Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

środa, 31 grudnia 2014

Szkolenie na temat pierogów

Wczoraj spotkałyśmy się z córcią przy okazji podwożenia tłumaczenia do klientki do centrum.
Nie widziałyśmy się w święta, bo ja byłam wyjechana, ale miło było ją znów wreszcie zobaczyć i ucałować. W drodze powrotnej szukałyśmy pierogów, ale nigdzie na naszym bazarku już ich nie było, a nie chciałam kupować przemysłówki, zdecydowanie preferuję wyroby własnej produkcji!
Ten post będzie więc pod znakiem pierogów, jeśli ktoś jeszcze nie umie, można się nauczyć, jak je zrobić.
Przedstawiam przepis na PIEROGI RUSKIE!

A na pierogi wszyscy mieliśmy wielką ochotę, jak się okazało.
Córcia popatrzyła na mnie i spytała tylko: 
C. - Masz mąkę i ziemniaki? No i jeszcze cebulę?
J. - Mam - mówię.
C. - No to zrobimy same. Będą ruskie.

piątek, 26 grudnia 2014

Wigilia, pierwszy i drugi dzień świąt tak spokojnie i normalnie

Mieliśmy gorący czas oczekiwania na święta. Potem Wigilię. A teraz nie wiadomo kiedy zrobił się drugi dzień świąt.
Czas spędzony w Wigilię z jego rodziną wspominam bardzo miło.
Tylko zwyczaje są zupełnie inne od naszych. Tutaj na Wigilię zaproszono nas do stołu, gdzie czekał na nas pyszny tort czekoladowy z wiśniami i inne słodkości. Do tego kawa, lub herbata.

sobota, 20 grudnia 2014

Z okazji świąt pozdrowienia z Bremerhaven

Z okazji świąt pokażę Wam jak wygląda u nas w miasteczku Bremerhaven nasz jarmark bożonarodzeniowy czyli tzw. Weihnachtsmarkt. Nie udało mi się jeszcze sfotografować wszystkiego, ale tu widać klimat.


piątek, 19 grudnia 2014

Szybki wpis: ekspresowa kuracja

Jeszcze wczoraj rano byłam totalnie osłabiona, nie przesadzę, jeśli napiszę, że czułam się jak wyżęta ścierka. A tymczasem już pod wieczór było całkiem nieźle.
Rano jeszcze leczyłam się normalnymi lekami, czyli tabletkami od bólu głowy, lekiem na przeziębienie Grippostadt (dwie dawki) i leżeniem w łóżku, przy czym pracować musiałam, więc się spięłam i zrobiłam jeszcze spore tłumaczenie, które właśnie po dzisiejszej korekcie odesłałam do Klienta.
Po południu jak wiatr wpadł Mikael z torbą warzyw: seler, cebulka, por, marchew. Skroił je do garnka, dodał trochę przypraw i rosołku (tutaj sprzedają taki gotowy w słoikach z fragmentami mięska z kurczaka) i podał mi tę pyszną zupę z niezbyt rozgotowanymi warzywami zaraz na gorąco. Zjadłam z wielką przyjemnością dwie porcje, bo przez cały dzień nawet jeść za bardzo nie miałam siły. Potem jeszcze mój chłop przygotował mi kąpiel odprężającą w olejkach aromatycznych.
Do tego dużo przytulania i powiem Wam, że już dziś jest ze mną całkiem nieźle.

czwartek, 18 grudnia 2014

Podróż, nareszcie razem, przeziębienie i kuracja, czyli moja świąteczna tradycja

Od przyjazdu do Niego jestem nieustannie zadowolona. Wyjątki od tej reguły są nieistotne, bo po pierwsze nikt nie jest niczemu winny, a po drugie to właśnie w chwilach konfrontacji naszych inności poznajemy się lepiej.
Odpoczywamy, ćwiczę, dbam o siebie, a każdą chwilę wolną od pracy jego i mojej spędzamy razem, na spacerach albo na bardzo wygodnej kanapie.
Niestety chyba zaatakowały mnie zarazki jego kończącego się a trwającego od tygodnia przeziębienia. Na te cholery się jeszcze nie uodporniłam. A szkoda, bo czeka na nas jeszcze okoliczny jarmark bożonarodzeniowy, przez który wczoraj przemknęłam, idąc z punktu A do punktu B.
Zdjęć nawet żadnych nie porobiłam, te które Wam pokażę wysłał mi przed paroma dniami Mikael. Jakość niestety pozostawia nieco do życzenia, ale były robione komórką w nocy.

niedziela, 14 grudnia 2014

Przygotowania przedświąteczne w toku

Nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie w świętach najważniejsze jest to, z kim jest spędzam.
Wysilać się na spotkania z całą rodziną, która od lat nie wie nawet gdzie mieszkam i podejrzewam, że wspomina tylko po to, żeby ponarzekać lub pozazdrościć, ani w latach ubiegłych, ani w tym roku nie zamierzam.
Moją najbliższą rodziną jest moja mama, córcia i mój mężczyzna. I zwierzaki oczywiście. I to z nimi spędzam święta, bo to właśnie według mnie czas dla tak rozumianej rodziny.
Do rodziny zaliczam też nadal moich teściów, bo rzadko się zdarzają na świecie tak wybitnie wzorowi teściowie, z którymi nawet po latach po rozwodzie ma się tak szczerze i życzliwe stosunki.
Zawsze składam im życzenia, a oni mnie.
W ubiegłym roku po raz pierwszy spotkałam i odrobinę poznałam rodzinę mojego mężczyzny, w tym roku spędzimy pewnie z nimi chociaż kilka godzin podczas świąt. Na to spotkanie już się cieszę. Najbardziej cieszę się oczywiście na spotkanie z Nim.
W domu na posterunku zostaje mama, pies i kot, więc zwierzaki też nie będą same, a święta lub kilka godzin podczas świąt spędzą razem z moją córcią i rodziną jej chłopaka. Potem my też wracamy i dołączamy do spokojnych spotkań rodzinnych.
W planach nie mam gotowania dla armii wojska, a wysprzątam dom tak jak zwykle, to wystarczy. 
W tym roku nie będę też ustawiać choinki, może zrobię jakieś dekoracje, ale w tej chwili to nie ma dla mnie aż takiego znaczenia.
Te święta są prawdopodobnie ostatnimi spędzanymi w tym domu, a więc pojawia się w naturalny sposób wiele refleksji i przemyśleń.

piątek, 12 grudnia 2014

Skupiona

Mam przed wyjazdem na święta do załatwienia jeszcze kilka spraw, dlatego siedzę w domu głównie skupiona na "SPRAWACH".
SPRAWY są liczne, ale mają szansę na zakończenie przed końcem roku. Przynajmniej większość z nich. A pozostałe, te zupełnie mi do życia niepotrzebne - w styczniu.
Te potrzebne sprawy urzędowe rozpoczną się w styczniu i pewnie w tymże miesiącu zakończą, rozpoczynając pewien proces, który mam nadzieję, że zakończy się najpóźniej w połowie przyszłego roku.
Skupiam się, bo sporo mam tego do ogarnięcia, zmiany w firmie, sprzątanie w domu, żeby przed wyjazdem chałupę pod opieką mamy zostawić w jako-takim stanie, ostatnie zabiegi kosmetyczne przed świętami i zakupy, może jakieś drobiazgi uda mi się jeszcze kupić na prezenty, ale to nie prezenty stanowią najważniejszy element tych świąt.
Jestem wyciszona, choć nadal skupiona na tym, co jeszcze przed wyjazdem koniecznie muszę załatwić. Bo bez tego spać tam nie będę, będą mnie męczyli śniący mi się w nocnych koszmarach urzędnicy i będę wiedziała, że po powrocie pierwszą rzeczą, za którą się będę musiała wziąć, będą właśnie SPRAWY.
Tak więc kończę tego nieco męczącego posta i siadam, żeby dokończyć skutecznie i jak najlepiej to, co zaczęłam. 
Przede mną las spraw, ale moja droga przez ten las póki co wydaje się być wytyczona.


Miłego weekendu Wam życzę!
Skupiona iw

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Mama i ja, czyli co może wyniknąć z sytuacji, kiedy łapie się pchłę gołą ręką

Bohaterki poniższego dialogu to Mama i ja.
Spisana poniżej słowo w słowo rozmowa odbywała się za pośrednictwem SMS-ów.
Osoby:
Ja: lat czterdzieściitrochęponadto,
Mama: lat gruboponadsześćdziesiątprawiesiedemdziesiąt.

Wczoraj późno w nocy, kiedy mama już spała wysłałam jej SMSa.
Ja:
- Kotek ma pchły. Znalazłam jej dziś jedną za uchem i ubiłam, ale ciężko było, bo to ruchliwe. Jutro muszę oba zaprowadzić do wetki i odpchlić świątecznie.

Mama odpisała zaraz po wstaniu rano:
- Chyba jedną pchłę mi użyczyła, bo już 3 razy coś mnie ujadło. Czy ja też kwalifikuję się do odpchlenia?

Ja:
- Zapytam o preparat w twojej kategorii wagowej.

Mama:
- To będzie majątek! :)

Ja:
Idę za godzinę. To jaka aktualna waga?

Mama:
58,5 średnia

Ja:
To jak większy owczarek ... będzie.
A kiedy wpadniesz na aplikację?

Mama:
Teraz idę odebrać komputer od informatyka, potem do (imię wnuczki/mojej córki) i do domu (przegląd instalacji). :)
A więc aplikację odłóżmy. HAU

Ja:
Didaskalia: [trzymając na smyczy wyrywającego się piesia a na ramieniu torbę z wiercącym się kotkiem]
- Dm
[wysłało się samo, nawet nie wiem kiedy, bo pies ciągnął za smycz a kicia miauczała, że co to za porządki, że się jej wolności pozbawia i w ciasnej torbie zamyka]
[po chwili]
- Hau

Mama:
Dm. To był trudny test na inteligencję dla seniorów. Nie przeszłam go. HAU

Ja:

- Ciężko się pisze z nimi oboma. Idziemy od Pani wet do domu.

Mama:
Daję ci spokój bez odbioru. :)

Ja:
A szkoda :)

Autorka posta po tym wszystkim w figlarnym i głupkowatym nastroju zaczęła się fotografować..., żeby zdjęcie jakieś wybrane Ukochanemu przesłać.
Oto jedno z najlepszych zdjęć tego dnia:
KURTYNA!

Po troszeczku

Po troszeczku chcę zmienić swój tryb życia. Ta praca, w której byłam jeszcze miesiąc temu wymusiła pewną regularność godzin wstawania i chodzenia spać.
A ostatnio chodziłam spać tak późno, ze już zaczęłam wyglądać jak zombi.
Dość tego.
I dość braku ruchu i nadmiaru stresów. 
Biorę się zw siebie.
No i mi się post nieoczekiwanie prawie sam z braku doświadczenia opublikował przez komórkę. 
Nie będę płakać, widać tak miało być :). Już zaczynam zmieniać bez zbędnych słów. 
I ze zwierzyną jutro do weta muszę,  bo dziś pchle na kici złapałam...

A na dziś dobranoc.
Do jutra
Miłego tygodnia Wam życzę! 

sobota, 6 grudnia 2014

Fenomen Stardust

Za mną dobry, choć dość trudny tydzień, wyzdrowiałam w międzyczasie i załatwiłam mnóstwo ważnych dla mnie spraw. Ale teraz chcę napisać, że przed chwilą właśnie przeżyłam wielka radość podczas czytania posta Star z tego, że Star jest Perfekt! :)
I to właśnie ona będzie bohaterką mojego dzisiejszego posta.
Po tym, jak wyzdrowiałam, jeszcze przez kilka dni ciągnęło się za mną osłabienie. Oczywiście każdy z nas przeżywa najbardziej swoje sprawy i czasem zapomina, że inni w tej chwili mają o wiele trudniejsze wyzwania.
Dlatego właśnie czasem trzeba się o tym dowiedzieć z pierwszej ręki. I dobrze, że nareszcie pojawiła się Osoba, która tak właśnie pisze o swojej przygodzie z rakiem. Tak, tak właśnie napisała!
Z tego, co i jak już od paru lat pisze Wspaniała Perfekcyjna Star mogę się jednak nauczyć o wiele więcej, niż ze wszystkich podręczników motywujących, które przeczytałam kiedykolwiek w życiu.
No imponuje mi ta Wspaniała Kobieta naprawdę za każdym razem swoim podejściem do życia.
Poza tym inspirujące i zaraźliwe jest Jej poczucie humoru.
I chciałabym być taka jak ona, jak dorosnę, jak napisała jedna z komentatorek na jej Blogu pod tym postem.
Myślę, że powinno się pisać o swoich natchnieniach i inspiracjach, o swoich wzorcach postępowania.
Dla mnie takim żywym wzorcem jest Star. Żałuję, że nie mieszkamy bliżej siebie, bo chodziłabym do Niej jak najczęściej, żeby zbierać te Jej inspiracje na bieżąco.
Jak dobrze, że mieszkająca w Nowym Jorku Star postanowiła chociaż pisać bloga i że dzięki temu się dowiedziałam o Niej i o Jej sposobie na życie. Mogłabym napisać tu list pochwalny o Jej podejściu do życia, w którym dzięki blogowi wielu z nas uczestniczy już od dawna. Mogłabym chwalić jej liczne zalety, teraz nawet mogłabym narysować jej laurkę i właśnie to rozważam... nawet już przygotowałam kredki...
Ale nie mogę już więcej pisać tych pochwał i w ogóle, nie mogę też za bardzo chwalić Star, która i tak powie, że to co robi, jest normalne, bo jeszcze zjebkę bożonarodzeniową dostanę. :)
Więc powiem tylko: Star jesteś wielka!
Chciałabym mieć takie wspaniałe podejście do siebie samej i do reszty świata, jak Ty. W większości mam, ale czasem mi jeszcze brakuje Twojego luzu i o wiele za często brakuje mi Twojego poczucia humoru. Niestety moimi przeciwnikami są najczęściej urzędy w PL i tam poczucie humoru, jak widzę, mało się liczy. Ale może nie mam racji i może trzeba spróbować.
I w tym duchu postaram się zakończyć ten rok i rozpocząć nowy i wszystkie kolejne.
Do wszystkiego, co nas otacza i czasem gnębi, można podejść w sposób martyrologiczny i narzekać, ile wlezie.
Albo warczeć na cały otaczający nas świat i wszystkie trudności, z którymi przychodzi nam się mierzyć dzień w dzień.
Albo walczyć z przeciwnościami z cierpieniem na gębie i zacięciem w głosie, narzekając że to wszystko nas spotyka.
Albo walczyć, czasem obśmiewając, ale generalnie czując się pokrzywdzonym przez los, przez to, co nas spotyka. Nie ukrywam, że sama często tak myślę.
A Star wybiera uśmiech, życzliwość dla świata i ludzi, poszanowanie przede wszystkim siebie i swojego spojrzenia na świat i zdrowe podejście do ludzi i tego świata, doceniając życie, które ma.
Powiem krótko: ja też tak chcę!
I cieszę się razem z Tobą z Twojej perfekcyjnej diagnozy jak wariat moja Idolko!

wtorek, 2 grudnia 2014

Zarazki w ataku, czyli post z pozycji horyzontalnej

Czy też tak macie, że czasem nawet do końca nie jesteście świadomi, jak ważne decyzje właśnie podejmujecie i że wpłyną one na resztę Waszego życia? To właśnie taki moment u mnie. Niby głowa wie, co robi i robi to dobrze, zasięgając ważnych opinii, przeliczając, sprawdzając różne przepisy i dokumenty. Dusza jednak jeszcze nie bardzo wie, gdzie jest. Ważne, że serce jest pewne, dla kogo bije. :) Ten dysonans odbija się na stanie ciała, które ledwo dycha i próbuje złapać tchu na ostatnich metrach wyścigu, ale nie bardzo może, bo ciągle jeszcze jest rozpraszane kolejnymi rzeczami do załatwienia. W takiej chwili może pomóc tylko odprężenie, podsumowanie spraw na papierze, żeby być bardziej świadomym tego, co się dzieje, i próba okiełznania i załatwienia spraw, które jeszcze na załatwienie czekają. Potem przychodzi zbawienny cudowny spokój. Bardzo już za nim tęsknię...

Za mną sporo ważnych decyzji, przede mną ważne życiowe zmiany, które już są w trakcie. Na razie nie mają one większego wpływu na bloga, więc nie ma jeszcze o czym na tym forum mówić.
Niestety kiedy dużo się dzieje, bywa że z emocji na krótko zwala mnie z nóg osłabienie, częściej i łatwiej się przeziębiam.
Tak się stało i tym razem. Nie ukrywam, że ostatnio często moje jedzenie nie należało do zdrowych.
W dniach, kiedy miałam podejmować jedne z najważniejszych decyzji tego roku potrafiłam przeżyć na musli pół dnia, a potem doprawić się torcikiem wedlowskim z kawą. Swoją drogą mniam, ale teraz precz te powiększone wałeczki na bioderkach! 
Od wczoraj moja dieta wraca do normy, czyli jem już zdrowo, słodyczy w ogóle, ale nie mam jak się poruszać, bo wirus, który mnie dopadł, totalnie zwalił mnie wczoraj z nóg. Dziś już trochę lepiej, bo zastosowałam skuteczne leki na przeziębienie, ale nadal czuję się byle jak. Czyli moim miejscem pracy jest jednocześnie miejsce odpoczynku: wersalka. Pod głową ciepłe podusie, na sobie kocyk, a wczoraj były nawet na raz dwa w porywach do trzech, tak mnie wzięło choróbsko.
Dziś już jest lepiej, więc wystarcza jeden kocyk.