Inspiracje

Nieustająca inspiracja dla tych, co mają gorsze dni: Zamiast narzekać wymyśl 10 pozytywów.

- Tu mnie znajdziesz na FB i na Instagramie :) -
A tutaj na G+

środa, 27 lipca 2016

Czas kończyć, czyli ostatni wpis

Moi Drodzy,
czas pisania tego bloga i przebywania z Wami był dla mnie bardzo ważny.
Nadszedł jednak czas, że są w moim życiu rzeczy ważniejsze i takie, którymi już nie mam ochoty się dzielić publicznie.
Tym bardziej, że różni ludzie czytają i nie zawsze rozumieją. Wyciągają niewłaściwe wnioski na mój temat. Generalnie pisanie ot tak bez celu znużyło mnie i zmęczyło. A pozostawianie czegoś, co nie ma sensu, jest wbrew mojej logice i mojemu odczuciu.
Dlatego zamykam niniejszym mojego bloga.
Dziękuję Wam za te setki komentarzy, za to, że bywaliście ze mną, gdy było dobrze i było źle i za to, że w ten sposób staliście się na zawsze cząstką mnie.
Do zobaczenia gdzieś kiedyś.
Nie mówię, że nie zajrzę do Was, ale póki co zamykam bloga jutro.
Życzę Wam wszystkim powodzenia.

Postanowiłam odblokować jeszcze raz tego bloga, w końcu jest na nim kawał mojej historii, którą czasem warto się podzielić.
Obecnie piszę w nowym miejscu i tam Was zapraszam:
iw-motywacja.blogspot.com
Wasza IW

wtorek, 26 lipca 2016

Opowieść o ściereczce

Hanna była w swoim żywiole, akurat miała siłę i wenę i sprzątała cały dom z taką radością, że nawet jej nie przeszkadzało zmęczenie, ani pot lejący się po plecach. Potem odpocznie. 
To nic, że musiała przelecieć na szmacie i odkurzaczu cały dom. Najważniejsze, że pojawiali się chętni na kupno, i to sporo, po kilka rodzin na tydzień. Ta świadomość ją uskrzydlała i dodawała siły, której jednak zaczynało brakować z każdym kolejnym wysprzątanym pomieszczeniem i piętrem.
W którymś momencie dotarła do swojej łazienki.
I tu w szafce leżała taka ściereczka zielona z mikrofibry, którą wycierała po umyciu wannę, kafelki, prysznic i przecierała okno.
To znaczy zawsze wcześniej leżała w szafce, na stałym miejscu. Hanna szukała jej na próżno. W szafce, w całej łazience, na parapecie, w sypialni... Nigdzie nie było!
Ta akurat ściereczka była świetna do zbierania wody i doprowadzania chromowanego kranu do stanu na błysk. Tak więc Hanna sięgnęła pewnie do szafki po tę zieloną ściereczkę, ale ściereczki na znajomym miejscu nie znalazła. 

czwartek, 14 lipca 2016

Co się stało?

Kazik wyjechał do Anglii trochę popracować, zarobić i pospłacać długi, które nie on pozaciągał, ale był na tyle nierozsądny, że kiedyś za kogoś poręczył.
Nie ma już teraz nawet żalu, chociaż kiedyś ścigał, szukał, sprawdzał, wściekał się. Bywa trudno, kiedy nie zarabia i musi płacić czynsz, a do tego jeszcze te raty.
Ta która go na podpis na poręczeniu naciągnęła, kiedyś dała mu sporo u siebie zarobić, a teraz sama z rodziną tynk ze ścian obgryza, tak cienko przędzie. Wzięło się na siebie czyjś telewizor na pół ściany, którego dawno nie ma, to teraz trzeba tę żabę jakoś połknąć.
Raz na wozie, raz pod wozem. Teraz Kazik to już wie.
Od lat był samotnym rozwodnikiem. W tamtej chwili poczuł się komuś potrzebny, w sumie nie miał nikogo innego, komu by choć trochę na nim zależało. A ona wyciągnęła go nie raz, nie dwa z ciągu. Toteż miał wobec niej dług.
Latami popijał za dużo, wtedy to nawet miał sporo kumpli. Ale kiedy pewnego dnia postanowił odstawić wszystko i trzyma się tego już co najmniej od dwóch i pół roku, kumple od kieliszka gdzieś się oczywiście rozpłynęli. Przestał być ciekawym towarzystwem.
Kaśka pisała do niego przez cały pobyt w Anglii. Codziennie dowcipkowali sobie wymieniając SMSki. Może nie wykraczały one poza zwykłą kumpelską więź, może czasem były zbyt radosne. W każdym razie zapełniały jej nudę, a dla Kazika stanowiły najjaśniejszy punkt każdego dnia, kiedy padał na łóżko wyczerpany po całodziennej ciężkiej harówie.
I trzymały go przy życiu, kiedy myślał o rychłym powrocie, jak już tu trochę kasy zarobi. Wrócił przed tygodniem i pierwsze kroki chciał skierować do Kaśki. W końcu miał nadzieję, że te SMSy jakoś się rozwiną, że coś między nimi zaiskrzyło, a może wreszcie po latach będzie mógł wziąć w ramiona kobietę.
Zadzwonił, żeby wpaść do niej w niedzielę. Kaśka się ucieszyła, ale spytała też z miejsca, czy może jej od razu tę półkę w łazience przykręcić, o której rozmawiali przed jego wyjazdem kilka miesięcy temu. Kazik uspokoił ją, że to zrobi, ale chciałby najpierw wpaść, na spokojnie pogadać, a miejsce obejrzeć, zanim się zabierze za jakieś naprawy i żeby wiedzieć, jakie narzędzia ma przywieźć.
Długo myślał na wyjeździe, zanim kupił dla Kaśki jakieś tamtejsze smakołyki, nie znał jeszcze aż tak dobrze jej upodobań, a poznali się, kiedy robił jej remont mieszkania. Miał chęć ją lepiej poznać, podobała mu się, a SMSy wysyłane z taką częstotliwością pozwoliły mu sądzić, że i ona dopuszcza możliwość, żeby to było coś więcej. Kazik już swoje lata miał i bawić się w podchody w tym wieku ani nie umiał, ani za bardzo nie miał chęci. Niby na co dzień śmiały i dowcipny w obejściu, kiedy chodziło o te sprawy, o jego sprawy, większość uczuć i przemyśleń znikała gdzieś głęboko w czeluściach jego serca, nigdy nie wychodząc na światło dzienne.
Mieszkając przez lata sam, czasem z kumplem, któremu podnajmował jeden pokój, zaczął już powoli sądzić, że nie ma kobiecie nic do zaoferowania. Żona odeszła dawno temu, zabierając dzieci, do innego, który akurat był na miejscu, podczas gdy Kazik znów zarabiał dla rodziny kasę za granicą. Ale go nie było. A kiedy był, popijał już wtedy za dużo.
Odzwyczaił się od bycia z kimkolwiek na co dzień. Miał już swoje przyzwyczajenia, swoje starokawalerskie. Lubił wesołą muzykę, lubił wypić rano kawę, lubił popatrzeć na zieleń, zadbać o swój mały ogródek, który był głównym powodem, dla którego mieszkał w tym sypiącym się domu nawet bez porządnego ogrzewania. Jedno, czego nie udało mu się rzucić to papierosy. Tak sobie myślał, że jak będzie miał dla kogo, to rzuci. Dla samego siebie nie czuł potrzeby. Nie było warto.
W sobotę przed wizytą u Kaśki zadzwonił raz jeszcze, żeby potwierdzić godzinę. Miało to być ich pierwsze spotkanie po długich miesiącach niewidzenia się, po codziennych SMSach via Anglia-Polska, po narastającym czekaniu i niepewności z jego strony. Po stukaniu się wielokrotnie w ten stary łeb, że przecież taka kobieta pewnie go nie będzie chciała. I za chwilę po kolejnym SMSie z nadzieją, że może jednak. Skoro umie ją codziennie zabawić i doprowadzić do uśmiechu telefonicznie, to może będzie chciała to mieć na co dzień.
W myślach nie pozwalał sobie iść nigdzie dalej, niż do powiedzmy nieco bardziej bliskiej rozmowy. W końcu nie miał pojęcia, czy jej się podoba, czy w ogóle ma u tej kobiety szansę. Ona w każdym razie mu się od dawna podobała.
Zadzwonił, zapytał, czy godzina aktualna.
A Kaśka znowu się pyta o tę półkę w łazience. Kazikowi oczy się zamgliły, czego nigdy nikomu by nie pokazał. Zakończył rozmowę przez telefon dość szybko, potwierdzając swój niedzielny przyjazd.
Rano w niedzielę ubrał się w ciuchy kupione świeżo w Anglii, w końcu nie będzie do niej chodził jak parobek w roboczym ubraniu, na które się napatrzyła podczas remontu. Wiedział, że dobrze w tych ciuchach wygląda, bo mu ostatnia zleceniodawczyni mówiła, a ona na dobrych rzeczach się zna.
W przedpokoju westchnął głęboko, wziął swoją torbę z narzędziami i poszedł na przystanek. Dojechał szybko, w wolne dni latem ulice w mieście były prawie puste.
Kiedy wszedł do mieszkania Kaśki, nie skorzystał z zaproszenia, żeby się czegoś napił. Od razu poprosił, żeby mu pokazała, co ma zrobić. Poszedł do łazienki, w 10 minut przykręcił półkę, po czym spakował narzędzia, podziękował jeszcze raz za zaproszenie na kawę i szybko wyszedł.
Dopiero na dworze odetchnął głęboko.
Po wyjściu ścigały go w myślach ostatnie słowa, które od niej usłyszał, wychodząc: No ale co się stało?
Założył okulary przeciwsłoneczne, żeby nie patrzeć ludziom w oczy i wolnym krokiem poszedł na przystanek.
Do swojego wynajmowanego starego małego domku na skraju miasta znów jechał prawie godzinę, to w końcu duże miasto.
Kaśka zadzwoniła jeszcze po południu, zadając to samo pytanie. I pewnie nadal nie ma pojęcia.

wtorek, 12 lipca 2016

Dla odreagowania

Jako, że dziś spędziłam dzień na bardzo poważnych sprawach, cały czas skupiona i skoncentrowana, muszę się pod wieczór odprężyć. A co może odprężyć lepiej, niż zwierzaki. Ostatnio między innymi też gotowanie (sama nie wierzę, że to piszę!)
W ramach relaksu opowiem Wam też, co się u mnie dzieje od paru dni. W niedzielę po tygodniu spędzonym razem musiał niestety wyjechać z powrotem do siebie Mikael. Jadąc do Polski M. przywiózł ze sobą naszego majstra. Po miesiącu czekania nareszcie mieliśmy kilka dni dla siebie. Staraliśmy się umilać sobie czas, choćby popijając kawusię z ciastem bananowym mojej roboty na tarasie.
p.s. Łyżeczka widoczna na tym zdjęciu trzy razy pod rząd wpadła mi w całości i utopiła się w słoiku miodu. Za trzecim razem już jej nie opierałam o słoik.

piątek, 8 lipca 2016

Lecę w kulki

Wczorajszy dzień upłynął mi na oczekiwaniu na różne rzeczy, na które nie miałam wpływu, toteż chętnie zajęłam ręce i myśli czymś innym.
Zaczęłam od zrobienia chleba, przepis na chleb znajdziecie tutaj, czyli na moim blogu kulinarnym Migawki. Ale ciasto z mąki żytniej wyszło tak ciężkie, że wolałam nie piec chleba, bo byłam pewna, że opadnie i będzie zakalec. Żeby nie wyrzucać ciasta, postanowiłam zrobić bułki. Tak więc upiekłam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
I wyszły tak:
Nie żeby zwalały z nóg, ale pierwszą od razu zjadł M., jeszcze na ciepło, bo nie ma to jak na świeżo i z masełkiem.

wtorek, 5 lipca 2016

Uzależnienie

Zaczęło się w piątek, kiedy zamknęłam drzwi za ostatnim klientem, nawet dość wcześnie. Zamiast się wyluzować i iść do ogrodu, dołączyć do bawiących się zwierzaczków, ja zabrałam się do roboty.