Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

wtorek, 30 czerwca 2015

Na działce u mamy

Na działce u Mamy są dojrzałe truskawki i poziomki prosto z krzaczka.
Kolor wprawdzie mają jasny, ale jest to odmiana, która już jest dojrzała i bardzo smaczna.
I te truskawki dostaje się bez żadnego wysiłku, wystarczy tylko przysiąść na chwilę na słoneczku, a mama już z chęcią zerwie i przyniesie wprost do dzioba te najsłodsze.

środa, 24 czerwca 2015

Tata

Ten dzień był dla mnie szczególny.
I chociaż Tata już od kilku lat jest nieobecny, to właśnie dziś bardzo dużo o Nim myślałam.
Oglądałam zdjęcia w starych albumach, które to On zrobił, zestawił i przygotował z nich albumy.
Żałuję, że tylko te dwa, w tym drugi niepełny.
Mam po latach po raz pierwszy chęć o Nim napisać.
Mój Tata był bardzo spokojny i małomówny, komunikował się ze światem głównie za pomocą zdjęć. Jeśli ktoś chciał na nie naprawdę uważnie popatrzeć. Jako dziecko nie wiedziałam jeszcze, jakie to ważne, nie umiałam też oczytać z tych zdjęć, jak bardzo mnie kochał.
Wtedy uważałam, że skoro tego nie mówi, to chyba tego nie czuje. Słowa wydawały mi się wtedy takie ważne.
Owszem, są ważne. Ale miłość można okazywać na wiele sposobów.
On uwiecznił na zdjęciach całe moje dzieciństwo... i wszystkie późniejsze ważne momenty, na których był (milcząco, ale za to całkowicie przytomny okiem) obecny.

Nasze twarze mówią, że oboje jesteśmy zupełnie z innych światów. Ale z tyłu widać też jego rękę za moimi plecami. Dla bezpieczeństwa.
Na tym zdjęciu jesteśmy gdzieś na karuzeli
Tata nie rzucał słów na wiatr.
Mówił niewiele, a kiedy już, to krótko i trafnie.

niedziela, 21 czerwca 2015

czwartek, 18 czerwca 2015

To nie będzie notka o krwawej Mary

Dla tych wszystkich, którzy po moim ostatnim wpisie na nieco przykurzonym blogu iwnowa o Decyzjach obawiali się, że zmieniam adres podaję ogłoszenia parafialne: nie zamierzam zmieniać adresu tego bloga. Czuję jednak, że tamten blog też może odegrać pewną rolę w moich dalszych planach życiowych. Na razie absolutnie nie mam czasu na publikowanie moich tłumaczeń artykułów z prasy niemieckiej.
Ale tamten blog mi się podoba i szukam dla niego odpowiedniej formuły. Mam nadzieję, że dojrzeje.
Poza tym fajnie się pisze na platformie wordpressa.
Dzięki różnym przemyśleniom i rozmowom z Wami oraz osobami bardziej w materii wynajmu doświadczonymi ode mnie, opanowałam moje szaleńcze pomysły przebudowy i wynajmu i postanowiłam póki co dokończyć remont kuchni i parę zleceń, które mam na tapecie.
A potem wyjeżdżam sobie na trochę. Czy na dłużej to się okaże. Ale to jeszcze nie jest ten wyjazd, po którym już tylko kurz po mnie tu zostanie. Na ten poczekam jeszcze trochę, ale naprawdę już niedługo.
Wokół mnie i we mnie zachodzą same pozytywne zmiany.
Najwyraźniej żabiniec kupiony na szczęście faktycznie je przyniósł. 
Po pierwsze dieta działa, już się czuję w swojej skórze o wiele lepiej.

wtorek, 16 czerwca 2015

Iw planistka

Przez ostatnie dwa dni zamęczałam najbliższych i samą siebie pomysłem na wynajem mojego domu.
Miewam takie napady euforycznych planów, które muszą się przeze mnie przetoczyć, znaleźć ujście i potem trzeba odczekać, przyjąć tę falę zachwytów i porozmawiać ze mną dopiero jak się zmęczę i sama zacznę myśleć bardziej o konsekwencjach także tych negatywnych mojego planu.
Biada temu, kto usiłuje mnie w takiej fazie odstraszyć od pomysłu, czy poddawać go w wątpliwość.
Ja swoje wiem!
Zdjęcie autorstwa Inwentaryzacji Krotochwil
Wtedy żaden mój plan nie jest zły i niewykonalny albo za trudny, bo w euforii wierzę, że mogę zmienić cały świat.
I w tym stanie naprawdę mogę, to tylko kwestia środków i czasu. :)

sobota, 13 czerwca 2015

Zanim blog mi zarośnie rzęsą wodną

Odzywam się, zanim blog mi zarośnie rzęsą wodną, pietruszką albo rukolą. O tak, tak rukola mi ostatnio rośnie najładniej. Z własnego wysiewu, przezimowały sobie nasionka w donicy schowanej na zimę do budynku gospodarczego i teraz mamy to:
I codziennie ta oto chrupiąca świeżością rukola trafia na mój talerz. I naprawdę nie interesuje mnie, że niektórzy z Was jej nie lubią. Przeżyjecie, że zacznę od tego, że się nią pozachwycam.

sobota, 6 czerwca 2015

My też się nie umawiałyśmy

Są takie spotkania, na które czeka się długo i niecierpliwie. Tym razem znowu zawitała do mnie po długiej przerwie moja przyjaciółka z Cieszyna, Kasia.
Obie z córką miały dla mnie popołudnie.
Najchętniej spędziłabym z nimi jeszcze więcej czasu, więc klęłam dziś szczerze mówiąc swoją pracę, którą akurat teraz musiałam skończyć. Ale taki los tłumacza. Termin trzeba dotrzymać.
Ale za to spotkanie się udało wyśmienicie.
A nasz dobry humor zasponsorowała po pierwsze pogoda w Warszawie (dziś było przez większość dnia ponad 25 stopni i prawie bezchmurne niebo), a od razu na wstępie przywitałyśmy się salwą śmiechu na swój widok.
Zaznaczam, że my też się nie umawiałyśmy w kwestii dress code-u, podobnie jak to było podczas spotkania z Agnieszką.
No cóż, może wzajemna sympatia sprawia, że dwie osoby z różnych krańców Polski na spotkanie są tak dostrojone, że i strój się sam dostraja automatycznie.

środa, 3 czerwca 2015

W telegraficznym skrócie

Blog nie daje o sobie zapomnieć, chociaż chciałam Wam napisać tylko tylko, że NIE MAM NA NIC CZASU!!!!! Ratunku!!!!
Chciałabym Wam tyle opowiedzieć, ale zrobię tylko skrót telegraficzny, bo mam tyle pracy, że właściwie powinnam siedzieć nad nią całą dobę.
Niestety tak nie potrafię, a wiele cennego czasu musiałam w ostatnich dniach niestety poświęcić na zakupy remontowe.
Dziś skończyliśmy zakupy, teraz jeszcze tylko w trakcie prac powymieniam lub oddam kilka omyłkowo zakupionych rzeczy lub ich nadmiar, ale to drobiazgi, więc nie będzie źle.
Chociaż dziś jeszcze miałam dylematy biegając między kafelkami. I zupełnie nie mogłam się zdecydować, które bym chciała.
Bo były i takie kwiaty:

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Nieoczekiwane znalezisko, czyli dobre strony remontu

Zupełnie się nie spodziewałam, że go znajdę, nawet już po internetach szukałam, ale wszędzie takie czajniczki do zaparzania kawy kosztowały całkiem sporo, w zależności od wielkości co najmniej od 60 zł wzwyż.
A pamiętałam, że kiedyś właśnie taki czajniczek dostałam od Mamy.
Przenosząc graty z kuchni do kuchni polowej tudzież spiżarni (Przenosiny i kuchnia polowa) zajrzałam do jednej z szuflad a tam niedbale spoczywał sobie on, czyli ten oto czajniczek.
Bardzo się ucieszyłam, bo od dawna nie parzyłam sobie takiej kawy! A najbardziej ucieszy się mój Mikael, bo on jest kawoszem-miłośnikiem i obiecałam mu, że kiedyś w tym właśnie czajniczku mu kawy zaparzę.

Przenosiny i kuchnia polowa

Czuję się, jak żołnierz na froncie, warunki mam niemal polowe. Oczywiście bywają bardziej polowe, ale zapewniam, że samo przygotowanie stanowiska bojowego, to jest kuchni zastępczej i ułożenie w niej najpotrzebniejszych rzeczy tak, żebym miała je pod ręką, to było bardzo strategiczne działanie.