnie, życiowych spraw. I to nimi teraz się zajmuję, a w zasadzie jestem w pełni pochłonięta.
Oznacza to, co oczywiste, zaniedbywanie tego miejsca.
A nie lubię miejsc zaniedbanych, dostatecznie drażni mnie już mój stary blog na Onecie, kto wie, czy jeszcze nie skasowany. Krótko mówiąc, jak pisać bloga, to pisać, a nie olewać, jak na załączonym obrazku.
W tej chwili jestem co do tego w kropce.

piątek, 7 lutego 2014

Etapy życiowe i rozstrzygnięcia

Dziś zakończyłam pewien ważny etap w życiu.
Formalnie zakończyła się sprawa, która ciągnęła się za mną przez ostatnie ponad 10 lat.
Pozostało jeszcze może troszkę formalności, ale można powiedzieć, że urzędowo już wszystko jest zapięte na ostatni guzik. W każdym razie moja radość jest wielka!
Lubię wiedzieć, że mam widoki na przyszłość.

środa, 5 lutego 2014