Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

wtorek, 27 maja 2014

Popołudniowa drzemka, czyli dlaczego przed położeniem najpierw należy wszystko sprzątnąć

Kiedy po kilku godzinach pracy odpadłam od komputera, wiedziałam, że na dziś, a przynajmniej na ten moment to koniec pracy. Obwieściły mi o tym moje majaki nad dokumentem, który właśnie tłumaczyłam... kiedy na ekranie zamiast tego, co trzeba pojawia się bowiem: świńdestwo śulbu, to człowiek wie, że czas się zdrzemnąć. Człowiek, to znaczy ja, ostatkiem sił dowlekł się do kanapy i wdzięcznie ułożył swoje ciało wzdłuż tejże. To znaczy ułożyłby, może przejdę na pierwszą osobę, będzie mi łatwiej, gdybym miała koc. Po ułożeniu kątem oka dostrzegłam koc, który oczywiście złośliwie spoczywał na fotelu zbyt daleko, żebym go mogła sięgnąć ręką i naciągnąć sobie na głowę i nic tylko spaaać... Popróbowałam nogą - udało mi się zrzucić ze stolika: dwa piloty, myszkę, pokrowiec od laptopa ... więcej do zrzucenia nie było. Natomiast koc nadal sobie wygodnie polegiwał na tym fotelu, najwyraźniej znudzony moimi jakże nieskutecznymi poczynaniami.
Nic to, rzekłam, wstanę jeszcze ten jeden raz i wezmę sobie koc, żeby zaciągnąć go sobie na głowę i zdrzemnąąąąąććććć sięęęęę.....aaaaaa
Jakimś cudem zwlekłam się z wersalki, czyli wstałam, wzięłam koc i wybierając jak najmniejszą liczbę ruchów padłam z powrotem na wersalkę, malowniczo zarzuconą poduszkami i poduchami.
Najpierw poduchy zaczęły mnie uwierać w bok, więc przesunęłam dalej, do nóg. Spadły, a niech tam. Potem dwie podłożyłam sobie pod głowę. Wreszcie zdjęłam wszystkie i położyłam na ziemi, a raczej na dywanie obok kanapy i wreszcie postanowiłam poooospaaaać, bo czas już był najwyższy, a zmęczenie zamykało mi oczy.
Po chwili zadzwoniła mama, która miała coś dla mnie złożyć w urzędzie. Wrrrr, no ale ja muszę spaaaaćććć....

sobota, 24 maja 2014

Dziś mam gadane czyli pisane

Witajcie po parodniowej przerwie. Na początek przywitam się kwiatkiem, w podzięce za wszystkie wczorajsze życzenia imieninowe dla mnie :).
Było mi niesamowicie miło, że tyle osób pamiętało o moich imieninach, skoro ja sama nawet ledwo co pamiętałam w nawale spraw! Dziękuję serdecznie! I zapraszam na kawusię :) Z ciastem ma się rozumieć.


poniedziałek, 19 maja 2014

No to sobie pojadłam, teraz czas się wziąć za formę

Tego ciasta, co je spaliłam w ostatnim poście, oczywiście sobie nie pożałowałam.
Ale kto by się dziwił, było przepyszne, odstawiłam nawet częściowo inne posiłki, żeby sobie móc zjeść. Tak wiem, to niezdrowe. Życie czasem jest niezdrowe. Ważne, żeby potem wyciągnąć z tego wnioski i postarać się odwrócić efekty grzeszków kulinarnych. :) I wrócić do źródeł, czyli do zdrowego odżywiania.


sobota, 17 maja 2014

Jak dobrze nie być blogerką kulinarną

Całe szczęście nie prowadzę bloga kulinarnego, bo dzisiejszy dzień byłby raczej trudnym doświadczeniem. I pewnie zamiast robić teraz spokojnie zlecenie (jak zwykle praca w weekend, ale ostatnio cieszy nawet taka), dyrdałabym teraz do sklepu po brakujące składniki.
Ale zacznę od początku.
Wczoraj byłam na wspaniałym spotkaniu z Przyjaciółką, która przyjechała dosłownie na dwa dni z Tokio, gdzie teraz pracuje. Takiej atrakcji, jak spotkanie z nią i jej przyjaciółmi nie mogłam przegapić!
Przy okazji okazało się, że dzięki niej poznałam bardzo przyjemne nowe miejsce w Warszawie, które od teraz będę polecać.
Spora gromadka się nas zebrała - 25 osób! Ale każdy chciał dowiedzieć się czegoś o Japonii, nie mówiąc o zobaczeniu się z bohaterką wieczoru, której większość z nas nie widziała przez 1,5 roku! Co ciekawe, nasza przyjaciółka przywiozła nam do posmakowania japońskich przysmaków, które przywiozła ze sobą.

czwartek, 15 maja 2014

Znudziła mi się technika, za to coraz bardziej lubię sport

Pamiętacie, jak w zeszłym roku zachwalałam różne nowinki techniczne, które ułatwiały mi wtedy treningi? Wtedy stosowałam aplikację Endomondo, jak tylko wychodziłam na spacer, a już koniecznie przed każdym treningiem, jazdą na rowerze czy spacerem.
 

sobota, 10 maja 2014

Witaj Szczęście z powrotem

Na szczęście wszystko kiedyś się kończy, czarne serie też. Mam wrażenie, że Wasze zaklęcia i moje działania pomogły, bo wszystko zaczyna się prostować.
Okazało się, że wokół mnie jest pełno życzliwych ludzi, którzy w tych trudnych momentach wspierali mnie, jak mogli i dzięki temu łatwiej było wrócić do stanu normalnego, czyli zadowolenia i spokoju.
Okazało się również, że kiedy skupiłam się na rzeczach pozytywnych, te mniej pozytywne zostały przesłonięte i już należą do przeszłości. Moje pozytywne myśli rozkwitają i uśmiecham się do siebie i do Was.

środa, 7 maja 2014

Mega czarna seria

1. Zaczęło się od upadku z roweru. Zdarza się. Top było dwa tygodnie temu. Ostatni dzień naszych dwóch tygodni spędzanych tym razem w Warszawie u mnie w domu. Ostatnia wycieczka rowerowa, żeby się trochę rozluźnić przed wieczornym wyjazdem. Musiałam bardzo ostro zahamować, a w każdym razie tak mi się wydawało, bo przede mną sunął ruchem chaotycznym pan o wysokim stężeniu promili we krwi. Na dzwonek kompletnie nie zareagował, a że było z górki wystraszyłam się nie na żarty, że zaparkuję tej zaćmionej ofierze nałogu w plecach lub co gorsza trochę niżej.
Pana promila nie najechałam, za to ostre hamowanie na zjeździe z górki (oczywiście to była ścieżka rowerowa) wyrzuciło mnie przez kierownicę do przodu i wylądowałam na główkę i lewą stronę ciała. Niestety nie jestem dumną posiadaczką kasku rowerowego, nad czym ubolewam, ale do tej pory jeździłam na tyle wolno i bezpiecznie, że to był właściwie mój pierwszy wypadek rowerowy, odkąd mam rower, a w każdym razie który sobie przypominam!

Zmiana statusu zawodowego, czyli idzie nowe

Co mi w życiu najlepiej wychodzi? Oprócz tłumaczeń oczywiście, których jednak ostatnio na rynku jest coraz mniej i coraz tańsze, albo pojawiają się tylko mało płatne zlecenia, z których nie da się normalnie godnie żyć.
Pytanie o moje zalety i umiejętności zadaję sobie ostatnio jakieś ...dzieści razy na dzień, pisząc kolejne listy motywacyjne i uzasadniając w nich moją przydatność na przeróżnych stanowiskach i w różnych zawodach.
Od wielu lat nie zastanawiałam się nad szukaniem pracy, bo lepiej lub gorzej, ale jednak utrzymywałam się głównie z tłumaczeń.
Ostatnio nie tylko rynek tłumaczeń spsiał, ale i ja postanowiłam zamienić moją wolnorynkowość na stałopracowość i pewną stabilizację zawodową. Długo myślałam, czy pisać o tym na tym etapie, kiedy jeszcze nic nie mam w ręku, kiedy nic nie wiadomo. Czy dzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat. Ale właściwie czemu nie. To teraz dla mnie najważniejsze, więc albo znów bym milczała, albo pisała o kwiatkach i zwierzakach...
Wybrałam jawnosc i pieriestrojkę, co nie znaczy, że napiszę o wszystkim.