Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

sobota, 30 maja 2015

Remont kuchni z konieczności rynkowej

Ja sobie mogę obiecywać, że już nigdy, i ależ oczywiście że nie, ale proszę Państwa, jak się zamierza sprzedać chałupę, to chałupa niestety musi być odstawiona jak stróż w boże ciało. 
Bo nie wszyscy klienci mają taką wyobraźnię, jak ja i sobie mogą wyobrazić, że w tej kuchni to całkiem fajnie może być, jak się zmieni to czy tamto, kafelki da jaśniejsze i podłogę podrasuje itepe. I nie muszą mieć wyobraźni :).
Bo i zaglądam do domów konkurencji, bo jest ogłoszeń multum. A wybranie tego właściwego domu to czasem jeden moment i pierwsze wrażenie. Większość pań domu chce w domu mieć już porządną kuchnię, a ludzie wyobrażają sobie, że musi to kosztować majątek, poza tym boją się takich remontów, a ja nie. Wiem, że to trochę męczące, ale jestem w tym dobra i już otrzaskana w bojach.
Trzeba się z tym pogodzić, że jeśli chodzi o nieruchomości, mamy rynek klienta, a konkurencja jest duża.
W moim domu wyremontowałam i odświeżyłam już prawie wszystko. Większość pomieszczeń wygląda zapraszająco, do tego wymienione są instalacje wod-kan, co jest najgorszą robotą w każdym domu. Nowy piec zredukował niesamowicie koszty energii (gazu do ogrzewania domu i elektryczności, bo poprzednio miałam przepływowy ogrzewacz wody).
Poza tym zrobione są na nowo i utrzymywane w stanie jak nowe wszystkie istniejące łazienki. Ale kiedy tylko się wchodzi do domu, pierwsze kroki z przedpokoju w prawo kieruje się do kuchni. A tu - najbardziej przestarzałe pomieszczenie z całego domu. Chociaż w zasadzie każdy oglądający dotychczas klient był zachwycony tym, co już jest w domu. Jeśli nie kupił, to albo dlatego, że w sumie dla jego rodziny dom był za duży, albo jak mój obecny oczekiwany klient - jeszcze musiał sprzedać własną nieruchomość. A to jak wiemy na polskim rynku po prostu może potrwać. Aż znajdzie się kupiec dokładnie na ten dom.
No więc nie pytajcie, skąd wzięłam kasę i czy nie mogę żyć bez remontów, bo mogę, ale skoro mi się poszczęściło i mam za co, to postanowiłam zainwestować właśnie w remont kuchni. Meble kupiłam proste choć eleganckie (są na razie bez szuflad, przeżyję, zawsze można potem domontować).
Większość wyposażenia kuchni można już teraz kupić w przyzwoitych cenach i w dobrej jakości.
Nie będę za bardzo oszczędzać na kafelkach, bo to one oprócz mebli najbardziej będą się rzucać w oczy, kuchenkę też kupię porządną, a nie najprostszy model, a elektryczny piekarnik z opcjami termoobiegu, bo to i lepiej wygląda i będzie mnie samej jeszcze trochę służył.
Żeby na czas remontu nie zostać zupełnie bez możliwości przygotowywania posiłków, użyłam posiadane meble i urządziłam sobie kuchnię w jednym z pokojów na dole, gdzie już i tak od czasu remontu wisiały moje szafki kuchenne, zabrane z poprzedniego mieszkania (a tak, proszę Państwa, w dużym domu każda szafka na wagę złota!).
Gazownik podpiął mi tutaj moją starą kuchenkę, bo i poprzednio też stała tam kuchenka, ale była tak zniszczona i brązowa, i brzydka, że dawno ją zezłomowałam.

wtorek, 26 maja 2015

Czasem słońce, czasem deszcz

Wprost proporcjonalnie do ilości wody spadającej na ziemię przybywa zieleni na moim ogrodzie.
Na szczęście deszcz jest przeplatany słońcem 
Świeżą trawką zarastają czarne placki po usunięciu nieładnych krzaków.
A było tak skromnie:

Do szpaleru tuj doszedł nowy, młodszy kolega, prezent od mojej Mamy na moje imieniny, które miałam w sobotę, też wyhodowany na jej działce.

Dla mam głównie dorosłych dzieci

Drogie Mamy wszelkiej maści i w każdym wieku.
To fajnie, że jesteście, bo jesteście i zawsze zostaniecie razem z naszymi ojcami najważniejszymi ludźmi w życiu Waszych dzieci.
Mam do Was jednak jedną prośbę.
Właśnie dlatego, że jesteście dobrymi Matkami, pozwólcie Waszym dzieciom żyć ich własnym życiem. Nie przejmujcie na swoje barki tego ich życia, nie bądźcie męczennicami, nie poświęcajcie im swojego życia, zdrowia i wszystkich sił oraz środków.
Spełniajcie też swoje marzenia, dzieci będą Was za to tylko bardziej szanować i kochać.
Żyjcie ciesząc się też własnym szczęściem, pielęgnując swój związek, a nie wtrącając się w związki swoich dzieci.
Zajmijcie się porządkowaniem w swoim domu i ogrodzie, jeśli córka czy syn Was będą potrzebować w swoich domach, to sami poproszą o pomoc.
Ugotujcie przede wszystkim dla siebie, a nie zapychajcie gardeł swoich dzieci i wnuków nawet wbrew ich woli i oświadczeniach o aktualnie prowadzonej diecie.
Wyjedźcie na swoje własne wakacje, zamiast doradzać dzieciom, gdzie to powinny koniecznie pojechać.
Idźcie na film, który chcecie obejrzeć, zamiast namawiać na to Wasze dzieci. I pamiętajcie - na emeryturze to Wy macie więcej czasu, Wasze dzieci pracują długo i często nie będą miały na to czasu i to też jest w porządku, Wy już się napracowałyście.
Idźcie się spotkać z przyjaciółkami i postarajcie się porozmawiać nie tylko o schorzeniach i chorych w Waszej rodzinie, i nie tylko o sprawach dzieci, ale też o Waszych własnych planach na nadchodzące miesiące czy lata, choćby to było urządzenie własnej działki pracowniczej. Rośliny i obserwowanie jak rosną mogą sprawić tyle radości!
Zamiast urządzać mieszkań Waszych dzieci i dawać im na to ciągle pieniądze, wyrzućcie albo odnówcie swoje rozpadające się albo wieczne meblościanki, kupcie nowe meble, albo zróbcie sobie remont, a poczujecie się młodsze.
Idźcie kupić książkę, którą zawsze chciałyście przeczytać albo kupcie sobie te perfumy, które tak Wam się podobały u Waszej koleżanki ostatnio.
Zajmijcie się sobą, a na spotkanie z córką/synem przyjdzie zadowolona z siebie, szczęśliwsza i spokojniejsza kobieta, która ma z nią o czym porozmawiać, a nie sfrustrowana, ciągle zapracowana i rozdrażniona stara kobieta, która umie tylko wypytywać o sprawy córki/syna i się nimi przejmować.
My, Wasze dzieci, naprawdę będziemy szczęśliwsi widząc Was szczęśliwych i zajętych swoim własnym życiem.
Nasze chcemy przeżyć po swojemu, z Waszym życzliwym udziałem i uśmiechem, ale na pewno nie pod Waszym kierownictwem. :)
I cieszcie się z naszych małych i większych sukcesów, bo na tym polega bycie naszymi Matkami, a nie na szukaniu dziury w całym albo wszelkich potencjalnych zagrożeń, które się mogą zdarzyć, kiedy Wy na moment odpuścicie Waszą kontrolę.
Nie zginiemy z głodu bez Waszych paczek żywnościowych.
Nie pójdziemy żebrać, jeśli nie dostaniemy od Was raz w miesiącu drobnych.
Nie rozwiedziemy się bez Waszych uwag.
Nie zmarnujemy dzieci bez Waszej nieustannej pomocy.
Nie rozchorujemy się bardziej, jeśli to Wy nas nie będziecie ratować.
My sobie poradzimy.
Matki Drogie, przypomnijcie sobie, że Wy też jeszcze żyjecie, macie swoje życie i skupcie się na nim, a wszyscy będą szczęśliwsi.

I tego Wam życzę Drogie Mamy w tym dniu Święta Matek, szczególnie dorosłych dzieci! :)
A to kwiaty dla Was z mojego ogrodu:

sobota, 23 maja 2015

Kobieta na diecie do tego chora trudną jest

Dieta iw - podsumowanie dwóch tygodni:
Dwa tygodnie diety za mną. Jest sukces, waga spada prawie zgodnie z planem. Ale nie wszystko udawało mi się robić według przepisu. 
Chociaż robiłam i jadłam pyszne rzeczy.
Między innymi rybę smażoną w przyprawach, podaną z warzywami i z ciemnym ryżem.
Ta pasta poniżej to majstersztyk. Z awokado, serka, z dodatkiem rzodkiewki. To wszystko położone na pełnoziarnisty chlebek, na wierzchu pomidor i posiekana pietruszka.

środa, 20 maja 2015

Fajnie mieć w domu faceta

Od paru dni mój Miły chodzi i robi różne rzeczy w domu. A to zamek w furtce zreperuje.
A to napompuje poduszkę powietrzną w pompie do pompowania wody w domu.
A to wytnie nadmiar krzaków, które już od dawna zasychały na ogródku, potem jeszcze złoży i przygotuje do wywiezienia na stertę. 
Poza tym podlewa codziennie zasadzone przeze mnie ostatnio iglaki, podał im też nawozy, bo ja się na tym nie znam.
Nie mówiąc już o skoszeniu trawy w ogrodzie i wywiezieniu jej na stertę na odpady biologiczne.
Dzięki temu mogę się w ostatnich dniach poświęcić w pełni pracy, której mam tyle, że i tak ledwo daję radę się obrobić.
A ogródek wygląda coraz ładniej.
Przystrzyżone i podlane krzewy, wyrównany ogródek z ładną trawką, a na tym tle kwiaty (głównie na tarasach). W miejscach po wykopaniu krzaków mój Miły dosiał trawkę, mamy nadzieję, że w tym sezonie przy takiej pogodzie (słońce na zmianę z deszczem) ładnie wyrośnie.
Kwiaty przywożone regularnie przez mamę i rosnące jak głupie wszędzie, gdzie je posadziłam w doniczkach.
W efekcie mam czas popatrzeć też na przyjemne rzeczy.
Jak widać, kiedy ma się w domu faceta, naturalnym jest też to, że się nam rodzina powiększyła.
Każda żabka ma swojego patrona wśród ludzi.
Od lewej: Babcia (czyli moja mama), potem ja, potem moja Córcia, a potem ta duża potężna żaba to On.

niedziela, 17 maja 2015

Nieoczekiwane spotkanie Poznań - Warszawa

Na koniec sobotniego wieczoru zupełnie spontanicznie zaproponowała spotkanie moja koleżanka tłumaczka, która akurat na ten weekend przyjechała z rodziną do Warszawy. Trzeba było wykorzystać taką okazję, bo nie wiadomo było, kiedy nadarzy się nam kolejna.
Jak widać Panie obowiązywał dress code - dżinsowa koszula!

Zadowolenie

Tydzień diety i 2 x ćwiczeń w tygodniu za mną. Dziś postaram się jeszcze coś zrobić, ale jestem trochę przeziębiona, więc nie wiem, na ile mi się uda. Ale jak na razie jestem zadowolona z efektów.
Sukces wynosi 800g mniej, wyraźne wysmuklenie ciała, w tym szczególnie talii, poczucie nasycenia i zadowolenia przez większość czasu.
Trudno się dziwić, skoro jem takie pyszności.
Na I. śniadanie na tarasie: pasta z twarożku, makreli, rzodkiewki z pomidorem i chlebem pełnoziarnistym.

czwartek, 14 maja 2015

To sobie wreszcie przedłużyłam

Dieta dietą, ale oprócz gotowania na parze:
jeszcze nadal pracuję. I poza przygotowywaniem i spożywaniem jedzenia miałam dziś mnóstwo pracy zawodowej, którą dopiero co skończyłam.
Jutro przyjeżdża mój Miły, więc zależało mi na tym, żeby skończyć i mieć czas na wspólne spędzanie czasu.
Dziś zrobiłam też sobie coś, o czym myślałam już od bardzo dawna.

wtorek, 12 maja 2015

Nowa iw na diecie

Kochani, 
od dłuższego czasu bujałam się z tą decyzją, ale czas ją wreszcie podjąć.
W moim życiu w zasadzie wszystko w tej chwili od dłuższego czasu układa się doskonale. Jedyna sprawą, nad którą nie panowałam było moje odżywianie i regularne uprawianie sportu.
Owszem, uprawiam, ale ostatnio zdarza mi się to robić zbyt rzadko. A siłownia raz na tydzień to oczywiście lepiej, niż nic, ale zbyt mało, żeby osiągnąć jakieś widoczne rezultaty.
A rezultaty już mi są potrzebne, bo od ubiegłego roku niestety urosło mi sadełko, zgubione pracowicie przez poprzednie dwa lata na skutek intensywnej pracy nad sobą.
Powodów było wiele, głównie stres i przeciążenie pracą, często ponad moje siły, załatwianie wielu trudnych spraw równolegle i coraz częściej pojawiające się zachcianki na słodycze.
Najpierw chciałam głównie dogodzić mojemu mężczyźnie, robić ciasta, kupować pyszności, ciągle było coś słodkiego w domu, a skończyło się na tym, że sama zaczęłam te pyszności podjadać, a przy siedzącej pracy i w.w. czynnikach na efekty długo nie trzeba było czekać.
Przytyłam i przestało mi być dobrze samej ze sobą.
Długo się zastanawiałam nad tym, co z tym zrobić. Sama czasem miewałam zrywy na zdrowe jedzenie np. przez tydzień, ale potem wracały zachcianki i brak planu, co tak właściwie mam ze sobą zrobić.
Jestem jak wiecie kobietą czynu, a zatem, skoro zobaczyłam przed sobą zadanie, to zobaczyłam też rozwiązanie.
Uznałam, że skoro sama przez tyle miesięcy nie dałam rady ułożyć sobie zdrowego i skutecznego jadłospisu dla odchudzania, trzeba się oprzeć na tych, którzy już to umieją i im za to zapłacić. Zapisałam się do jednego z najbardziej znanych serwisów odchudzania i od wczoraj zaczęłam mój program.
Tam też prowadzę swój pamiętnik odchudzania, a przy okazji testuję, jak to wszystko działa.
Jak na razie na początek jestem bardzo zadowolona.
Nie podaję na razie nazwy serwisu, być może podam, jeśli się powiedzie moja praca i potwierdzą ich zalecenia.
Nie ukrywam, że temu zadaniu zmiany siebie na lepsze są teraz podporządkowane wszystkie inne dziedziny życia, z wyjątkiem pracy, ale mój cel to ja sama, taka z której będę zadowolona. Chcę też polepszyć moją formę fizyczną, żeby się czuć lepiej i być zgrabna i powabna. No która z nas tego nie chce, przyznać się bez bicia :)!

niedziela, 10 maja 2015

Wreszcie go odnalazłam i będę testować

Kiedyś kiedyś dawno obiecałam Wam napisać, co znalazłam zupełnie przypadkiem przeszukując dom.
Pisałam o tym w poście W poszukiwaniu straconego pulsometru. Już prawie, prawie uwierzyłam, że go w ogóle nie kupiłam, bo przecież na pewno był za drogi.
A potem stwierdziłam, że chyba jednak nie kupiłam, skoro go nie mogę znaleźć i już prawie sobie chciałam kupić nowy, kiedy nagle po dwóch latach od zakupu odkryłam, że postawiłam na nim mój router!
W sumie była do dość wygodna podstawka z tego pudełeczka :).
Jednym z elementów mojej sieci komputerowej po kablu jest właśnie ten router, który rozdziela sygnał w całym domu.
I w sumie kompletnie nie pamiętan, co mnie otumaniło, ale kiedyś z jakiegoś powodu pewnie podłożyłam pudełko z pulsometrem pod ten router i kompletnie o nim zapomniałam.
Aż tu nagle podczas odkurzania podłogi patrzę, a tam jest moje maleństwo!


piątek, 8 maja 2015

Czersk warty zwiedzenia

Tego posta piszę już prawie od tygodnia. Jak go dziś nie dokończę, to ominą Was moje wrażenia z bardzo ciekawej wycieczki.
No to startujemy z opowieścią.
Dawno, dawno temu, czyli dwa tysiące lat temu w Czersku pojawili się pierwsi mieszkańcy. Najstarsza któtkotrwała osada zaistniała w tym miejscu między VI a VIII wiekiem. Następna osada powstała w IX-X wieku, a stałe osadnictwo rozpoczęło się w XI wieku. Powstały pod koniec XI wieku gród wielokrotnie najeżdżali i uszkadzali Litwini. Pomimo tych najazdów i zniszczeń gród w formie drewnioano-ziemnej funkcjonował do późnego średniowiecza. W połowie XIV wieku poprzednie fortyfikacje zastąpione zostały zamkiem murowanym. Wieża południowa i zachodnia oraz wieża bramna były wielokrotnie przebudowywane. Gdzieś między 1406 a 1410 rokiem powstał gotycki zamek. A w roku 1545 Czersk wybrała na swoją siedzibę królowa Bona. Jako gospodyni zadbała ona też o otoczenie zamku, na jego stokach założono winnice.
Potem zamek był siedzibą starostów.
Niestety w późniejszych latach losy zamku w Czersku były pasmem kolejnych najazdów i zniszczeń. Najpierw potop szwedzki, potem przez Kozaków i wojska Rakoczego. Po tych najazdach z 200 gospodarstw w osadzie pozostało jedynie 20. Obrazu nieszczęść dopełniła morowa zaraza, po której w osadzie pozostało jedynie 13 mieszkańców.
Prawa miejskie dla Czerska nadał Jan III Sobieski. Mimo wszystkich zniszczeń pod koniec XVIII wieku został częściowo odremontowany przez starostę czerskiego Franciszka Bielińskiego, który też zbudował arkadowy most przez fosę, który zastąpił poprzedni most zwodzony.
Po jego śmierci nie znalazł się kontynuator jego idei. W 1789 roku zamek groził zawaleniem, dlatego część ksiąg z archiwum przeniesiono do zrujnowanych pomieszczeń w wieży zachodniej. Niedługo zaprzestano użytkowania zamku i rozpoczął się proces jego niszczenia. Rozpoczęte w XIX wieku na niewielką skalę prace konserwatorskie nie przyniosły zbyt wielkich rezultatów. W latach 80-tych ubiegłego wieku mury zamkowe zostały zabezpieczone i udostępnione do zwiedzania jako trwałą ruinę.
Do dziś można w Czersku zwiedzać ruiny zbudowanego właśnie wtedy obronnego grodu, znanego dziś pod nazwą zamku w Czersku.
I tam się właśnie wybraliśmy na majówkę. 1 maja pogoda była od rana wątpliwa. Po przyjeździe na miejsce powitało nas ciemnogranatowe niebo i błyskawice oraz gromy z ciemnego nieba. Przyznaję, że ten krajobraz jeszcze podkreślił walory tego niezwykłego miejsca.
Mimo nadchodzącej burzy na zamek przyjechało wielu turystów. I nikt jakoś przed deszczem nie uciekał.

poniedziałek, 4 maja 2015

Przydatne daty, czyli kalendarium i Cafe Taras a la iw

Podsumowanie majówki
Mój ostatni tydzień, w tym majówka, były tak pełne wrażeń, że jeszcze to wszystko przetrawiam i odpoczywam.
Wczoraj wieczorem usiadłam, żeby spisać dla Was, gdzie byliśmy i co widzieliśmy, ale zasnęłam znużona przy komputerze i obudziłam się koło 1.30, po czym dałam radę tylko doczłapać się do łóżka.
Dziś od rana z kolei głowę rozsadza mi ból i mimo przyjętych leków nie chce mi przejść.
Poza tym oczywiście jak to z poniedziałku spłynęły mi nowe zlecenia, a to ma priorytet.
Tak więc melduję Wam tylko krótko, żeby pierwsze majowe posty są już w przygotowaniu, a zdjęcia w obróbce.
Między innymi te, na których widać tarasy, frontowy i od ogrodu.