Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

poniedziałek, 30 marca 2015

Pierwszy długi spacer piesia po operacji

Niedziela ob darowała nas piękną, wiosenną i ciepłą pogodą.
Od soboty jest u mnie znów mój mężczyzna. Tym razem przywiózł bardzo elegancką nową smycz dla piesia. Jest porządna, o wiele dłuższa od poprzedniej, ze skóry i z możliwością 3 ustawień. Oczywiście musieliśmy tę nową smycz od razu w niedzielę wypróbować.
Pojechaliśmy więc na pierwszy taki długi spacer z piesiem po operacji nad Wisłę.
Przeszliśmy się kawałek, piesio oczywiście przez cały czas na smyczy.

wtorek, 24 marca 2015

Odwiedziny czyli Nowy...

Od kilku dni bywa u nas niemal codziennie.
Przychodzi i siada sobie razem z naszą kicią na tarasie. Ale właściwie to nie, bo ona już jak siedzi, to wszystkich olewa z nami na czele.
On jest ciekawy, żeby nie powiedzieć ciekawski.
Wczoraj znów przyszedł zajrzeć do nas przez szybę (zalizaną przez piesia, nie nadążam myć!).
A kiedy po raz kolejny wystawiam mu miskę z suchą karmą, ledwo co bronię się przed jego wejściem do domu. No bo naprawdę nie możemy, nie mogę sobie teraz brać jeszcze jednego kotka!
Już mi wystarczy stres, że dla mojej Kici pewnie domu będzie zaraz trzeba szukać, bo ona wychodząca, a ja przenoszę się póki co raczej do mieszkania. Dla niej to by było jak więzienie.
Przyznaję jednak, że to dla nas ciężka próba.
Nawet Piesio do niego merda i gęba mu się cieszy. I chce wyskoczyć i się z kotkiem poganiać. Wypuściłam go dziś jednak dopiero, kiedy Nowy (taka ksywka póki co) zjadł.
Potem wskoczył na parapet i zaczął miauczeć, żeby go wpuścić...
Serce mnie boli. :)
A tu kilka zdjęć, dziś już spróbowałam uchwycić całe zdarzenie. Wczoraj wyglądało to prawie tak samo.

poniedziałek, 23 marca 2015

Wycieczkowa sobota z zaskakującym ekscentrycznym finałem kulinarnym

To było bezpośrednim powodem pierwszego w tym sezonie wyjazdu na moją Wieś była konieczność sczytania przez pracowników zakładu energetycznego licznika prądu i przeze mnie licznika wody.
W sobotę była piękna pogoda, ciepło, błękit nieba taki, że aż oczy bolały.
Trudno było się oprzeć zachwytem nad tym błękitem.
Jak dobrze przyjechać na miejsce i stwierdzić, że wszystko w porządku, a słońce już zaczyna swoją wiosenną wędrówkę po marcowym niebie.
Pieska jeszcze nie brałam, trochę się o niego bałam po tych wszystkich zabiegach, że sobie w krzaczorach coś rozharata, a jest do tego zdolny.
Tak więc ja i mama, i wyprawa do domku letniskowego.
Po drodze wspomnienia, najbliższe plany, miła rozmowa.
Na miejscu pochodziłyśmy nie tylko po domku, ale i po całej działce, bo mama nie była tam od ponad roku.
Ja też pojechałam z przyjemnością, bo parę ostatnich tygodni głównie przesiedziałam przy komputerze. Taka wycieczka na świeże powietrze w dodatku z bonusem w postaci wymarzonej pogody to dla mnie jak prezent.

piątek, 20 marca 2015

Wiosna i ostatnia kontrola po operacji Piesia

Po pierwsze dziś jest pierwszy dzień wiosny!
Co należy uczcić stosownym bukietem.
Minęło 10 dni od operacji i wczoraj poszliśmy zdjąć Piesiowi szwy.
I chyba najważniejsza wiadomość: przyszły już z laboratorium wyniki badań histopatologicznych z wyciętych piesiowych jąder. Wszystko jest w porządku. To były guzy miejscowe, bez tendencji do rozrostu czy przenoszenia się gdziekolwiek!

czwartek, 19 marca 2015

Prostowanie ścieżek, czyli sąsiedzka sprawa po latach

Nie wiem, czy pamiętacie sprawę Ilony, którą opisałam na moim poprzednim blogu iw-migawki, w poście Sąsiedzka sprawa.
Opisałam tam tylko jedną ze spraw, które rozegrały się w życiu Ilony na przestrzeni lat.
Sąsiadom od lat nie podobało się praktycznie nic, co robiła Ilona.
Najchętniej wsadziliby ją do więzienia, a na pewno odebrali źródła dochodu, nasyłając na jej firemkę (zwykłą jednoosobową działalność gospodarczą) i prywatnie na jej osobę wszelkie możliwe kontrole sprawdzające, czy prawidłowo przeprowadziła kolejne remonty, czy jej goście z zagranicy naprawdę nie są nielegalnie zatrudnionymi pracownikami, i dlaczego w jej domu są zarejestrowane firmy produkcyjne.
Nawet o tym nie wiedziała. A dzięki skargom sąsiedzkim udało jej się wyrejestrować wszystkie niewymeldowane przez właścicieli w gminie a prowadzone pod jej adresem lata temu firmy.
Ilona przeszła dzięki sąsiadom niezłą szkołę, została przeczołgana przez wszystkie możliwe urzędy, w tym policję. Tylko prokuratura wstrzymała się od rozpoczęcia postępowania na skutek licznych zgłoszeń sąsiedzkich.
Niestety prokuratura nie chciała się też zająć sprawą zobrazowaną przez Ilonę niezliczonymi dowodami w postaci pism donosów na nią do różnych urzędów.
Nie jest w Polsce łatwo zwykłemu obywatelowi bronić się przed mobbingiem i stalkingiem.
Przepisy niby już mamy, ale ludzie dopuszczający się przestępstw z tego tytułu, starają się to robić bez świadków.
Potrzeba ogromnej siły i wielkiej konsekwencji do udowodnienia, że w ogóle cokolwiek się stało, a prokuratura i tak umarza z powodu "niskiej szkodliwości społecznej czynu".
O tym Ilona przekonała się boleśnie, kiedy zmuszona po raz kolejny do wizyty na policji w wydziale przestępstw gospodarczych celem złożenia zeznań, że nie jest wielbłądem, wreszcie zdecydowała się złożyć doniesienie o nękanie na sąsiadów.
Prokuratura nie uznała sprawy za godną zbadania i umorzyła postępowanie.
A zapracowana i wiecznie zajęta Ilona nie dała rady składać zażaleń i odwołań.

Za to dużą ilością czasu dysponowali sąsiedzi Ilony.
I zaczęli produkować pismo za pismem, a kiedy urzędy nie kwapiły się do podążania za ich skargami, składali donosy na bezczynność urzędników, którzy potem chcąc nie chcąc, musieli kontrolować Ilonę w kolejnych bezsensowych według niej postępowaniach.
Segregatory puchły od pism, których z czasem Ilona nie czytała, żeby się nie denerwować. I tak wiedziała, co zawierają i że w każdym piśmie, naskrobanym pismem odręcznym na podaniowcu w kratkę znajdzie te same idiotyczne zarzuty, kłamstwa i oskarżenia. Szkoda było jej czasu i zdrowia na czytanie tego badziewia.
Musiała jednaj czytać pisma z urzędów, które na tej podstawie pod kierunkiem jej sąsiadów mimo składanych licznych wyjaśnień prowadziły i umarzały kolejne postępowania przeciwko niej.

wtorek, 17 marca 2015

Do mnie też przyszła

Od kilku dni czuję ją już w ciele i duszy. Rozpiera mnie radość, chce mi się śpiewać i to nie tylko dlatego, że wszystkie sprawy się układają i czuję się dobrze.
Ale też dlatego, że naprawdę zrobiło się cieplej na dworze, a wczoraj wreszcie moje samopoczucie poprawiło się na tyle, że poszłam po długiej przerwie na siłownię.
Rozruszałam wszystkie mięśnie, dziś je czuję.
Od kilku dni widziałam też, że coś kiełkuje w ogródku (szumna nazwa, ale ten spłachetek zieleni z klapą szamba pośrodku dla mnie jest ogródkiem) przed domem pojawiły się one.
I te małe kwiateczki jak zwykle co roku tak i tej wiosny zawojowały moje serce.
Sami zresztą popatrzcie.

niedziela, 15 marca 2015

Sen o Mojej Wsi

Przedwczoraj nad ranem miałam piękny sen.
Kilkakrotnie opowiadałam Wam już o tym, że po dziadkach ze strony mamy odziedziczyłam siedlisko na wsi, tak o nim myślę, chociaż leży w miejscowości letniskowej.
Poprzednio całe życie mieszkali tam moi dziadkowie.
Od czasu do czasu w snach bywałam tam, ale to był taki zupełnie inny alternatywny świat, gdzie czas płynął swoim rytmem i działy się inne rzeczy, niż w rzeczywistości, którą znam.
Co ciekawe, miejsce to żyło w moich snach swoim życiem.

sobota, 14 marca 2015

Sobotnia kontrola, czyli prawie koniec zwierzęcego szpitala

Byliśmy dziś z Piesiem u naszej magicznej Pani Doktor Gil.
A po kontroli wyskoczyliśmy jeszcze na krótkie zakupy (piesio musiał poczekać parę minut w samochodzie w kołnierzu).
A potem nareszcie po dniach przerwy wybraliśmy się na krótki spacerek do lasu.

środa, 11 marca 2015

Noc i dzień po operacji Piesia

Nie powiem. Nie wyspałam się zupełnie. Spaliśmy wszyscy na dole w salonie, żeby piesio w taki słaby nie musiał wchodzić na górę po schodach.
Przykryłam się dwoma kocykami, więc na wersalce było mi ciepło.
Już wczorajszy wieczór po operacji był trudny, ale dzięki pomocy mamy udało nam się go przetrwać. Przez całe popołudnie i wieczór trzymałyśmy go za główkę, jak Wam wczoraj pisałam. 
Od czasu do czasu mogłam mu podać parę kropelek wody na ręce, żeby zwilżył sobie pyszczek.
Niepokoił mnie troszkę jego kaszel, ale mama mnie uspokajała. Przypominając sobie swoją narkozę i wybudzanie z niej po operacji przedramienia i nadgarstka sprzed około dwóch lat, mówiła, że to wszystko normalne.
Powoli zasypialiśmy wszyscy po kolei.
Było późno, kiedy się położyliśmy. Na całą noc musiałam założyć Piesiowi kołnierz.
I tu się zaczyna nasza nocna opowieść.

wtorek, 10 marca 2015

Operacja Piesia

Dziś od rana piesio był w dobrym nastroju. Jakby czuł, że to dla niego ważny dzień, ale jakby i on ufał, że wszystko się dobrze ułoży.
Tak jak pisałam od paru dni jego stan się poprawił, łapki są już bardziej stabilne, nawet na śliskim podłożu i ogólnie piesio stawił czoła dzisiejszej operacji w stanie o wiele lepszym, niż to było kilka dni temu. Nadal będzie brał witaminy.

piątek, 6 marca 2015

Przygotowujemy się do walki i do wygranej

Od ostatnich wpisów na temat piesia upłynęło trochę czasu, jego stan ogólny się poprawił. Widać, że witaminy działają i wzmacniają go.
Już nie pociąga łapami, chodzi i biega z całych sił, po prostu piesio jak stary, a raczej jak nowy. :) A jak na razie dostaje tylko kurację witaminami C i dostał też pierwszy zastrzyk z grupy B. Dziś zapomniałam odebrać jeszcze jeden lek z apteki, jutro muszę iść, bo to ważne.
To wszystko jednak nie uchroni go przed operacją, czyli w tym przypadku całkowitą kastracją. Miałam wybór, żeby mu zostawić jedno jądro i ryzykować powikłania. Jak dla mnie oczywisty. Za wiele sobie mój piesio w swoim piesiowym życiu i tak nie poużywa, więc usuwamy całość.
W poniedziałek operacja.
A potem dalsza kuracja witaminami, wysłanie chorej tkanki do badania, żeby się przekonać, jakiego rodzaju był to guz.
W międzyczasie dzieje się tyle, że ledwo się zebrałam do napisania tego posta informacyjnego.
Wewnętrznie nie czuję obaw, wydaje mi się, że to będzie ciach i koniec, czyli bez kłopotów.
Poza tym na co pieskowi rozhisteryzowana pańcia, potrzebuje teraz we mnie oparcia, a nie spazmów. I kasy na leczenie. Czyli mnie w formie.
Czyli robię swoje, ogrzewam domek, dziś nawet rozpaliłam piecyk, żeby wszystkim nam było cieplutko i przyjemnie.
Z innymi sprawami sobie radzę, chociaż ich ilość graniczy z szaleństwem.
Na szczęście w tym wszystkim jest więcej pozytywów, o których jednak jeszcze nie napiszę, bo nie chcę zapeszać.
Póki co w oczekiwaniu na operację i wyniki badań lubię się zupełnie oderwać od rzeczy teraz najtrudniejszych.
Oglądam filmy, kupuję różne potrzebne rzeczy do pracy i planuję zupełnie inne dziedziny mojego życia.
Czytam i widzę, że mój wpis brzmi rzeczowo i jestem opanowana. Mimo to nadal potrzebuję wsparcia.
Dziękuję Wam więc za te wszystkie dobre słowa, które napisaliście pod poprzednimi wpisami. Każdy czytałam po kilka razy. Dziękuję Wam bardzo za troskę w imieniu swoim i Piesia.
Na koniec sporo zdjęć z naszego jedynego zimowego spacerku tego roku, więcej zimy właściwie nie stwierdziliśmy. Może niektóre z nich się powtarzają, ale teraz szczególnie mnie cieszy oglądanie zdjęć z tego czasu, kiedy z Piesiem wszystko było OK.

wtorek, 3 marca 2015

Nocne przemyślenia

W środę będzie w pracy nasza kochana pani doktór, zwierzaki ją uwielbiają. Do nikogo innego nie mam aż takiego zaufania.
Kiedy robi zastrzyki kici, ona zasypia mrucząc, albo przynajmniej kładzie się na boczku.
Po prostu magia....
Obserwuję teraz piesia bardzo uważnie.
Minęło zaledwie kilka dni, przez weekend nawet nie zdążyłam mu podać wszystkich witamin, dopiero zaczynam. Ale dostał już dwie dawki bardzo dobrego preparatu multiwitaminowego i mam wrażenie, że jest lepiej.
Na razie przestał kuleć, najwyraźniej czuje się silniejszy.
Przez ostatnie tygodnie bywał apatyczny, a teraz znów wraca do siebie.
Poza tym tydzień temu podałam mu tabletki na odrobaczenie. Może to te pasożyty go tak osłabiły. Teraz jest wyraźnie weselszy i żywszy.
Niestety albo to autosugestia, albo moje subiektywne wrażenie, ale wydaje mi się, że ten guz mu się powiększył.
Poprzednio w ogóle go nie dostrzegałam, a teraz widzę różnicę na przestrzeni tygodnia.
Mam wewnętrzne przeczucie, że nie mogę z tym tak długo czekać, że muszę iść z nim na zabieg wcześniej. A nie czekać do 20-tego.
W środę idę do naszej wetki pokazać jej piesia, zaufam jej co do oceny jego stanu.
Mam nadzieję, że razem wybierzemy najlepsze rozwiązanie.
***