Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

poniedziałek, 30 listopada 2015

Przedświąteczne Bremerhaven

Chyba dawno nie pokazywałam Wam mojego miasta w okresie świątecznym. 
Hmmm, które by tu pokazać. W Warszawie ostatnio rzadko bywam w centrum i szybko uciekam z powrotem w moje spokojne pielesze. Wybieram się tam dopiero za jakiś czas, kiedy szaleństwo świąteczne osiągnie apogeum i wszędzie będą lecieć te szalone świąteczne piosenki, w galeriach handlowych trup się będzie ścielił od ścisku, a na ulicach w będą krążyć mikołaje na usługach różnych firm!
To dopiero będzie materiał na zdjęcia...
Tak więc póki co pokażę Wam, jak rodzi się rynek świąteczny w Bremerhaven. Trafiłam tam ostatnio dokładnie w dniu mojego wyjazdu, kiedy na głównym placu właśnie ustawiano choinkę.
Proszę bardzo, taka piękna i duża:
A tu jeszcze kilka ujęć tego, co już zorganizowano.
Czyli jarmark bożonarodzeniowy w fazie powstawania, w dodatku za dnia.

piątek, 20 listopada 2015

Mój pierwszy klasyk, czyli Gazelle w rodzinie

Proszę Państwa, pozwolą Państwo, że przedstawię mój pierwszy bezsilnikowy pojazd tutaj.
Oto mój piękny klasyk, Gazelle tournee. 
Panna już jest pełnoletnia, ale akt urodzenia gdzieś zaginął. Wiadomo jedynie, że ukończyła już na pewno 20 lat.
Jej wysportowana sylwetka i elegancka linia dobrze się nosi na ulicach miasta. A jej stan dobrze świadczy o poprzednich właścicielach. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Powrót do normalności - czy nauka przetrwania?

Jest dziś 16-ty listopada, trzeci dzień po wydarzeniach w Paryżu, który 13-tego listopada 2015 roku został wstrząśnięty serią zamachów terrorystycznych o najszerszym od czasu zamachu w Nowym Jorku zasięgu i stratach w ludziach (nie są to dane statystyczne, chodzi głównie o zasięg informacji podawanych w mediach). Jak na razie media podają, że w Paryżu w wyniki zamachów zginęło 129 osób (na dzień dzisiejszy jest ich już 135), setki są ranne i niewykluczone, że wielu rannych nie przeżyje. Dla porównania seria zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 roku na WTC, Pentagon, z wykorzystaniem uprowadzonych samolotów pasażerskich śmierć poniosło w sumie 2973 osoby, w tym zamachowcy.
PAP/EPA / Etienne Laurent - wp.p.
I w Paryżu ilość osób mogła być większa. Zamachowcy zaatakowali bowiem w sumie w 6-ciu miejscach. Imprezy masowe takie jak koncert Eagles of Death Metal w sali koncertowej Bataclan (obecnych ok. 1500 osób), stadion Stade der France podczas meczu Francja-Niemcy, na którym obecny był też prezydent Francji François Hollande (ilość widzów ok. 80 tys.). Do tego doszło do szeregu strzelanin i samowysadzeń w centrum Paryża. Doniesienia mnożą się codziennie. Okazuje się, że Brytyjczycy i Francuzi oprócz tego udaremnili 12 kolejnych zamachów. Belgia też nie jest bezpieczna. W Brukseli policja wkroczyła do imigranckiej dzielnicy Molenbeek, zostały zorganizowane przeszukania, podobno tam ukrył się jeden z braci zamachowców.
Można by tak jeszcze długo.
Doniesienia mnożą się ze wszystkich stron.
Nie milkną gorące komentarze w mediach i wszelkich sieciach społecznościowych. Coraz silniejsze stają się nastroje nacjonalistyczne, którym ulegają już ze strachu nawet bardzo spokojni ludzie. Albo te przeciwne, zalecające podejście spokoju i dalszego budowania Europy multi-kulti.
Francja już wysłała swoje myśliwce celem zbombardowania tzw. stolicy państwa islamskiego (IS) w mieście Ar-Rakka na północy Syrii.
Przeczytałam też, że tego samego dnia, czyli w piątek 13-tego listopada udaremniono wielki zamach w Turcji, w Stambule. Jak wiadomo w Antayi w Turcji odbywa się od niedzieli przez dwa dni szczyt G20, czyli 20 najbogatszych krajów świata.
Mało kto w Europie zauważył, że dzień przed zamachami w Paryżu był zamach na targu w Bejrucie, stolicy Libanu, gdzie zginęło 300 osób.
Można mnożyć doniesienia, na pewno wszyscy, przynajmniej w nabliższych dniach, będziemy śledzić, w jaki sposób Francja, Europa odpowie na tę kolejną tragedię.
Reakcje ugrupowań politycznych są znane.
Nawoływania narodowców, że to wszystki wina imigrantów to zbyt uproszczona wizja świata. Z kolei argumenty za Europą i światem multi-kulti, polityka absolutnego pokoju rodem z wielkiego Ghandiego w obecnej sytuacji też nie do końca do mnie przemawiają.
Uważam, że nadmiar przyjętych bez kontroli przez granicę Schengen i Unii Europejskiej uchodźców na pewno umożliwił jeszcze łatwiejsze przedostanie się wielu niebezpiecznym ludziom na teren Europy. Cała ta akcja, która miała jak najbardziej pokojowe i humanitarne podłoże, niestety za bardzo wymknęła się spod kontroli. Skutek niekontrolowanego napływu osób obcej narodowości i wyznania bez przygotowania na te miliony osób krajów-gospodarzy jest taki, że prowadzi to do wypaczeń i zmniejszenia bezpieczeństwa tych krajów. Siłą rzeczy w szeregach uchodźców znajdą się ludzie, którzy nie przyjechali wyłącznie w poszukiwaniu bezpieczeństwa, domu i pracy, tylko po to, żeby za darmo na wysokime poziomie żyć na koszt państwa, które ich przyjęło.
A co najgorsze, znajdą się wśród nich także zamoachowcy, sterowani tym razem przez Państwo Islamskie (IS), których czerep jest na tyle zrypany, że nie zawahają się pójść w minutę do swojego nieba, pociągając za sobą setki jak nie tysiące "niewiernych", umierając z głośnym Allah Akbar na ustach.
Skutek tego jest od dawna znany. Powstają całe dzielnice imigrantów, do których z uwagi na wysokie zagrożenie boją się wejść nawet patrole policji w danym kraju.
Mnożą się akty terroryzmu. Spodziewamy się w najbliższym czasie regularnych walk. Po jednej stronie będą bombowce, jak te francuskie. Po drugiej my, zwykli cywile na uliach europejskich miast.
AFP / FRANCOIS GUILLOT - wp.pl
A co na to my, którzy nie mają żadnego wpływu na wielką politykę?
Co mamy robić?
Jak sobie radzić?
Nie wiem, jak Wy, ale ja nie lubię się bać o swoje życie, nie wiedzieć, czy jutro będę żyć.
Nie lubię poczucia, że nia mam wpływu na nic.
Nie chciałabym żyć w kraju, w którym boję się iść na koncert, na mecz, albo nawet wyjść na zakupy, wsiąść do metra, czy też wybrać się na zwiedzanie zabytkowych miejsc.
Nie chciałabym się bać.
Budzić i zasypiać w strachu.
Albo ogłupiać się codziennie tak, żeby mi było wszystko jedno.
Jeden z obrazów sfotografowanych przeze mnie ostatnio w Berlinie, Galeria Friedmann-Hahn
Wydaje mi się, że w najbliższym czasie można się spodziewać, że zamiast nieco skompromitowanych już kursów uwodzenia, jak grzyby po deszczu zaczną rozkwitać na wolnym rynku szkoły przetrwania w sytuacji zamachu. Sama bym taką szkołę otworzyła, gdybym była członkiem sił specjalnych na emeryturze.
A przynajmniej zanim takie specjalne szkolenia przetrwania zostaną zaoferowane i zorganizowane bezpłatnie przez wojsko, policję, a najlepiej przez siły specjalne, i będą przeznaczone dla wszystkich obywateli.
I powiem Wam szczerze, że szykując się na kolejne dziesięciolecia w takiej sytuacji, jaka nadchodzi będę pewnie jedną z pierwszych osób, która się na takie szkolenie dobrowolnie zapisze.
Znając życie w najbliższych czasach trzeba się przygotować na najgorsze, nawet jeśli to miałoby się nigdy nie wydarzyć. To może być nasza jedyna skuteczna broń, która może nam kiedyś uratować życie.
I to nic, że przypomina to trochę ostrzeżenia w PRL przed zimną wojną i szkolenia przeciwko nalotom, które wtedy były przeprowadzane w szkołach.
A może, jak radzi w swoim kontrowersyjnym (jakże by inaczej) wpisie na swoim blogu Jason Hunt, takie właśnie szkolenie nauczy nas obojętności wobec zamachów, na które, jak na wydarzenie jak każde inne, będziemy przygotowani.

sobota, 14 listopada 2015

We are all Parisians

Moja podróż i wczorajsze plany popołudniowe oszczędziły mi wiadomości o tym, co stało się w Paryżu...
Zaczęły do mnie docierać dopiero dziś koło południa, kiedy włączyliśmy po raz pierwszy wiadomości w radio. 
Do teraz nie mogę wyjść z szoku.
Szok miesza się z oburzeniem i bezsilnością.
Winnych znałam zanim przeczytałam wiadomości... 
Myślę, że nie tylko ja.
Schengen i Unia Europejska zawiodły i - lekceważąc wszelkie zasady zapisane we własnych umowach międzynarodowych - wpuściły w swoje podwoje absolutnie dobrowolnie TYLE ZŁA!!!
Jak wiecie rzadko, a właściwie nigdy nie wypowiadam się na tematy polityczne.
Ale tej tragedii nie mogę nie skomentować.
Bo brak mi po prostu słów!
...
Powtórzę zatem to, z czym się najbardziej solidaryzuję w obecnej chwili:
We are all Parisians.

piątek, 13 listopada 2015

Autobusowy hardcor czyli Pan Pacha w akcji i okularowe wzruszenia

Moje podróże autobusem mają już dwuletnią tradycję. Kiedyś jeszcze będę odwiedzać te wszystkie dworce autobusowe i na pamiątkę świeczkę zapalać. Póki co, im więcej podróży, tym ciekawsze zjawiska spotykam.
Dziś wrażenia specjalne, odcinek hardcorowy. Wrażliwych przestrzegam, lepiej nie czytać!

Dziś a właściwie już wczoraj wieczorem od chwili wejścia do autobusu poczułam mocne odurzenie. Źródłem charakterystycznego, zwalającego z kopyt nawet konia, zapachu wczorajszego  przetrawionego alkoholu zmieszanego z zapoceniem co najmniej od kilkudziesięciu godzin były pachy pana stojącego, a właściwie prawie zwisającego nade mną z racji czekania na przydział miejsca. 

czwartek, 12 listopada 2015

Puk, puk, kim jesteś tam w środku?

Od dłuższego czasu moja energia w dużej mierze jest zwrócona do środka, czyli pracuje dla mnie i we mnie.
I jest mi z tym dobrze.


To może by tak teraz jeszcze napisać kilka słów o sobie?

poniedziałek, 9 listopada 2015

Classic Remise Berlin

Classic Remise, co można przetłumaczyć jako Klasyczna Remiza w Berlinie to miejsce, które powinien zobaczyć i odwiedzić każdy interesujący się oldtimerami.
W Niemczech są dwa centra pod tą nazwą: w Berlinie i w Duesseldorfie. Remiza w Berlinie została otwarta w 2003 roku i to właśnie tę odwiedziliśmy podczas ostatniego weekendu w Berlinie w niedzielę, a jakże, ponieważ jest to miejsce dostępne dla zwiedzających przezz 365 dni w roku.

niedziela, 8 listopada 2015

Podsumowanie stanu zdrowia i leczenia Piesia

Tak wygląda Schwarz dzisiaj, jest zdecydowana poprawa, czyli wchodzi i schodzi po schodach lekko chwiejnie, ale już sam. Od przedwczoraj już dwa razy normalnie zjadł posiłek. Wymioty ustały pierwszego dnia, więc też z tym nie ma problemu. Ma znacznie lepszą orientację w terenie i zachowanie już prawie takie jak zawsze. Czyli chodzi za mną krok w krok, tam gdzie ja - tam on. W te feralne trzy dni snuł się, ledwo wstawał, był apatyczny i leciał przez ręce. Ożywiał się trochę tylko na spacerze.

piątek, 6 listopada 2015

Raport po wizycie w przychodni weterynaryjnej

Witajcie Moi Drodzy. Wiem, że czekacie na wieści o piesku, ale sporo się działo, a w międzyczasie musiałam też pracować, więc przerwałam pisanie tego posta dziś rano i uzupełniam dopiero teraz.
Już trochę wiadomo, więc oto raport o stanie zdrowia piesia na dziś, czyli na piątek 6.11. wczesnym popołudniem.
Wczoraj wybrałam się ze Schwarzem jednak do innej lecznicy z możliwością wykonania większości badań na miejscu. Lecznica mieści się niedaleko mojego domu, a ja nie chciałam go tak zostawić mimo lekkiej poprawy, ponieważ objawy osłabienia nóg głównie tylnych nadal nie bardzo ustępowały i poza tym Piesek wczoraj nadal był bardzo osłabiony. Nic dziwnego, bo nie jadł prawie nic od trzech dni.
Zdjęcie z dziś, dopiero dziś lepiej się czuje
Zapisałam Piesia do doktora Tomasza Saba i to pod jego kierunkiem została przeprowadzona pełna diagnostyka.

środa, 4 listopada 2015

Po wizycie u doktor wet

Jesteśmy po wizycie u pani doktor, Piesio zbadany, nawet nie wychodził z samochodu, tylko pani doktor wyszła, żeby go zbadać w bagażniku. 
Bo ledwo go do tego samochodu zaniosłam, w końcu ten mój pies trochę waży i jeszcze się wierci podczas, kiedy go niosę. Po schodach też go muszę znosić, bo strasznie osłabiony, boi się nawet na te schody wchodzić.
Kochana pani doktor, że do niego przyszła tak zbadać.
Na szczęście po jednym dniu a raczej kilku wymiotach nie jest odwodniony. Dostał wit B w preparacie Milgamma i środek przeciwwymiotny - wszystko w zastrzykach.
Ma siedzieć w ciepełku, więc leży sobie wtulony w moją nogę, okryty kocykiem, cieplutki, odpręża się i odpoczywa, czyli tak, jak miało być.
Co gorsza kilka razy dziś wychodziłam za nim na te schody, kiedy jeszcze próbował sam z nich schodzić i mało się z nich nie zwalił. No ale kto by w takim momencie myślał o kurtkach.
I się chyba od tego wyłażenia bez kurtki i czapki podziębiłam, bo na dworze już naprawdę zimno, w każdym razie pogoda nie do łażenia w zwykłej bluzce z przewiewnym dekoltem. Kiedy wracałam ze zlecenia, złapał mnie ostry ból głowy, już wzięłam środek przeciwbólowy i dopiero po tym poszłam z pieskiem do pani doktor. U mnie ból już mniejszy, bo od razu wzięłam ketonal.
U piesia też widać pewną poprawę, właściwie z minuty na minutę.
Aha, moja mama była z nim kiedy mnie nie było, bo przecież go samego nie mogłam zostawić. I teraz poszła na bazarek kupić mu udka z kurczaka, ugotuję mu dziś na kolację. Może zje z ryżem.
Jutro po południu wizyta kontrolna z piesiem u wetki i kolejne zastrzyki z Milgammy. Pani wet przypomniała mi, że podobne objawy pies miał na wiosnę i wtedy też dostał serię Milgammy i przeszło. Ale potem też mu zrobiłam kurację witaminową. Teraz to chyba trzeba będzie stosować już regularnie, a nie tylko karmę dla starszych piesków podawać.

Aktualizacja: godz. 22.30. 
Śpię dziś na dole w salonie, już sobie leżymy wszyscy, nie będziemy po nocy chodzić po schodach. 
Piesek położył się koło mnie na podłodze, tu jest najcieplej w całym domu, a podłoga drewniana, więc odpuszczam zaganianie go na jego łóżeczko. Chociaż może mu jeszcze postaram się coś podłożyć, z drugiej strony, jakby chciał, to wszędzie dywany. Sam się przemieszcza, choć jeszcze bardzo niepewnie. Ja przespałam 2 godz. po południu, czuję się lepiej. Za moment wezmę jeszcze witaminki, poczytam i spać. Mam nadzieję, że jutro dzień będzie lepszy.
Wybaczcie, ale nie mam siły odpowiadać na komentarze pojedynczo.

Dobranoc Moi Drodzy

Piesio mi znów choruje

Martwię się moim Piesiem. Już raz tak miał, to było osłabienie mięśni. Ale dziś oprócz tego, że widać, że jest skołowany, dostał też wymiotów. Już trzy razy sprzątałam, bo nie dobiegł na dwór. A teraz to go i nie wypuszczę na ogród, bo widzę, że biedak ledwo chodzi i mógłby z tych schodów spaść. Mimo to udało nam się pójść na krótki spacer. 
Niestety za godzinę wychodzę na zlecenie, więc do przychodni z nim pójdę dopiero po powrocie. Jego stan tego ewidentnie i to szybko wymaga. Od wczoraj znacznie się pogorszyło, a myślałam, że dam mu witaminy i jak ostatnio - wystarczy. Ale nie było mowy, żeby coś dziś przyjął, a ja się bałam mu wciskać na siłę tę witaminę, bo mógłby dalej wymiotować. Padł mi teraz biedak osłabiony obok mnie, ledwo co mu zdążyłam podłożyć jego posłanko...
Kiedy wstaje, snuje się niepewnie na słabych nogach. Już raz tak miał, to było osłabienie mięśni, witaminy pomogły.
W czasie mojej nieobecności przyjeżdża mama, to się nim zajmie. Nie chciałam go zostawiać samego w takim stanie. Niestety po tych wymiotach się nawet nie napił, mimo że mu podstawiałam wodę pod nos. Nie wiem, co z nim, ale bardzo się martwię. Nie mogę się doczekać, aż wrócę z pracy i się nim zajmę, pójdę do lekarza itd.
c.d. w kolejnym wpisie

wtorek, 3 listopada 2015

Migawka o spełnianiu marzeń

Obecne czasy pękają od nadmiaru wrażeń, marzeń i spełnień, ale i od nadmiaru planów, możliwych wyborów i ciągłego niespełnienia. Nie ma w tym nic dziwnego, bo gdyby tak łatwo było spełniać swoje marzenia, wszyscy jeździlibyśmy Lamborghini, mieli miliony na koncie, piękne domy i wykształcone dzieci.
A może nam po prostu od tego nadmiaru wysiadł zmysł obserwacji? I nawet nie zauważamy, kiedy się nam te marzenia spełniają?

Przeglądając sobie ostatnio zdjęcia z zupełnie innej okazji trafiłam na mój wpis z października 2014, czyli sprzed około roku. Pamiętacie go może? To był post Jeden dzień w Gdańsku, wtedy jechałam tam wykonać zlecenie. I mieszkałam w porządnym hotelu, a w moim pokoju miałam kuchnię. Śmiało mogłabym tam mieszkac i gotować przez miesiąc.
Właściwie nie zdziwiłabym się, gdybyście go zapomnieli. Bo ja zapomniałam, że to właśnie wtedy pomyślałam sobie, że moim marzeniem byłoby gotowanie w takiej lub podobnej kuchni... Dla przypomnienia może kilka zdjęć.
Potem dużo się wydarzyło, a ja zupełnie o tym marzeniu zapomniałam. Jednak coś się zmieniło, a energia poszła w tę stronę.
W nowym roku 2015 marzenie o kuchni zaczęło przybierać realny kształt. A ja znalazłam swoje nowe meble i wyposażenie do kuchni...
Czy widzicie to podobieństwo?! Garnki te mam prawie identyczne :).
Przyznam się, że sama jestem w szoku, nawet zmywarka jest chyba dokładnie taka jak moja.
Oczywiście, że układ musi być inny, bo to kuchnia w domu, a nie w hotelu, ale kolorystyka i wykończenia bardzo podobne.
Uważny czytelnik zapyta i słusznie - i co z tego?
Ano to, że złapałam się właśnie na tym, że w ten oto sposób zrealizowałam moje kolejne spore marzenie. Które jeszcze rok wcześniej leżało - wydawało się - poza moim zasięgiem.
I nawet tego nie zauważyłam...
Może jest więcej takich marzeń, które spełniamy, nawet nie zauważając, że się tak dzieje.
Spróbujcie popatrzeć wstecz i przejrzeć swoje wspomnienia krok po kroku. Ja miałam to szczęście, że (prawie) wszystko dokumentuję na zdjęciach. Dzięki temu mam wszystko podane jak na dłoni.
Może ostatnio też moja wyobraźnia wytwarza intensywne różne marzenia, a ja rejestruję je tylko na wpłół świadomie. Po to, żeby zobaczyć je w realu za rok, może dwa...