Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

piątek, 28 listopada 2014

Listopadowy chmurny dzień a jednak ze słońcem w klapie

Właściwie to dziś od rana chodzę trochę jak na haju, nie wiem od czego, myśli rozproszone do niemożliwości, wzrok błędny, suknia plugawa, no dobrze, dżins na przemian z dresem i bluza w stanie czystym. Za oknem szaroburo, taki sobie listopadowy dzień, w którym właściwie każda rzecz wygląda nieciekawie i mało interesująco.
Byłam już poważnie gotowa napisać strasznie smutnego o tym, jak to mi ciężko ze wszystkim, ile mam spraw na głowie i że się martwię, dlaczego jeszcze nadal nie mam konkretnego ułożonego planu na wyjazd, ani nawet pomysłów na prezenty dla Niego i Jego rodziny, z którą w tym roku spędzę święta Bożego Narodzenia. Ale nie boję się. Jestem dorosła, oni też. Spotkałam ich raz i było bardzo sympatycznie, więc będzie i tym razem, a może nawet lepiej.
Mogłabym pomarudzić nawet na to, że jeszcze nie mam zmienionych opon na zimowe, ale już na jutro po południu mam termin w warsztacie.
Mogłabym ponarzekać, że na zdjęciach ostatnio za mało mnie i nie mam ich zbyt wielu, ale moi kochani najbliżsi bardzo się starają. A że wychodzę na zdjęciu niczym kobieta bez twarzy, to przecież już wypadek przy pracy w niczym nie umniejszający ich zdolności! :)
Zdjęcie autorstwa mojej córci, zrobione ostatnio na mojej wsi.
Tytuł roboczy "Kobieta bez twarzy".
Gdybym chciała, oczywiście dałoby się znaleźć powód do narzekania.

czwartek, 27 listopada 2014

Kocie i psie zasypianie

Od dawna planowałam, że kupię Kici takie łóżeczko, i jak widać pomysł zaskoczył.
Kiedy je wstawiłam do pokoju obok pieskowego materaca, nastąpiło najpierw tłumne obwąchiwanie przez piesia i koteczkę wspólnie. Potem koteczka obwąchiwała dalej już sama... Wstawiła łapki, a nosek pracował, oj pracował.
Wyszła jeszcze na chwilę na dwór, a kiedy wróciła, zjadła i wybiegała się, podeszła do swojego zwykłego miejsca na sofie, w którym zasypia wieczorami przy mnie, kiedy oglądam telewizję.
No to ja szybciutko położyłam w tym miejscu to jej nowe łóżeczko. Nie wiedziałam, jaka będzie reakcja, ale była wielka radość, jeszcze raz obwąchiwanie, potem gryzienie i drapanie ze wszystkich stron, takie radosne wgryzanie się w nowe miejsce. Po czym zawinęła się w nowym koszyczku pięknie w kłębuszek, umyła się ...

poniedziałek, 24 listopada 2014

Wymarzony wolny weekend i pieskowe wyprawy

Od dłuższego czasu praca i inne obowiązki nie pozwalały mi się ani trochę polenić. Na szczęście wszystkie sprawy powoli się układają, praca też przypada głównie w tygodniu, dzięki czemu ten weekend mogliśmy spędzić razem w moim mieście.
Tym bardziej, że to mniej więcej nasza rocznica. Dokładnie w dzień rocznicy niestety pojawiły się inne zobowiązania i musieliśmy przełożyć świętowanie o tydzień.
Za to w tę sobotę rano nareszcie mogłam Go odebrać z dworca.
Radość z tego, że jesteśmy razem, że jest tak dobrze i wymiana prezentów oraz inne radości zajęły nam całą sobotę. Udało nam się jeszcze przejść na spacer po okolicy, ale po paru zarwanych nocach u niego i przepracowaniu u mnie dopiero w niedzielę udało nam się wyjść na dłużej.
Czas staramy się wykorzystać maksymalnie, co też nam się udaje.
Przy okazji zawsze lubimy coś zobaczyć czy gdzieś się przejść, przejechać i coś zobaczyć. Ostatnio spacerowaliśmy po Berlinie, ale i u mnie na miejscu też zawsze znajdzie się coś ciekawego do zobaczenia.
Czasem lubimy się nawet przejechać samochodem nocą po mieście...

piątek, 21 listopada 2014

Ręce i inne atuty kobiety

Każda z nas chce ładnie wyglądać, czy ma lat 6, czy 66+.
To jest fakt niezaprzeczalny i tak się składa, że braki w tym zakresie często prowadzą do niezadowolenia ze swojego życia w ogóle. Nie zagłębiając się w szczegóły, zauważyłam ostatnio, że zbyt długo skupiałam moją uwagę na wyglądzie domu, mebli i ścian, ale już niekoniecznie na moim własnym. Dobre geny pozwoliły mi jakoś mimo wszystko przetrwać ten trudny okres, ale niezaprzeczalnie trochę na tych wszystkich remontach ucierpiały zarówno moje wnętrze, pozbawione zbyt długo strawy duchowej, jak i wygląd zewnętrzny.

Co do tej pierwszej sfery czasem były książki, ale za mało, a teatr, koncert czy wystawa - o wiele rzadziej.
W drugiej sprawa wcale nie jest prostsza, bo im dłuższe zaniedbanie, tym trudniej potem wrócić na właściwe tory. Tym bardziej, że dla mnie dbanie o siebie nie zaczyna się od ciuchów, ale od zdrowego, zadbanego ciała.
Po długim obciążeniu, kiedy jedyną formą ruchu był rower od czasu do czasu, dopiero około rok temu wróciłam do ćwiczeń. Kontynuowałam je z różną intensywnością przez cały rok właśnie, ale ostanie pójście do pracy wyrzuciło mnie z powrotem na orbitę. Wracałam tak skonana, po 10 godzinach poza domem (z dojazdem, z zakupami często po 11-12), potem musiałam jeszcze dokończyć tłumaczenia pisemne, które klienci nierzadko odbierali w godz. 18-22.
Dopiero potem mogłam się odprężyć, a iść spać trzeba było szybko, bo pobudka była znów ok. 6 rano.
Jeśli ktoś w takich warunkach byłby w stanie zachować regularność ćwiczeń, stałby się moim idolem!
Na początki kilka razy udało mi się poćwiczyć rano, potem z czasem organizm nie wytrzymał.
Pewnie dlatego osłabił mi się organizm, zaczęłam chorować, i zaczęła zanikać wypracowana latem smuklejsza talia.
Nie mówiąc już o tym, że osłabiły mi się paznokcie, włosy i cera.
Trzeba było ruszyć się i zadbać o wszystko po kolei.
Rozpoczęłam kurację witaminową, a dbanie o siebie zaczęłam od paznokci, bo były w stanie najbardziej fatalnym.
Na szczęście sprawia mi to wszystko teraz frajdę.
Dla niedowiarków, że pasuje mi żółty lakier zamieszczę na początek zdjęcie z tymi żółtymi pazurkami. Gdyby nie przyglądać się im tak dokładnie, sprawiają moim zdaniem całkiem niezłe wrażenie. :)

środa, 19 listopada 2014

Nie zazdroszczę blogerkom modowym

Większość z nas podśmiewa się po cichu z blogerek modowych, chociaż po cichu korzysta z ich porad, a przynajmniej chciałaby albo wyglądać, albo chociaż mieć tyle inwencji, żeby się tak ciekawie i we własnym stylu ubierać. Ja jeszcze nie korzystam, ale poczekam, jak mi się stan konta zmieni na lepsze, to i modą z powrotem zacznę się interesować! No więc podśmiewajki sobie urządzacie, a nie macie pojęcia jakie to trudne dobrze sfotografować obiekt pod tytułem bloger - umalowany, ubrany, w ładnej scenerii, na odpowiednim tle i żeby było widać efekt tak zwanej stylizacji.

Próbowałam wczoraj i dziś "zabłysnąć" dzięki nowemu odważnemu lakierowi do paznokci.
Bo makijaż umiem i lubię robić, więc tu się nie ma co chwalić. Jak jako tako wyglądam, to zawsze mi się udaje :), a jak wyglądam jak śmierć na chorągwi z przemęczenia i mam wory pod oczami to i tak muszę się najpierw wyspać.
Tym elementem zabłyśnięcia miały być moje paznokcie.
Ubrana wczoraj na ciemny kolor uznałam, że najbardziej do niego będzie pasować pastelowo-żółty lakier dopiero co kupiony na jakieś takie właśnie jasne okazje w pobliskim sklepie.
A że moje paznokcie się poprawiły po tej odżywce, smarowaniu olejkami, kremami i w ogóle, to sobie położyłam najpierw lakier podkładowy, żeby nie było, a potem ten śliczny jak kogel mogel lakierek.
No i udałam się wczoraj na spotkanie, a dziś chciałam się udać na wyjście, czyli do pracy.
Pomalowałam i dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak to sfotografować.
Oczywiście ze świeżo nałożonym lakierem nie powinno się dotykać niczego, aż porządnie wyschnie.
Ale ja chciałam koniecznie pokazać te moje paznokcie.
Więc chwyciłam za aparat. 
Łups - jedna ryska, no dobra odprysk, bo lakier kładłam dopiero co i jak się puknie jednym paznokciem w drugi taki świeżo pomalowany, to ryska musi się pojawić.
Potem pociągnęłam po paznokciu paskiem od aparatu, rysa długa jak stopięćdziesiąt!
No dobra, jeszcze z pół metra nie widać.
Jadę dalej, spróbuję może pokazać je pod tym kątem.
No nieeeee, znów się dotknęłam.
A na zdjęciu banan wyszedł ostro, ale paznokcie już nie.
No żesz ty!

I po ptokach! A raczej po lakierze.

Bo najbardziej nie cierpię pomalowanych paznokci, z odpryśniętym lakierem albo z wyraźnymi jego ubytkami. Tylko porządnie położona warstwa lakieru ze zmytymi skórkami wokół paznokci (wiadomo, że jak się samej maluje, to łatwo jest pomalować i skórki), wygląda elegancko i cieszy oko. Takie obdrapane lakiery na paznokciach to według mnie szczyt bezguścia.
Inaczej nie ma wyjścia - trzeba zmyć!
Tak więc tuż po całej operacji, nawet po nałożeniu już lakieru na wierz, musiałam wszystko zmyć i teraz nałożyłam tylko jeszcze raz odżywkę.
A co, jeszcze nie minęły 3 tygodnie! A niech się błyszczą :)!

A tak wyglądały kolejne męczące próby...


 Kurczę, widać każdą ryskę i każde minimalne wgłębienie!
Wreszcie po zmyciu już tylko z odżywką!
Ufffff!



poniedziałek, 17 listopada 2014

Odżywam i odzyskuję energię

Ostatni dzień pracy. Zaraz potem pierwszy dzień wolności.
Spanie w sobotę prawie do dziewiątej rano, w niedzielę to samo.
O celebrowaniu pierwszego dnia wolności już Wam napisałam. 
Cudownie jest się czuć wolnym i niezależnym człowiekiem.
Ciągle nie mogę nacieszyć się tym stanem!
Tym razem mam ochotę podzielić się dalszymi przyjemnościami, które sobie sprawiam.
To zdjęcie powstało podczas naszego ostatniego weekendu w Berlinie, o którym obszernie pisałam Wam TUTAJ i TU.
Wspaniale jest nareszcie mieć czas na swoje sprawy, choćby i niełatwo go było znaleźć z powodu zapracowania.

piątek, 14 listopada 2014

Co by tu zrobić dla siebie

Oddycham dziś naprawdę z dużym zadowoleniem, bo mam za sobą pozytywne rozmowy.
Zbliżam się do zakończenia ważnych dla mnie spraw. 
Nieuchronnie oddalam się od mojego dotychczasowego życia i już od jakiegoś czasu powoli zaczynam zmieniać moje priorytety.
Od wielu lat wszystkie moje siły skupiałam się na wychowaniu córki, utrzymaniu i remontach domu.
Córce i domowi wyszło to na zdrowie, ale mnie kosztowało sporo wysiłku i wiele wiele pracy. 
Ukoronowaniem bywały takie chwile, jak ostatnio, kiedy udało mi się w domu wszystko pięknie posprzątać, a na dodatek mama znowu przystroiła mi stół w kolejny bukiet.
Opieka nad zwierzakami to też były nie tylko przyjemności, ale też ich leczenie i obowiązki.

wtorek, 11 listopada 2014

Moje Święto Niepodległości 2014

Święto Niepodległości 11 listopada w Warszawie to dzień, w którym Warszawa zamiera.
Miasto świętuje, ale nie do końca właściwie jest to święto dla miasta. Są pochody pokojowe.
Na przykład rano zawsze wyrusza pochód Prezydencki pod hasłem "Razem dla Niepodległej".
Ten marsz przeszedł ulicami Warszawy po raz trzeci.
Radosne, spokojne świętowanie, składanie kwiatów przy pomnikach, wspomnienia historii Polski i jej dojścia do niepodległości.
Z okazji święta narodowego zachował się też prezes PIS Jarosław Kaczyński złożył kwiaty pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego ale i pod pomnikami Romana Dmowskiego, Ignacego J. Paderewskiego i Stefana "Grota" Roweckiego. Wygłosił przemówienie. Obchody święta niepodległości jego partii były spokojne i podkreślam to nawet jeśli moja sympatia dla całego ugrupowania i jego przywódcy jest daleko poniżej wszelkich średnich.
Niestety Warszawa po raz kolejny stała się również areną walk ulicznych i aktów wandalizmu grup chuligańskich pod egidą "narodowców". Nie wiem, czy ci ludzie powinni w ogóle mieć prawo nosić takie miano, jeśli ich jedyną zasługą jest niszczenie dóbr narodowych, dzięki którym nam wszystkim żyje się wygodniej i spokojniej.
Dziś po raz pierwszy od dawna jechałam z centrum tramwajem i autobusem. Powód oczywisty: bałam się brać do centrum samochód, wiedząc, że powrót zablokowanymi ulicami może się okazać niemożliwy, w dodatku moje auto może zostać zniszczone przez przypadkowych wandali.
Podobno wczoraj z większości ulic, którymi miały przejść demonstracje służby miejskie odholowywały samochody. No cóż, lepiej zapłacić opłatę za parkowanie, niż stracić samochód.

I tak jak w ubiegłych latach, także i w roku 2014 moje miasto po raz kolejny zapłonęło, zapaliło się pochodniami, wypluło kostkę brukową i zostało zdemolowane przez grupy ludzi, którzy pod wodzą Artura Zawiszy, który oczywiście twierdzi, że to tylko marginalna grupa, mająca niewiele wspólnego z prawdziwym Marszem Niepodległości, zostało sterroryzowane i zniszczone.
Na Rondzie Waszyngtona zniszczenia są potężne, poleciała na policję kostka brukowa, zniszczone są znaki, na ataki chuligańskie Policja odpowiedziała atakiem z działek wodnych i z broni gładkolufowej.
W ubiegłym roku widziałam, jak zbierali się narodowcy, ale mogłam potem na spokojnie wrócić przez Wisłę do domu, bo narodowcy zostali w Centrum. W ubiegłym roku spalili tęczę, symbol Unii Europejskiej na Placu Zbawiciela (kor. dzięki Ulah!). W tym roku zniszczyli Rondo Waszyngtona, przez które jeżdżę do centrum przynajmniej raz na tydzień...
W tym roku przedpołudnie spędziłam w pracy.
Tłumaczyłam dla jednego z odznaczonych uczestników szacownej imprezy, która odbywała się na Zamku Królewskim. A było to uroczyste wręczenie nagród dorocznej Polskiej Nagrody Jakości i innych wręczanych z tej okazji nagród i odznaczeń.
Na koniec części oficjalnej odbył się koncert. Młodzi ludzie, uczniowie szkół muzycznych w Warszawie, wspaniale śpiewali pieśni narodowe i powstańcze.
Około półtora roku temu byłam tutaj na zaproszenie mojego Drogiego Kolegi Blogowicza, który niestety zawiesił swoją działalność, ale wielu z Was go pamięta. Mam na myśli Vermisa. Pozdrowienia Mój Drogi! :)

sobota, 8 listopada 2014

Pierwszy dzień wolności

Czasem trudno nam docenić to, co mamy, jeśli nie mamy porównania. Chyba, że jesteśmy bardzo mądrzy i nie potrzebujemy porównania, żeby cenić to, co mamy.
Ja miałam porównanie, ale nie do końca. Wiedziałam na pewno, że uwielbiam mój zawód i nikt nie wymyślił jeszcze dla mnie lepszego, Podjęłam jednak próbę i na skutek tego spędziłam ostatnie dwa miesiące w pracy.
Były plusy, jak na przykład ten, że mogłam od czasu do czasu wziąć dzień urlopu i ... popracować znów jako tłumacz ustny. W tym czasie zdarzyło się kilka bardzo ciekawych zleceń.
Ale praca po 10 godzinach (z dojazdem) poza domem nad tłumaczeniami pisemnymi i wykorzystywanie wolnych dni na kolejną pracę okazała się ponad moje siły.
Nie skarżę się zwykle, oszczędzam siły na rozwiązanie problemów.
W tym przypadku właściwym wyjściem okazało się już po dwóch miesiącach wypowiedzenie. Jego termin za obopólną zgodą został skrócony do tygodnia.
I tak oto wczoraj był ostatni dzień w mojej pracy, a jest dziś pierwszy dzień wolności.
Dawno nie czułam się tak dobrze mając cały dzień dla siebie bez perspektywy pójścia do pracy w poniedziałek.

wtorek, 4 listopada 2014

W Berlinie ciąg dalszy

W niedzielę pojechaliśmy na Prenzlauer Berg. czyli tam, gdzie kiedyś przebiegał mur Berliński, który dzielił to miasto pomiędzy dwa kraje: NRD i RFN.
Kierowaliśmy się w stronę największego jarmarku w tym mieście.
Już przy wejściu znalazło się miejsce dla kilku pięknie grających zespołów.
Nakręciłam też film, ciekawe, czy uda mi się wstawić tutaj... Nie udało się, plik za duży. To w takim razie jutro prześlę. A tu tylko skrót.
Za to później wpadłam na pomysł wstawienia filmu na Tou Tube i proszę bardzo, mogę go stamtąd udostępnić tutaj!

sobota, 1 listopada 2014

Weekend we dwoje w Berlinie

Znowu trzeba było trochę na to poczekać, ale tym razem postanowiliśmy się zobaczyć w połowie drogi. Połowa wypadła tym razem w Berlinie.
Dawno tu nie byłam, dlatego z przyjemnością wróciłam. Tym bardziej, że za każdym razem widzi się coś innego, zwraca uwagę na inne rzeczy, budynki, elementy architektury.
Pogoda była łaskawa tym razem, piękne słońce, przejrzyste powietrze, błękit nieba. Aż się prosiło o długi spacer i dużo, dużo zdjęć. Na pierwszy ogień poszedł Theater des Westens, gdzie znów grają musical "Mamma Mia". Wielokrotnie była tu moja Córcia, a i ja kiedyś byłam w poprzednim życiu na Tańcu Wampirów ("Tanz der Vampire").
Wyobraźcie sobie, że tu jest teraz 17 stopni Celsjusza!