Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

niedziela, 26 października 2014

Jeden dzień w Gdańsku

Od zawsze uważałam, że dobrze jest raz na jakiś czas zmienić klimat.
Oczywiście nie jest łatwo wyrwać się na co dzień z roboty i jechać sobie gdzieś w Polskę ot tak.
Kiedy jednak czasem pojawi się taka możliwość, zawsze staram się dać ponieść przygodzie.
Tak było i tym razem. W ubiegłym tygodniu spadło na mnie zlecenie w Gdańsku i tam też wybrałam się w długą podróż.
Tym dłuższą, że zapomniałam nawigacji... A tak się TUTAJ cieszyłam, że mnie będzie nieść i prowadzić...
Wyjazd z Warszawy wieczorną porą bez aktualnej nawigacji okazał się nadzwyczaj trudny. A ona leżała sobie spokojnie i ładowała się przy komputerze...
Wprawdzie wypadłam od razu na dobry wyjazd na autostradę, ale jakoś takie nielogiczne wydało mi się, że na Gdańsk mam jechać w kierunku Poznań - Łódź.
Nikt z moich znajomych ani rodziny nie był przy komputerze, a na zjeździe z autostrady nie było gdzie się zatrzymać i zapytać...
A tymczasem nawigacja w komórce prowadziła mnie dobrze, w każdym razie do czasu.
Wreszcie złapałam pod telefonem moją przyjaciółkę i ona potwierdziła mi, że faktycznie, żeby wydostać się na autostradę A2, trzeba najpierw wyjechać z miasta w kierunku na południowy zachód, czyli właśnie na Poznań-Łódź. Tak wyglądał mój początek dnia, bo wyjechałam rano normalnie do pracy, a na zlecenie kolejnego dnia jechałam tuż po 17-tej, czyli po 8 godzinach pracy.

wtorek, 21 października 2014

Deszczowy poranek

Kiedy dziś po porannym spacerze wróciła do domu kicia, zjadła i po jakimś czasie zniknęła mi z horyzontu.
Nie szukałam jej, bo szykuję się właśnie do wyjścia na tłumaczenie.
Po pewnym czasie poszłam do garderoby, czyli pokoju, w którym stoi moja szafa i przechowuję ręczniki. Części z ostatniego prania nie schowałam, co jak widać stworzyło doskonałe środowisko do spania. Kompletnie jej nie zauważyłam, tak się doskonale dopasowała w pustym miejscu...
 No ale nie ma co się dziwić przy takiej pogodzie, że się futerka nie chce moczyć...

niedziela, 19 października 2014

Nadmiar wrażeń zebrany dla porządku w punktach

Czasem życie składa się z trudniejszych spraw, których nie da się ominąć, tylko trzeba zacisnąć zęby i przez to przejść. Tak właśnie upływają mi ostatnie dni, a właściwie miesiące. Na szczęście w międzyczasie jest czasem choć trochę miejsca na rzeczy przyjemniejsze. Ale zacznę może od tych trudnych spraw.
Po pierwsze: Załatwianie ważnych spraw w urzędach
W ubiegłym tygodniu załatwiałam sprawy, które przez dłuższy czas czekały na dokończenie.
Przez dwa miesiące czekałam na ważne dokumenty, żeby je złożyć do Bardzo Ważnego Urzędu. Niestety mój inżynier się urlopował i nie miałam szczęścia zrobić tego wcześniej.
Teraz jeszcze poczekam na kontrolę, która oby zaakceptowała to wszystko i abym wreszcie mogłam powiedzieć: TO KONIEC. Kiedy tak się stanie, chyba kupię i wypiję prawdziwego szampana, albo uczczę to w inny, równie przyjemny dla mnie sposób!
Cała procedura kosztowało mnie mnóstwo nerwów wysiłku, dokumentów i przeprowadzenia oraz opłacenia szeregu opinii specjalistów, wiele lat walki z aparatem urzędowym oraz przeczytania załatwiania setek różnych dokumentów, dlatego mam nadzieję, że tym razem wreszcie uda się sprawę zakończyć.
Napiszę, jak będzie przyklepane. Tutaj symbol tej całej walki.

sobota, 18 października 2014

Jesień, jesień, jesień i zagadka czerwonych drzew

Jesienne pluchy, mgliste dnie i poranki, szarobure zachmurzone niebo.
Każdy promień słońca witany z wielką radością, podkreśla przepiękne barwy jesienni.
Wstrzymuję oddech, włączam piękną spokojną muzykę i oglądam zdjęcia, które udało mi się dziś zrobić podczas wycieczki rowerowej do pobliskiego parku krajobrazowego.

wtorek, 14 października 2014

Polska, białoczerwoni i wieczorna sjesta

Idzie ku lepszemu, przynajmniej w sporcie.
Od kilku dni to już nie brzmi jak bajka, a zaczyna należeć do naszej codzienności:
Wynik meczu Polska-Niemcy: 2:0.
Wynik meczu Polska-Szkocja 2:2.
Dodam, ze chodzi o piłkę nożną, z której naprawdę od lat nie za bardzo mieliśmy się czym cieszyć.
Tak naprawdę nie jestem żadnym kibicem, sama wolę być aktywnym zawodnikiem, ale takie historyczne wydarzenia zasługują na uznanie, trzeba się z nich cieszyć i uhonorować.
Wreszcie nasz Stadion Narodowy urasta do miana ważnego miejsca w polskiej historii sportu.

A tymczasem w moim domu spokój, zwierzaki w domu, a ja za moment mogę odpocząć.
Póki co podgrzewam w domu, bo samo ogrzewanie gazowe nie wystarcza, żeby naprawdę osuszyć wilgoć od zimnych już październikowych nocy i rozgrzać ściany domu. Spaliłam więc trochę niepotrzebnie zalegających papierzysk, opakowań po jajkach, połamanych listewek z sofy i wreszcie opału do pieca. Temperatura w salonie zrobiła się zacna, nawet zwierzaki ją doceniły.

niedziela, 12 października 2014

Jak tu podsumować 14 dni, spróbuję

Kiedy w życiu realnym dzieje się naprawdę dużo, trudno jest znaleźć spokój i czas, żeby napisać post o tym wszystkim lub chociaż o części tego, co się przeżywa. A kiedy jeszcze po długiej rozłące spędza się czas z osobą ukochaną, chce się robić wszystko razem. Wiadomo, że świat zewnętrzny jest wtedy na drugim miejscu. W ten właśnie sposób upływał nam czas od zeszłego czwartku do dziś rana. Wiadomo, że świat bez nas jakoś przeżyje, od pracy bierzemy urlop, ale bez wpisów blog zamiera. Nie zawsze teraz będę miała czas, żeby pisać tyle, co poprzednio.
Będę pisać najwyżej krócej, będzie więcej zdjęć, będzie może kilka słów, ale chcę dalej być tu z Wami. Remont się skończył, a od początku września zaczęłam pracę, która pochłania mi razem z tłumaczeniami niemal w całości mój czas. Jeśli dodać do tego podstawowe sprzątanie, szykowanie się codziennie do pracy, mycie, pranie i ogarnięcie domu, nie mam czasu kompletnie na nic, co lubię.
Ale potrzebuję pisania, bloga, moich zdjęć o oderwania myśli od obowiązków na co dzień.
Dlatego już dość gadania na dziś.
Czas na wpis.
Na pewno i Wy mieliście w ten ostatni weekend piękną pogodę, chyba ostatnie tak piękne jesienne słońce tego roku. Podczas jazdy na rowerach podziwialiśmy cudowności, które jesień namalowała na okolicznych liściach.

środa, 8 października 2014

Rok temu o tej porze był remont

Kiedy czasem mamy poczucie, że ciągle stoimy w tym samym miejscu, albo nie doszliśmy jeszcze na naszej drodze do miejsca, które sobie wybraliśmy, warto zerknąć do własnej historii. Miałam takie poczucie zawieszenia przez ostatni czas, pewnie w wyniku przepracowania.
U mnie wgląd w historię jest to o tyle łatwiejszy, że robię na co dzień mnóstwo zdjęć. Potem mój komputer automatycznie je segreguje w porządku chronologicznym a ja mogę sobie oglądając wspominać, znając dokładną datę tych wspominek.
Zerkając na zdjęcia sprzed dokładnie roku, przypomniałam sobie, że wtedy właśnie (z 30.09. na 01.10.2013) instalowałam w domu piecyk. Kolejnym punktem programu było wyrównanie i malowanie ścian w salonie, czy pokoju dziennym, jak mówią niektórzy.
To właśnie wtedy po latach wreszcie mogłam przestawić telewizor na ścianę naprzeciwległą do sofy, bo udało się przedtem poprowadzić kable rtv w ścianie i wyprowadzić je na odpowiedniej wysokości pokoju. Ale droga do tego porządku, jaki mam dziś, była wyboista i usłana na pewno nie różami, tylko raczej gównami - jak nie ze strony wykonawców, to urzędów.
Jak dobrze, że mam to za sobą.
A to parę wspominkowych zdjęć. Tymczasowy punkt dowodzenia na pięterku:
A tymczasem w salonie: etap gruntowania ścian po wyrównaniu ścian, ale przed ich malowaniem w salonie.