Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

środa, 27 stycznia 2016

Robię sobie odwyk

Moi Drodzy,
Przede mną ważne projekty życiowe, dzięki którym mogę sobie ustawić wiele dobrego w moim życiu.
Dotarło do mnie jednak, że aby to osiągnąć, trzeba skupić na moich celach 100% energii, a nie tak jak przez ostatnie tygodnie, może tylko 30%.
Wiem, że odbieracie mnie jako fantastycznie zorganizowaną, samodzielną i umiejącą się zawsze zmotywować Osobę. Niestety to tylko obraz częściowy, wynikający głównie z tego, jaki obraz siebie chętnie tu na blogu opisuję. 
Bo rzadko piszę, kiedy mi coś nie wychodzi, a nawet jeśli, to blog nie jest moim konfesjonałem. Z prawdziwymi problemami chodzę w inne miejsca. Do przyjaciół, do lekarzy, do najbliższych.
Chociaż nie zaprzeczę, że kiedy już się zbiorę, faktycznie bywam świetnie zorganizowana, rozplanowana i zmotywowana, że aż od tej motywacji w uszach huczy!
Ale na co dzień dużym wysiłkiem jest dla mnie takie rozplanowanie dnia, żeby nie tracić zbyt dużo czasu.
A często jednak go tracę, szczególnie kiedy pracy jest umiarkowanie lub mało.
Nadludzkim wysiłkiem jakoś układam sobie plan dnia, żeby tego dnia nie zmarnować.
Miałam dość męczącą końcówkę roku, dlatego teraz może muszę odreagować.
Zauważyłam też, że ostatnio bardzo dużo czasu kradnie mi internet, bezmyślne przewijanie fejsbuka i innych serwisów, jak instagram, przeglądanie wiadomości, które tak naprawdę w tym momencie niewiele zmienią w moim życiu.

czwartek, 21 stycznia 2016

Zakupy a wychowanie, czyli przegrana sprawa

Wczoraj robiłam zakupy w wielkim supermarkecie. Wybierałam właśnie marchewki i żeby je zapakować, odeszłam na sekundę o krok w bok. Kiedy podeszłam z powrotem, całą szufladę z marchewkami okupował malec - na oko jakieś 4-5 latek. Malec ogarnął szufladę ze swojej wysokości dokładnie, jeszcze rozstawił nogi i krzyczał na widok każdej marchewki - "czy tą też?" A mama odpowiadała - "Tak, tę też, ale wybieraj takie mniejsze, o takie, zobacz."
Mama wyraźnie niezwykle dumna z syna mówiła mu, które marchewki wybrać, a które zostawić. Ale już o tym, że może by się tak przesunął o parę cm, żeby dopuścić również tę miłą panią z boku, która też sobie chce akurat wybrać marchewki, czyli mnie, nie pomyślała, żeby powiedzieć choć słowo. A to była taka dobra okazja, żeby nauczyć malca trochę zachowań prospołecznych zamiast tego, że jest pępkiem świata.
Stałam tam więc i wybierałam z miną dość zniecierpliwioną (wiedziałam, że niedługo mam gościa i chciałam się wyrobić) te marchewki znad głowy małego. A jego mama dalej nic. O krok dalej stał dumny z malca tata. Oboje widać dobrze sytuowani, raczej wykształceni (a przynajmniej ukończyli odpowiednie uczelnie), bo i rozmowa z malcem przebiegała na poziomie i grzecznie oraz z doborem odpowiednich słów.
Tylko tego minimum kindersztuby jakby zabrakło.
A szkoda, bo gdyby nie to, powiedziałabym, że wyglądali (mimo że patrzyłam spod oka, to zauważyłam) niczym wzorcowa rodzinka z reklamy.
Nie chciało mi się zwracać uwagi ani malcowi, bo skąd miałby wiedzieć, że ja mam rację, ani mamie, która była swoim synusiem w widoczny sposób zachwycona i dumna. 
Wczoraj nie był mój dzień, żeby się wdawać z dyskusję z ludźmi, którzy najprawdopodobniej każdą moją uwagę obróciliby przeciwko mnie. Skoro moje wyraźne zachowanie z dezaprobatą też im nic nie podpowiedziało, nic bym zwróceniem uwagi nie osiągnęła. 
Odpuściłam. Żeby ich nie pamiętać, nawet nie spojrzałam w górę. Nie pamiętam jak wyglądali i dobrze mi z tym.
Uważałam tylko na to, żeby wybrać te swoje marchewki...
Na szczęście potem, jakby dla odwrócenia tej niemiłej sytuacji pracownik sklepu podczas wybierania przeze mnie pietruszki podszedł i grzecznie odstawił mi pudło z przebranymi warzywami, a pod nim było całe pudło świeżych i ładnych. I powiedział z uśmiechem: proszę :).
Ucieszyłam się i stwierdziłam, że warto jednak być miłym i życzliwym dla ludzi, bo dobro powraca.
Z uśmiechem lżej czasem znieść innych
Wychowania przez inne matki zmienić nie mogę, mogę się jedynie ucieszyć, że dostałam swoistą rekompensatę za tę całą sytuację. I cieszyłam się już przez całą drogę do domu.

wtorek, 19 stycznia 2016

Kalendarz, zarządzanie czasem, metody planowania

Ten wpis dedykuję tym z Was, którzy mają nieco inne podejście do planowania swojej przyszłości ode mnie.
Po przeczytaniu komentarzy pod poprzednim spisem zauważyłam, że jak zwykle spojrzenie na te same sprawy jest zależne od punktu siedzenia. Osoby pracujące na etacie mają mało luzu na co dzień, w określone dni pracy i w określonych godzinach pracy, a chwile i dni wolne muszą często wyszarpywać z gardła pracodawcy. Cieszą się też z każdego wolnego dnia, bo dla nich on jest naprawdę wolny, czyli mogą wykorzystać taki dzień od początku do końca według własnej woli. 
Z kolei dla osoby pracującej na wolnym rynku każdy dzień może być dniem pracy, bo nigdy do końca nie wiadomo, kiedy przyjdzie dobre zlecenie, dla którego opłaci się pracować w weekend czy święto.

niedziela, 17 stycznia 2016

Moje Postanowienia na 2016 rok

​Mam taki przewrotny charakter, że kiedy wszyscy coś robią, mnie najczęściej nie chce się robić tego samego. Kiedy jednak przychodzi mój czas, robię to z całym przekonaniem.
I właśnie nadszedł czas na moje postanowienia na rok 2016. Ogólnie nosiłam je w sercu i duszy już dłuższy czas, ale teraz zabrałam się za ich szczegółowy plan. Im więcej szczegółów, tym większa szansa, że dam radę je zrealizować. 
Właśnie siedzę i piszę moją listę celów na 2016 rok
No to jazda:

sobota, 16 stycznia 2016

Leśny śnieżny spacer

​Uwielbiam takie dni jak dziś. Wyglądam rano na dwór a tam śnieg leży, słoneczko świeci, a dzień wręcz zaprasza: wyjdź na dwór!
Widok na sąsiednią posesję, a szczególnie iglaki zasypane śniegiem.

Przyszła zima, napadał śnieg, czyli oczywistości z mojego ogródka

Kiedy dziś rano zauważyłam, co się dzieje na dworze, opuściły mnie siły i postanowiłam odczekać, aż napada wszystko. Niestety padało i przed południem, i w południe, i późnym popołudniem też.
Na szczęście zlitowała się nade mną mama i pomogła mi dziś w odśnieżaniu. Ale tu na zdjęciach mamy wieczór, godzinę po 22 (ostatni spacer z Piesiem), u nas wszystko przez dwie godziny odśnieżania uprzątnięte, ale jak widać dalej pada. Jutro z rana znów można się spodziewać intensywnego odśnieżania.
Dopiero przy odśnieżaniu widać, ile tego napadało! 

wtorek, 12 stycznia 2016

Wracam do pozytywów, czyli naprawiam to, co się zepsuło

Przez ostatnie dni siedziałam w domu głównie przykryta kocem i szczękałam zębami. Od dwóch dni paliłam w moim piecyku, ale to też nie na wiele się zdało, w domu było zimno, a bez grzania w kominku bardzo zimno. Temperatura między 18 a 19 stopni, lub niewiele więcej.
Myślę, że głównie to sprawiło, że od trzech dni zaczęła mnie codziennie boleć głowa i ogólnie czułam się coraz gorzej. Marzłam też w nocy. Dziś i tak położę się pod dwiema kołdrami.
Dziś postanowiłam wreszcie coś z tym zrobić.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Niedokończone szkice i myśli

Od jakiegoś czasu poszukuję nowych dróg rozwoju dla siebie, jestem więc w dużej mierze skupiona na tym, co się dzieje w moim życiu. Na tym etapie nie chcę też jeszcze za dużo o tym pisać, bo po co rozpraszać energię.
W głowie mi huczy, planów z ich konsekwencjami rozważam dziesiątki lub setki na godzinę.
Wynikające z tego skupienie nie pozwala na intensywne zajmowanie się blogiem.
Wiele niedokończonych tekstów, rozpoczętych tematów znajduje się w szkicach, ale żaden z nich nie znajduje finału, bo ja jestem zajęta czymś innym i w połowie pisania przerzucam myśli na inne tory. A potem już nie sposób wrócić do pisania.
Moim wszystkim czytelnikom i zaprzyjaźnionym blogerom życzę udanego roku 2016!
A ja wracam do moich przemyśleń.


czwartek, 7 stycznia 2016

Zimno, zimniej, brrrrrr

Nie wiem, jak Wy sobie radzicie z tym zimnem, którego długo nie było, a potem spadło na nas nagle niczym atak dementorów: podstępnie i bezwzględnie atakując nasze ciała, paraliżując nas przed wyjściem z domu i sprawiając, że ubieranie się w te wszystkie warstwy trwa co najmniej 15 minut.
Na spacery z psem zakładam ostatnio już ciuchy narciarskie, butów narciarskich nie mam, bo też bym pewnie założyła.
Zimno paraliżuje mnie, sprawia, że najmniejszy wysiłek, a szczególnie wyjście z domu, stanowi dla mnie niezły wyczyn.
Funkcjonuję w tych warunkach tylko dzięki temu, że po prostu muszę dwa razy na dzień wyjść na spacer z psem, kupić zwierzakom leki i jedzenie, coś załatwić.
Nawet praca idzie mi jak po grudzie, nie czuję się zupełnie gotowa na nowe obciążenia.
Coś jakby ciężarki przywieszone do nóg ściągają mnie ciągle na ziemię.
Mimo to zmuszam się, chodzę na te spacery, kupuję co trzeba, a dziś nawet zamierzam się wybrać na trening.
Ale to wszystko robię jakby w zalewie z ciężkiej obciążającej magmy.
Czy to wszystko tylko przez zimno?
Tak na wszelki wypadek dziś wzięłam suplementy.

wtorek, 5 stycznia 2016

Troska o siebie i przepis na dyniowe danie rozgrzewające

Poświąteczne lenistwo dopadało mnie prawie zawsze. Szczególnie, że od lat harowałam jak osiołek do samych świąt, bo wtedy akurat zleceń na rynku bywa sporo. A potem na same święta jeszcze gonitwa za prezentami i dobrami na stół. Po to, żeby na koniec wręcz na ukoronowanie imprezy Wigilijnej sama paść w charakterze zająca w buraczkach (buraczki na buzi od gorączki).
Tym razem też byłam urobiona po same pachy. Też kupowałam większość rzeczy tuż przed świętami, czyli w tłumach. Też nie zdążyłam ze wszystkim. Ale o jedno zadbałam. O Siebie!
W te święta i Nowy Rok to ja byłam dla siebie priorytetem. Mimo że dużo miłości, czasu i troski poświęciłam też moim Bliskim, to dla siebie też w tym roku znalazłam i czas, i troskę, i energię. Dzięki temu wyhamowało już dopadające mnie grypsko, zległam tylko na półtora dnia z przemęczenia.
Ale tym razem nie przesadziłam z eksploatowaniem i tak już wyczerpanego materiału tylko pozwoliłam sobie poleżeć, odpocząć, wyspać prawie przez całe święta a właściwie to do dziś.
Zrobiłam tylko małe tłumaczenia, które przyszły w trakcie między świętami i nowym rokiem i to właściwie tylko dlatego, że były z polecenia.
I dobrze, bo nawet tę niewielką ilość pracy musiałam potem odleżeć. Po prostu mój organizm zawołał KONIEC ROKU już 21. grudnia i w tym roku go posłuchałam.
Dzięki temu w nowy rok weszłam krokiem sprężystym i z radością.
A teraz planuję zadbać o swoje zdrowie, czyli po latach wreszcie zrobić badania ogólne. Przejść się jeszcze po lekarzach, do których nie zdążyłam pójść w ubiegłym roku, a właściwie tylko do jednego koniecznie.
Poza tym udało mi się stracić sporo kg, a teraz mam w planach nie tylko utrzymać tę wagę, ale też zadbać o bardziej sportową sylwetkę, co jest naturalną konsekwencją moich działań podejmowanych już od ponad 2 lat.
Jak na razie idzie mi nieźle.
Od 1 stycznia zaliczyłam kilka długich intensywnych spacerów, a na tych syberyjskich mrozach to nie lada wyczyn. Poza tym pod koniec roku raz, a po nowym roku już dwa razy byłam na siłowni i zaliczyłam uczciwy trening.
Pracę nad sobą na siłowni kontynuuję w tym roku.
Jedzenie, które sobie ostatnio szykuję to dobra alternatywa na takie chłodne dni, polecam więc dziś moją potrawę dnia:

Makaron razowy z dynią i pieczarkami.
Składniki (porcja dla 3 w porywach do 5 osób):
dynia (u mnie ok. 800 g)
makaron razowy (opakowanie)
cebula (1,5 szt.)
pieczarki (ok. 250 g)
czosnek (3-4 duże ząbki)
przyprawy: zioła prowansalskie, imbir, kurkuma, gałka muszkatołowa, chilli, czarnuszka, natka pietruszki.

Sposób przyrządzania:
Dynię podgrzewamy, aż się rozpadnie w garnku z niewielką ilością wody, doprawiamy ziołami, imbirem, kurkumą, chilli, czarnuszką, a na koniec jeszcze posiekanym drobno czosnkiem. 
Na talerzu na wierzch do ozdoby i aromatu sypiemy posiekaną natką pietruszki.
Te przyprawy wspaniale rozgrzewają. A dodane do tego przypiekane pieczarki z cebulką dodatkowo dodały aromatu.

sobota, 2 stycznia 2016

Noworoczny spacer po Saskiej Kępie

Mróz jest taki, że mi szpik w kościach zamarza. Na termometrze niby ok. -10 stopni C, ale odczuwalna temperatura podawana jest na -17 stopni. I powiem Wam, że to właśnie czułam podczas trzech spacerów w ciągu wczorajszego dnia. Z samego rana wyprowadziłam oczywiście pieska i zaliczyliśmy spacerek ok. 45 minut, potem po południu postanowiliśmy wyjść z domu i się gdzieś przejść. Mój piesio rzadko wychodzi na spacery po mieście, bo raz nie chce mi się zbierać owoców jego ewentualnego spaceru w torbę, po drugie ciągle zapominam zabrać jakieś woreczki z domu. Tak było i wczoraj. Ale zamiast co ścisłego centrum wybraliśmy się na spacer na Saską Kępę, która od czasu Piłkarskich Mistrzostw w 2004 roku i otwarcia Stadionu Narodowego rozwinęła się jeszcze bardziej i stała kolejnym licznie uczęszczanym prawobrzeżnym miejskim centrum Warszawy.