Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

sobota, 27 września 2014

Zmiana trasy z pracy do domu, IKEAlandia

Już trzy tygodnie jeżdżę do pracy codziennie przez centrum. Już się nawet przyzwyczaiłam, rano nawet nie jest tak źle. Korek przy podjeździe na most, potem jazda trzydzieści na godzinę z przystankami przez most, potem jakoś się to powoli posuwa, żeby znów zwolnić przy Pomniku Lotnika, bo wiadomo, wszyscy Warszawiacy muszą zwolnić przy drodze prowadzącej wprost na lotnisko Chopina. Ale w tamtą stronę jakoś to idzie. Gorzej wygląda droga powrotna. Korek zaczyna się praktycznie prosto przed oknami. Przebudowują tamtejszą trasę i zanim stamtąd wyjadę, od razu muszę zaliczyć jakieś 15 minut stania.

Kiedy wczoraj wyszłam z pracy i wsiadłam do samochodu, przeszła mi ochota wracania znowu tą samą trasą przez centrum miasta. Niedaleko jest wyjazd na obwodnicę Warszawy. Droga wprawdzie trochę dłuższa, ale w korku nie stałam prawie wcale, myślę, że nawet mniej paliwa spaliłam, bo dla spalania najgorsze jest właśnie powolne stanie w korku i ciągłe zatrzymywanie samochodu i ponowne ruszanie.
Jedynka, dwójka, dławienie silnika, hamulec i znowu jedynka, dwójka ....
Nigdzie dzisiaj mi się nie spieszyło, pomyślałam więc, że to dobry moment, żeby wypróbować inną trasę, niż zwykle. I tak obwodnicą trafiłam na moją Pragę. A tam do tamtejszego centrum handlowego.
Zdjęcia robiłam komórką, ale było fajne światło, więc uznałam, że i tak wyjdą ładnie.
Piątkowe popołudnie w Centrum handlowym to gwarancja tłumów, ale i luzu charakterystycznego dla końca tygodnia.
Mój wybór padł na sklep IKEA

niedziela, 21 września 2014

Weekendowy relaks domowy

Czy wyobrażacie sobie, że można ciągle pracować i w ogóle nie odpoczywać? Mimo całego zamiłowania do pracy za niesamowicie ważne uważam chwile od niej wolne.
U każdego czas wolny wygląda inaczej. Nie ma reguły, jeśli chodzi o wypoczynek. Dla jednego będzie to cały dzień przeleżany na kanapie przed telewizorem, ktoś inny żeby odpocząć będzie musiał wyjechać do pustki i w głuszę, żeby się zrelaksować, a jeszcze ktoś lubi się rozerwać w klubie, czy na grillu ze znajomymi. Są też nie tak proste, bardziej wyrafinowane rodzaje relaksu.
Niektórzy, żeby zachować pogodę ducha przez cały dzień, muszą zacząć dzień od serii ćwiczeń lub innej formy ruchu, jak bieganie, siłownia czy pływanie.
Wczoraj wprawdzie już nie dałam rady zrobić nic oprócz zrobienia zakupów na rowerku, ale dziś pierwszą rzeczą po umyciu zębów i dokonaniu podstawowych zabiegów higienicznych było przebranie się w strój sportowy i włączenie sobie mojego bieżącego programu z ćwiczeniami.
Dopiero po nim zrobiłam kawę i usiadłam pogadać przez telefon z przyjaciółką, która do mnie zadzwoniła.
Potem niespecjalnie się spiesząc, leniwie odkurzyłam salon, szczególnie dokładnie dywan, oczyściłam piecyk z niedawno pozostawionych w nim resztek popiołu (tak przy okazji: papier pozostawia tego popiołu strasznie dużo). Potem drugie śniadanie. W międzyczasie wstawię jeszcze jedno pranie, o ile będę miała chęć.
A teraz siedzę sobie i właśnie zaraz mam zamiar poczytać wreszcie długo odkładaną książkę.
Chcę skończyć tę po lewej, autorki Nory Roberts, pod tytułem "Tödliche Liebe", trzymający w napięciu kryminał a właściwie opowieść o stalkerze, rozgrywająca się w redakcji jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych, której ofiarą pada jedna z redaktorek wiadomości, która następnie zaczyna prowadzić własne talk show.
Książka jest bardzo wciągająca, ale ostatnio padam wieczorami, nie będąc w stanie przeczytać choćby kolejnych 10 stron.

sobota, 20 września 2014

Praca moje hobby

Była kiedyś taka książka, znana na rynku wydawniczym co najmniej od 20-30 lat: Działka moje hobby. Całkiem fajna pozycja dla działkowców, po opanowaniu podstawowych informacji z tej książki można było stworzyć perfekcyjny mały lub nieco większy ogródek.
Ostatnio widzę, że moim hobby jest moja praca.
Właściwie każda, za którą od lat się brałam.
Potrafię zanudzić moich bliskich i przyjaciół opowiadaniem o tym, co się w tej pracy dzieje.
Myślę o tym, jak podejść do niej najlepiej, jak poprawić jakoś, zwiększyć wydajność i pójść dalej.

środa, 10 września 2014

Dlaczego tak tu cicho?

Wybaczcie, że zniknęłam z horyzontu na tak długo.
Powodów było sporo i były ważne i nie chodzi tylko o ten ostatni cudowny weekend, który spędziliśmy tym razem u mnie z moim mężczyzną.
Cóż: sporo się zmieniło.
Podsumowując: zyskałam w ostatnich dniach jednego najważniejszego teraz dla mnie Klienta, dla którego teraz pracuję przez osiem godzin dziennie i pięć dni w tygodniu. No chyba, że mam zlecenie od innego ważnego klienta, wtedy tutaj się zwalniam.
Musiałam się przestawić na wstawanie o świcie, dojazdy i późne powroty w korkach.
I pracę na dwa etaty. bo po powrocie czekają na mnie moje zwykłe zlecenia. A tłumaczenia nagle się wysypały jak grzyby po deszczu. Ale to norma. Podobnie jak za mundurem panny sznurem, tak samo za zleceniem sto zleceń.
To tyle o pracy.
Podoba mi się otoczenie mojej firmy, mieści się w budynku z pięknym patio z ślicznie urządzonym ogrodem. Ciągle ktoś o ten ogród dba, przycina krzaczki, widać na stałe dobrą rękę ogrodnika.

wtorek, 2 września 2014

Odtrutka od nadmiaru wrażeń, czyli witaminy prosto z krzaczka

Jest czas na pracę i jest czas na odpoczynek i przyjemności. U mnie ostatnio priorytet ma ta pierwsza. Nie wiem, jak długo, ale mam nadzieję, że uda mi się podjąć szereg wyzwań, które pojawiły się jak na wezwanie, chociaż z pewnym opóźnieniem. A może czekały, aż będę gotowa. Dają mi one też szansę na spełnienie innych dalekosiężnych planów, częściowo wiecie jakich.

Nadmiar wrażeń, który ostatnio stał się moim udziałem, skutkuje nadmiarem pomysłów w stężeniu na sekundę, nie pozwalającym zmrużyć oczu nawet, kiedy robię się bardzo śpiąca, nie mówiąc już o zasłużonym odpoczynku po dniu pracy. Tym bardziej, że ostatnio dzień pracy trwa praktycznie przez wszystkie godziny czuwania. Potem jest tylko sen. Nawet książka nie pomaga oderwać myśli od tysiąca spraw na minutę.

Pisanie w tych warunkach byłoby niczym migotanie chwilowymi nastrojami czy przemyśleniami.
Tym bardziej, że jeszcze dziś mam do wykonania szereg typowych i nietypowych prac.
I potrzebuję do tego energii, która niestety z każdą kolejną godziną i załatwioną sprawą topnieje bezpowrotnie...
Moje kolejne godziny upływają mi na planowaniu i odhaczaniu poszczególnych punktów wykonanych według tego planu.
A chwilowo potrzebny mi po prostu kompletny reset. Najwcześniej mogę się jednak zresetować dopiero od soboty rano. Widząc tę moją mizerię egzystencjalną i całkowity brak czasu nawet na zwykłe codzienne sprawy mama wspiera mnie produktami z działki, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna.
Wszystkie pyszności, także zioła, cukinie, selery i inne, przywozi mi prosto z działki - albo sama wyhodowała, albo dostała od tamtejszych znajomych. Takich jeżyn nie widziałam jeszcze u nikogo. Chociaż mam też szczęście, bo mieszkająca niedaleko ode mnie Przyjaciółka oferuje mi ostatnio z kolei swoje maliny. Czyli - znów ktoś o mnie dba, ale fajnie!