Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

sobota, 25 czerwca 2016

Jak dobrze wstać ... skoro świt

Myślałam, że zamorduję sąsiada, kiedy dziś świtem o 6.30 obudził mnie głośny niczym silnik jumbo-jeta warkot pompy na wodę, która raz za razem włączała się i wyłączała. Po chwili dotarło do mnie, że przyjechał bladym świtem, czyli jeszcze przed upałem podlać ogród, w końcu nikt inny tu teraz za ścianą nie mieszka i nie ma szans podlewać wieczorem, jak by było najlepiej. Ja rozumiem, że w ten upał to konieczne, ale na litość, w sobotę o 6.30!?
 
Później mimo kilku rozpaczliwych prób zasnąć się nie dało.

piątek, 24 czerwca 2016

Europa przetrwa, choć się zmieni

Za nami referendum w Wielkiej Brytanii, które uświadomiło chyba wszystkim krajom europejskim, należącym do Unii Europejskiej, że przez nasz świat przetaczają się wielkie zmiany i nabierają one konkretnych kształtów.
Już niektóre nadchodzące lub zachodzące zmiany przywódców stojących na czele państw powinny nam dać do myślenia.

niedziela, 19 czerwca 2016

Byłam na Marszu Godności - Protest Kobiet i jestem z tego dumna

Niegdyś męska siła była tym, co zmuszało kobietę do posłuszeństwa i poddania się męskiej dominacji. Stąd w uproszczeniu wzięła się męska dominacja w grupach ludzkich. Biorąc pod uwagę, że niemal każda kobieta jest w stanie urodzić dziecko, czyli w sposób naturalny znieść ból większy od jakiegokolwiek bólu znoszonego przez każdego mężczyzny w ciągu jego życia, jesteśmy cholernie silne. A jednak na przestrzeni wieków na bazie większej siły męskich mięśni ukształtowały się społeczeństwa patriarchalne. Z racji kobiecej słabości fizycznej kobietom odmawiano wszystkiego: mądrości, inteligencji, daru przywództwa, siły woli i konsekwencji.
Gorsze prawa dla kobiet i znacznie słabsze ich egzekwowanie nawet w przypadku istnienia litery prawa teoretycznie broniącej nas to dla większości społeczeństw akceptowana codzienność, rzecz z którą trzeba się pogodzić, zaakceptować i uznać za panujący porządek rzeczy. 
Gdyby kiedyś tak myślały feministki nadal nasze prawa ograniczałyby się do bycia przy mężu, a kobieta bez męskiego ramienia uznawana byłaby za niepełną i niegodną uczestnictwa w życiu publicznym.
Jednak ta walka nie odniosła jeszcze zwycięstwa, gdyż prawa kobiet i dzisiaj w nowoczesnych wydawałoby się społeczeństwach nadal są deptane a same kobiety poniewierane, lekceważone, traktowane gorzej od mężczyzn.
Skrzywdzone i zgwałcone nadal muszą znosić nieludzkie traktowanie, żeby dochodzić swoich należnych praw. Kobiety będące ofiarami przemocy, zamiast być pod ochroną, są nękane przez swoich dręczycieli w majestacie prawa.
Samotne matki wychowujące dzieci są zmuszone walczyć przed sądami o alimenty, często bezskutecznie.
Na takich samych stanowiskach nadal jeszcze kobietom trudno uzyskać wynagrodzenie na równi z męskimi pensjami.
Do tego ostatnimi czasy straszą nas jeszcze zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, które ma prowadzić do tego, żeby kobiety z osób o wolnej woli zostały przekształcone w bezwolne chodzące inkubatory, nie mające żadnych praw w zakresie ochrony swojego życia i zdrowia.
Na to lekceważenie naszych praw ciągle jeszcze istnieje zbyt duża tolerancja w społeczeństwie.
I właśnie dlatego wczoraj, 18 czerwca 2016 r. po ulicach Warszawy wczoraj "za pięć dwunasta" jako symbol tego, że to ostatni moment, żeby zacząć walkę o nasze prawa, przeszedł pochód pod nazwą Marsz Godności Kobiet
Marsz przeszedł trasą od Placu Zbawiciela do Ogrodu Saskiego. Było nas zgodnie z doniesieniami mediów 15 tysięcy!
W marszu wzięły udział kobiety w różnym wieku, o różnych zawodach, widziałam wiele kobiet z rodzinami, od babć, poprzez młode kobiety, kobiety w wieku jak najbardziej produkcyjnym, kobiet w ciąży, kobiety w średnim i późnym wieku. Było też wielu męskich uczestników, dało się zauważyć też tęczowe flagi stowarzyszeń LGBT.
Tym razem nie było żadnych podziałów politycznych. Bo tym razem chodzi o prawa 52% społeczeństwa, czyli nas, kobiet.

środa, 15 czerwca 2016

Spotkania z Ważnymi Ludźmi

Moje życie znów ostatnio nabrało rozpędu. Na pierwszym planie jest intensywna praca na przemian ze spotkaniami z Ważnymi dla mnie Ludźmi.
A poza tym odgruzowywanie domu, zwierzaki i ich leczenie. I milion pomysłów na minutę na temat zorganizowania mojej przyszłości. I żeby jeszcze ta głowa tak mnie nie bolała. A na..... to znaczy boli mnie od dwóch tygodni codziennie. Ból bierze się najprawdopodobniej z napięcia mięśni karku i pleców. Dlatego jutro idę wreszcie na masaż do dobrego fizjoterapeuty. Liczę na jego pomoc.

niedziela, 5 czerwca 2016

Między dwoma domami

Od paru dni siadam przed otwartym oknem ekranu mojego komputera i mam zamiar nadążyć opisać ten pęd i ilość spraw, które się wokół dzieją.
Jest tego jednak zbyt dużo, a moje osłabienie przez kilka dni po podróży sprawiło, że je po prostu poświęciłam na przymusowy odpoczynek.

Po około trzech dniach zaczęłam się czuć jako tako i od razu przyszły zlecenia. Trzeba się więc było brać do pracy. Jedną z większych przyjemności po przebywaniu na terenach objętych remontem jest powrót do rzeczywistości w miarę uporządkowanej.
Ale druga strona tego medalu to wielka tęsknota, obecna każdego dnia. Pokonujemy ją telefonami, ale to i tak nie jest łatwe. Tym bardziej, że tym razem muszę tu znów zostać około miesiąca, jeśli nie dłużej. To zależy od wielu czynników i spraw do załatwienia.
Ta jazda jednak zaczyna być męcząca. Taki wyjazd do jak wysiadanie z jadącego dość szybko pociągu i wsiadanie do drugiego, też w biegu.

Bardzo potrzeba mi spokoju, ale jakoś tak ciągle się nie składa, żebym mogła go zaznać...
Z pozytywów: wstawione do końca okna i żaluzje w BH. Założone kaloryfery. Ukończone już prawie płytki naścienne i podłogowe w tamtejszej kuchni i części przedpokoju itd. Śledzę wszystko podczas codziennych rozmów z Mikaelem, dostaję zdjęcia... 
I u mnie dzieje się bardzo dużo. Przybyło zleceń, więc mam co robić. A wczoraj musiałam skosić trawnik, bo dziś trzeba było wystawić odpady zielone, żeby służby miejskie je zabrały. a nie robiłam tego jeszcze w tym sezonie. Część ścięła w ramach dobrych a niechcianych uczynków moja mama sierpem i musiałam najpierw te spleśniałe sterty trawy spakować do worków. Operacja trwała dwie godziny.
Potem dokonałam reszty kosiarką. Chcąc nie chcąc zaliczyłam w sumie 5 godzin siłowni mimo woli.
Tak się składa, że ubiegłej jesieni pod jedno z drzewek wysypaliśmy ziemię z ziarnami rukoli.
Efekt - małe poletko tejże rukoli tam wyrosło i ma się nieźle.
Drugą część wysypaliśmy do kompostownika i tam też wyrosła.