Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

piątek, 29 kwietnia 2016

Moja osobista masakra, a następnie nirwana

Dziś opowiem Wam, jak to jest mieć trenera osobistego. Na szczęście ja takiego znalazłam w osobie Piotra Montiego.
We wtorek mieliśmy pierwszy trening, w czwartek, czyli wczoraj był drugi.
Trenujemy z muzą w tle. Fajną muzą - dodam. Tak jak za pierwszym razem Mistrzu więc wrzucił wczoraj fajną pobudzającą muzyczkę treningową i narzucił tempo już przy rozgrzewce.
A potem napięcie, jak u Hitchcocka, stopniowo rosło. Od podskoków i wymachów różnymi częściami ciała przyśpieszał mój oddech, płuca chciały wyskoczyć z pierwszego piętra, a mięśnie bardzo szybko odmawiały posłuszeństwa. W końcu już były trochę zmęczone po pierwszych wtorkowych ćwiczeniach, a tu nastąpiło zauważalne przyspieszenie.
No cóż, jak się zaprzestało treningów przez ostatni miesiąc - półtora, to teraz się ma adekwatny stan. Ma się też rosnący brzuszek i boczki oraz plecy zakrywające się stopniowo zamiast pięknej rzeźby mięśni kołderką z tłuszczu, brrr, nie! Do tego nie chcę dopuścić. Kiedy sobie wyobrażę, że jeśli nie zacznę uważać, zaczną mi pęcznieć od tłuszczu uda, zasuwam, jak się patrzy. Nie, tego scenariusza nie dopuszczam!
Zamiast tego będzie scenariusz z ostrym treningiem, taki na jaki aktualnie mnie siłowo stać i który przyniesie długofalowe efekty, bo zamierzam się nauczyć, jak trenować tak, żeby sobie nie zrobić krzywdy, tylko wprost przeciwnie zadbać o siebie. Mam jednak nadzieję, że za każdym razem i podczas każdego treningu będzie lepiej, czyli że będę się czuła silniejsza i mogła więcej zgodnie z mottem, które mój trener prezentuje na swojej stronie, czyli na blogu poświęconym fitnessowi.
Po pierwszym treningu czułam większość mięśni w nogach i pośladkach. I to jak je czułam!
Dziwne uczucie czuć mięśnie pośladków przy każdym ruchu, każdym kroku.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Remanent, czyli spis z natury

Są w życiu chwile, kiedy spoglądając w lustro i wokół siebie człowiek najchętniej dałby sobie buziaka i poklepał po ramieniu.
Bywają jednak i takie, gdy musi spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że się zaniedbał, zbyt długo zwlekał z załatwieniem pewnych spraw lub zapuścił totalnie siebie lub / i swój dom.
I wtedy ci, którzy są dla siebie dobrze, najchętniej przytuliliby swoje odbicie w lustrze i dali wypłakać się w kołnierz.
A ci, którzy jeszcze nie mają ze sobą poukładanych wszystkich spraw i nie są dla siebie dobrzy, daliby sobie po mordzie albo spuścili manto.
Dziś rano spojrzenie w lustro spowodowało raczej drugą reakcję, z tym, że ja na szczęście jestem dla siebie dobra.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Bezsenność powodem wpisu

Od kilku dni zdarza się taki schemat: zasypiam przed tv ze zwierzakami koło 22-23, po czym budzę się przy jakiejś reklamie między 1 a 2 w nocy i lecę szybko umyć zęby, nałożyć krem i przebrać się do łóżka, żeby się do końca nie rozbudzić. 
A potem długo, długo nie mogę zasnąć. Przewracam się z boku na bok, przeżywając różne trudne sprawy, które mam na dniach do załatwienia i próbując je jakoś uporządkować i zaplanować. Nie za bardzo jest to możliwe przy zgaszonym świetle, więc się męczę i przeżywam dysonans poznawczy. Bo dobrze by było wstać i zapisać plan ich załatwienia. Ale też dobrze by było się wyspać. Dziś jednak po godzinie przewracania się z boki na bok na łóżku, przekładaniu kota spomiędzy nóg na róg łóżka, po kolejnej szalonej pozycji, która miała mnie rozluźnić i skłonić do spania, postanowiłam wziąć do łóżka laptopa i przynajmniej porobić te przelewy, o których z nawału zmęczenia nie zrobiłam w piątek. Uff, o jeden problem mniej. Teraz więc jest godzina 5 rano, a ja robię plan spraw do załatwienia na ten tydzień.
Jak skończę pewnie padnę szczęśliwa, że udało mi się to wreszcie zaplanować i jeszcze się chwilę przespać.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Ponownie w drogę

To ostatnie chwile przed spakowaniem, ostatnimi zakupami i spojrzeniem na ten dom i ten ogród.
Już dziś wyjeżdżam. Póki co na zlecenie w Niemczech, o ok. 300 km stąd, a po zleceniu pojutrze zmieniam kierunek i ruszam na wschód, czyli do mojego domu.
Żegna mnie magnolia w pełnym rozkwicie.

sobota, 9 kwietnia 2016

Awarie opanowane, kuchnia zamówiona

Jak od dawna wiadomo, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. I to niekoniecznie te wióry, które powinny.
Wczoraj czyli w piątek po południu koło 17-tej, czyli klasycznie na koniec tygodnia pracy przydarzyła nam się awaria pieca. Zepsuła się dmuchawa, co poskutkowało wyłączeniem kaloryferów i ciepłej wody. W sumie przy starym piecu trzeba brać takie wypadki pod uwagę. Szkoda tylko, że zwykle takie sytuacje zdarzają się właśnie albo w piątek wieczorem, bywa też, że dokładnie w środku weekendu. Tym razem na szczęście awarię pieca udało się usunąć dziś w ciągu półtorej godziny od pierwszego telefonu do specjalisty. Mamy tu zaprzyjaźnioną firmę z usługami hydraulicznymi i grzewczymi, nie jest tania, ale awarie usuwa w takim tempie, że właściwie zawsze można spać spokojnie (o ile zarabia się na koszty naprawy :).
Drugą niemiłą niespodzianką był moment, kiedy usiadłam za kierownicą mojego samochodu. Okazało się, że już słaby akumulator nie dał się tym razem uruchomić. No cóż, i tak wytrzymał z górką 7 lat. Trafi do wymiany zaraz po powrocie do PL. Ale chciałam na nim jeszcze wrócić do domu. Na szczęście mój M. miał, co trzeba, wyciągnął z garażu przewody, podpiął do swojego silnika i mój rozrusznik ruszył! Co za ulga! Potem pojeździliśmy i pozałatwialiśmy zakupy w okolicy, żeby akumulator się naładował.
Opony też muszę szybko wymienić, bo póki co jeszcze nadal jeżdżę na zimówkach, w końcu przyjechałam tutaj przed prawie 5 tygodniami, myśląc wtedy, że zostanę na tydzień, ubrań też zabrałam ze sobą tylko na tydzień. 
Pod koniec wpadliśmy do mamy Mikaela, która znów uraczyła nas pyszną zupą. Słusznej wielkości gar zupy zabraliśmy do domu, żeby i nasz majster mógł się najeść.
I to by było wszystko, na dziś, gdyby nie to, że zamówiliśmy jeszcze wreszcie kuchnię!
Tak wyglądają zdjęcia zrobione przez szybę dla klienta w punkcie sprzedaży naszej kuchni. Przy okazji pochwalę, że projektanci bardzo się starali zrealizować wszystko zgodnie z naszymi oczekiwaniami, spełnić każdą prośbę, dostosować tę kuchnię jak najbardziej do naszych potrzeb. 
Doradzili nam też, jeżeli chodzi o dobranie materiałów dodatkowych, jak zlewozmywaka, okapu czy kranu. Poza tym mają tu bardzo wygodny patent, przed siedzeniem klienta jest szyba, pod którą ukryty jest ekran. Na nim widać na bieżąco kuchnię zaprojektowaną przez projektanta. To w ten sposób zrobiłam wszystkie widoczne w tym poście zdjęcia.
Szafki wiszące są białe, lakierowane. Okap z płytą z białego szkła.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Projekt kuchnia: od tymczasowej do docelowej

Dziś pokażę Wam, jak udało mi się opanować regały w kuchni i co się okazało po przyjściu naszych hydraulików.
Regały okazały się strzałem w dziesiątkę. Przemysłowe, porządne, stabilne, do tego wyłożyliśmy je mocną wykładziną podłogową, żeby łatwo było utrzymać półki w czystości, gdyż same półki zrobione są z czegoś w rodzaju surowej dobrze wygładzonej płyty paździerzowej i gdyby się na nich coś wylało, to zabrudziłoby je na amen.
Wczoraj w przerwie w pracy stwierdziłam, że mam dość kartonów pod nogami i muszę po kolei powstawiać rzeczy kuchenne, żeby zacząć z nich korzystać w naszej kuchni polowej.
Cała operacja trwała znacznie dłużej, niż pisanie, a znacznie krócej, niż te parę chwil, kiedy czytelnik przeleci ten tekst wzrokiem.
W każdym razie gdzieś po dwóch godzinach regał był spakowany i wyglądał tak.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Życie w pakamerze, czyli kuchnia naprędce

Pytaliście mnie, jak sobie radzimy tymczasem bez kuchni. Bo kuchnia na razie wygląda wprawdzie już jaśniej, ale nadal jeszcze jest jednym wielkim placem budowy, podobnie jak reszta domu.
Faktycznie dobre pytanie, bo jeść a przynajmniej pić przecież jakoś trzeba.

niedziela, 3 kwietnia 2016

piątek, 1 kwietnia 2016

Przeprowadzka numer jeden

Wczoraj w 99% dokonaliśmy przeprowadzki z mieszkania do domu, czyli prawie że po nocy od godz. 18-tej były przewożone wszystkie duże meble, których nie udało nam się przewieźć samochodami.