Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

czwartek, 31 grudnia 2015

Otwieramy nową zakładkę - nadchodzi rok 2016

Niby to zwykła data.
Niby nic nie znaczy, jak się spędzi ten dzień, ten wieczór.
Niby nie jest ważne, kiedy nie ma przy nas tej najważniejszej Osoby.
Niby nie liczy się, co postanowimy.
Niby nie ma podstaw do tego, żeby wiązać jakieś nadzieje z rozpoczęciem kolejnego roku, otwarciem nowej zakładki w naszej Księdze Życia.
Niby jedni umierają, a inni się tego dnia rodzą.
Niby nie mamy wpływu na nic, to się stanie od tego dnia.
Niby nie jest istotne, jak będziemy wyglądać tego wieczora na spotkaniu towarzyskim / zabawie / imprezie.
Niby nie chce się nam nigdzie iść, jechać, odwiedzać.
Niby nie walczymy o kolejny rok dla siebie właśnie od tego momentu, od nastawienia, które wyhodujemy sobie w sercu na samym końcu poprzedniego i z początkiem kolejnego roku.
Tych niby jest wiele.
Wiele z nich można zignorować.
Niektóre to faktycznie niezła ściema dla ludu, żeby miał się czym zająć.
Ale takie przełomowe chwile, jak zakończenie roku i początek nowego niosą ze sobą jednak spory ładunek napięcia, świeżych oczekiwań, zadawnionych wspomnień, nowych radości i smutków i całe mnóstwo emocji, które przychodzą do nas właściwie tylko w tak przełomowych momentach.
Dlatego nie lekceważę nigdy tego dnia. Symbolika wielu, wielu pokoleń zrobiła swoje i trudno tak po prostu olać ten przełomowy dzień i potraktować jak wszystkie inne dni w roku.

piątek, 25 grudnia 2015

Wspaniałe święta 2015

W tym roku nasze święta są wspaniałe.
Chyba najważniejsze w nich jest to, że wczorajszą Wigilię po raz pierwszy od dawna spędziłam ze wszystkimi moimi najbliższymi: z moim M, córcią, jej chłopakiem i moją mamą. Wprawdzie po wcześniejszej wieczerzy moja córcia ze swoim chłopakiem pojechała do jego rodziny, ale ten wieczór zostanie mi w pamięci na długo.
Wszystko się udało: i jedzenie, i miłe towarzystwo, i czas spędzony razem.

środa, 23 grudnia 2015

Ostatnie godziny przed godziną W

Chałupa odkurzona, lśni. Zostało jeszcze kilka powierzchni płaskich do przetarcia, będę to robić sukcesywnie dziś pod wieczór.
Zaraz ostatnie zakupy przed świętami. Dopiero dziś czuję się na tyle dobrze, że będę miała siłę je porobić z radością.
Nie obawiam się tłumów.
Wszystkim z amokiem w oku i zestresowanym będę dziś życzyć wszystkiego najlepszego w najbliższe święta i lepszego od ostatniego nowego roku.
Mój był całkiem niezły, sporo spraw udało mi się dopiąć.
Niektóre zapiąć na ostatni guzik. A do innych szykuję się do boju w następnym roku.
Te ostatnie godziny przed godziną W, czyli Wigilią, upływają mi na porządkach, zakupach i planowaniu, co jutro będziemy z Córcią szykować. Nie zamierzamy 
uszykować żarcia jak dla pułku wojska, tylko przygotować parę dobrych i zdrowych pyszności. Ciasta też nie zabraknie, ale tym zajmie się moja córcia, bo ona to robi lepiej.
Ani ja nie mam czasu pisać dłużej, ani z pewnością Wy w ferworze świątecznych przygotowań czytać więcej, niż kilka zdań. 
Nie mam jeszcze choinki ani ozdób choinkowych, mój kochany przyjeżdża do domu do mnie jutro bladym świtem, to może coś razem urządzimy.
Zatem jako ilustrację zamieszczam moją naprędce skleconą choinkę z pietruszki i pierwszy mój prezent w tym roku.
Zapewniam, że ma on dla mnie znacznie bardzo ważne, bo symboliczne i wiem, że został dany z całego serca od osoby, od której tego się w ogóle nie spodziewałam.
Cud? 
Może dopiero początek cudów :)
A może ciąg dalszy cudów. Tylko trzeba wytężyć wzrok, żeby te cuda dostrzec.
Czego i Wam w te święta życzę. 
A oprócz tego życzę Wam na nadchodzące święta i na nadchodzący rok 2016 zgody przy stołach wigilijnych i świątecznych. Odpuśćcie sobie tematy polityczne i wszystkie inne drażliwe! 
Kochajcie się, lubcie się, rozpieszczajcie swoich najbliższych, wyraźcie uznanie dla tych, którzy przygotują posiłek, doceńcie tych, co posprzątali na te święta, siebie samych też i zróbcie z tych świąt najlepsze święta w Waszym życiu. 
Niech Wam się darzy.


czwartek, 17 grudnia 2015

Jakie będą święta tego roku

Po pierwsze u mnie duża zmiana. 
Ci, którzy mają konto na fejsbuku, już wiedzą, widzieli i skomentowali. Dla pozostałych może będzie to zaskoczenie, ale ja już się od wczoraj oswoiłam.
Z czym? Z nową fryzurą.
Po drugie mam mnóstwo pracy, czuję obciążenie i oddech klienta na karku, więc robię, co mogę, żeby przyspieszyć, ale nie wszystko da się przeskoczyć. W pośpiechu żyję więc te ostatnie tygodnie przed świętami, nie mając za bardzo czasu na nastrój świąteczny, chociaż ciesząc się, że nadchodzi czas spędzony z rodziną.
W tym pędzie jestem non-stop. Doszło do tego, że wszystko, co na drodze to nieprzyjaciel. Kiedy na przykład drzwi czy klamki mi nie ustępują, wpadam na nie w dzikim pędzie, oczekując, że się same uchylą. Co widać nawet na załączonym obrazku w postaci sińca na ramieniu.
Chciałabym już chodzić niespiesznie po sklepach, napawać się tym marrychristmas-everywhere, ale nie mogę!
Nawet już nie odbieram nowych telefonów, bo i na co.
Jeden odebrałam, to już mam coś do zrobienia. Na szczęście klientka poczeka na początek stycznia.
Ale grzechem byłoby narzekać, kiedy ma się zapewnioną pracę od dobrego stałego klienta i tylko czasu trochę brak.
Mimo tych obowiązków udało mi się jeszcze odwiedzić dentystę i przeprowadzić ostatnie z koniecznych napraw. Na święta sprawiłam sobie pełny zdrowy garnitur. :)
Teraz jeszcze tylko aby dokończyć moje zlecenie i zapadnie błogi czas. Nawet kupowanie w tłumach nie wytrąca mnie w tym roku z równowagi. Tak jakoś pogodniej patrzę w przyszłość. Może dzięki temu, że wokół siebie oprócz stalowych szczęk reżimu zaczynam dostrzegać też jutrzenkę swobody i że obserwuję z dumą i nadzieją świeży obywatelski ruch KODowy.
Mam nadzieję, że właśnie w ten sposób wyjdziemy z tego doła, w którym coraz bardziej zaczynamy się jako kraj w ostatnich tygodniach zagrzebywać.

I tym optymistycznym akcentem życzę Wam miłego oczekiwania na święta, wspaniałości przede wszystkim w głowach i sercach, a potem na stołach, i w Waszych domach.
Buziaki!
Wasza iw

piątek, 11 grudnia 2015

Zadawaj pytania, domagaj się odpowiedzi

Jakoś ten czas przedświąteczny składnia mnie do przemyśleń i refleksji. 
Wspominam różne sytuacje z mojego życia, które miały wpływ na mnie i całe moje późniejsze życie.
Te ważne momenty, które mnie ukształtowały. I kiedy podejmowałam najważniejsze decyzje, wprowadzałam przełomowe zmiany.
Są takie chwile, że podejmuje się ich dużo.
U mnie też dużo ich kiedyś było, a moje życie toczyło się szybko jak w kalejdoskopie. 
A ja tak szybko podejmowałam te bardzo ważne życiowe decyzje.
Czy dziś podejmowałabym je inaczej?
Czy miałam rację?
Jak by to było, gdybym od początku zadawała pewne ważne pytania wprost, tak jak dziś?
Może już wtedy otrzymywałabym szczere odpowiedzi? Jakiekolwiek odpowiedzi?
A może dzięki temu moje decyzje byłyby oparte na lepszych przesłankach?
Teraz już na to za późno, nigdy się już nie dowiem o rzeczy z przeszłości, chociaż wtedy te odpowiedzi wydawały się dla mnie najważniejszą sprawą mojego życia. 
Taka wtedy byłam, tyle wiedziałam i miałam określone doświadczenie i dojrzałość.
Dziś niczego nie żałuję, może jedynie tego, że właśnie wtedy niektórych pytań nie zadałam wprost.
Że zadowalałam się domyślaniem, zgadywaniem, że czasem, kiedy było coś dla mnie dramatycznie ważne, nie przyparłam kogoś jednak do muru.
Że nie czułam, że mam prawo do szczerej odpowiedzi na najważniejsze dla mnie pytania.
Jak dobrze, że dziś to wiem.
Że zadaję wszystkie pytania, które chcę zadać.
Że otrzymuję odpowiedzi i uczę się je akceptować.
I że te odpowiedzi zwykle zaskakująco mnie zadowalają.
Jeśli czasem chciałabym coś zmienić to tylko tyle, aby móc przenieść się metodą taką jak w "Efekcie skrzydeł motyla" do własnego ciała i duszy w tamtych momentach i ponownie stanąć twarzą w twarz z tamtymi osobami. I tym razem zadać im te moje pytania i zobaczyć ich reakcję.
Tylko wszyscy wiedzą, jak się to kończy dla głównego bohatera.
Dlatego cieszę się się, że teraz jest DZIŚ i teraz już stoję twarzą w twarz ze swoim odbiciem i ze wszystkimi, którzy mnie otaczają. I zadaję moje pytania wprost.
Do tych przemyśleń doszłam pod wpływem serii moich historycznych zdjęć, które ostatnio przyniosła i pokazała mi mama.

wtorek, 8 grudnia 2015

Mój pies się starzeje

Przez długie lata o tym nie myślałam, nie mówiłam i nie chciałam myśleć. Ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Mój pies się starzeje.
Ma 13 lat. Choć wygląda nadal młodo.

niedziela, 6 grudnia 2015

Kilka słów o motywacji

Pani Motywacja. 
Znamy ją, ale niekoniecznie jest naszym stałym gościem. A jest nam potrzebna do:
- dbania o siebie, a szczególnie
- zdrowego odżywiania
- ćwiczeń poprawiających kondycję, zdrowie i wygląd.

środa, 2 grudnia 2015

Wtorkowy weekend i moje długie wieczory

Wróciłam z BH o 6 rano równo tydzień temu, czyli we wtorek. Ten tekst skończę już pewnie pisać w kalendarzową środę, a opublikuję jutro rano.
Od powrotu nie miałam ani chwili odpoczynku, pracowałam praktycznie każdego dnia. Jeśli nie wykonując zlecenia, to przygotowując się do nich lub zajmując się sprawami firmowymi. Nawet jedną noc mi się udało zarwać, kiedy to tłumaczenie skończyłam o 2 w nocy, potem wstałam o 5, żeby zrobić korektę, wysłałam ok. 6 rano, po czym dalej spałam do 9. Niestety skończyło się to kompletnym nieporozumieniem w organizmie i zarwaniem kolejnych nocy. Organizm załapał to jako przyzwolenie na późne chodzenie spać przez kolejne dni. I tak sobie chodziliśmy późno spać: ja i organizm. W weekend też miałam pracę, chociaż nie tak dużo, jak czasami.
I tak doczekałam kolejnego wtorku, czyli dziś.
Dziś rano musiałam wstać wcześniej, bo na wczesne godziny poranne było zaplanowane wydanie klientowi tłumaczenia. Sprawa załatwiona. Potem miałam zaplanowane różne zajęcia.
Ale gdzieś koło 15-tej złapał mnie mój zwyczajowy kryzys popołudniowy. Mam go prawie zawsze, kiedy wstaję wcześnie rano i muszę przetrwać np. 8 godzin pracy.
Jest taki moment koło 15-tej, kiedy po prostu usypiam w każdej pozycji. 
Na leżąco - o ile mogę. A jeśli nie mogę, to na stojąco i na chodząco. I dziś właśnie tak mnie całkowicie ścięło gdzieś koło 14-tej położyłam się spać. 
Obudziła mnie pewna pani, która omyłkowo zadzwoniła do mojej furtki, mimo że przyszła do firmy obok. Niewyspana próbowałam czymś się zająć, ale mój mózg przypominał chwilowo składem galaretkę wielosmakową i był równie aktywny intelektualnie. Ale przynajmniej poczułam się rekreacyjnie i kolorowo.